Rafał Woś: Czas na greenexit i powrót do węgla

- Tekst postuluje „greenexit”, czyli wyjście Polski z unijnych polityk klimatycznych.
- Zakłada, że najlepiej byłoby przeprowadzić ten proces w sposób pokojowy i bezkonfliktowy.
- Wskazuje, że greenexit ma stać się impulsem do przebudowy polskiej polityki energetycznej opartej m.in. na inwestycjach w technologie węglowe.
Po drugie, najlepiej gdyby ten greenexit dokonał się w sposób pokojowy i cywilizowany. Rozumiem przez to sytuację, w której główni promotorzy zielonych polityk UE – Komisja Europejska i rządy Niemiec i innych krążących wokół nich krajów Europy – po prostu przyjmują to do wiadomości. Nie muszą nas z tego powodu głaskać ani chwalić. Grunt, żeby nie robili nam na złość, nie straszyli konsekwencjami, nie mrozili przysługujących nam pieniędzy z budżetu UE, nie straszyli pozwami i skargami.
To ostatnie może się oczywiście nie wydarzyć. Patrząc na stan świadomości liberalnego establishmentu UE widać, że nie są oni zdolni do jakichkolwiek ustępstw na polu polityk klimatycznych. Próbują zamilczeć nawet krytykę niszczącego zielonego szaleństwa płynącą ze strony własnych kręgów przemysłowych czy ze strony wyborców. A co dopiero ze strony kraju takiego jak Polska, na który ciągle patrzą trochę z wyższością starszego brata w unijnym wtajemniczeniu.
Dlatego (po trzecie), polski greenexit musi w razie czego nastąpić „na twardo”. Bez gwarancji, że nie będzie z tego powodu względem Polski retorsji. I w pełnej gotowości do bicia się i chandryczenia przez polskie władze w Brukseli o prawo do opuszczenia „zielonego raju”. Bez opuszczania Unii Europejskiej, na co większość Polaków nie ma w tym momencie ochoty.
Po czwarte, greenexit musi być początkiem nowego podejścia do polskiej polityki energetycznej. Opuszczenie przez nas klatki unijnego klimatyzmu winno dać nam unikalną szansę zaprojektowania tego kluczowego obszaru naszej narodowej strategii na nowo. Czyli zrobienia czegoś, co po 1989 roku zostało przez nas przespane i prześnione. Bo w III RP było tylko zwijanie. Najpierw zwinięcie trwających od czasów Edwarda Gierka prac nad energetyką atomową przez ministra Tadeusza Syryjczyka – tego od hasła:
„Najlepsza polityka przemysłowa to brak polityki przemysłowej”.
Potem wygaszenie ogromnej części górnictwa węglowego, co zaowocowało wzrostem kosztów wydobycia, stagnacją technologiczną i wygodną dla klimatystów mantrą, że przecież „polski węgiel jest nierentowny”.
I wreszcie po piąte. W ramach tej nowej polskiej polityki energetycznej musimy zacząć inwestować w technologie węglowe. Trzeba nie tylko przestać górnictwo zwijać i trzymać je na łaskawej kroplówce, na której sobie cichutko (lub głośniej) będzie umierało. To za mało. Musimy zainwestować miliardy w rozwój technologii wydobycia i spalania surowca. Tak jak robi się na całym świecie poza Europą. Od USA przez Indie po Chiny.
Wtedy greenexit będzie miał sens. Wtedy zobaczymy, że po dekadzie takiej polityki staniemy na własnych nogach. Zwiększy się nasze bezpieczeństwo energetyczne, produkcja przemysłowa stanie się bardziej konkurencyjna, a zatrudnienie w dobrze płatnych dziedzinach gospodarki ulegnie rozbudowie.
Brzmi jak dobry plan? Jak plan, którym można się – jak to się kiedyś mówiło – zajarać, czyli zainspirować albo nakręcić. Mam nadzieję, że tak.
No więc do roboty. Jeśli nie dziś z tym rządem, to jutro z innym. Naprawdę jeszcze można to wszystko uratować.
[Tytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]
Komentarze
Greenexit? To da się zrobić! Nowy numer "Tygodnika Solidarność"

Zapaść w motoryzacji. Co trzecia firma planuje zwolnienia

Alarm ws. nowych planów Brukseli. Polska i inne kraje ostrzegają przed uderzeniem w przemysł

"Zielony Ład. Na zgubę Polski i Polaków?". Przed nami ważna debata pod patronatem Solidarności

Rafał Woś: To głosowanie trzeba przypominać ludziom






