Rozmowa z Ewą Zajączkowską-Hernik: o nowym projekcie politycznym i unijnych regulacjach

- Ewa Zajączkowska-Hernik przekonuje, że unijne regulacje uderzają jednocześnie w polskich przedsiębiorców i pracowników.
- Zdaniem eurodeputowanej konflikt między pracownikami a przedsiębiorcami jest sztucznie podsycany.
- Zakładany przez nią Ruch Biało-Czerwoni ma być pozapartyjną inicjatywą angażującą ludzi w lokalne działania społeczne i polityczne.
Konrad Wernicki (Tygodnik Solidarność): Wystartowała Pani z Ruchem Biało-Czerwoni. Czym ta organizacja będzie się różnić od innych inicjatyw na prawicy? Jest ich coraz więcej.
Ewa Zajączkowska-Hernik (Ruch Biało-Czerwoni): Stowarzyszenie Ruch Biało-Czerwoni jest szczególnie atrakcyjną propozycją dla ludzi, którzy chcą po raz pierwszy zaangażować się w życie publiczne – zarówno swojej lokalnej społeczności, jak i regionu czy Ojczyzny. Moja inicjatywa to zaproszenie do wstąpienia do organizacji pozarządowej, która cechuje się luźniejszą formułą niż partia polityczna. Wszystkie osoby krytyczne wobec rządzących znajdą u nas bardzo dobrą przestrzeń do działania. Nasi członkowie nie będą zajmowali się tylko politycznym komentowaniem rzeczywistości w kraju. Będą mieli możliwość tworzenia drużyny, która będzie mogła wspólnie organizować akcje charytatywne, kontrolować lokalny samorząd, podejmować inicjatywy ogólnokrajowe oraz dostawać ciekawe informacje o wydarzeniach na poziomie europejskim. Większość „nowych” partii czy inicjatyw składa się ciągle z tych samych nazwisk. Sama jestem aktywnym politykiem od 2 lat, dlatego wiem, jak trudno jest się przebić do życia publicznego i ile wymaga to determinacji.
– W swojej zapowiedzi wspomina Pani o solidarności i budowaniu dobra wspólnego – to wartości, które raczej nie łączą się z liberalizmem, z którym z kolei Pani jest kojarzona ze względu na życiową drogę polityczną. W budowaniu dobra wspólnego podatki pomagają czy przeszkadzają?
– W obecnym systemie podatki i coraz to nowsze „parapodatki” przeszkadzają. Proszę popatrzeć na pomysły Zielonego Ładu – to cały system opłat, zakazów i dotacji, które nie budują dobra wspólnego. To wszystko służy najbogatszym i wzmaga pauperyzację społeczeństwa. Polacy mieszkający na wsi mają coraz mniejsze możliwości ogrzania swojego domu. Polacy, którzy pragną zakładać większe rodziny, mają bardziej ograniczone możliwości zakupu dużego auta i dowożenia nim dzieci do szkoły w mieście. Polacy z klasy średniej coraz więcej wydają na utrzymanie jedynego mieszkania, przy czym mniej środków zostaje im na życiowe plany czy możliwość kształcenia potomków. Tymczasem dla osób zamożnych istnieją dotacje do aut elektrycznych czy coraz to nowsze przywileje związane z wjazdem do miast czy miejscami parkingowymi. Dzisiejsza grzeczniutko przyklepywana polityka Unii Europejskiej przez polski rząd to filozofia: „Wspólne koszty, zyski dla wybranych”.
Podsycanie konfliktu
– Dostrzega Pani w Polsce konflikt interesu, który można nazwać konfliktem klasowym pomiędzy pracownikami, a przedsiębiorcami? Tych drugich często pogardliwie nazywa się „Januszami biznesu”. Przedsiębiorcom zarzuca się, że kombinują i oszukują na podatkach, by wykorzystać luki w systemie, podczas gdy pracownik nie ma pola manewru i skrupulatnie odprowadza wszystkie podatki i składki. Ten system należałoby uszczelnić dla przedsiębiorców czy może bardziej poluzować pracownikom?
– Ten konflikt pomiędzy pracownikami a przedsiębiorcami w Polsce to obiekt celowej manipulacji dokonywanej przez część polityków i osób kształtujących opinię publiczną. Bazuje na pewnych kalkach historycznych i pojedynczych przypadkach oszustów, którzy zawsze się trafią zarówno wśród przedsiębiorców, jak i pracowników. Dzisiaj nie tylko polscy przedsiębiorcy, lecz także polscy pracownicy tracą z powodu polityki Unii Europejskiej czy braku aktywnych działań polskiego rządu. Zmiany w wyniku regulacji Zielonego Ładu uderzyły w cały polski przemysł.
Liberalizm gospodarczy zakłada równe warunki do wyścigu i konkurencji. A proszę spojrzeć choćby na umowę Mercosur, którą serwuje nam Komisja Europejska. Polscy rolnicy i polscy przedsiębiorcy muszą spełniać coraz trudniejsze wymogi, coraz więcej wymagać od siebie i swoich pracowników. Coraz trudniejsze do realizacji regulacje unijne często prowadzą do mniejszej przestrzeni na budżet płac dla pracowników. Okazuje się, że Komisja Europejska stawia na ułatwianie importu z Ameryki Południowej, gdzie nikt nie wierzy w standardy produkcji żywności i praw pracowniczych. A na pewno nikt nie wierzy w realną europejską kontrolę gigafarm w Brazylii.
– Słowo „solidarność” w ostatnich latach często pojawiało się w naszej polityce. Była mowa o europejskiej solidarności w czasie pandemii COVID-19, o solidarności z Ukrainą. A jaką solidarność Pani ma na myśli w swoim programie?
– Idea unijnej solidarności zaowocowała pretekstem do kolejnego zadłużania Polski i wyciągania korzyści dla wybranych. Europejskie zakupy szczepionek skończyły się do dzisiaj niewyjaśnioną finansową aferą. Ta covidowa solidarność stała się pretekstem dla eurodługu zaciągniętego na realizację KPO, który skończył się dotacjami na jachty i inne dziwne pomysły, które nie wiem, jak mają służyć osobom potrzebującym pomocy. Polacy okazali solidarność uchodźcom z Ukrainy w 2022 roku. Wielu naszych rodaków przyjęło potrzebujących, którzy uciekali z powodu krwawej wojny.
Ale co zrobili z tym politycy? Wykorzystali to hasło jako pretekst do kolejnych długów i bezwarunkowych darowizn dla Ukrainy. A potem okazało się, że w drugą stronę nic nie działa. Nie możemy realnie ekshumować zamordowanych Polaków na Wołyniu, a Wołodymyr Zełenski gloryfikuje morderców Polaków, nadając jednej z jednostek wojskowych nazwę Bohaterów UPA. Okazuje się, że wpisuje się polskich polityków na listę wrogów Ukrainy, co stanowi wręcz akt terroru wobec naszego państwa. Słowo „solidarność” w debacie publicznej, używane w wielkich tematach, często służy jako parawan do złych działań w polityce.
Kiedy używam tego słowa w kontekście naszego stowarzyszenia Ruch Biało-Czerwoni, nie używam go jako zasłony do wielkich interesów w polityce. Mówię o solidarności nie w debacie publicznej, ale tej blisko człowieka. Zachęcam ludzi do zaangażowania w społeczności lokalne i do zmiany na lepsze ich najbliższego otoczenia. Mam szczęście, że spotkałam wielu ludzi, którzy angażują się w działania charytatywne oraz na rzecz ich „małych” ojczyzn. Teraz staram się pomóc tym wspaniałym ludziom, żeby uzyskali efekt synergii między swoimi działaniami.
Wycofać ETS2
– Czy dobro wspólne można budować razem z migrantami, np. z Ukrainy, w Polsce?
– Tak, ale do tanga trzeba dwojga. Jeśli ktoś ma złe, agresywne zamiary, to niezależnie od najlepszych odruchów serca nie zbudujemy z nim dobra wspólnego. A sprawdzenie zamiarów powinno dokonywać się przez gospodarza – ułatwi to wprowadzanie jasnych zasad pobytu w naszym kraju. Skutkować to powinno przede wszystkim wypraszaniem tych, którzy nie są zainteresowani dobrem wspólnym kraju, w którym przebywają. Takie rozwiązanie pomoże też tym migrantom, którzy są zainteresowani pracą i poszanowaniem norm kulturowych naszego społeczeństwa.
– Zbiera Pani podpisy pod petycją ws. wycofania ETS2 i dyrektywy EPBD. Jaki będzie następny krok, gdy zostaną one zebrane?
– Aktywność podpisujących te petycje to przede wszystkim głos pokazujący rządzącym – zarówno w Unii Europejskiej, jak i w Polsce, że tych tematów nie można przemilczeć i dalej wprowadzać te rozwiązania bez mrugnięcia okiem. Im większa będzie skala tych podpisów, tym trudniej będzie władzy utrzymać zły kurs. Na pewno będą to istotne argumenty w kampanii wyborczej, która odbędzie się w przyszłym roku w Polsce. Od strony formalnej – złożymy petycje w różnej formule prawnej zarówno w Polsce, jak i w Parlamencie Europejskim.
BIO:
Ewa Zajączkowska-Hernik jest eurodeputowaną do Parlamentu Europejskiego z ramienia Konfederacji, w którym działa w grupie Patrioci dla Europy. Niedawno założyła stowarzyszenie Ruch Biało-Czerwoni.
Komentarze
Dlaczego płacimy za prąd dwa razy drożej, niż byśmy mogli?

Zajączkowska-Hernik alarmuje ws. paktu migracyjnego. „Polska nie została zwolniona”

Bartłomiej Mickiewicz: Liczymy na to, że decydenci wreszcie pójdą po rozum do głowy
Nie demokraci, a hipokryci

Jak wygrać z Zielonym Ładem






