Tȟašúŋke Witkó: Nie będę umierał za niemieckie samochody

- Autor wskazuje, że wieloletnie uzależnienie niemieckiej gospodarki od Chin i tanich surowców z Rosji dziś poważnie uderza w przemysł naszego zachodniego sąsiada.
- Autor krytykuje wezwania niemieckich organizacji przemysłowych do wspólnej europejskiej odpowiedzi na gospodarczą ekspansję Chin, uznając je za próbę przerzucenia kosztów na całą Unię Europejską.
- Autor przekonuje, że wrześniowe wybory w niemieckich landach i rosnące poparcie dla AfD mogą mieć konsekwencje wykraczające daleko poza samą politykę wewnętrzną Niemiec.
Skoro oficjele nie czynią tego, co powinni, to autor niniejszego felietonu pozwoli sobie przedstawić Państwu nieskoordynowane ruchy, jakie wykonują ważni ludzie tuż za naszą zachodnią granicą, bowiem los Polski – w znacznej mierze – zależy od ich wyczynów.
Dodam też, że jeśli jeszcze raz ktoś zacznie mi ględzić o „niemieckiej precyzji”, „niemieckim porządku” lub „niemieckiej dalekosiężnej polityce”, wtedy, w połowie lutego, osobiście obleję takowego herolda wiadrem zimnej wody. Niestety, najgłupsza i najbardziej łapczywa nacja Starego Kontynentu ma największy wpływ na los milionów ludzi na nim żyjących, co jest prawdziwą tragedią.
Geneza tarapatów
Podczas szesnastu lat swoich rządów Angela Merkel podróżowała do Chińskiej Republiki Ludowej aż dwanaście razy. Naturalnie, zawsze zabierała ze sobą pełen samolot prezesów największych niemieckich przedsiębiorstw, wśród których brylowali szefowie Daimlera, BMW i Volkswagena. Ci ludzie ubijali z Państwem Środka miliardowe interesy, z których zyski zasilały wyłącznie berlińską szkatułę.
Tania siła robocza z Chin oraz, nabywane od Rosji na preferencyjnych warunkach, syberyjskie kopaliny energetyczne dawały niemieckiej gospodarce uprzywilejowaną pozycję w Europie, a sami Teutoni uważali się za lokomotywę ekonomiczno-finansową od Bugu po Atlantyk. W swoim nienasyceniu, Berlin żądał w Brukseli coraz więcej władzy dla siebie, co – poprzez odpowiednie formy nacisku na inne stolice – uzyskiwał. Aż nadszedł czas, kiedy cierpliwy żółty człowiek skopiował myśl niemieckich inżynierów i zrobił własne auto, parametrami porównywalne z tym znad Renu i Łaby, ale o odpowiednio niższej cenie. Żółty człowiek wszedł dynamicznie ze swoim wyrobem na światowe rynki, co spowodowało gwałtowny spadek sprzedaży pojazdów z Bawarii.
Jakby tego było mało, w lutym 2022 roku Rosjanie najechali na Ukrainę, co zakończyło eldorado taniego gazu i ropy naftowej, a wisząca na nitkach Nord Streamów niemiecka gospodarka raptownie wyhamowała. Po latach ślepej polityki, kiedy Berlin postawił wszystko na Moskwę i Pekin wyszło, że Niemcy są bezradni i nie mają żadnego planu awaryjnego. Chcą natomiast europejskiej solidarności podczas spłaty długów powstałych w wyniku ich błędów.
Prywatyzacja zysków i uspołecznienie strat
Dwóch bystrych Niemiaszków: Friedolin Strack, współkierujący działem do spraw międzynarodowych w Federalnym Związku Niemieckiego Przemysłu, i Oliver Richtberg, dyrektor Niemieckiego Stowarzyszenia Przemysłu Motoryzacyjnego do spraw handlu zagranicznego, rozpoczęło niedawno zawodzenie jakiejś pieśni, której refrenem jest europejska solidarność, a motywem przewodnim rozpoczęcie unijnej krucjaty gospodarczej przeciwko Chinom.
Cyniczne indywiduum klecące niniejszą opowiastkę chwyta za swój chudy portfel zawsze wtedy, kiedy ktoś chce się z nim solidaryzować, bowiem oznacza to usankcjonowane prawnie łupiestwo. Paradoksalnie, dwa wypasione na półdarmowej chińskiej robociźnie kocury – Strack i Richtberg – żądają ode mnie, bym wespół z innymi nieborakami żyjącymi w Europie rzucił się do gardła Pekinowi, który gra gospodarczo nieczysto i wypycha Niemców ze wszystkich rynków. A to wszystko – jak napomknąłem wcześniej – w imię wartości europejskich i innych pustych sloganów. Dodam, że Strack z Richtbergiem nie chcieli dać mi złamanego eurocenta, kiedy zaodrzańskie konglomeraty zarabiały miliardy na wymianie z Chińczykami, ale za to dziś dziarsko nawołują mnie, bym stanął do konfrontacji z największą potęgą współczesnego świata.
Starym zwyczajem, dwóch cwanych Szwabów chce prywatyzować zyski i uspołecznić starty. Niestety, Tusk na ten numer pójdzie, więc bardzo ważne jest nagłośnienie sprawy przez opozycję i ośrodek prezydencki, by to wyhamować.
Najważniejsze konkluzje
W samym tylko przemyśle motoryzacyjnym w Niemczech, od roku 2019 ubyło 100 tysięcy miejsc pracy. Menedżerowie silnie powiązani z chadecko-socjaldemokratycznym ośrodkiem kanclerskim zaczynają się bać, bowiem ich dni mogą być policzone. Dlaczego? Dlatego, że 6 września 2026 roku odbędą się wybory do landtagu Saksonii-Anhalt, a 20 września 2026 roku do landtagu Meklemburgii-Pomorza Przedniego i Izby Deputowanych Berlina. Wszędzie w sondażach prowadzi Alternatywa dla Niemiec i jeśli zacznie rządzić samodzielnie w przywołanych powyżej dzielnicach państwa, wówczas może nastąpić reakcja łańcuchowa i powstanie opcja, że gabinet Friedricha Merza upadnie przed końcem jego kadencji. A wtedy nikt nie zagwarantuje, że młode wilki nie będą chciały zająć foteli prezesów, odsyłając takich Stracków i Richtbergów na zieloną trawkę.
Wrzesień 2026 roku będzie przełomem nie tylko w Niemczech, ale może stać się także początkiem kolejnej ekspansji niemieckiej, z czasem nawet militarnej, z nieprzewidywalnym finałem. Szkoda, że nikt w Warszawie nawet nie chce o tym debatować…
Howgh!
Tȟašúŋke Witkó, 28 sierpnia 2026 r.
[Autor jest emerytowanym oficerem wojsk powietrznodesantowych. Miłośnik kawy w dużym kubku ceramicznym – takiej czarnej, parzonej, słodzonej i ze śmietanką. Samotnik, cynik, szyderca i czytacz politycznych informacji. Dawniej nerwus, a obecnie już nie nerwus]
Komentarze
Eurostat: Ceny paliw w Polsce wzrosły najmocniej w całej UE

Historycznie niskie zapasy gazu w Niemczech. Tak źle nie było od 15 lat

IPN bije na alarm. Na terenie byłego niemieckiego obozu koncentracyjnego powstaje supermarket

Niepokojący sygnał z Niemiec. Najwyższy wzrost cen od ponad trzech lat
„Mamy deklarację”. Będą kontrole PIP w sprawie łamania ograniczenia handlu w niedziele








