Anatomia Niemiec. Wybory w Berlinie. CDU i Die Linke idą łeb w łeb

- Wybory do berlińskiej Izby Deputowanych odbędą się 20 września. Najnowsze sondaże pokazują wyrównaną rywalizację CDU i Die Linke, które uzyskują około 20–23 proc. poparcia.
- SPD, która od zjednoczenia Niemiec uczestniczyła we wszystkich kolejnych berlińskich rządach, notuje obecnie jedynie około 10–12 proc.; Zieloni mają około 16 proc., a AfD 17–18 proc.
- Po raz pierwszy w wyborach do berlińskiej Izby Deputowanych mogą głosować osoby od 16. roku życia. O tym, kto obejmie urząd burmistrza, zdecyduje następnie wybrany parlament, dlatego kluczowy będzie nie tylko wynik poszczególnych partii, lecz także układ mandatów i możliwość utworzenia większości.
Już w najbliższą niedzielę do urn, poza mieszkańcami Meklemburgii-Pomorza Przedniego, pójdą też berlińczycy. Co to oznacza dla stolicy Niemiec i największego miasta w Unii Europejskiej? I czy Czerwony Ratusz (Rotes Rathaus) stanie się po raz pierwszy naprawdę czerwony, gdy na czele Senatu Berlina stanie przedstawicielka Die Linke?
Zapraszam na kolejny tekst z cyklu artykułów, w których staram się przybliżyć Państwu wydarzenia za Odrą.
Berlin – czerwono-czarne miasto-Land w Niemczech
Berlin, stolica Republiki Federalnej Niemiec, jest jednocześnie jednym z trzech, obok Hamburga i Bremy, tak zwanych Stadtstaaten, czyli miast-krajów związkowych. Z uwagi na tę specyfikę nadchodzące wybory będą miały nieco odmienny charakter niż w przypadku Saksonii-Anhalt i Meklemburgii-Pomorza Przedniego. W najbliższą niedzielę mieszkańcy wybiorą swoich przedstawicieli do Izby Deputowanych (Abgeordnetenhaus), która w Berlinie pełni funkcję parlamentu krajowego. To ten, składający się z co najmniej 130 deputowanych organ, wybierze następnie burmistrza Berlina (Regierender Bürgermeister), który jednocześnie będzie przewodniczącym berlińskiego Senatu, pełniącego funkcję rządu krajowego.
Obecny burmistrz Kai Wegner jest szóstą osobą pełniącą to stanowisko od zjednoczenia Niemiec w 1990 roku i dopiero drugim przedstawicielem CDU. Podobnie jak we wschodnich krajach związkowych, tak również w Berlinie bezpośrednio po 1990 roku największe sukcesy święciła CDU, która w trzech kolejnych wyborach, w 1990, 1995 i 1999 roku, osiągała wyniki w okolicach 40%. Od 2001 roku aż do powtórzonych wyborów w 2023 roku urząd burmistrza sprawowali natomiast nieprzerwanie socjaldemokraci z SPD, tworząc rządy koalicyjne zarówno z CDU, Zielonymi, jak i Die Linke. Co ciekawe, nawet w czasach rządów chadeckich burmistrzów to socjaldemokraci byli mniejszym partnerem koalicyjnym. SPD jest tym samym jedyną partią, która uczestniczy we wszystkich kolejnych rządach Berlina od zjednoczenia Niemiec i pozostaje u władzy już od ponad 35 lat.
W 2023 roku CDU przejęła władzę w Berlinie po 22 latach, uzyskując w wyborach 28,2% głosów i wprowadzając do Izby 52 ze 159 deputowanych. Zawiązano Wielką Koalicję z SPD, która wprowadziła 34 deputowanych, dając Senatowi bezpieczną większość w Izbie Deputowanych. W Izbie zasiedli również Zieloni, wprowadzając tyle samo deputowanych co SPD, a także Die Linke z 22 i AfD z 17 mandatami. Od stycznia 2024 roku swoją jednoosobową reprezentację ma również BSW, do którego przystąpił jeden z deputowanych Die Linke. Bazując na ostatnich sondażach, jest już jednak niemal pewne, że układ sił w Berlinie się zmieni, a miasto czeka najprawdopodobniej nowe polityczne rozdanie.
Wyborczy chaos w chaotycznym mieście
Uważni czytelnicy zauważą, że o ile wybory do parlamentów krajowych w Niemczech odbywają się co do zasady co pięć lat, to od ostatnich wyborów w Berlinie minęły zaledwie trzy. Wybory 12 lutego 2023 roku były powtórzonymi wyborami z 26 września 2021 roku, które stanowiły doskonałe zaprzeczenie czegoś, co określamy mianem niemieckiego porządku. W 2021 roku w Berlinie organizowano jednocześnie wybory do Bundestagu, Izby Deputowanych, władz dzielnic i lokalne referendum, co skutkowało rekordową frekwencją w wyborach do parlamentu krajowego wynoszącą 75,4%. Dodatkowo tego samego dnia odbywał się doroczny Maraton Berliński. W takich okolicznościach nawet niemiecka biurokracja okazała się niewystarczająco wydolna. Doszło do niewyobrażalnego wręcz chaosu: brakowało kart do głosowania, wydawano niewłaściwe karty, część lokali zamykano, a do tych otwartych ustawiały się setki osób, które czekały w wielogodzinnych kolejkach.
Chaos organizacyjny spowodował, że berliński Sąd Konstytucyjny orzekł w listopadzie 2022 roku, ponad rok po wyborach, że zarówno wybory do Izby Deputowanych, jak i wybory dzielnicowe są nieważne, i zarządził ich powtórzenie. Ta bezprecedensowa w historii Republiki Federalnej Niemiec decyzja spowodowała, że w lutym 2023 roku wybory powtórzono. Co istotne, nie rozpoczęły one jednak nowej kadencji Izby Deputowanych, lecz stanowiły kontynuację kadencji rozpoczętej w 2021 roku. Przy niższej, choć nadal mogącej budzić zazdrość frekwencji wynoszącej 62,9%, berlińczycy wyrazili swoje niezadowolenie z rządów SPD i powierzyli zarządzanie miastem CDU. Dotychczasową burmistrz Franziskę Giffey zastąpił Kai Wegner, a jego partia osiągnęła najlepszy od 1999 roku wynik wyborczy w Berlinie.
Niedzielne wybory będą zatem de facto pierwszymi regularnymi wyborami do parlamentu krajowego od 2021 roku. Po raz pierwszy również do urn pójdą mieszkanki i mieszkańcy Berlina mający 16 lat. Berlin jest jednym z siedmiu krajów związkowych, które zdecydowały się na obniżenie wieku wyborczego. Realnie oznacza to około 50 000 więcej wyborców, niż gdyby głosować mogły tylko osoby pełnoletnie. Z punktu widzenia wyników wyborczych zmiana ta nie jest oczywiście neutralna.
Blackout i polityczny kryzys Kaia Wegnera
Obecny burmistrz Berlina Kai Wegner nie staje do wyborów i zadeklarował w lipcu, że niezależnie od ich wyniku nie będzie się ubiegał o kontynuowanie swojej misji na tym stanowisku. Decyzja ta była konsekwencją wielomiesięcznego kryzysu politycznego, którego bezpośrednim początkiem był rozległy atak terrorystyczny na berlińską sieć elektryczną, do którego doszło 3 stycznia 2026 roku i w efekcie którego 45 000 gospodarstw domowych i 2 200 przedsiębiorstw zostało pozbawionych dostaw prądu. Wywołany przez radykalnie lewicowych terrorystów z Vulkangruppe kryzys trwał przez niemal pięć dni i zatrząsł berlińskim Senatem, który przez kolejnych kilka miesięcy mierzył się z poważnym kryzysem zaufania. Sprawą zajęła się Federalna Prokuratura Generalna, która prowadzi postępowanie między innymi w związku z podejrzeniem członkostwa w organizacji terrorystycznej, sabotażu i podpalenia.
W efekcie berlińska CDU na swojego czołowego kandydata (Spitzenkandidat) oraz kandydata na burmistrza desygnowała Stefana Eversa, który w obecnym Senacie odpowiada za finanse oraz kulturę i kwestie społeczne. Ten urodzony w Nadrenii-Północnej Westfalii prawnik dał nowego wiatru w żagle berlińskim chadekom. Decyzja o zmianie kandydata spotkała się również z powszechnym poparciem. Aż 77% respondentów uznało rezygnację Kaia Wegnera za słuszną, a CDU, która jeszcze na początku lipca notowała zaledwie 17% poparcia i znajdowała się na czwartym miejscu, po zmianie kandydata wróciła do walki o zwycięstwo. Zgodnie z najnowszymi sondażami konkuruje w zasadzie przede wszystkim z Die Linke, a obie partie mają poparcie w okolicach 20%.
Stefan Evers i Elif Eralp są kandydatami dwóch ugrupowań zajmujących obecnie czołowe miejsca w sondażach. O wyborze burmistrza zdecyduje jednak powyborczy układ sił w Izbie Deputowanych. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można ocenić, że jest to wybór rozłączny: albo CDU, albo Die Linke. Chadecy wykluczają bowiem wejście w koalicję z partią postkomunistyczną, a i Die Linke nie wyobraża sobie współpracy z CDU. Ostatecznie o tym, które z nich obejmie urząd burmistrza, zdecyduje jednak nie tylko wynik wyborów, ale przede wszystkim powyborcza arytmetyka koalicyjna.
Czy Czerwony Ratusz stanie się naprawdę czerwony?
Może się jednak okazać, że to nie chadecy, ale właśnie Die Linke będzie miała decydujący głos w sprawie wyglądu kolejnego Senatu Berlina. Partia, która w powtórzonych wyborach w 2023 roku uzyskała 12,2% poparcia i osiągnęła dopiero czwarty wynik, konsekwentnie wyrosła na jedną z głównych sił w Berlinie. I choć najnowszy sondaż daje jej poparcie równe CDU, to pojawiły się również takie, w których jej przewaga nad chadekami wynosiła dwa punkty procentowe. Za sukcesem partii stoi Elif Eralp, która, podobnie jak Stefan Evers, nie pochodzi z Berlina, urodziła się w Monachium, a wychowała w Hamburgu. Podobnie jak wielu mieszkańców Berlina ma pochodzenie migracyjne, a obywatelką Republiki Federalnej Niemiec została na mocy naturalizacji w wieku 14-15 lat. Trudno o kandydatkę lepiej oddającą charakterystykę tej niemieckiej metropolii.
Sukcesy sondażowe Die Linke mają kilka przyczyn. Najważniejszą jest strukturalny problem mieszkaniowy, który trawi Berlin od wielu lat, a w niedawnych badaniach aż 32% respondentów wskazało, że to najważniejsza aktualnie kwestia w mieście. Die Linke uczyniła z tego jeden ze swoich sztandarowych postulatów, a swój program wyborczy dla Berlina nazwała „Uczynić Berlin przystępnym cenowo” („Berlin bezahlbar machen”). Sytuacji wcale nie poprawia fakt, że spośród ponad dwóch milionów mieszkań w mieście około 20% znajduje się w zasobie kontrolowanym przez miasto, wskaźnik mieszkań zajmowanych przez właścicieli wynosi poniżej 15%, poziom pustostanów oscyluje wokół 2%, a w przypadku mieszkań faktycznie dostępnych na rynku jest jeszcze wielokrotnie niższy. Mieszkania w Berlinie są coraz droższe i jest to zdecydowanie jeden z największych problemów tego miasta.
Wśród innych przyczyn wskazać należy również przede wszystkim jednoznaczne opowiedzenie się przeciwko AfD, którą Elif Eralp określa jako partię faszystowską, oraz umiejętne zaadresowanie innych tematów ważnych dla ludzi młodych. Poparcie dla Die Linke wśród mieszkańców Berlina w wieku 16-34 lata wynosi aż 38%, a partia ma obecnie ponad 18 tysięcy członków i jest największą pod względem członkostwa partią polityczną w mieście. Poparciu dla Die Linke nie zaszkodził znacząco nawet niedawny antysemicki skandal podczas jej wiecu w Neukölln, kiedy zaproszony przez organizatorów raper nawoływał do przemocy wobec Izraela i izraelskich żołnierzy, co doprowadziło do postępowania prokuratorskiego i ostrej krytyki ze strony SPD i Zielonych. Sama Eralp od występu się odcięła. W przypadku Berlina wydaje się więc, że beneficjentem widocznego również w Saksonii-Anhalt i Meklemburgii-Pomorzu Przednim kryzysu największych partii Niemiec jest nie tylko AfD, ale również Die Linke.
Kryzys wiarygodności socjaldemokratów
Za plecami Die Linke i CDU toczy się zacięta sondażowa walka o zajęcie trzeciego miejsca w wyborach. Z jednej strony mamy AfD, która wygrała z ogromną przewagą wybory w Saksonii-Anhalt i prowadzi obecnie w sondażach w Meklemburgii-Pomorzu Przednim, a w ostatnich badaniach w Berlinie uzyskuje poparcie w okolicach 18%. Warto jednak w tym miejscu zaznaczyć, że jeszcze dwa miesiące temu pojawiały się sondaże, które wskazywały na możliwość zwycięstwa tej partii również w Berlinie. Z uwagi na stosunkowo niewielkie różnice między pierwszymi czterema partiami, duże problemy społeczno-kulturowe w samym Berlinie, gdzie prawie połowa (41,7%) mieszkańców ma pochodzenie migracyjne, bardziej zachowawcze podejście do sondaży oraz potencjalnie wysoką frekwencję, w mojej ocenie taki scenariusz nie jest jeszcze wykluczony.
Czwartą spośród partii z najwyższym poparciem, oscylującym w ostatnich sondażach między 15% a 18%, są Zieloni. Są oni potencjalnym partnerem koalicyjnym zarówno dla Die Linke, w wariancie koalicji z SPD, jak również dla CDU, także w wariancie z SPD, gdyby to ta partia miała zająć pierwsze miejsce. Takiej współpracy nie wykluczył w swoich niedawnych wypowiedziach czołowy kandydat Zielonych Werner Graf, który prowadzi zrównoważoną i niekonfrontacyjną kampanię, starając się zabezpieczyć pozycję swojej partii jako mniejszego, ale jednak kluczowego koalicjanta.
Problem SPD
Dopiero na piątym miejscu, aktualnie z poparciem między 10% a 15%, znajduje się SPD. Partia, która współrządzi miastem nieprzerwanie od zjednoczenia Niemiec, mierzy się w Berlinie z największym kryzysem zaufania w swojej historii. Wynika to z jednej strony ze skutecznego przejęcia najważniejszych postulatów socjalnych przez Die Linke, z drugiej strony SPD obciążają również problemy rządu federalnego. W Berlinie brakuje socjaldemokratom także wyrazistych twarzy, jak chociażby niegdysiejszy burmistrz Klaus Wowereit. Wystarczy powiedzieć, że ich czołowym kandydatem jest Steffen Krach, który jest urlopowanym prezydentem… Regionu Hanower, leżącego niemal 300 km na zachód od Berlina.
W ostatnich dniach prokuratura w Hanowerze dokonała również przeszukania jego mieszkania w ramach prowadzonego przeciwko niemu postępowania. Śledczy badają między innymi podejrzenie przyjęcia korzyści oraz możliwe nieprawidłowości związane z postępowaniem przetargowym. Prokuratura w Hanowerze prowadzi postępowanie dotyczące podejrzeń związanych m.in. z postępowaniem przetargowym. Krach odrzuca zarzuty i deklaruje współpracę ze śledczymi. Postępowanie jest w toku.
Jakie miasto, takie wybory
Stolica Republiki Federalnej Niemiec to miasto wyjątkowe pod wieloma względami. Jest to największe miasto w całej Unii Europejskiej, w którym aż 24,9% mieszkańców stanowią obcokrajowcy, a 41,7% ma pochodzenie migracyjne. To również miasto, w którym ostatnie wybory zakończyły się chaosem na skalę, którą sam berliński Sąd Konstytucyjny określił jako prawdopodobnie wyjątkową w historii wyborów Republiki Federalnej Niemiec. Jest to także miasto, w którym spośród wiodących kandydatów desygnowanych na stanowisko burmistrza: Elif Eralp (Die Linke), Stefan Evers (CDU), Kristin Brinker (AfD), Werner Graf (Zieloni), Steffen Krach (SPD) i Alexander King (BSW), żaden nie urodził się i nie pochodzi z Berlina.
Jednocześnie to właśnie w Berlinie postkomunistyczna (historyczne korzenie Die Linke prowadzą m.in. do PDS, sukcesorki wschodnioniemieckiej SED - przyp. red.) Die Linke może być partią, która, podobnie jak AfD w innych krajach związkowych, pokaże skalę głębokiego strukturalnego kryzysu dwóch najstarszych i największych niemieckich partii, CDU i SPD.
Warto zatem z uwagą obserwować niedzielne wybory. O ile w Saksonii-Anhalt widzieliśmy olbrzymią skalę wzrostu poparcia dla AfD, a w Meklemburgii-Pomorzu Przednim zobaczymy, jak głęboki jest kryzys poparcia dla CDU, która balansuje na progu wyborczym, o tyle w Berlinie możemy na przykładzie SPD zobaczyć, jak głęboko sięga kryzys tradycyjnych partii głównego nurtu. I to w zasadzie niezależnie od tego, czy na błękitnej fali zwycięstwo odniesie AfD, czy Czerwony Ratusz stanie się naprawdę czerwony dzięki zwycięstwu Die Linke. Głęboka przebudowa niemieckiego systemu partyjnego nabiera rozpędu.
[Autor - Sebastian Meitz jest ekspertem Instytutu Sobieskiego w zakresie obronności i polityki zagranicznej]
[Tytuł, sekcje "Co musisz wiedzieć", "Jak wyglądają najnowsze sondaże przed wyborami w Berlinie?", "Co może się wydarzyć po wyborach?", "Co wynik w Berlinie może powiedzieć o niemieckiej polityce?" i niektóre śródtytuły od Redakcji]
Jak wyglądają najnowsze sondaże przed wyborami w Berlinie?
| Badanie | CDU | Die Linke | AfD | Zieloni | SPD | BSW |
|---|---|---|---|---|---|---|
| INSA, 14.09 | 20% | 20% | 18% | 16% | 12% | 5% |
| Forschungsgruppe Wahlen, 11.09 | 21% | 23% | 17% | 16% | 10% | 3% |
| Infratest dimap, 10.09 | 20% | 21% | 18% | 16% | 12% | 4% |
Najnowsze sondaże wskazują na bardzo wyrównaną rywalizację CDU i Die Linke, jednak różnice między partiami są niewielkie, a ostateczny wynik może odbiegać od badań ze względu m.in. na frekwencję i błąd pomiaru.
Co może się wydarzyć po wyborach?
Po wyborach kluczowe będą trzy rzeczy: liczba partii, które przekroczą próg wyborczy, rozkład mandatów między CDU, Die Linke, AfD, Zielonych i SPD oraz deklaracje partii dotyczące potencjalnych partnerów koalicyjnych. Burmistrza nie wybierają bezpośrednio mieszkańcy – wybiera go Izba Deputowanych.
Co wynik w Berlinie może powiedzieć o niemieckiej polityce?
- Jak głęboki jest kryzys SPD. Berlin przez dekady był jednym z najważniejszych bastionów socjaldemokratów. Wynik w okolicach 10–15 proc. pokazałby skalę osłabienia partii także w dużych miastach.
- Czy Die Linke potrafi przejmować wyborców traconych przez SPD i Zielonych. Mocny wynik lewicy w stolicy byłby sygnałem, że przebudowa niemieckiej sceny politycznej nie odbywa się wyłącznie na korzyść AfD.
- Czy CDU odzyskuje pozycję w wielkich metropoliach. Utrzymanie pierwszego miejsca pokazałoby, że chadecy potrafią konkurować nie tylko w bardziej konserwatywnych regionach, ale również w liberalnym Berlinie.
- Jak trwałe jest rozdrobnienie niemieckiego systemu partyjnego. Niewielkie różnice między kilkoma ugrupowaniami oznaczałyby, że tworzenie stabilnych większości będzie coraz trudniejsze i częściej będzie wymagało koalicji trzech partii.
- Czy tradycyjny podział CDU–SPD nadal organizuje niemiecką politykę. Jeżeli obie historycznie największe partie nie zdominują wyborów w stolicy, będzie to kolejny sygnał, że niemiecki system partyjny staje się coraz bardziej wielobiegunowy.
Komentarze
Anatomia Niemiec. AfD prowadzi przed wyborami w Meklemburgii-Pomorzu Przednim. CDU walczy o próg

Anatomia Niemiec. Zwycięstwo AfD. Trzęsienie ziemi w Saksonii-Anhalt

Anatomia Niemiec. Od NRD do AfD. Dlaczego Saksonia-Anhalt może wstrząsnąć Niemcami

Anatomia Niemiec. Dlaczego wybory w trzech landach są ważne dla całego kraju

Wybory w Dolnej Saksonii. Wynik AfD zaskoczył wszystkich

