Świadkowie Jehowy – pogubieni czy groźni?

- Autorka książki, była świadek Jehowy Magdalena Szostak, przedstawia tę wspólnotę jako środowisko silnie kontrolujące swoich członków.
- Tekst podkreśla, że świadkowie Jehowy są przede wszystkim ludźmi szczerze poszukującymi Boga, którzy często sami stają się ofiarami manipulacji.
- Zdaniem autorki i cytowanych duchownych obecny kryzys wśród świadków Jehowy może skłaniać część wyznawców do przewartościowań duchowych.
Dla jednych sekta, dla innych – związek wyznaniowy. Według Magdaleny Szostak, autorki książki „Świadkowie Jehowy” wydanej właśnie przez Dominikańskie Centrum Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach, ludzie ci potrzebują przede wszystkim modlitwy Kościoła i jasnego świadectwa jego członków o tym, kim są Chrystus i Jego nauka.
Wszechwładni „starsi zboru”
„Świadków Jehowy pamiętam jako ludzi szczerze zaangażowanych religijnie, natomiast to w Kościele czuję trud funkcjonowania – dotyka mnie letniość katolików, hipokryzja, bolą mnie gorszące podziały czy próby liberalizowania zasad Bożych przez część katolickiej inteligencji”
– przyznaje Szostak, która wychowała się w rodzinie świadków Jehowy, następnie od nich odeszła i porzuciła życie religijne, po pewnym czasie powracając do niego już w Kościele katolickim.
„Właśnie tutaj Bóg objawia nam siebie najpełniej. Codziennie zachwycają mnie nauka Kościoła katolickiego, liturgia, dostęp do sakramentów, i niemal każdego dnia ubolewam, że wszystko to jest zakryte przed moimi krewnymi. Widzę ich przede wszystkim jako ofiary duszpasterskiego zaniedbania, którego nie jestem w stanie nadrobić własnymi wysiłkami, a następnie jako ofiary manipulacji heretyckiego związku wyznaniowego. Członkom mojej rodziny nie sposób przekazać Dobrej Nowiny o Jezusie Chrystusie, który jest Bogiem (uważają Go jedynie za największego z aniołów). Są szczelnie zamknięci, myślą wyuczonymi schematami, rozmawiają według określonych scenariuszy, nie dopuszczają do siebie wiedzy z innych źródeł niż Towarzystwo Strażnica. Krytykę organizacji odbierają jako bezpośredni atak na Boga Jehowę”
– wylicza autorka książki.
Świadków Jehowy jest obecnie w Polsce ok. 100 000, co daje im miejsce trzeciego największego związku wyznaniowego w kraju. Centrum koordynujące działalność polskich świadków Jehowy mieści się w podwarszawskim Nadarzynie, a historia ich obecności nad Wisłą liczy ponad 130 lat. Początek polskim zborom dały praktyki wędrownych kaznodziejów amerykańskich.
Przed działalnością świadków Jehowy przestrzegał w dwudziestoleciu międzywojennym m.in. św. Maksymilian Maria Kolbe, wskazując na związane z nią duchowe niebezpieczeństwa. Ich wierzenia bazują na religii chrześcijańskiej, jednak w znaczący sposób ją wypaczają – począwszy od nieuznawania boskości Chrystusa, przez postrzeganie osoby Ducha Świętego jako „energii”, po odrzucenie koncepcji nieśmiertelności duszy. Świadkowie Jehowy głoszą bliskość końca świata i nadejścia Armageddonu, który przetrwać mają jedynie gorliwi wyznawcy Jehowy. Jako pośredników między sobą a Bogiem traktują „starszych zboru”, którym zobowiązani są bezwzględne posłuszeństwo moralne i materialne. Elementy wspólne z chrześcijaństwem to z kolei poglądy antyaborcyjne, promowanie uczciwości, skromności, wstrzemięźliwości seksualnej, pracowitości i służby na rzecz bliźniego.
Pismo Święte jako źródło nadziei
Magdalena Szostak podkreśla, że świadkowie Jehowy, choć deformują nauczanie biblijne, to jednak gorliwie studiują Pismo Święte i mają do niego duży szacunek.
„Po nawróceniu dostrzegłam konieczność zaopatrzenia się w inne tłumaczenie Biblii, ale faktem jest, że właśnie świadkom Jehowy zawdzięczam utrwalenie we mnie przekonania, że Pismo Święte jest źródłem nadziei. Myślę, że wyposażyli mnie w narzędzie, którego nie dała swoim dzieciom niejedna katolicka rodzina”
– przyznaje.
Do świadków Jehowy odnosi się z dużym zrozumieniem i współczuciem i zaznacza, że celem napisania przez nią książki na temat tego środowiska nie jest napiętnowanie go, ale przeciwnie – potrzeba wyjścia naprzeciw zmanipulowanym ludziom.
„Chciałabym dać wierzącym katolikom materiał, dzięki któremu będą oni potrafili lepiej zrozumieć osoby zwiedzione działalnością Towarzystwa Strażnica”
– podkreśla Szostak. Autorka książki nie namawia jednak do prób „nawracania” świadków Jehowy na własną rękę, przestrzegają przed tym także duchowni katoliccy.
„Sekciarski charakter ma rygorystycznie stosowana zasada ostracyzmu. Od członków wymaga się, aby zerwali wszelkie kontakty i unikali tych, którzy opuścili ich organizację lub zostali z niej wydaleni. Przełożeni zborów żądają też ślepego posłuszeństwa. Ponadto wpaja się mocne przekonanie, iż dostrzeganie jakichkolwiek błędów organizacji – np. nietrafne przepowiednie dotyczące końca świata, brak logiki i konsekwencji w swych naukach – oraz wątpliwości co do doktryny to oznaka duchowej słabości jednostki”
– wskazuje na łamach „Przymierza z Maryją” ks. Marcin Kostka.
„Świadkowie Jehowy mają obowiązek intensywnego starania się o nowych członków. Ilość godzin głoszenia, czyli chodzenia od drzwi do drzwi, zaczepiania ludzi w parku, na ulicy, jest spisywana i przekazywana przełożonym. Werbując nowe osoby, stosują typową dla sekt metodę „bombardowania miłością”. Pewne informacje są niedostępne dla zwykłych wyznawców, ale wyłącznie dla starszych zboru. Ponieważ świadkowie Jehowy głoszą w parach, pilnują siebie nawzajem, gdyż mają obowiązek zdawania relacji o postawie osoby, z którą chodzą po domach. Nie mogą np. przyjąć od nas żadnej broszurki, bo towarzysz doniósłby o tym fakcie. Są to elementy psychomanipulacji bardzo typowe dla zachowań sekciarskich”
– wylicza.
„Jeśli jednak zdecydujemy się na rozmowę, to na pewno powinniśmy ich traktować z miłością, pamiętając, że są to tak naprawdę ludzie skrzywdzeni przez swą organizację. Trzeba być świadomym dramatu tych ludzi. Na rozmowę z nimi powinny się decydować tylko osoby, które są ugruntowane w swojej wierze i znają dobrze Pismo Święte. Warto na początek zaproponować wspólną modlitwę, choć raczej się na to nie zgodzą. Można też złożyć świadectwo własnej wiary. No i przede wszystkim powinniśmy się modlić, aby dobry Bóg dał im łaskę dostrzeżenia tego, kim naprawdę jest Chrystus Pan. By dał im łaskę nawrócenia”
– konkluduje kapłan.
Kryzys jest szansą
Podobne wnioski formułuje na łamach swojej książki Magdalena Szostak, wskazując zarazem na fakt, że w ostatnim czasie zbory świadków Jehowy na całym świecie przeżywają poważny kryzys, co może skłaniać ich do rozpoczęcia poszukiwań duchowych poza organizacją.
„Wielu wyznawców zaczyna nabierać dystansu do tego, co kiedyś przedstawiono im jako «prawdę». Dzieje się tak z różnych powodów. Niektórzy doznali prawdziwego szoku, gdy na jaw wyszły nadużycia seksualne starszych zboru wobec dzieci, które ujawniła tzw. komisja australijska. Innych powodów do zwątpienia w naukę Towarzystwa Strażnica dostarczyła pandemia. Kiedy zebrania zborowe mogły odbywać się wyłącznie za pośrednictwem platform typu Zoom, niektóre osoby zauważyły banalność przekazywanych im treści – bez atmosfery serdeczności (swoistego „love bombingu” [„bombardowania miłością”]), którą o wiele łatwiej wykreować na żywo, bez typowych dla świadków uścisków dłoni i miłych rozmów przed rozpoczęciem oficjalnego programu spotkania i po nim, pozostała sama nauka i wiele czasu na samodzielną refleksję. Niektórzy byli świadkowie twierdzą, nieco złośliwie, ale nie bez racji, że do odejść wielu osób przyczynili się również bracia z Ciała Kierowniczego, bo gdy i oni zdecydowali się na kontakt ze współwyznawcami za pośrednictwem regularnych wideopodcastów, nagle się okazało, jak infantylny jest przekaz tych, którzy uchodzą za duchowe autorytety… I jak nieznośne jest ich nagabywanie o pieniądze, które wplatają w pouczenia na temat prawa Bożego”
– pisze Magdalena Szostak.
„Na zbory świadków Jehowy nie należy już patrzeć jak na wspólnoty gorliwców, lecz raczej jak na ludzi wyczerpanych, którzy często przeczuwają albo nawet dokładnie wiedzą, że ich przywódcy religijni nie służą Bogu. Nie powinien być to jednak dla nas powód do satysfakcji, lecz do serdecznego współczucia i mobilizacji, ponieważ te osoby – nie tylko rozczarowane nauką, którą przyjęły, ale i nieufne wobec każdego «systemu religijnego» – potrzebują duchowej pomocy”
– dodaje.
Szostak zaznacza, że świadkowie Jehowy, jako osoby nieposiadające wyższego wykształcenia (bo przez dekady Towarzystwo Strażnica wmawiało młodym ludziom, że studia są czymś z gruntu złym) oraz jako osoby mentalnie odcięte przez swoją organizację religijną od nieaprobowanych przez nią źródeł wiedzy, zostali de facto pozbawieni możliwości badania historii, a na tej „zaprojektowanej ignorancji” łatwo bazować manipulantom.
„Pamiętajmy, że zarówno obecnym, jak i byłym świadkom Jehowy należy się z naszej strony serdeczne współczucie okraszone nie poczuciem wyższości, lecz modlitwą. A kiedy jest taka możliwość – dobrym słowem. I naszym osobistym świadectwem – świadectwem dzieci Bożych, które żyjąc w harmonii z nauczaniem Kościoła katolickiego, na poważnie żyją Ewangelią. Tylko w ten sposób jesteśmy w stanie wzbudzić w nich głód Boga, który jest Prawdą i Miłością. Głód, który mogą zaspokoić w naszym Kościele”
– stwierdza autorka książki „Świadkowie Jehowy”.
[Sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzi od redakcji]
Komentarze
"Misjonarz odradzającego się Kościoła". Solidarność upamiętniła śp. Biskupa Jana Niemca

Paweł Jędrzejewski: W kwestii kary śmierci nie zgadzam się z papieżem
Wielu rannych po ataku w kościele w Grand Blanc. Trwa akcja ratunkowa

Skandal w Krokowej. Tablica pamiątkowa dla oficerów Wehrmachtu
Półnagi mężczyzna wtargnął do kościoła, zdemolował ołtarz i zaatakował księdza









