Szukaj
Konto

Giganci AI oskarżani o wysuszanie regionów

Giganci AI oskarżani o wysuszanie regionów
Źródło: pexels.com | Autor: Ashford Max | Licencja: Pexels License | Wysuszona ziemia
Ogromne centra danych budowane przez cyfrowych gigantów, takich jak META czy Microsoft, pochłaniają nie tylko ogromne ilości prądu, ale także wody, co w rejonach pustynnych i półpustynnych stanowi zagrożenie egzystencjalne dla lokalnych społeczności.
Co musisz wiedzieć:
  • Centra danych budowane przez technologicznych gigantów zużywają ogromne ilości energii i wody.
  • Na terenach suchych prowadzi to do konfliktów z lokalnymi społecznościami i rodzi poważne problemy środowiskowe.
  • Mieszkańcy zarzucają korporacjom brak dialogu społecznego oraz niespełnione obietnice dotyczące nowych miejsc pracy.

Wielkie korporacje mamią obywateli perspektywami rozwoju ich regionów i tworzeniem nowych miejsc pracy, w praktyce jednak obietnice te okazują się iluzoryczne, a obywatele skarżą się na brak dialogu społecznego w procesie cyfrowej transformacji.

 

Nowy „wyścig zbrojeń”

„Jeśli nie wygramy tego wyścigu, wygrają go Chiny” – brzmi dyżurny argument szefów firm stawiających centra danych. Wydaje się on jednak nie trafiać już do wkurzonych amerykańskich farmerów. – To my jesteśmy waszymi pracodawcami, nie Google! – przypominają przedstawicielom lokalnych władz podczas – wymuszanych często przez mieszkańców – spotkań z reprezentantami samorządów. Przychodzą na te spotkania ze słoikami z brązową mętną cieczą i pokazują, że to właśnie płynie teraz z ich kranów. Inni skarżą się na wyschnięte studnie i na niemożność nawadniania swoich pól. Podkreślają, że na całej sytuacji najbardziej cierpią osoby starsze, schorowane, ludzie z niepełnosprawnościami i dzieci. Wydaje się, że próby przekonywania pokrzywdzonych argumentami o wyścigu technologicznym z Chinami mogą okazać się równie „skuteczne”, jak zimnowojenna propaganda o konieczności ponoszenia kolejnych wyrzeczeń egzystencjalnych na rzecz potencjalnego zwycięstwa w wyścigu zbrojeń.

Jak pokazał niedawny raport Gallupa, aż siedmiu na dziesięciu Amerykanów sprzeciwia się budowie centrów danych dla sztucznej inteligencji w swojej okolicy, w tym niemal połowa, czyli 48%, sprzeciwia się temu radykalnie. Jedna czwarta ankietowanych jest „za”, a „zdecydowanie za” – tylko 7%.

– Te wyniki są pierwszym przypadkiem, gdy Gallup zapytał o budowę centrów danych – temat, który spotkał się z ostrym sprzeciwem lokalnych mieszkańców w wielu częściach kraju. Te centra danych mieszczą sprzęt komputerowy, który napędza technologię AI wykorzystywaną przez firmy, uniwersytety i inne instytucje. Centra zajmują rozległe tereny, wymagają dużych ilości energii elektrycznej do działania oraz potrzebują dużej ilości wody do chłodzenia sprzętu, co budzi obawy dotyczące ich wpływu na środowisko i lokalne rachunki za prąd

– komentuje te wyniki Jeffrey M. Jones, analityk Gallupa.

– Połowa przeciwników wspomina o nadmiernym zużyciu zasobów przez centra danych, w tym 18% z każdego z nich wspomina o korzystaniu z wody i energii. Szesnaście procent wskazuje na powiązane zanieczyszczenie środowiskowe, w tym hałas oraz zanieczyszczenie powietrza i wody

– dodaje.

– Około jeden na pięciu przeciwników obawia się wpływu na lokalną jakość życia, w tym wzrost liczby ludności, zwiększony ruch oraz wykorzystywanie ziemi do innych celów niż preferowane przez lokalnych mieszkańców. Podobny odsetek wspomina o potencjalnie negatywnych konsekwencjach ekonomicznych, takich jak wyższe rachunki za media, wzrost kosztów utrzymania oraz koszty budowy centrów danych (co może wiązać się z wykorzystaniem środków podatników)

– wylicza Jones.

Warto odnotować, iż sprzeciw Amerykanów wobec budowy wielkich centrów danych jest tak duży, że większość z nich wolałaby mieszkać w pobliżu elektrowni jądrowej niż infrastruktury obsługującej sztuczną inteligencję.

 

Brak dialogu społecznego

Z sondażu Gallupa wynika, że jest to sprzeciw powszechny i nie da się go przyporządkować do określonej grupy wiekowej, kryterium dochodowego, rasowego czy do poziomu wykształcenia. Oznacza to, że stosunek do budowy wielkich centrów gromadzenia danych może stać się istotną kwestią w najbliższych wyborach w Stanach Zjednoczonych.

Mieszkańcy wskazują na pominięcie dialogu społecznego w procesie powstawania wielkich centrów danych, na stawianie ich przed faktem dokonanym, na swoją bezsilność wobec koncernów – molochów i na zaburzenie dotychczasowego poczucia bezpieczeństwa. Mówią o hałasie, niedającym spać oświetleniu, o braku wody, o lęku o przyszłość dzieci i o rozpaczy z powodu konieczności wyprowadzki ze swoich domów i farm dziedziczonych często „z dziada pradziada”.

– Dlaczego mamy zaorać nasze farmy, rodzinne gospodarstwa dziedziczone po naszych przodkach po to, żeby grupa ludzi dorobiła się ogromnych fortun, kradnąc gigantyczne pieniądze od innej grupy ludzi? To nie ma sensu

– stwierdza jeden z rolników w podcaście pt. „Co każdy Amerykanin powinien wiedzieć o centrach danych” opublikowanym na kanale Tommy’ego McGee.
W tym samym filmie pojawia się również niepokojąca wypowiedź sygnalisty pracującego dla jednego z cyfrowych gigantów, który bez ogródek stwierdzał, że tworzona jest obecnie bardzo niebezpieczna utopia, „narzędzie, które będzie znać cię lepiej niż ty samego siebie”. Rozmówca Tommy’ego McGee dodaje również, iż prywatna komunikacja pomiędzy pracownikami jego firmy była inwigilowana przez oprogramowanie szpiegowskie zainstalowane przez pracodawcę.

 

Cyfrowe więzienie

Cyfrowi giganci mamią lokalne społeczności perspektywą tworzenia nowych miejsc zatrudnienia, jednak w praktyce jest to najczęściej iluzja. Centra faktycznie potrzebują wielu rąk do pracy, jednak jedynie na etapie budowania tych konstrukcji. Kiedy już powstaną, w ogromnej mierze są zautomatyzowane i stopień zatrudnienia w tych miejscach jest nieproporcjonalnie mały w stosunku do kosztów funkcjonowania tych inwestycji oraz kosztów zużycia energii, nie mówiąc już o kosztach społecznych i środowiskowych. Na dodatek nawet na etapie stawiania tych molochów „pożywić” mogą się zazwyczaj lokalni decydenci wydający odpowiednie zgody na budowę, a zwykli mieszkańcy niekoniecznie znajdą tam zatrudnienie z uwagi na to, że korporacje często wożą ze sobą własne ekipy budowlane składające się z ludzi rozproszonych po całych Stanach.

Utrudnia to jakikolwiek „bunt na pokładzie”, a poprzez brak stosunku emocjonalnego do miejsca, w którym dane centrum jest budowane, ogranicza możliwość porzucenia pracy z powodu konfliktu sumienia. Dzieje się tak nawet pomimo przyznawania przez niektórych budowlańców, że uczestniczą oni w tworzeniu „cyfrowych więzień” i że czują się jak na planie dystopijnego filmu tudzież jakby brali udział w ekranizacji książki „Nowy, wspaniały świat”. „Ale kasa się zgadza” – dodają.

 

W imię bezpieczeństwa

Najwięcej centrów danych powstało w stanie Północna Wirginia, nie brakuje ich jednak także na terenach zmagających się z niedostatkami wody, takimi jak Arizona, Kalifornia czy Utah. To właśnie społeczność Utah zjednoczyła się ostatnio przeciwko projektowi Stratos, czyli największemu centrum danych w USA z przeznaczeniem na cele wojskowe. Miałby on zająć 16 tysięcy hektarów i zużywać 9 gigawatów energii (tyle, ile w godzinach szczytu zużywa Nowy Jork). Miałby on być całkowicie niezależny od sieci energetycznej i zasilany przez własną elektrownię na gaz ziemny zlokalizowaną na terenie obiektu. Projekt cieszy się poparciem Urzędu ds. Rozwoju Obiektów Wojskowych (Military Installation Development Authority). Dzięki temu mógł on ominąć standardowe procedury stosowane przy zatwierdzaniu planów zagospodarowania przestrzennego, ponieważ został on uznany za kluczowy dla bezpieczeństwa narodowego. Stratos wszedł niedawno w fazę realizacji i wzbudził ogromne oburzenie wśród mieszkańców i przedstawicieli organizacji ekologicznych.

Eksperci szacują, że kompleks zużywałby dwukrotnie więcej energii niż całe stanowe zapotrzebowanie Utah, co oznacza, że emisje gazów cieplarnianych w stanie mogłyby wzrosnąć nawet o 50–75%. Naukowcy ostrzegają także, iż generowanie tak dużej emisji ciepła na suchym terenie może doprowadzić do powstania efektu „wyspy ciepła”, drastycznie zmieniając lokalny klimat. Kto by się jednak takimi szczegółami przejmował. Wielki Brat ma ważniejsze cele. I zapewne już niedługo będzie ze swoich baaardzo wysokoemisyjnych centrów danych monitorował, czy aby zwykły śmiertelnik nie użył przypadkiem plastikowej słomki do napoju, kiedy postanowił się choć trochę na tej „wyspie ciepła” ochłodzić.

[Tytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 26.07.2026 10:43
Źródło: Tygodnik Solidarność nr. 29/2026, oprac. Ludwik Pęzioł