Szukaj
Konto

Rafał Woś: Papierowy tygrys sztucznej inteligencji

Rafał Woś: Papierowy tygrys sztucznej inteligencji
Źródło: Tygodnik Solidarność | Autor: Barbara Sadowska | Licencja: Tygodnik Solidarność | Rafał Woś
Szczerze mówiąc, nie uważam sztucznej inteligencji za szczególnie duże zagrożenie dla długofalowego dobrostanu ludzkości. I to z kilku powodów.
Co musisz wiedzieć:
  • Zdaniem autora sztuczna inteligencja jest kolejnym etapem automatyzacji pracy, a nie bezprecedensowym zagrożeniem dla ludzkości.
  • Zauważa, że obawy wokół AI wynikają w dużej mierze z tego, że automatyzacja zaczęła dotykać zawodów wykonywanych przez klasy średnie i elity opiniotwórcze.
  • Znacznie większymi wyzwaniami dla przyszłości społeczeństw są kryzys demograficzny i kosztowne skutki polityki klimatycznej.

Po pierwsze, jest to zaledwie jedna z fal procesu automatyzacji i robotyzacji. Taki ChatGPT czy inny Grok to przecież nic innego jak kolejna pracooszczędna technologia wprowadzona do procesu produkcji gospodarczej. To innowacja tej samej natury co – powiedzmy – robot przemysłowy, smartfon albo platforma internetowa do zamawiania przewozów pasażerskich. W każdej z nich chodziło o to, by zautomatyzować jakąś część procesu ekonomicznego. I w każdym przypadku wiązało się to z automatyzacją czynności.

Skąd więc owo dojmujące larum, że sztuczna inteligencja to technologia wymagająca wyjątkowej uwagi, a może nawet wróżąca rychły koniec świata? Odpowiedź jest jak najbardziej klasowa. Po prostu AI jest panoszeniem się procesów automatyzacji na poletku tych warstw nowoczesnych społeczeństw, które sterują tzw. opinią publiczną. I one struchlały, widząc, że AI może bez trudu robić to, co oni robili do tej pory za niemałe często pieniądze. Ale to przecież nic nowego. Różnica tylko taka, że gdy robotyzacja pożerała miejsca pracy robotników i rolników, to klasa średnia i elity kultury, sztuki czy mediów siedziały cicho, bo to przecież nie po nich przyszła kostucha postępu. Czasem nawet mówiły, żeby się ci robotnicy nie mazali, tylko wzięli do przekwalifikowania. No a teraz padło na nich.

 

Na końcu jest człowiek

Po drugie, to nie jest tak, że tzw. postęp technologiczny w sensie dosłownym i absolutnym zastępuje pracę człowieka pracą maszyny. Jak się temu przyjrzeć dokładnie, to zawsze widzimy coś bardziej skomplikowanego – konkretnie zastąpienie pracy człowieka wykonywanej przy użyciu bardziej prymitywnej maszyny przez pracę człowieka wykonywaną przy użyciu… jeszcze nowocześniejszej maszyny. W tym sensie AI to także maszyna, która jest na koniec obsługiwana przez człowieka. To także człowiek te technologie produkuje, sprzedaje, reklamuje i pozycjonuje na rynku. Dopóki człowiek jest na końcu tego łańcucha, dopóty technologia nie musi nas martwić.

Po trzecie, warto pamiętać, że technologia sztucznej inteligencji, którą dziś świat dysponuje, to wcale nie jest taki znowu ósmy cud świata. Jest ona zaledwie zręcznym kompilatorem tego, co znajduje się w dostępnych bazach danych. Na koniec dnia AI to jednak nic innego jak bardzo, bardzo szybka maszyna do porównywania ze sobą zyliardów obrazków w poszukiwaniu wzorków. Prochu to ona nie wymyśli. Najwyżej poda nam to, co już kiedyś zostało podane. Tylko w bardzo atrakcyjnej formie. Człowieka jednak nie zastąpi.

 

Czego powinniśmy się bać?

Na dodatek ów hype na AI za jakiś czas zacznie przygasać. W branży będzie mniej pieniędzy. Twórcy technologii zaczną kombinować, jak zmonetynować swoje wynalazki. Pojawi się powszechnie płatny dostęp, co zmniejszy zasięgi. Bazy danych, na których trenuje się dziś AI, też będą droższe i trudniej dostępne. Barierą stanie się również energochłonność tych wielkich modeli językowych. W naturalny sposób także i ta innowacja zacznie blednąć. My zaś przerzucimy nasze nadzieje i troski na coś nowego. Bo tak się dzieje zawsze.

Nie piszę tego jako szalony zwolennik sztucznej inteligencji. Uważam po prostu, że wokół nas jest dalece więcej zagrożeń dla dobrostanu ludzkości niż sztuczna inteligencja. Ot, choćby trwające wciąż szaleństwo klimatyczne, za pomocą którego sami wygaszamy własny potencjał rozwojowy. Albo kryzys demograficzny wynikający z generalnego poczucia zagubienia i rozdrgania, które rozpleniło się w postchrześcijańskich społeczeństwach Zachodu.

To takich rzeczy powinniśmy się bać. A nie papierowego tygrysa sztucznej inteligencji.

[Tytuł, śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 09.06.2026 18:57
Źródło: Tygodnik Solidarność 23/2026, oprac. Ludwik Pęzioł