Marcin Bąk: Pluralizm... czy ktoś to jeszcze pamięta?

Pluralizm... czy ktoś to jeszcze pamięta?
Ja doskonale pamiętam okres przełomu, gdy upadał PRL a w kraju powstawały zupełnie nieznane za komuny instytucje. Media, inne niż państwowe, partie polityczne, organizacje społeczne. Można było mieć swoje zdanie i wyrażać je głośno. Pamiętam dobrze, jak przeróżne osoby, określane mianem „autorytetów moralnych”, zachwalały nowy ustrój, który właśnie się rodził na naszych oczach. Jednym z najczęściej odmienianych wyrażeń był „pluralizm poglądów. Z czasem okazało się, że z tą powszechną wolnością wypowiedzi i pluralizmem poglądów, to sprawa jest nieco bardziej zawiła. Autorytety moralne, kreowane przez środowisko umownie nazywane Salonem a skupione wokół Gazety Wyborczej, okazywały się co i rusz tajnymi współpracownikami Służby Bezpieczeństwa, wieloletnimi kapusiami, którzy pisali obszerne raporty na swoich kolegów z pracy czy z działalności związkowej. Teraz uczyli Polaków jak mają żyć i co myśleć... Mówili o pluralizmie w wypowiedziach dla Gazety Wyborczej, która stała się na progu lat dziewięćdziesiątych praktycznym monopolistą jeśli chodzi o rynek dzienników. Była Gazeta Wyborcza, z gigantycznym nakładem liczącym setki tysięcy egzemplarzy, długo nic i jakieś inne gazety, dopuszczone do zjadania okruszków z pańskiego stołu. Swoją pozycję Gazeta zawdzięczała bynajmniej nie sprawności w konkurencji na wolnym rynku dziennikarskim lecz „podziałowi tortu” podczas ustaleń sięgających jeszcze czasów Okrągłego Stołu. Mając pozycję hegemona można było śmiało rozwodzić się nad dobrodziejstwami płynącymi z wolności słowa. Podobna sytuacja panowała wtedy także w innych mediach, rodzącym się radiu komercyjnym czy powoływanych do życia komercyjnych stacjach telewizyjnych. Przekaz, jaki otrzymywał odbiorca był bardzo jasno sformatowany – przy nominalnej mnogości poglądów jedynym głosem dopuszczonym faktycznie do debaty był głos nauczający o nieuchronności panowania światopoglądu lewicowo – liberalnego we wszystkich dziedzinach życia.
Gdzie wtedy była prawica, gdzie wtedy byli ludzie o światopoglądzie konserwatywnym?
Generalnie rzecz ujmując – tam gdzie chcieli ich widzieć przedstawiciele lewicowo – liberalnych elit, czyli na śmietniku historii. Środowiska prawicy, tępione brutalnie przez cały okres PRL, odradzały się bardzo niemrawo, trochę pod skrzydłami Kościoła, trochę próbując nawiązywać do przedwojennej myśli narodowej demokracji. Nie było żadnej bazy finansowej, żadnych wielkich dzienników konserwatywnych, stacji telewizyjnych czy radiowych. Politycy partii, czy środowisk mieniących się konserwatywnymi, tez zresztą często okazywali się kapusiami służby Bezpieczeństwa, oddelegowanymi do pracy na odcinku „Prawica”. Prawdziwa prawica nie miała miejsca w tym świecie deklaratywnego pluralizmu. Pamiętam doskonale schemat, wedle którego dobierano gości do telewizyjnych debat światopoglądowych. Troje świetnie ubranych, doskonale obeznanych w sztuce erystyki reprezentantów strony lewicowo-liberalnej i jakiś stary, sepleniący i śliniący się ksiądz, nie potrafiący składnie wyłożyć swoich racji. Od tamtej pory wiele się zmieniło i nie zmieniło zarazem. Zmienił się rynek medialny. Obok starych mediów zaczęła powstawać konkurencja – dzienniki, tygodniki reprezentujące także prawicowy punkt widzenia. Powstały media ojca Tadeusza Rydzyka, powitane rykiem nienawiści przez Salon. Powstawać zeczęły stacje telewizyjne, jak TV Republika czy wPolsce24, zdobywające sobie coraz większą popularność. Rozwój internetu zmienił reguły gry i spowodował, że coraz więcej treści innych niż dopuszczalne przez Salon zaczęło docierać do zwykłych ludzi. Siłą rzeczy dawne media związane z Salonem a politycznie z partiami liberalno-lewicowymi, musiały się „posunąć” chcąc nie chcąc na ławce i zrobić trochę miejsca. Gazeta Wyborcza jest dzisiaj cieniem swojej dawnej potęgi z lat dziewięćdziesiątych. Bardzo wątłym cieniem. Można więc powiedzieć, że wreszcie mamy do czynienia z tym realnym pluralizmem głoszonych poglądów o który tak mocno, przynajmniej deklaracjach, walczył trzy dekady temu Salon i środowisko skupione wokół Adama Michnika. Nie zmienił się jednak stosunek elity lewicowo liberalnej do szeroko pojętego konserwatyzmu. Ci ludzie nadal nie chcą przyznać prawicy prawa do istnienia i do wypowiadania się. Bardzo znamienna pozostaje w kontekście tego stosunku elit d o prawicy niedawna wypowiedź Marcina Mellera po zakończeniu współpracy z Kanałem Zero.
Zauważyłem, że prawicowi komentatorzy byli zadowoleni, jak był choć jeden ich wyrazisty głos. W drugą stronę to nie działało: jak było trzech liberalnych i lewicowych komentatorów kontra jeden prawicowy, to był krzyk:
Jak można zapraszać takiego odrażającego prawaka?!
Nie po raz pierwszy się przekonałem, że w rozumieniu liberalnego-lewicowego świata prawdziwa i godna dyskusja polega na tym, że są tylko nasze poglądy i od biedy jakiś udomowiony, delikatny, bezzębny prawicowiec".
Zwróćcie Państwo uwagę – teraz, gdy mamy do czynienia z prawdziwym pluralizmem w mediach, dalekim jeszcze od równowagi bo strona lewicowo-liberalna nadal przeważa, nikt już na Salonie o pluralizmie nie wspomina. Teraz modna jest walka z „mowa nienawiści”.
Solidarność uczciła 45. rocznicę strajku w Tomaszowie Lubelskim

„Precz z komunistami”. Dziś 69. rocznica Poznańskiego Czerwca 1956









