Wzorcowy wielkomiejski kołtun

Tekst właściwie opublikowany został kilka miesięcy temu, podczas pierwszej awantury wokół kryjącej się za tzw. edukacją zdrowotną permisywnej edukacji seksualnej, odwołującej się do, w moim przekonaniu, propedofilskich tzw. standardów WHO, które proponują między innymi dzieciom od 0 do 4 lat przekazywanie wiedzy na temat „masturbacji w okresie wczesnego dzieciństwa”, a dzieciom w wieku od 12 do 15 lat „umiejętność negocjowania i komunikowania się w celu uprawiania bezpiecznego i przyjemnego seksu”. Co jednak być może najciekawsze, tekst został opublikowany na łamach kwartalnika Okręgowej Izby Radców Prawnych w Katowicach „Radca.pl”.
Ktoś mógłby sądzić, że szacowne to pismo zawiera teksty eksperckie, być może i luźniejsze, dotyczące zainteresowań dostojnych prawników. I co do większości przypadków tak właśnie jest. Ostatecznie „Kodeks etyki radcy prawnego” Krajowej Izby Radców Prawnych, oprócz wielokrotnych wskazań bezstronności i nakazów „dochowania godności zawodu”, zawiera również w art. 38 pkt. 1 w następującym brzmieniu: „Radca prawny korzystając przy wykonywaniu zawodu z ustawowej wolności słowa i pisma, obowiązany jest w swych wystąpieniach zachować umiar i takt”.
Kuriozalny tekst
Tymczasem pośród innych, mieszczących się w tych wymaganiach tekstów, zawieruszył się tam tekst Marka Wojewody pt. (?) „Zapałała namiętnością do swoich zalotników, których członki były jak członki osłów, a wytrysk ich nasienia jak wytrysk ogierów”, który jest absolutnym wyrzygiem pogardy wobec katolicyzmu, Karola Nawrockiego i milionów Polaków. Gdybyż to jednak było w nim najgorsze. Najgorsze w nim są popisy skończonej grafomanii, wielkomiejskiego kołtuństwa i zwyczajnego braku wiedzy, okraszone absolutnym przekonaniem o swojej urojonej wyższości.
Tekst wychodzi z zarzutu wobec Karola Nawrockiego, który kilka miesięcy temu ogłosił, że nie pośle syna na zajęcia „edukacji zdrowotnej”. Marek Wojewoda, sięgając do cytatu ze Starego Testamentu, który stanowi przywołany wyżej ni to tytuł, ni to motto artykułu, szydzi, że syn Nawrockiego może nie zostanie seksualizowany na edukacji zdrowotnej, ale odpowiednich doznań dostarczą mu lekcje religii. Pośród heheszków i żarcików obarczających cały Kościół przypadkami nadużyć seksualnych upadłych kapłanów (wtedy taka odpowiedzialność zbiorowa była czymś „naturalnym”, dziś same pytania o wątki polityczne afery pedofilskiej z Kłodzka są „upolitycznianiem nieszczęścia ofiar”) zapomina dodać, że powyższy cytat, pochodzący z Księgi Ezechiela, jest swego rodzaju obrazową, opisaną językiem właściwym dla epoki, ale metaforą opisującą niewierność Jerozolimy. W niczym nieusprawiedliwiającą nauczania współczesnych dzieci na temat masturbacji.
Grafomania
To jednak tylko pierwszy z przykładów „jakości” tekstu. Tekst jest ciągiem zarzutów wobec Kościoła katolickiego, który ma być wrogiem wszelkiego „postępu” i „oświecenia”. Jako jeden z przykładów prześladowanych Wojewoda podaje Mikołaja Kopernika, który… był katolickim duchownym, o czym radca prawny zdaje się nie mieć pojęcia. Podobnie jak o tym, że to Kościół katolicki, mający z pewnością swoje grzechy, był w czasie średniowiecza i później najskuteczniejszym nośnikiem nauki, piśmiennictwa i rozwoju uniwersytetów. Wynurzenia Wojewody, bardziej niż jakiś godny wykształconego człowieka zestaw wiedzy ogólnej, ujawniają swego rodzaju „pakiet” pseudowiedzy rodem z sowieckiego „Bezbożnika”.
Braki wiedzy radca prawny usiłuje nadrobić równie pretensjonalnymi, co mającymi zrobić wrażenie na czytelniku wtrętami z użyciem nazw takich jak włoskiego placu „Campo di Fiori”, który Wojewoda nazywa „Campo di Fiore”. Te same braki w wiedzy ogólnej i natrętna grafomania nie przeszkadzają autorowi puszyć się poczuciem wyższości. O wyborcach Karola Nawrockiego pisze: „Nie powalają wykształceniem, a ich neurony i synapsy wskutek ciągłego kontaktu z alkoholem i proboszczem utraciły pierwotne funkcje”. O samym Karolu Nawrockim, że „przygotowany jest do rządzenia na poziomie Króla Maciusia z książek Janusza Korczaka” i że „jak Karolek będzie niegrzeczny obciąć (pieniądze Kancelarii Prezydenta RP) do zera. I niech sobie siedzi w ciemnym i nieogrzewanym pałacu w kożuchu przy świecach razem z Wielkim Bu”. Z kolei Rafał Trzaskowski jest w tej wizji „kandydatem idealnym”, który nie wiedzieć czemu został odrzucony przez niemądrych Polaków. Zaiste, wizja praworządności i demokracji godna szlachetnego prawnika.
A gdzie w tym wszystkim są opisane w Kodeksie zasady „koleżeństwa” czy „dbania o powagę stanu radcowskiego”? Autor tekstu obraża innych, mających odmienne poglądy radców, obraża ich i potencjalnie własnych klientów. Trudno również sądzić, żeby pod wpływem tego tekstu wzrosło wyobrażenie na temat godności stanu radcowskiego.
Wielkomiejski kołtun
Pozostaje pytanie, właściwie dwa pytania, po co ja się w tym czymś babrzę i po co Państwa raczę swoimi, na temat słabego tekstu z niszowej publikacji, przemyśleniami? Otóż uderzyła i urzekła mnie jednocześnie myśl, że choć jest to tekst na tak wielu poziomach zły, to jednocześnie jest doskonałą ilustracją szczególnego rodzaju formacji „intelektualnej”, wielkomiejskiego kołtuna, być może z korzeniami jeszcze w „strasznych mieszczanach” Juliana Tuwima, ale przede wszystkim z sowieckim korzeniem kulturowym. Tej „nowej elity” wyrosłej z duraczówek i szkół wieczorowych dla aktywu z awansu społecznego. Wyrosłej symbolicznie, bo nie zawsze dosłownie, ale jednak, dzięki staraniom Adama Michnika, cudownie przedzierzgniętej w „inteligencję” III RP. Bezużyteczną, ale przekonaną o swojej wyjątkowości.
Wielkomiejskiego kołtuna z formalnym wykształceniem, ale pozbawionego realnego wykształcenia ogólnego, zastąpionego jedynie swego rodzaju pakietem właściwym „ludziom na pewnym poziomie”. Pakietem, który daje przepustkę nie tyle może do „środowiska ludzi na pewnym poziomie”, bo to jest zazdrosne i dosyć wąskie, ale do poczucia wyższości nad innymi. Wielkomiejskiego kołtuna, który w okrągłostołowym zamyśle miał stanowić swego rodzaju Ubermenscha III RP, a dziś jest w coraz większym stopniu sfrustrowanym przegrywem.
Rossoliński-Liebe pisze, że niemiecki obóz zagłady w Treblince prowadzili... Żydzi

Pacjent poczeka
Trump vs. Iran. W tym szaleństwie jest metoda

Trybunał Konstytucyjny. Kto uruchomił lawinę?
Marcin Bąk: Z koszyczkiem do kościółka


