Szukaj
Konto

Anatomia Niemiec. Zwycięstwo AfD. Trzęsienie ziemi w Saksonii-Anhalt

Zwycięstwo AfD w wyborach w Saksonii-Anhalt
Źródło: PAP | Autor: EPA/FILIP SINGER Dostawca: PAP/EPA | Licencja: PAP | Zwycięstwo AfD w wyborach w Saksonii-Anhalt
Saksonia-Anhalt wybrała, a wynik niedzielnych wyborów może na długo zmienić niemiecką politykę. AfD odniosła historyczne zwycięstwo, zatrzymując się zaledwie trzy mandaty od samodzielnej większości, podczas gdy rządząca od ponad dwóch dekad CDU poniosła spektakularną porażkę. Sebastian Meitz, ekspert Instytutu Sobieskiego, w kolejnym tekście z cyklu „Anatomia Niemiec” analizuje, co wydarzyło się w Magdeburgu, kto może utworzyć nowy rząd i dlaczego polityczne wstrząsy wywołane niedzielnym głosowaniem będą odczuwalne również w Berlinie.
Co musisz wiedzieć:
  • AfD zdecydowanie wygrała wybory w Saksonii-Anhalt, zdobywając 43,8 proc. głosów i 39 z 83 mandatów. Do samodzielnej większości zabrakło jej trzech miejsc w Landtagu.
  • CDU urzędującego premiera Svena Schulze uzyskała zaledwie 17,2 proc. i poniosła najgorszą wyborczą porażkę w swojej historii w tym landzie. Do parlamentu weszły również SPD, Zieloni, Die Linke i BSW.
  • Najważniejszym pytaniem po wyborach jest to, kto utworzy rząd. AfD nie ma samodzielnej większości, natomiast CDU, SPD i Zieloni również nie dysponują wystarczającą liczbą mandatów, co otwiera okres trudnych negocjacji.

 

Saksonia-Anhalt wybrała. Wybory 6 września przeszły do historii nie tylko ze względu na rekordową frekwencję, ale również dlatego, że mogą być pierwszym zdecydowanym krokiem w marszu Alternatywy dla Niemiec (Alternative für Deutschland, AfD) do władzy. I to pomimo, a może właściwie dzięki, kordonowi sanitarnemu (Brandmauer), którego koniec jest już na horyzoncie.

Zapraszam na kolejny tekst z cyklu artykułów, które w ciągu najbliższych dwóch tygodni ukażą się na Tysol.pl i przybliżą Państwu wydarzenia za Odrą.

 

AfD o trzy mandaty od większości bezwzględnej

Na krótko przed 3 w nocy urząd krajowego komisarza wyborczego Saksonii-Anhalt zakończył liczenie głosów we wszystkich 2661 obwodach wyborczych. Spośród 1,7 mln wyborców do urn poszło 1,3 mln, czyli rekordowe 77,8%. To również trzecia najwyższa frekwencja w wyborach do parlamentów krajowych w historii zjednoczonych Niemiec. I to ona sprawiła, że przedwyborcze sondaże, inaczej niż pięć lat temu, znacząco różniły się od ostatecznych wyników.

newplotŹródło: Urząd Krajowego Komisarza Wyborczego Saksonii-Anhalt

Bezdyskusyjnym zwycięzcą niedzielnych wyborów została AfD, choć skala jej zwycięstwa była większa niż prognozowano. Z poparciem 43,8% partia wprowadzi do Landtagu 39 deputowanych, z czego aż 38 zdobyło mandaty bezpośrednie dzięki pierwszym głosom (Erststimme). To wprawdzie mniej niż 40 z 41 mandatów bezpośrednich zdobytych pięć lat temu przez CDU, ale jednocześnie zdecydowanie najlepszy wynik AfD w historii. Trudno w tej sytuacji mówić o AfD jako o partii protestu. Jej poparcie, przynajmniej w Saksonii-Anhalt, jest masowe, a w niektórych okręgach przekroczyło 50%.

Tak spektakularnego sukcesu najprawdopodobniej nie byłoby bez 35-letniego Ulricha Siegmunda, głównego kandydata (Spitzenkandidat) AfD, który od miesięcy przemierzał land na swoim skuterze marki Simson i który może zostać kolejnym premierem Saksonii-Anhalt. Choć AfD nie uzyskała bezwzględnej większości, zarówno Siegmund, jak i współprzewodnicząca partii Alice Weidel jasno zapowiedzieli w niedzielę próbę utworzenia rządu.

 

Podwójna klęska CDU

O ile podczas wieczoru wyborczego AfD zapanowała euforia, to cisza po ogłoszeniu wyników exit poll na wieczorze wyborczym CDU jeszcze długo będzie brzmiała w uszach działaczy w Saksonii-Anhalt i Berlinie. Partia, która rządziła w landzie nieprzerwanie od 2002 roku i pięć lat temu zdobyła 37,1% głosów, tym razem uzyskała ich mniej niż połowę – 17,2%. Niektórzy komentatorzy określili ten wynik jako „à la Ozempic”, nawiązując do skutecznego leku na otyłość. Z partii, która pięć lat temu zdobyła 40 z 41 mandatów bezpośrednich i miała 40 deputowanych w 97-osobowym Landtagu, CDU stała się największym przegranym wyborów. Teraz wprowadzi ich zaledwie 15 i nie zdobyła ani jednego mandatu bezpośredniego.

To drugie jest szczególnie bolesne dla Svena Schulze, głównego kandydata CDU i urzędującego premiera Saksonii-Anhalt. Ten 47-letni przewodniczący krajowej CDU nie tylko przegrał swój okręg w Magdeburgu z młodszym o ponad dekadę byłym szefem rozwiązanej w ubiegłym roku młodzieżówki AfD Junge Alternative Christianem Mertensem, ale jest też jednym z głównych odpowiedzialnych za wyborczą porażkę. Z lokalnej CDU płyną już wezwania do dymisji całego zarządu krajowego partii. Trudno sobie wyobrazić, aby polityk, którego wyborcy zweryfikowali podwójnie negatywnie, mógł dalej kierować rządem Saksonii-Anhalt.

Zgodnie z tym, co pisałem w poprzedniej części „Anatomii Niemiec”, wygrana AfD to problem przede wszystkim dla CDU, również na poziomie federalnym. Wielotygodniowe wezwania kanclerza Merza do zjednoczenia „demokratów” przeciwko „skrajnie prawicowej” AfD nie przyniosły skutku, a wynik CDU w Saksonii-Anhalt można odczytać również jako czerwoną kartkę dla kanclerza i rządzącej koalicji CDU/CSU-SPD. Z pracy Merza zadowolonych jest mniej niż 15% ankietowanych, a jego rząd negatywnie ocenia ponad 80%. W tym kontekście wyrażone w niedzielę przez Alice Weidel oczekiwanie wcześniejszych wyborów do Bundestagu i dymisji kanclerza przed Bożym Narodzeniem może, choć nie musi, się spełnić.

 

Mijanka na ostatniej prostej, taktyczne głosowanie i zielona niespodzianka

Na ostatniej prostej nocy wyborczej doszło do nieoczekiwanej mijanki. Die Linke, popularna we wschodnich Niemczech następczyni komunistycznej SED, od roku w sondażach wyprzedzała SPD, a exit poll dawał jej trzecie miejsce, z wynikiem 9,5%. Ostatecznie poparcie dla Lewicy wyniosło 8,6%, a trzecia, z wynikiem 9,3%, została SPD. Niemniej to Die Linke zdobyła 3 z 41 mandatów bezpośrednich, jeden w Magdeburgu i dwa w Halle. Wszystkie pozostałe przypadły AfD.

I choć ta mijanka była pewnym zaskoczeniem, największą niespodzianką wieczoru był wynik Zielonych, którzy zdobyli 8,9%. Ostatnie sondaże dawały im 6%, ale przez poprzednie dwa lata ich poparcie oscylowało między 3% a 4% i do końca nie było pewne, czy ostatnia zwyżka przełoży się na wynik wyborczy. Tymczasem poza AfD Zieloni jako jedyna partia wprowadzą do Landtagu więcej przedstawicieli niż w 2021 roku, ośmiu zamiast sześciu.

Jedną z przyczyn obu opisanych powyżej niespodzianek była organizowana przez kontrowersyjną organizację pozarządową Campact akcja „Głosuj strategicznie!”, wymierzona bezpośrednio w AfD. W wybranych okręgach wyborczych w Saksonii-Anhalt organizacja nawoływała do oddawania pierwszego głosu (Erststimme) na kandydatów Die Linke, a drugiego (Zweitstimme) na SPD lub Zielonych. Prawdopodobnie w efekcie Die Linke zdobyła trzy mandaty bezpośrednie, a poparcie Zielonych w wybranych okręgach przekroczyło 20%. Według doniesień Campact zebrała na działania w Saksonii-Anhalt i Meklemburgii-Pomorzu Przednim ponad 2,5 mln euro od nieujawnionych darczyńców. Temat ten niemal nie istnieje w mediach głównego nurtu. Warto dodać, że organizacja planuje podobne działania w Meklemburgii-Pomorzu Przednim, gdzie wybory odbędą się już za dwa tygodnie.

 

„Rosyjski” języczek u niemieckiej wagi

Do późnych godzin nocnych nie było jasne, czy w parlamencie krajowym znajdą się przedstawiciele jawnie prorosyjskiego, antyukraińskiego i populistycznego Sojuszu Sahry Wagenknecht (Bündnis Sahra Wagenknecht, BSW). Badania exit poll wskazywały na wynik na granicy progu wyborczego, ostatecznie partia uzyskała 5,3% głosów i wprowadzi do Landtagu 5 deputowanych. Tym samym staje się swoistym języczkiem u wagi, ale ważniejsze jest coś innego. Zgodnie z obliczeniami Wahlrecht.de, gdyby BSW nie przekroczyło progu, AfD przy swoim ostatecznym poparciu na poziomie 43,8% wprowadziłaby do parlamentu krajowego 42 przedstawicieli i miałaby samodzielną większość.

Co ciekawe, o wejściu BSW do parlamentu krajowego zadecydowało około 3 500 głosów w całej Saksonii-Anhalt. Te 3 500 głosów może, choć oczywiście nie musi, oznaczać różnicę między dalszym utrzymaniem kordonu sanitarnego a jego rozpadem na naszych oczach. Po raz kolejny okazuje się, że naprawdę każdy głos ma znaczenie. Nawet w Niemczech.

Sam fakt wejścia BSW do Landtagu nie oznacza jednak, że kordon sanitarny zostanie utrzymany. We wczorajszych wywiadach główny kandydat BSW Thomas Schulze zadeklarował bowiem, że jest gotów rozmawiać z każdą partią, w tym z AfD, a kordon sanitarny go nie interesuje. Jednym z największych przegranych tych wyborów, poza oczywiście CDU, są natomiast liberałowie z FDP. Partia, która jeszcze pięć lat temu uzyskała 6,4% głosów i weszła do rządu krajowego, tym razem osiągnęła wynik o ponad połowę gorszy i wypada zarówno z rządu, jak i z Landtagu.

Koalicja, rząd mniejszościowy, a może jednak… większość

Wynik osiągnięty przez AfD, choć lepszy niż zakładano w sondażach, z uwagi na przekroczenie progu wyborczego przez BSW nie da jej samodzielnej większości. W przypadku każdej innej partii, która osiągnęłaby 43,8% poparcia i znalazła się trzy mandaty od bezwzględnej większości, kwestia rządzenia i poszukiwania koalicjantów byłaby oczywista. W odniesieniu do AfD jednak zwyczaj parlamentarny czy zasady demokracji, od czasu wprowadzenia kordonu sanitarnego, nie są już oczywiste. I choć przewodniczący BSW w Saksonii-Anhalt potwierdził gotowość do rozmów z każdą partią, należy pamiętać, że w sąsiedniej Turyngii BSW tworzy formalną koalicję z CDU i SPD, tolerowaną przez Die Linke.

Alternatywą dla zawiązania przez AfD koalicji jest stworzenie rządu mniejszościowego, który mógłby liczyć na ciche poparcie BSW lub przynajmniej jego części. Takie rozwiązanie, zgodnie z wypowiedziami Ulricha Siegmunda, nie jest do końca preferowane przez AfD, stąd, jeśli już mowa o rządach mniejszościowych, wydaje się, że większą szansę na jego utworzenie miałaby tęczowa koalicja złożona ze wszystkich poza AfD. Przy tak niewielkiej większości oraz wewnętrznym zróżnicowaniu byłaby ona jednak bardzo krucha i możliwe, że w perspektywie kilku miesięcy doszłoby do ponownych wyborów w Saksonii-Anhalt.

Istnieje również trzeci wariant, który może pozwolić AfD rządzić Saksonią-Anhalt i to samodzielnie. Już w pierwszych powyborczych komentarzach pojawiły się głosy, że być może wśród 15 przedstawicieli CDU, którzy trafią do Landtagu, będą tacy, którym ideologicznie i politycznie bliżej jest do AfD niż do skrajnej lewicy z Die Linke. Zważywszy na fakt, że przynajmniej w sferze deklaratywnej mówimy o przedstawicielach Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej, nie powinno to zaskakiwać. Niemniej, jak wspomniałem powyżej, od czasu wymyślenia i wdrożenia kordonu sanitarnego nic w niemieckiej polityce nie jest oczywiste. Jasne jest natomiast, że bliska współpraca z Die Linke jest nie tylko niezgodna z wewnętrznymi dokumentami CDU, ale również coraz bardziej kontestowana przez działaczy, a przede wszystkim przez coraz większą część elektoratu chadeków.

 

Wstrząsy wtórne z Magdeburga odczuwane będą w Berlinie

I choć nadal rozmawiamy o wyniku wyborczym w ósmym pod względem powierzchni i jedenastym pod względem ludności kraju związkowym Niemiec, nie ulega wątpliwości, że niedzielne wybory były bacznie śledzone w Berlinie, całych Niemczech, ale również za granicą. Dość wspomnieć, że prezydent Donald Trump zamieścił na swojej platformie Truth Social wpis z prognozą wyborczą. Również w Polsce wybory te budzą bardzo duże zainteresowanie.

Z jednej strony wynika to z pewnością z fenomenu, który pojawia się w tym tekście wielokrotnie: kordonu sanitarnego, zapory ogniowej, Brandmauer, która w założeniu miała chronić Republikę Federalną przed rządami AfD, a pośrednio z pewnością przyczyniła się i będzie nadal przyczyniać do wzrostu jej poparcia. Trudno bowiem mówić o separowaniu od władzy ugrupowania, które, na razie na poziomie krajowym, ma poparcie przekraczające 43% i którego przedstawiciele uzyskali 38 z 41 mandatów bezpośrednich.

Konsekwencje dla Merza

Z drugiej strony konsekwencje niedzielnych wyborów, a właściwie całego jesiennego cyklu wyborczego, nie będą bez znaczenia dla stabilności rządu i osobistej pozycji kanclerza Merza. Rozczarowanie wynikiem wyborczym w Saksonii-Anhalt jest ogromne, a głosy ze środowiska Junge Union, aktualnie wymierzone głównie w Svena Schulze, mogą przerodzić się w oczekiwanie dymisji samego kanclerza. Jednocześnie presja ze strony AfD, szczególnie jeśli ponownie nie zostanie dopuszczona do rządzenia przez „demokratyczne” partie głównego nurtu, będzie rosła.

Rozstrzygające będzie jednak to, co wydarzy się za dwa tygodnie w Berlinie, a przede wszystkim w Meklemburgii-Pomorzu Przednim. Z jednej strony mamy tam do czynienia z rosnącym poparciem dla AfD, z drugiej działania takie jak „taktyczne głosowanie”, które miało miejsce w Saksonii-Anhalt, będą z pewnością kontynuowane. Kolejne sukcesy wyborcze AfD będą nie tylko kolejnymi krokami na jej drodze do ewentualnego sięgnięcia po władzę w Berlinie, ale też będą konfrontować partie głównego nurtu z najważniejszym dziś pytaniem: Jak długo niemiecki system polityczny i partyjny jest w stanie ponosić koszty kordonu sanitarnego wobec partii popieranej przez niemal połowę wyborców?

[Autor - Sebastian Meitz jest ekspertem Instytutu Sobieskiego w zakresie obronności i polityki zagranicznej]

[Sekcje "Co musisz wiedzieć", "Wyniki wyborów w Saksonii-Anhalt", "Dlaczego AfD nie ma większości?" i "Co to oznacza dla Polski" od Redakcji]

 

Wyniki wyborów w Saksonii-Anhalt

Partia Wynik Mandaty
AfD 43,8% 39
CDU 17,2% 15
SPD 9,3% 8
Zieloni 8,9% 8
Die Linke 8,6% 8
BSW 5,3% 5

 

Arytmetyka ewentualnych koalicji

  • AfD – 39
  • AfD + BSW – 44 → większość
  • CDU + SPD + Zieloni – 31 → brak większości
  • CDU + SPD + Zieloni + Die Linke – 39 → nadal brak większości
  • CDU + SPD + Zieloni + BSW – 36 → brak większości
  • CDU + SPD + Zieloni + Die Linke + BSW – 44 → większość

 

Dlaczego AfD nie ma większości?

AfD zdobyła 43,8 proc. głosów, ale do większości potrzebuje 42 z 83 mandatów. Otrzymała 39. Na podział miejsc wpływa m.in. to, ile partii przekracza pięcioprocentowy próg. Wejście BSW z wynikiem 5,3 proc. zwiększyło liczbę głosów uczestniczących w podziale mandatów i utrudniło AfD zdobycie większości miejsc.

 

Co to oznacza dla Polski?

  • Polska powinna przygotować się na trwały wzrost znaczenia AfD w niemieckiej polityce. Nie oznacza to automatycznie zmiany kursu Berlina, ale wynik w Saksonii-Anhalt pokazuje, że partii tej nie da się już traktować wyłącznie jako marginalnego ugrupowania protestu.
  • Najważniejsze będzie obserwowanie wpływu AfD na politykę federalną wobec Rosji, Ukrainy, migracji i energetyki. To właśnie w tych obszarach potencjalne przesunięcie niemieckiej debaty może mieć największe znaczenie dla polskiego bezpieczeństwa i gospodarki.
  • Warszawa powinna utrzymywać robocze kontakty z całym niemieckim spektrum politycznym, nie rezygnując przy tym z własnych interesów. Przygotowanie do nowej sytuacji oznacza nie polityczną sympatię, lecz zdolność do rozmowy także z ugrupowaniami, które mogą w przyszłości współtworzyć władzę.
  • Warto zachować ostrożność w ocenie podobieństwa części poglądów AfD do stanowisk polskiej prawicy. W sprawach takich jak reparacje, polityka wobec Rosji czy konkurencja gospodarcza AfD pozostaje przede wszystkim partią niemiecką.
  • Polska dyplomacja powinna już teraz przygotowywać scenariusze na dalsze przesunięcie niemieckiej sceny politycznej. Sukces AfD w Saksonii-Anhalt może okazać się lokalnym wyjątkiem, ale może też zapowiadać szerszą zmianę, której skutki będą odczuwalne również po wschodniej stronie Odry.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 07.09.2026 14:04
Źródło: Tysol.pl