Szukaj
Konto

Bilion dla wiatraków? Ekspert alarmuje: to cios w polską gospodarkę

Bilion dla wiatraków? Ekspert alarmuje: to cios w polską gospodarkę
Źródło: pexels.com | Autor: Kalina O. | Licencja: Pexels License | Wiatraki, pole
„Transformacja klimatyczno-energetyczna w Polsce wymaga mobilizacji zarówno publicznych, jak i prywatnych źródeł finansowania. Środki publiczne, choć znaczące, nie są wystarczające do pełnego pokrycia kosztów transformacji, dlatego konieczne jest zaangażowanie kapitału prywatnego poprzez tworzenie korzystnych warunków inwestycyjnych, takich jak obniżenie ryzyka inwestycyjnego lub zwiększenie potencjalnych zysków”. Ten przydługi cytat z Krajowego Planu w dziedzinie Energii i Klimatu (KPEiK, zał. nr 5, s. 43) wyjaśnia, jak zielona transformacja zabije innowacyjność i rozwój polskiej gospodarki. Stworzone zostaną mechanizmy obniżające ryzyko i zwiększające zyski dla „zielonych” inwestycji – a cała reszta gospodarki pozbawiona zostanie kapitału. Narzędziem do realizacji tego celu są kontrakty różnicowe (CfD).
Co musisz wiedzieć:
  • Autor przekonuje, że kontrakty różnicowe dla morskiej energetyki wiatrowej gwarantują inwestorom wysokie zyski kosztem podatników.
  • Według tekstu system wsparcia może oznaczać ponad bilion złotych państwowych gwarancji dla farm wiatrowych.
  • Zdaniem autora skutkami kontraktów różnicowych będą odpływ kapitału za granicę, ograniczenie finansowania polskich przedsiębiorstw oraz wzrost cen energii.

Kontrakty różnicowe dla Morskiej Energetyki Wiatrowej zabiją innowacje i rozwój gospodarczy

Nieraz słyszy się narzekanie, że mamy w Polsce za mało kapitału: podczas gdy państwa zachodnie mają kapitał nagromadzony przez pokolenia, w Polsce, po stuleciach zaborów i pustoszących wojen, dopełnionych półwieczem komunizmu, mamy tylko tyle, ile „dorobiliśmy się” przez ostatnich 37 lat… Ale dla niektórych to i tak za dużo. Polski wzrost gospodarczy kłuje w oczy. Po co Polakom ten kapitał? A nóż jeszcze coś dużego im się uda? Do tego dopuścić nie wolno: to zbyt zdolny naród, aby puścić to tak „na żywioł”. Dlatego zaoferowano Polsce dołączenie do prestiżowego europejskiego formatu krajów E5, aby wraz z Polską powstało E6. Kraje E5 już wdrożyły „Zielony Ład” i mają za lata 2008–2024 skumulowany wzrost gospodarczy na poziomie 12%, czyli średnio 0,75% rocznie (permanentna stagnacja). Czas, by Polska wyrównała krok.

Tabela 1. Wzrost gospodarczy w wybranych obszarach Europy w latach 2008–2024

Polska 71%
Holandia 26%
Wielka Brytania 25%
Niemcy 23%
Strefa euro 15%
Kraje E5 + Wlk. Brytania 15%
Kraje E5 12%
Francja 8%
Hiszpania 5%
Włochy - 2%

 

Źródło: Bank Światowy, dane w dolarach amerykańskich.

Odpowiedzią na tę potrzebę „zorganizowania” polskiego rozwoju na odpowiednio niskim poziomie jest Krajowy Plan w dziedzinie Energii i Klimatu. Na walkę z dwutlenkiem węgla mamy wydać 3,5 bln zł, czyli mniej więcej tyle, ile wydały USA na 9-letnią wojnę w Iraku (823 mld dolarów, według szacunków Biura Analiz Kongresu USA). Jest jednak istotna różnica: „pokonanie” CO2 nie da nam dostępu do pól naftowych. Będą to całkowicie „koszty utopione”, bez żadnych pozytywnych rezultatów w dziedzinie innowacyjności czy konkurencyjności gospodarki. Dodatkowym bonusem będzie podwyższenie kosztów energii, które przecież już teraz są w Polsce najwyższe na świecie.

Zadłużenie Polski dobija obecnie do 60% PKB (i szybko rośnie). Planowane wydatki na transformację – 3,5 bln zł – stanowią ponad 75% obecnego PKB Polski. Gdyby to w prosty sposób zsumować, to wylądowalibyśmy na zadłużeniu na poziomie 135% PKB. Dlatego autorzy KPEiK słusznie zauważają, że środków publicznych po prostu nie wystarczy – choć robią to dopiero na 43. stronie załącznika nr 5, aby nie kłuć wrażliwych oczu wyznawców religii klimatycznej. Trzeba będzie „mobilizować” kapitał prywatny: kontrakty różnicowe (CfD). Kontrakty te są ostatecznym spełnieniem marzeń każdego finansisty – oferują „zysk bez ryzyka”.

 

Mobilizacja kapitału

W normalnym świecie oczekiwany zysk z inwestycji jest wprost związany z ryzykiem danej inwestycji. Inwestorzy są skłonni przeznaczyć środki na bardziej ryzykowny projekt – pod warunkiem, że w przypadku sukcesu obiecuje on wysokie zyski. I na odwrót: dla projektów o bardzo niskim ryzyku jest ogromna liczba inwestorów chętnych do przeznaczenia swoich środków na taki bezpieczny projekt, więc można im zaoferować niskie zyski. Jednak dla „transformacji” należy „mobilizować” kapitał prywatny, bo potrzeby są ogromne, a chętnych na zasadach rynkowych brak. Odwracamy więc prawa ekonomii: w ramach CfD dla morskich farm wiatrowych całość ryzyka ma wziąć na siebie państwo (czyli podatnicy), a „inwestor” ma mieć zagwarantowany i wysoki zysk. Państwo zagwarantuje odkup całości wyprodukowanej przez farmę energii po określonych wysokich cenach przez 25 lat, czyli cały okres istnienia morskiej farmy wiatrowej. Ceny będą indeksowane o inflację, żeby na pewno pozostały na odpowiednio wysokim poziomie przez cały czas trwania kontraktu.

Wprowadzająca te możliwości, przegłosowana większością 91% posłów (418 głosów) ustawa z dnia 9 października 2025 r. o wsparciu morskiej energetyki wiatrowej, podpisana przez prezydenta 4 listopada 2025 r., to prawdopodobnie najgroźniejsza dla polskiej gospodarki ustawa ostatnich dekad. Zgodnie z tą ustawą Skarb Państwa nie poniesie samego kosztu budowy tych farm, który ma wynieść ok. 240–300 mld zł – gorzej, nasz budżet zagwarantuje całość ich przychodów na 25 lat ich działania, czyli ponad 1 bln zł. Oznacza to, że bez względu na to, czy wyprodukowana przez te farmy energia będzie nam potrzebna, czy nie (np. będą nadprodukowały energię w momentach niskiego zużycia lub w momentach, kiedy do sieci za dużo energii wprowadza już fotowoltaika), bez względu na to, jaką ta energia będzie miała wartość na rynku (np. jej rynkowe ceny będą bardzo niskie, ze względu na wspomniane powyżej zjawisko nadprodukcji) – Skarb Państwa wypłaci tym projektom „wyrównanie” z naszych podatków, aby miały przychody takie, jak gdyby sprzedały całość wyprodukowanej energii po bardzo wysokich cenach. Skalę tych gwarancji obrazuje poniższa tabela.

Tabela 2. Szacowane koszty zakupu 1 MWh energii i wysokość gwarancji państwowych dla przychodów Morskiej Energetyki Wiatrowej (MEW) w oparciu o ustawę z dnia 9 października 2025 r.

 

Rok Cena za 1 MWh
(w zł)
Roczny przychód gwarantowany
dla MEW przez Skarb Państwa
(w zł)
2032 582 8 037 893 066
2038 675 32 422 579 774
2044 783 37 600 252 366
2050 908 43 604 765 192
2056 1054 50 568 159 196
2062 1222 8 063 489 691



Źródło: Obliczenia własne w oparciu o ceny z aukcji z 17.12.2025 r., założenie inflacji na poziomie celu inflacyjnego NBP oraz efektywności farm deklarowanej przez Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej.

 

Prawdziwe koszty zielonej transformacji

Jak widać, gwarancje państwowe mają sięgnąć nawet 50 mld zł rocznie. Sumaryczna kwota udzielonych gwarancji Skarbu Państwa dla przyjętych założeń wynosi 1,018 mld zł na przestrzeni 31 lat. W bankowości i finansach takie gwarancje czy poręczenia – wliczane są do czyjejś zdolności kredytowej. Trzeba przecież uwzględnić scenariusz, w którym przy niekorzystnym rozwoju wypadków gwarant musi wypłacać całość lub prawie całość gwarantowanej kwoty. Wspomniana ustawa otwiera furtkę do udzielenia gwarancji Skarbu Państwa na ten 1 bln zł. Do udzielenia tych gwarancji nie jest już wymagana ani żadna inna ustawa, ani podpis prezydenta. Jedną ustawą stworzono możliwość zagwarantowania zagranicznym firmom przychodów w wysokości ponad biliona złotych, na ponad 30 lat – z kieszeni polskiego podatnika.

Warto zauważyć, że Krajowy Plan w dziedzinie Energii i Klimatu tych kosztów nie uwzględnia – uwzględnia jedynie koszt wybudowania tych farm, na wspomnianym wcześniej poziomie 240–300 mld zł. Ale gwarancje udzielane z kieszeni podatników mają objąć kwotę 4 razy wyższą, wypłacaną na przestrzeni prawie 40 lat. Okazuje się więc, że nawet najbardziej ekstrawaganckie szacunki, opiewające na 3,5 bln zł – wciąż nie uwzględniają pełnych kosztów „zielonej transformacji”.

Zaoferowanie na polskim rynku takich „inwestycji” na setki miliardów złotych, gwarantujących zysk bez ryzyka, faktycznie „zmobilizuje” kapitał prywatny – na dwa sposoby. Sposób pierwszy: międzynarodowe fundusze spoza Polski zlecą się jak sępy nad padliną, chętne do zainwestowania maksymalnie dużych środków w te projekty. Obligacje państwa polskiego dają zarobek rzędu 4% rocznie, a na „transformacji” zarobić będzie można pewnie 12–14% – podczas gdy zysk ten będzie gwarantowany przez nasze państwo prawie tak samo jak obligacje… W ten sposób wygenerujemy ogromną rzekę pieniędzy wypływającą z naszej gospodarki do zagranicznych funduszy – z projektów, które nie przynoszą nam żadnej korzyści poza „zmniejszeniem emisji”. Spowoduje to długofalowe pogorszenie bilansu płatniczego Polski – wypływ setek miliardów złotych na przestrzeni czterech dekad, co trwale ograniczy wzrost gospodarczy naszego kraju.

 

Rzeka pieniędzy (za granicę)

Jest jeszcze jednak drugi wymiar „mobilizowania” kapitału prywatnego – przecież zmobilizowany zostanie także nasz wewnętrzny, polski kapitał. Wspomniane na wstępie, wątłe na tle państw Zachodu, zasoby kapitału, którymi dysponujemy – zachęcone zostaną do zaangażowania w transformację obiecującą minimalne ryzyko i wysokie zyski. Zyskowne finansowanie transformacji wyssie z rynku polski kapitał. A gdzie finansowanie innowacji? Wzrostu nowoczesnych przedsiębiorstw? Rozbudowy zakładów przemysłowych? Logistyki? Centrów danych? Sztucznej inteligencji, dronów i sektora kosmicznego? Wszystkie te obszary będą musiały na naszym płytkim rynku kapitałowym konkurować z „transformacją”. Jeśli „zielone” projekty zaoferują 12% bez ryzyka, to ile musiałby zaoferować innowacyjny polski start-up? Potem będą utyskiwania, że nasi innowatorzy i naukowcy robią karierę w USA, a nie w Polsce. Przecież to kwestia wolnego wyboru: jeśli decydujemy się finansować transformację zamiast innowacji, to nie dziwmy się, że innowacje uciekają gdzie indziej.

Ostatnim zabójczym elementem kontraktów różnicowych są koszty energii, jakie te kontrakty wykreują na polskim rynku. Ceny zakupu energii z MEW wystartują z poziomu 582 zł /MWh w 2032 r., aby dojść do poziomu 1,222 zł /MWh w roku 2062 – i to przy korzystnych założeniach odnośnie do inflacji. A to jest przecież sam koszt zakupu „niezbilansowanej” energii, do którego trzeba doliczyć koszty bilansowania, dodatkowe opłaty, przesył, dystrybucję i podatki. Takie koszty zakupu energii z morskiej energetyki wiatrowej zabiją przemysł w Polsce.

Niedawno zarządzająca polskim oddziałem zagranicznej firmy wiatrakowej pani Agata Staniewska-Bolesta powiedziała, że

„offshore jest nam bardzo potrzebny w systemie elektroenergetycznym, niezależnie od tego, ile będzie kosztował”.

Zrozumiałe stanowisko z jej punktu widzenia, trzeba tylko odpowiednio zrozumieć słowo „nam”. Warto przypomnieć, że ustawę o wsparciu morskiej energetyki wiatrowej z 9 października 2025 r. przygotowało Ministerstwo Klimatu, w którym wiceministrem jest mąż pani Agaty, Krzysztof Bolesta. W tym miejscu można również przytoczyć listę tzw. Top Speakers z niedawnej konferencji organizowanej przez Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej, czyli podmiot zrzeszający firmy, które mają osiągnąć setki miliardów przychodów w oparciu o kontrakty różnicowe: wicepremier i minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz, minister aktywów państwowych Wojciech Balczun, minister klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska, minister energii Miłosz Motyka, sekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury Arkadiusz Marchewka, sekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych Marcin Bosacki, sekretarz stanu w Ministerstwie Klimatu Urszula Zielińska, sekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju i Technologii Michał Jaros, a nawet pełnomocnik rządu ds. instrumentu SAFE Magdalena Sobkowiak-Czarnecka

Trzy sposoby działania kontraktów różnicowych: stworzenie rzeki pieniędzy wypływających za granicę, jednoczesne wytworzenie kapitałowej suszy dla przedsiębiorców na rodzimym rynku oraz wywindowanie kosztów energii do najwyższych poziomów na świecie – zapewnią trwałe ograniczenie wzrostu polskiej gospodarki. Jeśli dopuścimy do zawarcia kontraktów różnicowych dla morskiej energetyki wiatrowej, to na kolejne cztery dekady możemy być spokojni, że w zakresie wzrostu gospodarczego uda nam się „dogonić” strefę euro, a może i nawet państwa z grupy E5…

[Śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzi od redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 27.07.2026 15:51
Źródło: Tygodnik Solidarność nr. 29/2026, oprac. Ludwik Pęzioł