Zabić wampira „transformacji” energetycznej

Debata o różnych sektorach gospodarki opiera się na pojęciach ekonomicznych, takich jak efektywność, cena, popyt czy podaż. Tylko w jednym z sektorów – w energetyce – niesłychanie rozplenił się chwast całkiem dewastujący debatę – jest nim hasło „transformacja”. „Transformacja energetyczna” nie jest pojęciem ze słownika ekonomii. Czy po transformacji wzrośnie efektywność? Spadnie cena? Podaż będzie lepiej zaspokajała popyt?
Co musisz wiedzieć:
- Autor twierdzi, że hasło transformacji energetycznej nie tłumaczy istoty rzeczy, jeśli chodzi o energetykę
- Świat korzysta z paliw kopalnych i wygrywa konkurencję w Europę na polu energetycznym
- Transformacja energetyczna stała się w Polsce, zdaniem autora, swoistą religią klimatyczną
Nic z tych rzeczy: po dokonaniu transformacji efektywność spadnie, cena wzrośnie, a to popyt będzie miał się dostosowywać do podaży, odwrotnie, niż być powinno. Transformacja jest więc procesem antyekonomicznym. A jednak wielu uważa, że jest ona koniecznym do realizacji celem. Musimy „osikowym kołkiem” zabić wampira transformacji, aby przestał wysysać krew z naszej gospodarki. „Transformacja” jako słowo używane w kontekście energetyki musi zostać całkowicie wykorzenione z naszego słownika.
Drogi czytelniku
Właśnie czytasz artykuł. PREMIUM - treść o pogłębionej wartości merytorycznej i opiniotwórczej. By przeczytać go w całości wystarczy, że założysz BEZPŁATNE konto czytelnika Tygodnika Solidarność. Do założenia konta wystarczy adres e-mail.
Komentarzy: 0
Data publikacji: 08.09.2026 06:00
Źródło: Tygodnik Solidarność, nr. 36/2026, oprac. Jakub Pacan



