Szukaj
Konto

Co dzieli Kościół w Polsce, czyli katolickie kłótnie i spory

Co dzieli Kościół w Polsce, czyli katolickie kłótnie i spory
Źródło: pexels.com | Autor: Shox | Licencja: Pexels License | Kościół i blok mieszkalny
Ktoś patrzący zewnętrznym okiem na to, co w ostatnim czasie dzieje się w Kościele katolickim w Polsce, mógłby odnieść wrażenie, że toczy się w nim jakaś dziwna wojna pomiędzy ludem a hierarchią. Czy tak jest rzeczywiście?
Co musisz wiedzieć:
  • Główny konflikt w Kościele w Polsce przebiega dziś wewnątrz samego Episkopatu, którego członkowie różnią się teologicznie, duszpastersko i politycznie.
  • Autor twierdzi, że spory wokół listu o relacjach z Żydami oraz komisji badającej przestępstwa seksualne są elementem walki różnych frakcji o wpływy i dominację w polskim Kościele
  • Według tekstu część biskupów obawiała się, że niezależna komisja ds. nadużyć mogłaby zostać wykorzystana przez liberalne środowiska kościelne do zdobycia władzy w Kościele.

Spójrzmy tylko na reakcje, które pojawiły się po publikacji listu Episkopatu z okazji czterdziestej rocznicy wizyty Jana Pawła II w rzymskiej synagodze. Można było w wielu miejscach przeczytać, że biskupi zdradzają tym tekstem wiarę; krytycznie o liście wypowiedzieli się też eksperci mający wśród katolików rzeczywisty autorytet teologiczny, jak choćby ksiądz profesor Waldemar Chrostowski. Wcześniej jednak mieliśmy też – ciągnącą się miesiącami – sprawę powołania komisji, której zadaniem będzie wszechstronne zbadanie zjawiska drapieżnictwa seksualnego w instytucjach kościelnych. W tym przypadku tacy autorzy jak Tomasz Terlikowski, a także liczne środowiska blisko związane z życiem Kościoła, nieustannie nastawali na autorytet moralny biskupów, sugerując, że robią oni wszystko, by komisja nie powstała, a w efekcie – by sprawy przestępstw seksualnych nie ujrzały światła dziennego.

Kwestie są jednak bardziej złożone, niż by to chciały przedstawiać różne świeckie media, zwykle zainteresowane dywanowym ostrzałem hierarchii katolickiej – z dowolnej, można by rzec, utrzymując metaforę militarną, pozycji. To stara i skuteczna metoda rzucania błotem w wentylator, dzięki której brud rozbryzguje się na wszystkie strony i zawsze choć trochę trafi w cel. Nawet jeśli nie wszystkie oskarżenia okażą się prawdą, nawet jeśli coś będzie trzeba sprostować, to kto czyta sprostowania? Cóż, bardzo rzadko nawet je ktokolwiek dziś pisze. Wracając jednak do tematu kościelnych przeciwstawieństw, głównym podziałem, z jakim mamy obecnie do czynienia, jest ten, który różnicuje samych biskupów. Biskupi różnią się między sobą w sprawach teologicznych, duszpasterskich, także społeczno-politycznych. To rzecz jasna przekłada się na opinie, jakie mają różne grupy katolików. Bo przecież przeważnie inni katolicy krytykowali biskupów za list w sprawie relacji Kościoła z Żydami, a inni wcześniej nastawali na nich w sprawie komisji. Krytyka biskupów ze strony wiernych może oznaczać bowiem wiele rzeczy.

 

Nowe otwarcie i problem KEP-u

Co jednak sprawiło, że dyskusje, a nawet awantury – których charakterystykę widzimy przede wszystkim w reakcjach wiernych i publicystów – tak bardzo rozgorzały w Kościele w ostatnim czasie? Przede wszystkim trzeba tu wskazać na śmierć papieża Franciszka i przyjście nowego papieża, który, choć deklaruje się jako kontynuator swojego poprzednika, nie jest nim samym. I nie chodzi tu tylko o to, że nikt z nas nie jest drugim, ale że styl działania, a także pewne jego merytoryczne akcenty już na naszych oczach układają się inaczej.

Właściwe rozpoznanie tego, co dzieje się w relacjach pomiędzy biskupami, utrudnia nam nieco instytucja Konferencji Episkopatu, która zmusza wszystkich hierarchów do sygnowania nawet tych dokumentów, z którymi się nie zgadzają. Zatem wspólny głos polskich biskupów, który słyszymy w komunikatach, listach i jeszcze innych dokumentach, przypomina mikrofon – i ten mikrofon różne grupy starają się przyciągnąć do siebie tak, by publiczność myślała, że to właśnie ich opinia jest głosem całego Kościoła w Polsce.

 

"Metoda prymasa Glempa"

Tak mniej więcej wyglądała sprawa listu upamiętniającego spotkanie Jana Pawła II z rzymskimi Żydami. List ten został zaakceptowany niewielką liczbą głosów, a głosowanie nad nim odbyło się – takie otrzymałem wiarygodne informacje – w momencie, gdy większość biskupów była już zmęczona obradami i głównie interesowała się tym, by je zakończyć. Oczywiście za listem stały pewne racje: nie tylko teologiczne – te są akurat słabe – ale i praktyczne, polityczne czy duszpasterskie, i one mogły – słusznie czy niesłusznie – przekonać niektórych duchownych, także tych, którzy po głębszym zastanowieniu list by skrytykowali, do głosowania za nim. Wśród biskupów taki styl zarządzania zmęczeniem nazywa się „metodą prymasa Glempa”. On to właśnie trudne sprawy podsuwał swoim braciom na urzędzie w taki sposób, by nie mieli już siły i ochoty dłużej na ich temat się spierać.

Instytucja Konferencji Episkopatu, która jest tworem czysto ludzkim, nie ma żadnego oparcia ani w Piśmie Świętym, ani w tradycji kościelnej, ale jest garbem wyrosłym w procesie rozrostu kościelnej biurokracji w XX wieku, naprawdę powoduje problemy. Co ma, weźmy taki przykład, zrobić redaktor hipotetycznego listu przeznaczonego do odczytania w kościołach, gdy na roboczej wersji dokumentu jeden biskup pewne zdanie przekreśla, a drugi podkreśla z adnotacją: „Zostawić koniecznie!”. Powrót do praktykowania fundamentalnej zasady suwerenności biskupów w ich diecezjach, która teoretycznie wciąż obowiązuje, rozwiązałby wiele problemów. Nie wszystkie, ale wiele.

 

List w sprawie żydowskiej i drapieżnictwo

Wspomniany list był zresztą problematyczny i ideowo partykularny, charakterystyczny dla pewnej frakcji teologicznej w polskim – nawet nie powszechnym – Kościele. Jakkolwiek jego wychowawczy aspekt, skierowany przeciwko antysemityzmowi, można uznać za sensowny, to manipulacje na tekstach Nowego Testamentu czy Soboru Watykańskiego II były niedopuszczalne i szybko zostały wykryte. Nie ma tu miejsca na długie referowanie tej sprawy, ale powiedzmy, że szły te nadużycia intelektualne w stronę nadania współczesnym Żydom, którzy przecież odrzucili mesjańską misję Chrystusa, jakiejś szczególnej roli w dziele zbawienia, roli nawet ważniejszej niż posłannictwo Kościoła. Podczas gdy święty Paweł pisze, że poganie zostali wszczepieni jako dziczki w drzewo oliwne narodu wybranego na miejsce tych jego przedstawicieli, którzy nie przyjęli Mesjasza, list biskupów z Żydów odrzucających Chrystusa – także współczesnych – próbuje robić samo to zdrowe drzewo oliwne, do którego mieliby nieustannie odnosić się chrześcijanie. Tę drugą opinię podważają nawet ulubiona przez dialogistów religijnych deklaracja soborowa „Nostra aetate” oraz komentarze komisji soborowej, która przygotowała i objaśniała ten tekst w dniach jego powstawania.

Rzecz jasna kwestie teologiczne są dla Kościoła ostatecznie – w długiej perspektywie, ale i w pracy duszpasterskiej – najważniejsze, jednak wiele spraw uzyskuje dynamikę z innych względów. Można usłyszeć, że przeforsowanie listu na temat relacji katolików do Żydów – i to jeszcze na ostatniej prostej przed najważniejszymi chrześcijańskimi świętami, tydzień przed Niedzielą Palmową i dwa tygodnie przed Triduum Paschalnym, nosiło znamiona kolejnej odsłony sporu o to, kto ma prawo w polskim Episkopacie trzymać mikrofon. Miało być także formą rewanżu pewnej frakcji za zmiany, jakich biskupi dokonali w procesie ustanawiania wspomnianej już komisji historycznej do spraw drapieżnictwa seksualnego.
Gdyby trzymać się interpretacji zdarzeń, którą seryjnie w setkach tekstów kolportował na temat tej komisji choćby Tomasz Terlikowski, można by odnieść wrażenie, że biskupi sprzysięgli się i zamierzają zakopać wszelką kościelną nieprawość pod ziemią. Byłoby to może wiarygodne jeszcze parę lat temu, zanim dokonał się, realnie zaakceptowany przez hierarchię, proces implementacji zasad ochrony małoletnich, który otworzył większość diecezji na sprawy osób pokrzywdzonych. Tymczasem sprawa ogólnopolskiej komisji kościelnej jest bardziej złożona.

 

System władzy papieża Franciszka

Za czasów pontyfikatu papieża Franciszka doszło w Polsce, z pewnością nie bez wiedzy pontifexa, do skupienia dużej, jak na kościelne warunki, władzy i autorytetu w rękach stosunkowo wąskich środowisk. Z jednej strony była to władza interpretowania i transmitowania liberalnego kursu argentyńskiego biskupa Rzymu, z drugiej możliwość kontroli i ukierunkowywania procesu instytucjonalizacji systemu ochrony dzieci i osób zależnych. O jakich środowiskach mowa, łatwo jest ustalić, przeglądając skład zarządu i listy ekspertów Fundacji Świętego Józefa powołanej do zajmowania się sprawą bezpieczeństwa seksualnego w Kościele i uzbrojonej w fundusze pochodzące ze specjalnego kościelnego podatku. Można też dość łatwo sprawdzić, które z tytułów kojarzonych z Kościołem miały najlepszy dostęp do kolejnych skandalizujących spraw i angażowały się intensywnie w animowanie środowiska pokrzywdzonych. Nie chodzi nawet o to, że te dramatyczne historie były źle opisywane w tych mediach, lecz o to, że krąg osób dopuszczonych do „sprawy” był w pewien sposób reglamentowany.

Jeśli chodzi o Episkopat, patronem tej monopolistycznej sieci był i jest prymas Polski, arcybiskup Wojciech Polak, którego od dawna należy postrzegać jako hierarchę zabiegającego o interesy liberalnego skrzydła Kościoła. Choć można było nieraz przeczytać komentarze ze strony tego obozu, że biskupi są wrogami rozliczenia z przestępstwami seksualnymi – być może jacyś tacy biskupi są, nie wykluczam tego i nie bronię – to przyczyny zmian były inne. Większość Episkopatu uznała po prostu, że razem ze schyłkiem epoki Franciszka czas zakończyć istnienie zarysowanego powyżej kościelnego monopolu.

W podobnej perspektywie należy rozpatrywać działania biskupów, które doprowadziły do rezygnacji Marcina Przeciszewskiego – po trzydziestu latach – z szefowania Katolickiej Agencji Informacyjnej. Można także sądzić, że próba odnowienia w 2025 roku niegdyś cyklicznej imprezy katolików „otwartych”, czyli Zjazdu Gnieźnieńskiego – do której zaproszono nawet kościelnych tradycjonalistów – była reakcją monopolu na zbliżającą się zmianę. Już w roku 2024 stan zdrowia papieża się pogarszał, a niezadowolenie biskupów z uzurpacji rosło.

 

Komisja niezależna czy samowolna?

Co jeszcze niepokoiło biskupów? Zapewne też to, że powstanie komisja na wzór francuski. Byłoby to wtedy pozbawione jakiejkolwiek kontroli ciało, wybrane z kręgu ludzi bliskich „monopolowi”, które za pieniądze polskich katolików przygotowałoby raport przez miesiące służący grillowaniu w mediach polskiego duchowieństwa. Mogłoby się to stać nawet przy wątpliwej rzetelności takiej komisji. Wyobraźmy sobie jeszcze, że na jej czele zostałby postawiony jakiś bardzo zaangażowany w krytykę biskupów ekskatolicki publicysta… „Monopol” mógłby dzięki temu lewarowi szantażu uzyskać moralną władzę nad całym Kościołem w Polsce, a ludzie z nim związani mieliby szansę zachować swoje wpływy nawet po śmierci Franciszka i po nowym rozdaniu w Stolicy Apostolskiej. To oni mieliby karty w ręku.

We Francji analogiczna komisja została złożona z ludzi, którzy nawet nie ukrywali swojego zdystansowania do wiary katolickiej. W efekcie opublikowała ona pewnego dnia w największych dziennikach nad Sekwaną olbrzymią liczbę mającą oznaczać osoby skrzywdzone przez Kościół w ostatnich siedemdziesięciu latach. Problem w tym, że oprócz spraw naprawdę poważnych „doładowano” te dane np. za pomocą zbieranych telefonicznie przez wolontariuszy i niezweryfikowanych w żaden sposób zgłoszeń. Każdy mógł zadzwonić i powiedzieć właściwie cokolwiek.

 

Najlepsze rozwiązanie

Polscy biskupi ostatecznie postąpili roztropnie. Mimo wściekłych ataków, jakie tzw. liberalni katolicy przeprowadzali na nich w ostatnim czasie, po korekcie projektu działania komisji, w którym zostawili sobie prawo do elementarnego nadzoru nad pracą tego ciała, oddali sprawę ponownie w ręce arcybiskupa Polaka. Zapewne po pierwsze, uznano, że wokół niego jest jednak sporo ludzi, którzy znają się na temacie, a po drugie, ograniczono w ten sposób możliwości dalszego atakowania hierarchii i łatwego spoufalania się z mediami, które tylko czekają, by znów zacząć ostrzał.

Na koniec trzeba zwrócić uwagę na coś jeszcze innego. Być może najlepszym rozwiązaniem dla polskiego Kościoła byłoby utworzenie komisji diecezjalnych, tak jak stało się to w Sosnowcu. Krok po kroku publikowałyby one raporty dające możliwość przywrócenia sprawiedliwości pokrzywdzonym, zamiast dawania okazji do kręcenia z tych spraw sensacji. Pierwszy, cząstkowy raport z Sosnowca to rzetelna praca Tomasza Krzyżaka i jego zespołu. Raport został przekazany prokuraturze, wobec konkretnych osób wszczęto postępowania kościelne i świeckie. Jednak dla licznych mediów raport był rozczarowaniem – Kościół i wyznaczeni przez niego ludzie wykonali uczciwie swoją pracę, nie było astronomicznej liczby osób, na które rzucony był cień podejrzenia. Nie było też katolickich akt Epsteina, choć to diecezja, która właściwie od początku swojego istnienia miała wyjątkowo złą sławę.

[Niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 10.05.2026 09:03
Źródło: Tygodnik Solidarność nr 18/2026, oprac. Ludwik Pęzioł