Piotr Skwieciński: Czy Europa znów wpada w obłęd sprzed 1914 roku?

- Autor porównuje dzisiejszą atmosferę politycznej i cywilizacyjnej niepewności do nastrojów Europy tuż przed wybuchem I wojny światowej.
- Tekst ostrzega przed postawą „raz kozie śmierć”, czyli desperackim podejmowaniem ryzykownych decyzji przez przywódców.
- Autor sugeruje, że współczesne wypowiedzi o możliwej wojnie, także te padające ze strony Donalda Tuska, mogą być wyrazem narastającego poczucia schyłku dotychczasowego porządku.
Ta polemika przychodzi mi do głowy zawsze, kiedy przypominają mi się czasy bezpośrednio przed pierwszą wojną światową. Czasy coraz bardziej podobne do naszych. Z dwóch, pozornie przeciwstawnych, względów.
Z jednej strony – idąc ku sierpniowi 1914 roku, Europejczycy opuszczali świat przekonany o tym, że pokój (przynajmniej na ich kontynencie, bo kolonii ta wizja nie obejmowała) stał się stanem naturalnym i docelowym. Trochę tak, jak odczuwał to Cichy mniej więcej ćwierć wieku temu.
Z drugiej jednak strony Europejczycy, tak jak napisałem, ten świat stopniowo opuszczali. Bo w ostatnich latach przed zamachem w Sarajewie przeżywali kolejne kryzysy, kolejne wojny na peryferiach i kolejne alarmy o możliwości wybuchu już w samym centrum cywilizacji. Te sukcesywne alarmy angażowały ich emocjonalnie do tego stopnia, że skutecznie zużyły ich psychiczne zapasy. Aż tak, że pojawiło się – opisuje to wielu pamiętnikarzy z epoki – odczucie pt.
„na tej huśtawce nie da się przecież dłużej żyć, te ciągłe alarmy i ich odwoływanie są nieznośne do tego stopnia, że jeśli miałoby to trwać dalej, to lepiej niech już raz się stanie, niech wreszcie przyjdzie to ostateczne zło, niech pójdzie w jedną albo drugą stronę, miejmy to już za sobą”.
"Razkozieśmiercizm"
Czy dziś nie pojawia się miejscami podobny nastrój? Nastrój, który trochę po prostacku, ale celnie, oddaje powiedzenie „Raz kozie śmierć”? Tą maksymą w 1914 roku kierowali się przywódcy Austro-Węgier. Obserwowali atrofię znaczenia swojego państwa i bali się tego procesu do tego stopnia, że zdecydowali przerwać go za pomocą posunięcia desperackiego. Rozpętując wojnę, która oczywiście powinna być mała i zwycięska, i automatycznie przywrócić monarchii habsburskiej rangę czołowego supermocarstwa. Ale nawet gdyby okazała się wielka i niekoniecznie zwycięska, to… To już lepiej odejść do Walhalli w ogniu piorunów, niż egzystować długo, ale gnijąc za życia.
Dziś przywódcy są inni, nikt z nich nie myśli o piorunach i Walhalli. A jednak narastające poczucie niepewności, poczucie, że komfortowy świat przeistacza się w… trudno powiedzieć, w co, w każdym razie w coś znacznie mniej komfortowego, może praktycznie grozić czymś psychologicznie podobnym. Scyllą przywódców państwowych jest dojutrkowanie, kunktatorstwo i myślenie jedynie w kategoriach najbliższych wyborów. Ale oprócz politycznej Scylli jest też polityczna Charybda. Nazywam ją postawą „razkozieśmiercizmu” i oceniam jako niebezpieczną.
I wydaje mi się, że popadnięcie w nią staje się tym bardziej prawdopodobne, im bardziej ktoś przedtem, przez całe życie, był stuprocentowym cynikiem. Im bardziej gwałtownie przemija dotychczasowa, stuprocentowo cyniczna postać świata, z którą ten ktoś był tak zżyty, że w innej żyć nie potrafi. Jeśli ktoś uzna, że to, co napisałem, kojarzy mu się z zapowiedzią Donalda Tuska o wojnie, która ma nadejść w ciągu kilku miesięcy, to nie zaprzeczę.
[Tytuł, śródtytuł u sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]
Komentarze
Eskalacja na Bliskim Wschodzie. USA i Iran informują o wzajemnych uderzeniach

Tusk ma problem. Jest nowy sondaż
Główny negocjator Iranu postawił Trumpowi warunek

Zapytałem Anonimowego Niemca czy Niemcy gardzą Donaldem Tuskiem

MON robi propagandę dla SAFE. Ta ilość amunicji to zbyt mało, aby obronić kraj







