Tȟašúŋke Witkó: Chcemy planu zaradczego, nie histerii polityków

Czy moi Czytelnicy zetknęli się z danymi mówiącymi, że zadłużenie rządu francuskiego w stosunku do produktu krajowego brutto wyniosło w 2025 roku 115,6 proc. i jest najwyższe od roku 1980? Na obecną, bardzo trudną sytuację ekonomiczną Paryża nakłada się wizja wyborów prezydenckich, których termin przypada na 18 kwietnia 2027 roku, a niekwestionowaną liderką sondaży jest, znienawidzona przez liberalno-lewicowy salon, Marine Le Pen. Owo zestawienie gigantycznego długu z bliskim terminem elekcji może dać przyczynek do analizy, co dzieje się obecnie w głowie głównego lokatora Pałacu Elizejskiego i jego otoczenia, nieprawdaż?
A nad Wisłą mamy działania premiera Donalda Tuska oraz ministra finansów i gospodarki, Andrzeja Domańskiego, które można opisać jednym słowem: „katastrofa”. Wszyscy odczuwamy to codziennie przy dystrybutorach paliwowych i w sklepach, ale sprawę dostrzegły także światowe agencje ratingowe, słabo oceniając stan naszych finansów – Fitch Ratings zrobiła to w sierpniu, a Moody's we wrześniu roku 2026. Chyba nikogo nie powinno dziwić, że politycy obozu rządzącego czują grunt osuwający im się spod nóg, tym bardziej, że pozostał raptem rok do wyborów parlamentarnych w Polsce.
Ale, nie o ekonomii będę dziś rozprawiał, a o pewnej jednolitej narracji emitowanej przez trio: Merz, Macron i Tusk.
Pusty dźwięk trzech surm
Kanclerz Niemiec, prezydent Francji i premier Polski – jak jeden mąż – zaczęli dąć w medialne surmy, wszem i wobec obwieszczając, że rosyjski miecz zraz opadnie na jedno z państw NATO. Problem w tym, że żaden z nich, poza opowieściami w telewizyjnych studio, nie czyni najmniejszych nawet przygotowań, aby tej kremlowskiej agresji zapobiec.
Niemcy nie są w stanie wysłać na Litwę – pomimo sojuszniczych zobowiązań – 4 800 gemajnów, którzy utworzyliby 45 Brygadę Pancerną. Od siebie dodam, że jeśli Berlin nie potrafi skomponować nowego oddziału, to zawsze może wysłać w zagrożony rejon struktury już istniejące, prawda? Skoro kanclerz uznaje sytuację za tak poważną, to powinien natychmiast zwiększyć liczebną obecność Bundeswehry na terenie krajów bałtyckich. Taki ruch nazywamy w wojskowości „pokazem siły”, a jego celem jest zniechęcenie przeciwnika do jakiekolwiek agresji.
Paryż też jakoś nie kwapi się, by pokazać Putinowi napięte muskuły. Nie słychać o żadnych większych ćwiczeniach wojskowych, odbywających się pod trójkolorowym sztandarem, ani o próbnych mobilizacjach rezerwistów. Być może dlatego, że budżet armii został poważnie okrojony już w roku 2017, czemu zdecydowanie sprzeciwił się gen. Pierre de Villiers, ówczesny szef sztabu generalnego, a po zignorowaniu jego zdania, oficer ów złożył na ręce prezydenta Macorna swoją dymisję. Siedem lat później, w 2025 roku, Francuzi zostali wypędzeni militarnie z Afryki Zachodniej, co należy zaliczyć nie tylko w poczet ich porażek, ale także uznać za upokorzenie. I V Republika nie robi z tym stanem przedagonalnym swej armii dosłownie nic.
Moi Czytelnicy nie zasłużyli sobie na to, bym maltretował ich listą zaniechań gabinetu Tuska, więc – nieco przekornie – jedynie zapytam: „Czy kraj szykujący się do odparcia ataku śmiertelnego wroga zmniejsza budżet Służby Wywiadu Wojskowego z 700 mln zł, a taki był w roku 2024, do jedynych 400 mln zł, planowanych na 2027 rok?”. Ocenę pozostawiam już Państwa łaskawości…
Skąd to wzmożenie wojenne, nakręcane przez rządzących? Odpowiedź jest banalnie prosta – przez złe kierowanie i idiotyczne ideologie gospodarki się walą, więc oficjele odpowiedzialni za upadek stanu ekonomicznego państw straszą ludzi wojną, by odwrócić ich uwagę. Stary manewr, ale skuteczny jedynie przez jakiś czas. Upłynie kilka tygodni i znów trzeba będzie coś wymyśleć, by odciągnąć obywateli od problemów ze zdobyciem chleba.
Eksperci – usłużni i siejący strach
Wiecie Państwo, co szczególnie przykuwa moją uwagę? Tabuny ekspertów, tak chętnie wypowiadający się na temat rosyjskiego zagrożenia, ale za to nie potrafiący wskazać żadnego antidotum na trudną sytuację. W mediach natykamy się wyłącznie na opinie znawców straszących wojną i budujących atmosferę grozy. Skoro wszystko jest już wiadome, to ja teraz poproszę te same „alfy” i „omegi” o przedstawianie choćby najbardziej ogólnego scenariusza inwazji i – co najważniejsze – precyzyjnie opracowanego wachlarza środków zaradczych, mających zniechęcić Rosję do uderzenia.
Dziennikarzom zaś radziłbym zapraszać do debaty osoby nie będące wyłącznie „jastrzębiami”, bowiem telewidzowie i radiosłuchacze zasługują na ukazanie im zimnej oceny sytuacji, a nie gorączkowych opowieści histeryków. W końcu ludzie płacą na wojsko, policję i ministerstwa nie po to, aby się bać, ale po to, by one zażegnywały wszystkie kryzysy.
Wnioski końcowe
Wiem, że Państwo się boją, bowiem strach jest naturalnym odczuciem każdego człowieka. Ja nie jestem w stanie Was uspokoić jednym tekstem, ale zawsze mogę wskazać Czytelnikom sposób wnioskowania. Dlatego rozpocząłem od zgrubnego opisu potężnych kłopotów gospodarczych każdego z trzech europejskich heroldów obwieszczających grozę wojny i zestawiłem je z ich marazmem w podejmowanych przedsięwzięciach. Rosja jest zagrożeniem, to fakt, ale jest też wyczerpana wojną w Ukrainą, więc ma bardzo ograniczone możliwości kolejnych manewrów.
Proponuję zacząć martwić się dopiero wtedy, kiedy politycy gwałtownie ruszą z wyprzedażą swoich dworków i mieszkań, a do tej pory zachowajmy zimne głowy.
Howgh!
Tȟašúŋke Witkó, 25 września 2026 r.
[Autor jest emerytowanym oficerem wojsk powietrznodesantowych. Miłośnik kawy w dużym kubku ceramicznym – takiej czarnej, parzonej, słodzonej i ze śmietanką. Samotnik, cynik, szyderca i czytacz politycznych informacji. Dawniej nerwus, a obecnie już nie nerwus]
Tagi
Komentarze
Leon XIV odmówił przyjęcia Legii Honorowej i zjedzenia obiadu z Macronem

Miedwiediew straszy NATO. „Będzie to globalna katastrofa”

MON: Polska nie zabiegała o przeniesienie do kraju dowództwa operacyjnego NATO

Tȟašúŋke Witkó: Tajemnicza kłótnia w rodzinie

Pierwsza taka wizyta od blisko 20 lat. W planie spotkanie z premierem

