Szukaj
Konto

Piotr Skwieciński polemizuje z red. Pawłem Lisickim

Piotr Skwieciński polemizuje z red. Pawłem Lisickim
Źródło: Tygodnik Solidarność | Autor: Barbara Sadowska | Licencja: Tygodnik Solidarność | Piotr Skwieciński
Gdy na początku XX wieku car Mikołaj spotkał się ze swoim kuzynem, kajzerem Wilhelmem, i pod wpływem jego perswazji nagle zdecydował, że Rosja stanie się sojusznikiem Niemiec, wśród urzędników petersburskiego ministerstwa spraw zagranicznych zapanował popłoch. Któryś z najważniejszych spośród nich ujął ich konsternację krótko, pisząc, że zawiązanie sojuszu z Berlinem oznaczałoby przecież zerwanie sojuszu z Francją – „szczegół, który najwyraźniej umknął uwadze Najjaśniejszego Pana”. Ten szczegół, który umknął, przypomniał mi się ostatnio, gdy czytałem, jakie to wnioski dla Polski wyprowadza naczelny „Do Rzeczy”, Paweł Lisicki, z dotychczasowego przebiegu konfliktu w Zatoce.
Co musisz wiedzieć:
  • Autor polemizuje z tezą Pawła Lisickiego, że obecność wojsk USA zwiększa zagrożenie dla Polski.
  • Głównym celem zabiegów o amerykańskie gwarancje bezpieczeństwa nie jest udział w cudzych konfliktach, lecz zwiększenie szans na pomoc USA w razie ataku Rosji na Polskę.

„Utożsamienie wzrostu bezpieczeństwa Polski i stałej obecności żołnierzy USA jest niekwestionowanym dogmatem”

– pisze Lisicki.

„I to mimo tego, że kilka ostatnich miesięcy wojny na Bliskim Wschodzie uczy czegoś dokładnie odwrotnego. Ani gigantyczne zakupy amerykańskiej broni, ani miliardowe inwestycje w USA nie uchroniły szejków państw arabskich od katastrofy, czyli ataków irańskich. Ba, istniejące tam stałe amerykańskie bazy stały się pierwszym i głównym celem irańskich uderzeń. Nie odstraszały i nie zapewniały bezpieczeństwa, ale – przeciwnie – przyciągały ataki i podnosiły poziom ryzyka. […] Wniosek jest prosty: zamiast polegać na rzekomo pewnym odstraszeniu, które zapewniają Stany Zjednoczone i obecność wojsk USA, Polska powinna prowadzić taką politykę, żeby w przypadku konfliktu Rosja – USA nie być pierwszym celem ataku Moskwy. Taki jest przynajmniej morał z niekończącej się wojny nad Zatoką Perską”.

W tym niby to logicznym wywodzie jest jednak pewna luka. Pewien szczegół, który umknął.

 

Szczegół, który umknął

Chodzi o to, że dążąc do zapewnienia sobie amerykańskiej obecności jako (jasne, że nie oczywistej i nie pełnej, nie „rzekomo pewnej”, jak w złej wierze ironizuje Lisicki, ale lepszej niż brak jakiejkolwiek) nie tyle gwarancji, ile prawdopodobieństwa zyskania amerykańskiej pomocy przeciw Kremlowi, Polacy nie mieli przecież na myśli nieprawdopodobnej, a chyba sugerowanej przez Lisickiego sytuacji, w której staliby się mimowolnymi uczestnikami jakiegoś amerykańsko-rosyjskiego starcia w sprawie dla Polski abstrakcyjnej. O… tu trzeba puścić wodze fantazji, bo w zasadzie o co? O jakiś Wietnam, Uzbekistan czy Grenlandię?

Było (od początku istnienia III RP) i jest wręcz na odwrót, i Lisicki wie o tym przecież doskonale. Wszystkie polskie rządy, wspierane tu zawsze przez ogromną większość społeczeństwa, obawiały się, że to nasz kraj stanie się pierwszym lub niemal pierwszym przedmiotem rosyjskiej agresji, mającej na celu odzyskanie sfery wpływów Europy Środkowej. I zabiegały o to, żeby w tej rozpaczliwej sytuacji Amerykanie nam pomogli.

To determinowało i determinuje polskie myślenie o tych sprawach. A nie jakaś wrodzona miłość do Amerykanów czy do obcych baz. Polacy, którzy z różnych względów sugerują geopolityczną przewrotkę, zerwanie naszego kraju z zachodnim zespołem interesów, z reguły dokładają wielkich starań, żeby nie zauważać tego ogromnego słonia w salonie.

Kiedy przed pierwszą wojną światową zaczęły się pierwsze poważne rozmowy sztabowe między Francją a Wielką Brytanią, przyszły marszałek Ferdinand Foch, zapytany, ilu w końcu żołnierzy angielskich Francja chciałaby mieć na swoim terytorium już w pierwszym dniu konfliktu, odpowiedział:

„W zasadzie wystarczy nam jeden, a my już potrafimy zadbać, żeby od razu zginął bohaterską śmiercią”.

Takie są mechanizmy wciągania sojuszników do wojny. Ich – do naszej wojny, bo to nam bardziej niż im zależy, żeby Warszawa nie stała się satelitą Moskwy.

To Lisicki przecież też wie.

Ale szczegół ma notoryczną tendencję do umykania.

[Tytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 06.08.2026 19:41
Źródło: Tygodnik Solidarność nr. 31/2026, oprac. Ludwik Pęzioł