Magdalena Okraska: Klasa średnia boi się utraty prestiżu

- Klasa średnia bardziej niż zubożenia boi się utraty społecznego prestiżu.
- Prestiż jest narzędziem utrzymywania dystansu między klasami społecznymi.
- Mimo pozorów awansu społecznego klasy społeczne wciąż pozostają trwałym elementem rzeczywistości.
Chociaż, jak się wydaje, ludzie uznają samych siebie i są uznawani za „ważnych” głównie dzięki posiadanym pieniądzom i dobrom, kapitalizm udowadnia, że potrafi je zdobyć nie tylko ten, którego namaszczano od kolebki olejem z komórek mózgowych Bronisława Geremka. Ba, pieniądze, i to spore, mają ludzie, którzy nie mówią po francusku (a czasem nawet i po angielsku), nie zwiedzali Akropolis i nie brali od dziecka lekcji pianina. Zatem nie tylko kasa staje się tu wyróżnikiem. Prestiż to konstrukt społeczny, ale – jak wszystkie takie konstrukty – ma ogromny wpływ na nasze życie. „Prestiżowa lokalizacja” (czyt. bez „żula”), „prestiżowa szkoła” (czyt. dla bananowych dzieci), „prestiżowa uczelnia”, „prestiżowa marka” (którą szyło chińskie dziecko). Nie dla plebsu, nie dla zwyklaków. Prestiżu nie nabywa się samego z siebie, nie można się też samodzielnie nim obdarzyć. Nie istnieje on jako obiektywna cecha – to grupa odniesienia nam go przyznaje bądź nie.
Klasy będą istnieć
Klasa średnia ma dwie grupy odniesienia – równych sobie lub postawionych wyżej – oraz „biedaków”, którzy muszą stać w kolejce po bilet miesięczny zamiast odpalić SUV-a w leasingu. Bardzo starannie dba o to, by nie zmniejszył się dystans pomiędzy nią a tymi „niżej”. Cierpi, gdy zostają wprowadzone jakiekolwiek rozwiązania, które spłaszczają tę strukturę.
Prestiż miał także przynależeć do rzeczywistości jeszcze nieutowarowionej – nie udawało się go kupić, choć wiele można było (i można nadal) kupić za niego. Tymczasem w świecie, gdzie przynosi go sam „goły” pieniądz, ciężko mówić o szacunku społecznym za posiadanie dyplomu, wykonywanie pracy społecznie użytecznej czy choćby za bycie „kimś”.
Praca stała się wymianą wysiłku za pieniądz, czyli dosłownie tym samym, co dla każdej innej klasy społecznej.
Nie współczujmy jednak klasom wyższym utraty ich historycznego usadowienia. Klasy „niższe” nie miały bowiem – i nadal nie mają – pieniędzy ani też nie cieszą się prestiżem czy szacunkiem społecznym. Słyszą jedynie o konieczności aspirowania do sytuacji, do których i tak nigdy nie doskoczą, bo dystans społeczny nadal jest utrzymywany sam z siebie. Są ustawiane w roli podziwiaczy, publiki dla polityków, aktorów, pisarzy, niedobitków arystokracji i ludzi z Roleksami. Daje im się znać, że frak dobrze leży w trzecim pokoleniu, a odświeżenie zębów i latanie do Turcji to jeszcze nie awans klasowy. Tego awansu pożądamy i tym awansem nas rozgrywają, sugerując bezustannie, że to za wysokie progi. Klasa średnia za to od 2015 r. obawia się, że „patusy podnoszą głowy” i depczą jej po piętach, trafiając do miejsc wcześniej niemożliwych do wyobrażenia.
Ale nie dajmy się przekonać, że to oznacza zanik klas społecznych. One zawsze będą istnieć, a ich istnienie zawsze będzie dotkliwie odczuwalne.
[Śródtytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]





