Szukaj
Konto

"Wojna ze złem" pomysłem Donalda Tuska na wybory

Donald Tusk powstrzymuje burzę
Źródło: ChatGPT | Autor: ChatGPT. Grafika wykonana przez AI | Licencja: ChatGPT | Donald Tusk powstrzymuje burzę
Myślę, że to, co powiedział Donald Tusk podczas Campusu "Polska Przyszłości" Rafała Trzaskowskiego, mówi o nim więcej, niż planował ujawnić.
Co musisz wiedzieć:
  • Donald Tusk podczas Campusu Polska Przyszłości mówił o politycznej konfrontacji w kategoriach „dobra i zła” oraz apelował do młodych, by „nie dali złym ludziom rządzić Polską”.
  • Autor tekstu interpretuje te słowa jako zapowiedź kampanii wyborczej opartej na moralnym podziale sceny politycznej i przedstawianiu przeciwników jako zagrożenia, a nie jedynie konkurentów politycznych.
  • Paweł Jędrzejewski łączy tę retorykę z wcześniejszymi niezrealizowanymi obietnicami KO i ocenia, że strategia „walki ze złem” może pogłębiać polityczną polaryzację przed wyborami w 2027 roku.

 

Aby jednak dostrzec ten - demaskujący premiera i kompromitujący go - przekaz, musimy koniecznie pamiętać o podstawowej sprawie, która definiuje jego podejście do uprawiania polityki. Otóż Tusk ogłosił przed wyborami w 2023 roku (których rezultat dał mu władzę) "Sto konkretów na pierwsze sto dni". Czyli sto obietnic złożonych wyborcom. Ambitny, rozległy plan-zobowiązanie. I pamiętajmy, że absolutnej większości z tych obietnic nie dotrzymał ani w sto, ani w pięćset, ani w prawie już tysiąc dni. Niektóre z nich - np. podniesienie kwoty wolnej od podatku - odrzucił od razu po wyborach, mimo że wcześniej zaklinał się, że "każdy, kto zarabia do 6 tysięcy złotych, nie będzie już płacił podatku dochodowego". Obiecał gotówkę za głosy.

 

Kłamał? Kłamał. Oszukał? Oszukał

"Sto konkretów", czyli najbardziej nagłaśniany pomysł Donalda Tuska na wybory, okazał się świadomym, zaplanowanym kłamstwem, podstępem, oszustwem. Wyjątkowo cynicznym. Dlaczego wyjątkowo? Bo Tusk precyzyjnie wyjaśnił, co myśli o obietnicach składanych przez polityków i kim są dla niego ludzie, którzy tym obietnicom ufają. Na spotkaniu z wyborcami, zwracając się do jednego z nich powiedział: "jeśli spotyka pan polityka, który panu mówi: zrobię to, to i to, na sto procent w ciągu najbliższych pięciu lat, to znaczy, że ma pana za frajera". 

Wniosek jest prosty: Donald Tusk, przedstawiając "Sto konkretów", uważał tych wyborców, do których się zwracał o poparcie i którzy na niego głosowali, za frajerów. Konsekwentnie - skoro "sto konkretów" - za stukrotnych frajerów. Gigantów frajerstwa.

 

Kłamca potępia kłamstwo

Jednak rekord cynizmu Tusk ustanawia dopiero na Campusie. Bo oto ten polityk, który oszukuje wyborców, bezczelnie ich okłamuje, wygłasza zdania potępiające... bezczelne kłamstwa: "My,  mówię jako zbiorowość, jako społeczeństwo, mamy skłonność do kapitulacji przed tym, kto kłamie bezczelnie". Po czym rodziera szaty rozpaczając nad upadkiem etycznych standardów: "Kiedyś pojedyncze kłamstwo dyskwalifikowało w życiu publicznym. Złapano polityka na jednym kłamstwie... Jezu Maria, wiecie, no w ogóle, no koniec". 

Tusk - manipulant i cwaniak - idzie jeszcze dalej: deklaruje słuchającej go młodzieży opiekę i ochronę przed tym, co sam uprawia: "mam absolutne przekonanie, że nie można was, waszego pokolenia zostawić na pastwę niekontrolowanych emocji, manipulacji, kłamstwa".

 

Himalaje cynizmu

Monumentalny cynizm. Wzniosłe słowa stoją w sprzeczności z czynami. Bo przecież czynami jest niewywiązanie się z obietnic wyborczych.

Skąd ten cynizm? Jaka racjonalizacja kryje się za postawą premiera? Czyli - inaczej mówiąc - jak inteligentny polityk potrafi usprawiedliwiać przed sobą swój cynizm, którego przecież nie może sam nie dostrzegać?

Żeby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba zastanowić się nad bardzo ważnym, wręcz fundamentalnym aspektem polityki.

 

Mylą się w swoich poglądach, czy są złem?

Polityków można podzielić wedle wielu kryteriów. Jednym z nich - może najważniejszym - jest to, jak postrzegają swoich politycznych przeciwników. Pierwsza grupa, to tacy, którzy widzą ich jako ludzi mylących się, tkwiących w błędzie, nie mających racji. Druga grupa, to tacy, który postrzegają swoich adwersarzy jako wcielenie zła - jako jego uosobienie.

Należący do pierwszej grupy są racjonalni. Widzą w przeciwnikach ludzi, z którymi trzeba podjąć spór, dyskusję, ale można przekonywać ich oraz ich zwolenników do przeciwnych racji, próbować zmienić ich poglądy argumentami, używając logiki. Przecież "mylić się jest rzeczą ludzką".

Inaczej ma się sprawa z tymi, którzy w przeciwnikach widzą wyłącznie czyste zło. Zło nie da się pokonać argumentem. Zło można i trzeba wyłącznie zniszczyć, zetrzeć na proch, unicestwić. Walka ze złem uświęca wszelkie środki - nie może być żadnych hamulców w walce ze złem. To bardzo niebezpieczne myślenie. Zarazem wygodne. Niebezpieczne, bo odhumanizowuje przeciwnika. Wygodne, bo z góry rozgrzesza i kłamstwo i oszustwo popełniane w imię walki ze złem. 

 

Tusk walczy z "biblijnym złem"

Wystąpienie Donalda Tuska na imprezie pod nazwą "Campus Polska Przyszłości" sugeruje, że należy on do tej drugiej grupy polityków. Tylko, że to Donald Tusk. Manipulator. Czy wierzy w to, że walczy ze złem, czy tylko udaje, bo wie, że młodych ludzi na Campusie można omamić wyłącznie idealistycznym, szlachetnym celem, czyli ideą walki ze złem? I to jakim złem! - najwyższym, bo o biblijnych proporcjach. Tusk wyznaje: "Jak wróciłem z tej mojej zagranicznej misji to mówiłem i niektórzy patrzyli na mnie trochę jak na na lekkiego wariata, jak mówiłem że w Polsce wybory polityczne to jest nieustanna konfrontacja o takim wręcz biblijnym charakterze zła i dobra". 

Tu jest pies pogrzebany. Polityczni adwersarze to - w przekazie Tuska - postacie reprezentujące "biblijnej zło". To chore podejście. Bardzo chore - jeśli prawdziwe. I skrajnie podstępne, cyniczne - jeśli udawane. Bo w obu przypadkach usprawiedliwia wszelkie kłamstwo i manipulację, rozgrzesza z niezrealizowanych obietnic i zobowiązań. Uzasadnia to wszystko koniecznością zdobycia i utrzymania władzy, bo to jedyny sposób na pokonanie zła. 

To jest pomysł Tuska na dotarcie do młodych. Ich nie poruszy obietnica obniżenia podatków, ale zrobi to wizja uczestniczenia w wojnie dobra ze złem. Dlatego wezwał ich trującym hasłem "Nie dajcie złym ludziom rządzić Polską!". Czyli niewątpliwe zło obecne w poglądach Brauna trzeba koniecznie przyczepić Konfederacji, dokleić je do PiS-u i na siłę wmówić Morawieckiemu. I już można "walczyć ze złem".

 

Kontynuacja wojny polsko-polskiej zapewniona

Mechanizm manipulacji jest przewrotny: gdy uwierzymy, że przeciwnik jest personifikacją absolutnego zła, automatycznie każdy walczący z nim staje się w swoich oczach ucieleśnieniem absolutnego dobra. Manipulacja ma swoją cenę. Wysoką. Bo nic nie może bardziej demoralizować i zatruwać, niż poczucie, że reprezentuje się absolutne dobro.  Widać to wyraźnie w treści i tonie wypowiedzi Tuska na Campusie. Mówił przede wszystkim o sobie, wyliczał swoje zalety. Podkreślał swój idealizm. Zapytany, czy nie uważa, że ego będzie przyczyną jego upadku i czy nie czas na oddanie władzy "komuś lepszemu", odpowiada: "Jakby był ktoś lepszy, to by tę władzę wziął". Czyli lepszych nie ma. Trudno o wyraźniejsze potwierdzenie, że ego premiera jest na sterydach.

Odpowiedź na pytanie, czy Tusk wierzy, że walczy ze złem, czy tylko udaje, żeby pozyskać naiwnych, jest w gruncie rzeczy nieistotna. Polityka oparta na idei "walki ze złem" jest z reguły destruktywna dla państwa, jego instytucji, praworządności, praw obywatelskich, a przede wszystkim dla sposobu w jaki postrzegamy ludzi o innych poglądach. Namawiająca do nienawiści, uświęcająca szlachetnym celem podłe środki. Jest siłą niszczącą i trucizną, którą - raz wprowadzoną - trudno usunąć z organizmu społeczeństwa. 

Jeżeli "walka ze złem" to jest plan Tuska i jego koalicjantów na wybory 2027, to kontynuację niszczącej nas wszystkich wojny polsko-polskiej mamy zagwarantowaną.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 31.08.2026 21:40
Źródło: tysol.pl