Szukaj
Konto

Kulisy watykańskiego flirtu z Big Tech

Kulisy watykańskiego flirtu z Big Tech
Źródło: pexels.com | Autor: Enzo Renz | Licencja: Pexels License | Watykan
Mówi się, że aby poznać prawdziwą linię redakcyjną mediów, należy zwracać uwagę nie na to, o czym one piszą, ale na to, jakimi tematami się nie zajmują. Czy zatem powszechnie chwalona encyklika Leona XIV o sztucznej inteligencji może, przez przemilczenie, powiedzieć nam, kto ma aktualnie wpływy w Watykanie?
Co musisz wiedzieć:
  • Encyklika Leona XIV o sztucznej inteligencji trafnie ostrzega przed technokracją.
  • Zdaniem autora przemilcza jednak fundamentalną kwestię kradzieży własności intelektualnej przez AI.
  • Autor uważa, że zapraszając przedstawicieli firm AI do Watykanu, Kościół daje technologicznym gigantom moralne alibi.

Grzech pierworodny. Jak Dolina Krzemowa kupuje watykański odpust

Te same kamienne posadzki rzymskiej Bazyliki Santa Maria Sopra Minerva, którymi przed wiekami Galileusz szedł na swój proces (i gdzie w tym czasie mieszkał w komfortowych warunkach) przez ostatnią dekadę prowadzą tytanów Doliny Krzemowej na tzw. Dialogi Minerwy, czyli spotkania przedstawicieli Big Tech z ludźmi Kościoła. Tym razem nie mają jednak odwoływać herezji, a przeciwnie: przyjeżdżają po błogosławieństwo, wybierając Watykan tyleż z powodów ideowych, co praktycznych (sami mówią, że katolicyzm ma tę zaletę, że posiada centralę).

Pierwsza encyklika papieża Leona XIV „Magnifica humanitas”, na której treść wpłynęły Dialogi Minerwy, waży wiele. Zbudowano ją na twardym, chrystocentrycznym fundamencie, który przypomina światu, że prawdziwe człowieczeństwo objawia się w ciele, w słabości i we Wcieleniu. Kościół po raz kolejny udowadnia, że potrafi czytać znaki czasu. Diagnozuje technokrację, ostrzega przed cyfrowym feudalizmem, upomina się o godność pracy.

A jednak w tym powszechnie chwalonym (szczególnie w mediach świeckich) dokumencie zieje wyrwa.

 

Kradzież, której nikt nie nazywa po imieniu

Brakuje w nim opisu grzechu pierworodnego. Encyklika słusznie ostrzega przed wykluczeniem i nowymi formami niewolnictwa, ale milczy o fundamencie, na którym wzniesiono współczesne modele sztucznej inteligencji. Tym fundamentem jest kradzież. Algorytmy, które dziś rzekomo mają nam pomagać, zostały wytrenowane na bezprecedensowej kradzieży własności intelektualnej.

Wydawcy książek i producenci muzyczni pozywają firmę Anthropic, tę samą, której przedstawiciel zasiada dziś obok papieża. Wydawca „The New York Times” idzie do sądu przeciwko OpenAI, tej samej, której inwestor inicjuje rozmowy Doliny Krzemowej z Watykanem. Pisarze, artyści, graficy, fotografowie i tłumacze tracą z dnia na dzień środki do życia. Ich dorobek, pot, talent i lata wyrzeczeń zostały bez pytania zassane przez serwery Big Techu, które mielą cudzą pracę, wypluwając statystyczną przeciętność.

Ten brak widoczny jest tym wyraźniej, że niedawno w jednym z procesów przeciw firmom AI wypłacono najwyższe w historii sporów o kradzież praw autorskich odszkodowanie (Anthropic w ramach ugody wypłacił wydawnictwu Bloomsbury co najmniej 1,5 mld dolarów).

Dlaczego papieski dokument przeoczył ten fundamentalny akt niesprawiedliwości? Odpowiedź może chodzić w sutannach i mówić z irlandzkim akcentem. Kościół, zmagający się z kryzysem wizerunkowym i sekularyzacją, szuka sojuszników. Dolina Krzemowa, zmagająca się z oskarżeniami o niszczenie demokracji i kradzież praw autorskich, szuka moralnego alibi. Swatami tego małżeństwa z rozsądku są konkretni ludzie.

 

Przedsiębiorczy duchowni i podatkowy raj

Kiedyś to Rzym dyktował warunki, a papieskie edykty wyznaczały granice tego, co dozwolone. W przypadku rozwoju AI Watykan nie narzuca już zasad, ale negocjuje je, w dodatku z ludźmi, którzy owym zasadom powinni podlegać. Architektów tego kompromisu jest kilku. Zanim na scenę wkroczyli Irlandczycy, grunt przygotował francuski dominikanin, ojciec Éric Salobir. Prasa ochrzciła go „kapelanem Doliny Krzemowej”, który „z prezesami technologicznych gigantów spędza więcej czasu niż ze zwykłymi parafianami”. Dziś jest założycielem globalnej sieci Optic pomagającej gigantom takim jak Google czy Meta poruszać się w kwestiach etyki AI. Pełni też funkcję przewodniczącego Human Technology Foundation, wspieranej m.in. przez Boston Consulting Group i KPMG (obok Deloitte, EY oraz PwC należy do tzw. Wielkiej Czwórki firm konsultingowych). Ukończył ISC Paris, uczelnię należącą do elitarnego 1 procenta uczelni biznesowych świata posiadających tzw. potrójną koronę (akredytacje AACSB, AMBA oraz EQUIS), a zanim wstąpił do zakonu, był bankierem inwestycyjnym zajmującym się w Crédit Lyonnais fuzjami i przejęciami.

Według magazynu „The Atlantic” to Salobir zapukał do drzwi Reida Hoffmana, współtwórcy LinkedIn i inwestora OpenAI. Z kolei „The Irish Times” twierdzi, że to Hoffman podszedł do zakonnika w 2016 roku podczas konferencji w Kalifornii, szukając dojścia do papieża. Niezależnie od tego, kto pierwszy wyciągnął rękę, uścisk okazał się mocny. Do o. Salobira dołączyli kolejni duchowni.

Od dekady mosty między Stolicą Apostolską a Doliną Krzemową budują także dwaj duchowni o irlandzkich korzeniach. Ksiądz Brendan McGuire, proboszcz parafii pw. św. Szymona w Los Altos, sercu Doliny Krzemowej, który doradza firmie Anthropic, oraz biskup Paul Tighe, sekretarz Dykasterii ds. Kultury i Edukacji.

 

Dialogi Minerwy

Urodzony w Irlandii ks. McGuire jest inżynierem, absolwentem informatyki na Trinity College w Dublinie i programu „executive business program” na prestiżowym amerykańskim Uniwersytecie Stanforda. Zanim został księdzem, przez lata był dyrektorem wykonawczym w firmach technologicznych. W 2019 roku założył Instytut Technologii, Etyki i Kultury mający łączyć ludzi korporacji technologicznych, akademików i „liderów religijnych”. 

„Pochodzę z tamtego świata [firm technologicznych], moje serce nigdy go nie opuściło”

– mówił w wypowiedzi dla OSV News. Portal „The Pillar” twierdzi, że wpłynął na kształt encykliki.

Bp Tighe jest synem urzędnika IDA Ireland. To państwowa agencja odpowiedzialna za pozyskiwanie inwestycji zagranicznych, która przed laty ściągała amerykański Big Tech na Zieloną Wyspę (amerykańskie korporacje stanowiły ⅔ największych inwestorów IDA). Tighe jako ksiądz był odpowiedzialny za cyfryzację biura prasowego archidiecezji dublińskiej, by następnie pełnić podobną rolę w Papieskiej Radzie ds. Środków Społecznego Przekazu. Sakrę biskupią przyjął w 2016 roku z rąk kardynała Pietro Parolina.

„To zabawne, bo niektóre nazwy, nawet nazwa samej Doliny Krzemowej i nazwy niektórych firm, były mi znane z domu”

– wspomina w wypowiedzi dla „Irish Times”.

Bp Tighe od początku brał udział w Dialogach Minerwy. Ich nazwa nawiązuje do budynku, w którym przedstawiciele Watykanu spotykają się z najbardziej prominentnymi ludźmi Doliny Krzemowej. Byli wśród nich m.in. były prezes Google Eric Schmidt, wspomniany już Reid Hoffman, dyrektor ds. technologii w Microsoft Kevin Scott czy Christopher Olah z Anthropic (więcej o nim w dalszej części tekstu). Z czasem były rzecznik prasowy archidiecezji dublińskiej staje się głównym koordynatorem oraz łącznikiem między Watykanem a światem technologii.

 

„Double Irish” i podatki Big Tech

To właśnie w Dublinie swoje europejskie centrale ulokowały Meta, Google i Microsoft (Apple siedzibę ma w irlandzkim Cork). Powód był prozaiczny: podatki. A raczej ich zorganizowane, systemowe unikanie. Irlandzkie PKB puchło w oczach, pompowane przez korporacje uciekające przed europejskimi daninami. Zjawisko to przeszło do historii ekonomii jako tzw. Double Irish. Mechanizm pozwalał gigantom technologicznym transferować miliardy dolarów zysków poza zasięg fiskusa, zostawiając europejskie państwa z pustymi rękami.

Mamy tu do czynienia z ironią, która umyka uwadze watykańskich dyplomatów. Ojciec biskupa Tighe pomagał korporacjom instalować się w Europie, budując potęgę Doliny Krzemowej. Syn natomiast pomaga tym samym korporacjom omijać moralne rafy, de facto budując ich wizerunek w Watykanie.

Trudno o bardziej jaskrawy kontrast z nauczaniem społecznym Kościoła. Katolicka doktryna od czasów Leona XIII mówi jasno o sprawiedliwej płacy, o obowiązkach kapitału wobec społeczeństwa, o powszechnym przeznaczeniu dóbr. Tymczasem architekci cyfrowego świata, z którymi Watykan prowadzi dziś uprzejme dialogi, zbudowali swoje imperia na drenażu kapitału z państw narodowych.

 

Uścisk dłoni w Davos

Sarah Wynn-Williams, była dyrektorka Facebooka ds. publicznych, opisała ten mechanizm z nadzwyczajną szczerością. W swojej książce „Bezwzględni” wspomina spotkanie w Davos, na którym ówczesny premier Irlandii Enda Kenny uspokajał Marka Zuckerberga i Sheryl Sandberg zaniepokojonych planami Unii Europejskiej dotyczącymi ochrony prywatności internautów. Zapewniał ich, że osobiście zadba o Big Tech, dla którego stworzył specjalną linię komunikacji z irlandzkim rządem. Co więcej, wiceprezeska Facebooka dziękowała wtedy Kenny’emu za przedłużenie o kolejnych pięć lat podatkowego schematu „Double Irish” krytykowanego w Europie.

Tak wygląda w praktyce solidarność i sprawiedliwość społeczna, o której korporacyjni liderzy chętnie dyskutują w rzymskich pałacach. Kiedy przychodzi do płacenia za szkoły, szpitale i drogi w Europie, Dolina Krzemowa chowa się za irlandzkim parasolem. Kiedy przychodzi do kradzieży praw autorskich, chowa się za niewiedzą. A kiedy potrzebuje uwiarygodnienia, jedzie do Rzymu.

I to właśnie środowisko, wyrosłe na podatkowym dumpingu i omijaniu prawa, stało się głównym partnerem Watykanu w rozmowach o etyce sztucznej inteligencji. Zamiast prorockiego gniewu otrzymujemy dyplomatyczne uśmiechy. Zamiast obrony ograbionych twórców słyszymy gładkie słowa o potrzebie dialogu.

 

Komiwojażer w Auli Synodalnej

Skutki tego mariażu widać było wyraźnie podczas samej prezentacji encykliki. 25 maja w Nowej Auli Synodalnej rozegrała się scena, która przejdzie do historii kościelnego PR-u. Obok papieża Leona XIV zasiadł Chris Olah, współzałożyciel firmy Anthropic, stypendysta Fundacji Petera Thiela – inwestora stojącego za kilkoma kontrowersyjnymi technologiami (jest m.in. prezesem firmy Palantir specjalizującej się w ułatwianiu masowej inwigilacji cyfrowej).

Obecność papieża oraz szefa komercyjnej firmy technologicznej na premierze papieskiego dokumentu to sytuacja bez precedensu. Trudno o lepszy triumf wizerunkowy dla korporacji, która mierzy się z pozwami o kradzież praw autorskich. Wyobraźmy sobie, że Leon XIII ogłasza „Rerum novarum”, a obok niego siedzi uśmiechnięty baron węglowy, przeciwko któremu strajkują górnicy. Wyobraźmy sobie, że Jan Paweł II ogłasza „Centesimus annus” w towarzystwie prezesa banku oskarżonego o lichwę.

Olah przemawiał w Watykanie z pozycji zatroskanego humanisty. Mówił o presji komercyjnej, o geopolityce, o potrzebie zewnętrznych krytyków. Prosił Kościół o pomoc w rozeznawaniu. Brzmiało to pięknie, ale czy nie jest to tylko filantropijny teatr? Anthropic nie potrzebuje Kościoła do rozeznawania. Potrzebuje Kościoła jako tarczy. Kiedy wydawcy książek pytają w sądzie, dlaczego ich dzieła zostały skradzione do trenowania modelu Claude, Anthropic może teraz wskazać na Watykan i powiedzieć, że przecież prowadzi głęboki dialog etyczny z samym papieżem.

 

Normalizacja Lewiatana

Ross Douthat ujął ten problem z chłodną precyzją. Leon XIV, mimo swoich ostrzeżeń, ostatecznie normalizuje sztuczną inteligencję. Traktuje ją jak kolejną maszynę. Jak telefon, silnik parowy czy maszynę drukarską, które wymagają jedynie odpowiednich regulacji, nadzoru i redystrybucji zysków. Papież pisze o AI jako o narzędziu, które nie czuje, nie kocha i nie posiada sumienia.

Douthat zauważa jednak pęknięcie. Papież twardo i słusznie odrzuca przypisywanie maszynom świadomości. Tymczasem siedzący obok niego Olah opowiada o algorytmach, w których badacze odnajdują stany przypominające radość, żal czy niepokój. Mamy więc do czynienia z fundamentalnym zderzeniem ontologii. Kościół, strażnik prawdy o Wcieleniu, chce ochrzcić technologię, która z samej swej natury dąży do odcieleśnienia i symulacji ducha.

Papież mówi, że maszyna to tylko maszyna. Twórca maszyny, zaproszony przez papieża na salony, sugeruje, że maszyna ma duszę. Ten dysonans poznawczy pokazuje, jak bardzo Watykan dał się uwieść narracji Doliny Krzemowej. Zamiast twardo stanąć na gruncie realizmu i bronić konkretnego człowieka przed konkretnym wyzyskiem, Kościół wdał się w mgliste dyskusje o naturze algorytmów.

 

Grzech wołający o pomstę do nieba

A przecież chrześcijaństwo to religia konkretu. Bóg stał się ciałem, a nie zbiorem danych. Zbawienie dokonało się na drewnianym krzyżu, a nie w chmurze obliczeniowej. Kiedy Kościół zapomina o tym konkrecie, zaczyna rozmawiać z krezusami o etyce, zapominając o wdowie, sierocie i wyrobniku. Dzisiejszym wyrobnikiem jest grafik, którego portfolio zostało wchłonięte przez AI typu Midjourney. Dzisiejszą wdową jest tłumaczka, która traci zlecenia, bo model językowy nauczył się jej fachu na zassanych przez korporację tekstach.

Encyklika „Magnifica humanitas” milczy o ich losie. Skupia się na wielkich wizjach, na geopolityce, na zagrożeniach militarnych. To wszystko ważne sprawy. Ale katolicka nauka społeczna zawsze zaczynała się od dołu. Od godności pojedynczego pracownika. Od prawa do owoców własnej pracy. Kradzież własności intelektualnej na skalę przemysłową to grzech wołający o pomstę do nieba. To grzech, który domaga się nazwania po imieniu.

 

Zacheusz i algorytmy

Chrystus jadał z celnikami i grzesznikami, to prawda. Obrońcy watykańskiej dyplomacji chętnie przywołają ten argument. Skoro Jezus wszedł do domu Zacheusza, to papież może zaprosić szefa firmy technologicznej.

Ale w tej biblijnej analogii brakuje kluczowego elementu. Zacheusz, zszedłszy z sykomory, stanął przed Panem i powiedział, że połowę majątku oddaje ubogim, a jeśli kogoś skrzywdził, oddaje poczwórnie. Nastąpiło zadośćuczynienie. Naprawa wyrządzonego zła.

Dolina Krzemowa nie zamierza oddać poczwórnie. Zamiast zadośćuczynienia za rujnowanie życia tysiącom twórców, oferuje nam algorytmiczne symulacje empatii. Zamiast zapłacić za skradzione dzieła, funduje granty na badania nad etyką. Zamiast płacić podatki w Europie, lobbuje u irlandzkich polityków.

 

Dyskretne wsparcie

„Magnifica humanitas” to piękny tekst. Przypomina, że człowiek jest czymś więcej niż zbiorem danych, a nasze rany i ograniczenia są miejscem spotkania z Bogiem. Szkoda tylko, że w kuluarach tej wielkiej teologicznej debaty zabrakło głosu zwykłej ilustratorki czy pisarza, któremu bezduszny mechanizm odebrał chleb. Zamiast nich w Watykanie rozsiedli się akuszerzy cyfrowego kapitalizmu. Pachnący kadzidłem (wspomniany Thiel wygłasza dziś swoiste homilie o katolicyzmie i technologii), zadowoleni z siebie i bezkarni.

Kościół miał szansę stanąć w obronie ograbionych, a także pokazać, że żadna technologia nie jest „nieunikniona” (o. Salobir ma specjalną metaforę dla tego przekonania, wygodnego dla Big Tech: „Możesz nie zgadzać się z deszczem, ale i tak będziesz mokry”). Zamiast tego Watykan de facto udziela rabusiom moralnego alibi. I to jest prawdziwy brak tej encykliki. Dokument, który miał być murem chroniącym ludzkość przed technokracją, stał się dla technokratów wygodnym parawanem. A wszystko to przy dyskretnym wsparciu kilku duchownych, którzy sztukę optymalizacji – czy to podatkowej, czy moralnej – opanowali do perfekcji.

[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 23.08.2026 10:46
Źródło: Tygodnik Solidarność nr. 33/2026, oprac. Ludwik Pęzioł