Tomasz Wolny wprost do Rzecznik Praw Dziecka: „WON”

Tomasz Wolny wprost do Rzecznik Praw Dziecka: „WON”
Przyznaję – gdy usłyszałem o tej sprawie – nie wierzyłem. Potem wysłuchałem tego, co do powiedzenia ma i Pani i sąd, który pani działania zgruzował, anihilował, zmasakrował, nie zostawiając na pani szaleństwie suchej nitki. Pomimo decyzji sądu, kuratora i policji, pomimo dostępnych innych rozwiązań, z jakąś chorą gorliwością wymusiła Pani na systemie opcję atomową, czyli odebranie rodzicom dwójki małych dzieci (3 i 4 latka) i umieszczenie ich w domu dziecka! Serio? Rodzinie, która w oczywisty sposób potrzebuje wsparcia, zamiast podać pomocną dłoń zgotowała Pani jeszcze większe piekło! Mając instrumenty, by spróbować tym dzieciom choć trochę pomóc – jeszcze dołożyła im Pani traumy, z którą być może będą musiały się mierzyć przez resztę życia…
- napisał w mediach społecznościowych Tomasz Wolny.
Oczywiście każdy ma obowiązek reagować na przemoc, szczególnie wobec dzieci (!) ale w mądry i adekwatny sposób, a nie odpowiadając jeszcze gorszą przemocą. Po to m.in. była "ustawa Kamilka” by wzmacniać wsparcie takich rodzin i zapobiec tak skrajnym krokom jak odbieranie dzieci rodzicom. Zapewne ma Pani na swoim koncie jakieś cenne inicjatywy, jednak za krzywdę, jaką wg. sądu dołożyła Pani tym Bogu ducha winnym maleństwom powinna Pani ponieść surowe konsekwencje…
- czytamy we wpisie dziennikarza.
Jako świadomy tata trójki dzieci (w którego domu co prawda nie znajdzie Pani, o zgrozo, 2 butelek piwa, ale za to pewnie ze skrzynkę wina) wznosząc się na wyżyny eufemizmu, mam Pani do powiedzenia tylko i aż tyle: W O N ze stanowiska, z biura, z przestrzeni publicznej i od naszych dzieci
- napisał w mocnych słowach.
Zdarzenie na Białołęce
Według Zero.pl 14 sierpnia Monika Horna-Cieślak miała zobaczyć na warszawskiej Białołęce kobietę, która szarpnęła dziecko i na nie krzyczała. Rzecznik zwróciła jej uwagę, a kobieta miała odpowiedzieć wulgarnie.
Wówczas RPD zawiadomiła policję. Funkcjonariusze sprawdzili sytuację rodziny, ale – według ustaleń opisanych przez portal Zero.pl – nie znaleźli wtedy podstaw do dalszej interwencji. Sprawa trafiła do sądu rodzinnego.
Sąd i kurator nie widzieli podstaw do odebrania dzieci
Zero.pl opisuje, że pracownik Biura RPD kontaktował się następnie z sędzią, przekonując o konieczności odebrania dzieci rodzicom. Sąd nie zdecydował się jednak na taki krok i zlecił pilny wywiad środowiskowy.
Dzień później rodzinę odwiedził kurator. Także on – według publikacji – nie stwierdził podstaw do natychmiastowego umieszczenia dzieci w pieczy zastępczej.
Dzieci ostatecznie trafiły jednak do placówki
Sytuacja zmieniła się po spotkaniu na posterunku policji, w którym według Zero.pl uczestniczyć mieli m.in. Monika Horna-Cieślak i komendant stołeczny policji. Policjantka wydała rodzicom nakaz opuszczenia mieszkania i zakaz zbliżania się do dzieci.
Ponieważ rodzice nie mogli w krótkim czasie zapewnić im innej opieki, dzieci trafiły do placówki opiekuńczo-wychowawczej.
Sąd nakazał natychmiastowy powrót dzieci
Sprawa ponownie trafiła przed sąd. Po jej przeanalizowaniu sąd nakazał natychmiastowe wydanie dzieci rodzicom. Jak opisuje Zero.pl, postanowienie było wykonalne od razu, mimo wcześniejszych policyjnych zakazów.
W toku postępowania policjantka miała zeznać, że w chwili wydawania decyzji nie widziała ani dzieci, ani ich rodziców. Miała również przyznać, że po raz pierwszy w swojej kilkuletniej karierze zetknęła się z tak nadzwyczajnymi działaniami wobec jednej rodziny.
Mocne słowa sądu o zachowaniu RPD
Jednym z najbardziej kontrowersyjnych fragmentów sprawy jest ocena dotycząca zaangażowania samej Rzeczniczki Praw Dziecka. Według przytoczonego przez Zero.pl uzasadnienia sąd miał wskazać, że jej zachowanie może świadczyć o „próbie wykorzystania autorytetu piastowanego urzędu do przeforsowania z góry założonej (…) tezy o konieczności zabrania jej dzieci”.
Jeszcze mocniej brzmi ocena całokształtu działań wobec rodziny. Sąd stwierdził, że mogą one nosić „wyraźne znamiona przemocy instytucjonalnej”. W uzasadnieniu miało również paść stwierdzenie, że „machina państwowa i urzędowa została tu uruchomiona w sposób rażąco nieproporcjonalny do zaistniałego zdarzenia”.
Sąd zwrócił uwagę, że dzieci miały zaledwie trzy i cztery lata, a nagłe odseparowanie ich od rodziców może wywołać bardzo poważne skutki psychologiczne.
[Działania RPD – red.] mogą nosić wyraźne znamiona przemocy instytucjonalnej (…) machina państwowa i urzędowa została tu uruchomiona w sposób rażąco nieproporcjonalny do zaistniałego zdarzenia. (…) Nagłe, przymusowe odseparowanie tak małych dzieci od matki i ojca może powodować potężną, trudną do wyobrażenia traumę, której skutki psychologiczne mogą rzutować na całe ich przyszłe dorosłe życie. (…) Wielką prośbą, a wręcz gorącym błaganiem sądu jest, aby Rzecznik Praw Dziecka z taką samą żarliwością, determinacją i skutecznością zaangażowała się w realne działania na rzecz systemowej poprawy dramatycznego funkcjonowania pieczy zastępczej w Warszawie, z jaką to żarliwością zaangażowała się w podejmowanie nieformalnych, pozaprocesowych i pospiesznych czynności, które w konsekwencji doprowadziły do niepotrzebnego umieszczenia tych maleńkich dzieci na ten czas w placówce opiekuńczo-wychowawczej
– brzmi uzasadnienie sądu.
RPD zabiera głos
Monika Horna-Cieślak opublikowała własne stanowisko, w którym zdecydowanie broni swoich działań. Jej oświadczenie, opublikowane na platformie X, prezentujemy w całości.
Byłam świadkiem stosowania przemocy fizycznej i psychicznej wobec kilkuletnich dzieci w miejscu publicznym. Poza stosowaniem przemocy fizycznej, Matka wyzywała dziecko w wulgarny sposób w tym http://m.in. „ty „k****”.
Jako świadek przemocy zawiadomiłam policję. Nie zgadzam się na marginalizowane przemocy wobec dzieci i każdym takim zachowaniom będę się stanowczo sprzeciwiać.
Biuro Rzecznika Praw Dziecka jest w posiadaniu pełnej dokumentacji i materiału dowodowego dotyczącego tej rodziny i wcześniejszych form stosowania przemocy wobec dzieci – w szczególności Niebieskich Kart, informacji ze strony sąsiadów.
Materiał dokumentujący przemoc wobec dzieci pochodzi z 2025 r. Był gromadzony przez różne instytucje.
Biuro Rzecznika Praw Dziecka, ale również inne właściwe służby, podjęły i nadal niezależnie podejmują działania mające na celu zabezpieczenie dzieci, gdyż ich sytuacja nadal wymaga ochrony.
– napisała Monika Horna-Cieślak na platformie X.
Ordo Iuris oferuje rodzinie bezpłatną pomoc prawną
Do sprawy włączył się także Instytut Ordo Iuris. Mec. Magdalena Majkowska poinformowała, że organizacja jest gotowa udzielić rodzinie bezpłatnej pomocy prawnej. Jak podkreśliła, pochopne odebranie dzieci może wyrządzić krzywdę przede wszystkim samym małoletnim, a skutki takiej decyzji nie znikają automatycznie po jej uchyleniu.
Instytut Ordo Iuris od początku swojej działalności sprzeciwia się przemocy urzędniczej wobec rodzinom. Pochopne odebranie dzieci rodzicom to krzywda wyrządzona przede wszystkim dzieciom. Taka krzywda nie znika wraz z uchyleniem postanowienia. Dlatego jesteśmy gotowi udzielić bezpłatnej pomocy prawnej rodzinie. (…) Policja, kurator i sąd nie widzieli podstaw do odebrania dzieci. Trafiły do placówki dopiero po nadzwyczajnym zaangażowaniu Rzecznika Praw Dziecka
– napisała mec. Majkowska. Dodała, że Instytut Oro Iuris przygotowuje zestawienie spraw, w których RPD zajmował stanowisko.
Pokaże ono, czy urząd powołany do ochrony dzieci nie stał się narzędziem przeciwko nim
– podsumowała mecenas.
Komentarze
Znany dziennikarz dokonał obywatelskiego zatrzymania. Doszło do szarpaniny
Nagła zmiana w „Pytaniu na śniadanie”. Jest oświadczenie
Niezręcznie w "Pytaniu na śniadanie". Doda wbiła szpilę Idzie Nowakowskiej
„Myślałem, że to delikatnie pójdzie”. Eksplozja w programie „Pytanie na śniadanie”
Zaangażowany politycznie prawnik nazwał RPD "bydlakiem". Teraz przeprasza











