Niemcy, Niemcy ponad wszystko!

Zaznaczam od razu, że nie posiadam szklanej kuli i na proste pytania – jak potoczą się dalsze losy Republiki Federalnej, jak potoczą się losy partii AfD odpowiedzi zwyczajnie nie znam. W odróżnieniu od wielu mniej, czy bardziej znanych komentatorów... Mogę natomiast przyjrzeć się temu, jakie reakcje wywołał wynik wyborów na naszym podwórku politycznym. Po lewicowo liberalnej stronie – histeria. Histeria i straszenie. Pan premier Donald Tusk stwierdził, że „tylko idioci i zdrajcy” cieszą się w Polsce ze zwycięstwa skrajnie prawicowej partii w Niemczech. Pan minister Marcin Kierwiński napisał z kolei, że „Współczesna Targowica to ci, którzy nie potrafią ukryć radości ze zwycięstwa AfD”. Od razu nasuwa się pytanie - a co z tymi, którzy swoją radość potrafią ukryć? W lewicowo liberalnych mediach a zwłaszcza w społecznościowych bańkach komentariatu orgia strachu. Straszenie powrotem Hitlera do władzy (już nie żyje, przypomnijmy...) odradzaniem się w Niemczech faszyzmu (w III Rzeszy panował narodowy socjalizm, nie faszyzm), no i wreszcie brzmiące już jak zaklęcia magiczne zdania o „naszym polskim rodzimym faszyzmie”, „odradzaniu się polskiego (?) faszyzmu” czy rytualne korki od szampana, które strzelają podobno na Kremlu.
Nie ma powodów do paniki
Wydaje się, że sprawa jest trochę bardziej złożona. Ani liberalna lewica nie ma powodów do histerycznej paniki ani dla tradycjonalistycznej prawicy nie jest wygrana AfD żadną jutrzenką, żadnym zwiastunem prawicowej kontrrewolucji. Oczywiście, elita unijna oraz cała sieć środowisk powiązanych z nią systemem zależności otrzymała potężnego prztyczka w nos. To nie ulega wątpliwości. Oto partia, uznawana cały czas za pariasa życia politycznego, partia otaczana politycznym kordonem sanitarnym, partia, której członkom „ludzie na pewnym poziomie” nie podają ręki wygrała i to wygrała ze znaczną przewagą. Na nic zdały się działania establishmentu politycznego, tak niemieckiego jak i europejskiego, by zneutralizować jej wpływy. Liberalna lewica czuje niepokój, w pewnym stopniu uzasadniony, że sukces w jednym landzie podziała jak wiatr w żagle w innych krajach związkowych i na poziomie federalnym.
Tak oczywiście może się stać, tyle tylko, że rządzące Niemcami i Unią Europejską elity same na ten sukces AfD zapracowały. Głównym paliwem sukcesu alternatywnej partii, jak twierdzą znawcy niemieckiej polityki, były kwestie związane z emigracją i tym, że państwo nie radzi sobie za dobrze z zapewnieniem bezpieczeństwa dla swoich obywateli. Nie oznacza to jednak ani tego, że Niemcy zalewa „brunatna fala” ani jakiegoś gwałtownego zwrotu ku konserwatywnym wartościom. Przypomnijmy – wiceprzewodnicząca partii jest zdeklarowaną lesbijką, żyjącą z kobietą z Cejlonu, obie panie adoptowały dwójkę dzieci. Ciężko doszukać się w deklaracjach AfD, bo na razie są to tylko deklaracje, jakiejś prawdziwie konserwatywnej agendy.
Są powody do niepokoju
Jest kilka punktów, które mogą cieszyć, nie tyle nawet konserwatystę, co po prostu każdego rozsądnego człowieka. Deklarowana przez AfD chęć wyjścia z unijnej polityki klimatycznej, jeśli została by zrealizowana, byłaby z całą pewnością korzystna również dla Polski. Są inne punkty, które mogą budzić wątpliwości – bo to, co jest korzystne dla Niemiec, nie musi automatycznie oznaczać korzyści dla naszej ojczyzny. Wzmocnienie gospodarki, odbudowa własnych mocy produkcyjnych, odejście od euro na rzecz własnej waluty z pewnością przydało by się Niemcom, ale czy my skorzystamy na jeszcze silniejszym zachodnim sąsiedzie? No i w końcu są takie deklaracje polityczne AfD, które mogą budzić niepokój. Nie mam tu zresztą na myśli prorosyjskich sympatii - w Niemczech wszystkie partie są mniej lub bardziej prorosyjskie, niektóre się z tym tylko umiejętnie kryją. Niepokój budzą mianowicie deklaracje przywrócenia obowiązkowej służby wojskowej i chęć wzmocnienia Bundeswehry. Gdy mamy od wschodu armię Putina, to silna Bundeswehra u naszych zachodnich granic nie jest nam do niczego potrzebna...
Rzecz jasna, trzeba wziąć na wszystko co się dzieje w Niemczech pewną poprawkę a nawet dwie. Jak każda partia buntu i zmiany, w fazie buntowniczej AfD jest skłonna obiecywać wiele i zapowiadać wiele. Moment, gdy partia buntowników otrzymuje realny wpływ na władzę, a co za tym idzie również odpowiedzialność, oznacza bardzo często urealnienie głoszonych haseł. Dodatkowo, warto przypomnieć wszystkim, którzy doszukują się analogii z latami trzydziestymi XX wieku i dojściem do władzy pewnego akwarelisty – pamiętać należy, że w latach trzydziestych w Republice Weimarskiej nie stacjonowały wojska amerykańskie. Jak to się wszystko zakończy, to zobaczymy.
Komentarze
Niemcy patrzą na Saksonię-Anhalt. Jest zgoda na rozmowy

Cios w niemiecki przemysł. Giganta nie udało się uratować
Tak Polacy oceniają sytuację w kraju. Najnowszy sondaż

Kluczowe 48 godzin dla Polski i USA. Chodzi o stałą bazę wojskową

Polska przekaże nowy pakiet pomocy Ukrainie. Wartość: 50 mln euro








