Szukaj
Konto

Polska gospodarka coraz mocniej uzależniona od niemieckiej

Donald Tusk
Źródło: PAP | Autor: (jm) PAP/Michał Zieliński | Licencja: PAP | Donald Tusk
W 2026 roku Polska stała się jednym z czołowych importerów towarów do Niemiec. Polski rząd korzysta ile tylko może z tego argumentu, że Polska zarabia na relacjach gospodarczych z Niemcami. Rzeczywistość relacji ekonomicznych z Niemcami wygląda jednak mniej różowo.
Co musisz wiedzieć:
  • Niemcy pozostają największym partnerem handlowym Polski i odpowiadają za znaczną część polskiego eksportu.
  • Coraz więcej niemieckich firm rozwija produkcję w Polsce w modelu nearshoringu, korzystając z bliskości rynku i niższych kosztów pracy.
  • Eksperci spierają się, czy taki model wzmacnia polską gospodarkę, czy utrwala jej rolę zaplecza produkcyjnego dla niemieckiego przemysłu.

 

Nearshoring - inwestuj i wykorzystaj kraj sąsiedni

Niemieckie koncerny oraz ich dostawcy coraz chętniej lokują lub rozwijają produkcję w zachodniej i południowo-zachodniej Polsce, korzystając z bliskości granicy, rozbudowanej infrastruktury oraz przede wszystkim z elastycznej i relatywnie taniej siły roboczej, nie tylko polskiej ale głównie międzynarodowej. W tym modelu szczególną rolę odgrywają agencje pracy tymczasowej, które rekrutują pracowników z Ukrainy, Białorusi, krajów Ameryki Południowej i Azji. Jedną z najbardziej aktywnych agencji jest TEEAL, specjalizująca się w dostarczaniu pracowników do polskich firm z sektorów produkcyjnego, spożywczego, logistycznego i meblarskiego. Agencja nie publikuje pełnej listy partnerów, co jest typowe dla branży, jednak w jej ofertach i materiałach rekrutacyjnych regularnie pojawiają się konkretne przykłady takie jak Techsat specjalizujący się w montażu elektroniki w tym routerów i dekoderów.

Ten mechanizm pozwala niemieckim spółkom córkom i ich polskim dostawcom produkować taniej dzięki zatrudnianiu pracowników tymczasowych z Ukrainy i innych państw, gwarantując jednocześnie Niemcom stabilne, geograficznie bliskie łańcuchy dostaw komponentów, półproduktów i gotowych wyrobów. Niemcy od wielu lat pozostają największym inwestorem zagranicznym w Polsce. Firmy z niemieckim kapitałem dominują w branżach motoryzacyjnej, maszynowej, elektronicznej, chemicznej i logistycznej. W województwach przygranicznych takich jak lubuskie, dolnośląskie czy wielkopolskie. Dla niemieckich odbiorców najważniejsze są nie tylko niższe koszty roboczogodziny w porównaniu z Niemcami, ale przede wszystkim krótki czas dostawy, często poniżej 24-48 godzin, oraz większa odporność na globalne zakłócenia.


Inkorporacja polskiej gospodarki

Mechanizm ten jest prosty i wysoce skuteczny. Niemiecka firma lub jej polski dostawca zleca produkcję, pakowanie lub montaż spółce córce w Polsce. Ta z kolei korzysta z usług agencji pracy tymczasowej, która sprowadza pracowników z Ukrainy lub innych krajów na umowy o pracę tymczasową. W rezultacie koszt roboczogodziny pozostaje konkurencyjny, a łańcuch dostaw jest na wyciągnięcie ręki położony blisko granicy.

Dzięki temu niemieckie fabryki w Bawarii, Badenii-Wirtembergii czy Nadrenii Północnej-Westfalii otrzymują części i produkty w systemie just-in-time, z mniejszym ryzykiem niż w przypadku dostaw z Chin czy Azji Południowo-Wschodniej.

 

Turbo dla internacjonalizacji: Polski Klub Biznes

Instytucjonalnym zwieńczeniem tego procesu było utworzenie Polskiego Klubu Biznesu przy Ambasadzie Rzeczypospolitej Polskiej w Berlinie. Inauguracja klubu odbyła się 28 maja 2026 roku na Unter den Linden i zgromadziła około 250 przedstawicieli polskiego i niemieckiego biznesu oraz ministra finansów i gospodarki. Polski Klub Biznes jest klubem zamkniętym. Polskie firmy chcąc dołączyć do tego klubu wspieranego przez polski Bank Gospodarstwa Krajowego, MSZ, MSF i inne państwowe instytucje nie otrzymały tej możliwości, bo nie odpowiedziano na ich aplikacje.

Klub ma wspierać ekspansję polskich firm na rynku niemieckim, ale w praktyce ułatwia tylko dostawy dla przedsiębiorstw już głęboko osadzonych w niemieckich łańcuchach dostaw. W kontekście działalności agencji takich jak TEEAL nabiera to szczególnego znaczenia, ponieważ integracja obejmuje nie tylko wielkie korporacje, lecz cały ekosystem średnich i mniejszych firm produkcyjnych i logistycznych.

 

Co to oznacza dla Polski?

Z makroekonomicznego punktu widzenia Polska pozornie odnosi z tego modelu konkretne korzyści. Powstają setki tysięcy miejsc pracy, dla obcokrajowców, ale także dla Polaków pełniących rolę koordynatorów, techników i inżynierów. Do budżetu wpływają podatki i składki, następuje transfer technologii oraz modernizacja zakładów produkcyjnych.

Z drugiej strony polska gospodarka coraz mocniej uzależnia się od koniunktury i rozwoju w Niemczech, a spowolnienie u zachodniego sąsiada natychmiast odbija się na zamówieniach w polskich fabrykach. Wiele stanowisk pracy ma charakter prosty, jak montaż, pakowanie, prace magazynowe, co oznacza niższą wartość dodaną. Pojawia się też fundamentalne pytanie, czy Polska w tym systemie jest w stanie zbudować własne silne marki i łańcuchy wartości, czy raczej staje się przede wszystkim tanim zapleczem produkcyjnym dla niemieckiego przemysłu.

[Autor, Aleksandra Fedorska jest dziennikarką Tysol.pl oraz licznych polskich i niemieckich mediów]

[Tytuł, sekcja "Co musisz wiedzieć", "Argumenty zwolenników i krytyków", "Dlaczego Niemcy przenoszą produkcję do Polski?", a także niektóre śródtytuły od Redakcji]

 

Argumenty zwolenników i krytyków

Zwolennicy twierdzą:

  • Polska zyskuje miejsca pracy.
  • Rośnie eksport.
  • Napływa technologia.
  • Powstają nowe inwestycje.

 

Krytycy twierdzą:

  • Polska pozostaje podwykonawcą.
  • Niska jest wartość dodana.
  • Zyski trafiają za granicę.
  • Gospodarka uzależnia się od Niemiec.

 

Dlaczego Niemcy przenoszą produkcję do Polski?

Przenoszenie części produkcji do Polski jest elementem szerszego trendu określanego jako nearshoring, czyli lokowania zakładów i dostawców blisko głównego rynku zbytu. Dla niemieckich przedsiębiorstw Polska stała się jednym z najważniejszych partnerów przemysłowych z kilku powodów:

  • Bliskość geograficzna i krótsze łańcuchy dostaw. Fabryki zlokalizowane w Polsce mogą dostarczać komponenty do Niemiec nawet w ciągu 24–48 godzin. Pozwala to ograniczyć ryzyko opóźnień, które w ostatnich latach ujawniły się w globalnych łańcuchach dostaw opartych na produkcji w Azji.
  • Niższe koszty działalności. Koszty pracy, wynajmu powierzchni przemysłowych czy części usług pozostają w Polsce niższe niż w Niemczech. Dzięki temu firmy mogą utrzymywać konkurencyjność bez konieczności przenoszenia produkcji na inne kontynenty.
  • Rozwinięta baza przemysłowa i infrastruktura. Polska dysponuje rozbudowaną siecią dróg, centrów logistycznych oraz zakładów produkcyjnych współpracujących z branżą motoryzacyjną, elektroniczną, maszynową czy AGD. Ułatwia to szybkie uruchamianie nowych inwestycji i zwiększanie mocy produkcyjnych.
  • Dostęp do pracowników. Przedsiębiorstwa korzystają nie tylko z polskich kadr, ale także z pracowników zagranicznych zatrudnianych za pośrednictwem agencji pracy. Pozwala to częściowo ograniczać problemy kadrowe, z którymi mierzą się gospodarki Europy Zachodniej.
  • Większe bezpieczeństwo biznesowe. Produkcja w kraju należącym do Unii Europejskiej oznacza wspólne regulacje, brak ceł oraz większą przewidywalność niż w przypadku dostaw z odległych regionów świata. Dla wielu firm jest to istotny argument po doświadczeniach pandemii i napięć geopolitycznych.

 

W efekcie Polska stała się ważnym ogniwem niemieckich łańcuchów dostaw. Zwolennicy tego modelu wskazują na nowe inwestycje, miejsca pracy i transfer technologii, natomiast krytycy podnoszą pytanie, czy kraj rozwija własne marki i innowacje, czy przede wszystkim pełni rolę zaplecza produkcyjnego dla silniejszych gospodarek Europy Zachodniej.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 14.06.2026 20:37
Źródło: Tysol.pl