Tadeusz Płużański: Wolińska kochająca, Wolińska mordująca

„Sto, tysiąc razy próbowała zobaczyć twarz tego konkretnego człowieka, który wszczepił w ciało Juliusza cichą śmierć. I wtedy pojawiły się jej przed oczyma twarze wszystkich tych, którzy weszli w jej los od chwili jego uwięzienia: wyszarzała gębula tego prowokatora, którego potem spotkała na Koszykowej w MBP, twarz prokuratora generalnego WP, generała Zarako-Zarakowskiego, jego zastępczyni, pułkownik Leny Wolińskiej, prokuratora Ligięzy i tego pułkownika UB, który, rozpoznawszy w niej wychowawczynię swej córki w sanatorium, przyjechał w popłochu i porwał Marysię w obawie przed zemstą. Pojawiły się twarze pułkownika Światły, generała Jóźwiaka „Witolda” i innych, a także wszystkich dyżurnych z biura przepustek, strażników pod więzieniem. Dla Krystyny te wszystkie wyobrażane oblicza naklejają się na olbrzymie, niczym w katedrze drzwi. Drzwi jak skała. Drzwi jak grobowiec”. To fragmenty powieści Andrzeja Mularczyka „Polskie miłości”.
Śledztwo w toku
Juliusz to Juliusz Sobolewski, w czasie wojny podchorąży Batalionu Szturmowego „Odwet 2”. Krystyna to żona Juliusza - Krystyna Sobolewska.
Janusz Kozłowski, ps. Janusz, Pilawa, opowiada o swoim dowódcy z czasów okupacji i Powstania Warszawskiego:
- Juliusz Sobolewski, ps. Roman, na rozkaz Bermana zostaje w 1953 roku aresztowany przez UB. Nakaz aresztowania wydaje Helena Wolińska, oskarża Stanisław Zarakowski. Wszelkie starania żony „Romana”, Krystyny Sobolewskiej, ps. Krysta, mające na celu uniewinnienie lub złagodzenie wyroku, spotykają się ze wściekłą i nienawistną odmową.
Krystyna z „Polskich miłości”: „Spędziłam dziesiątki godzin i dni przed żelaznymi drzwiami więzienia, przed biurami przepustek na Koszykowej, przed ceratowymi poduchami drzwi gabinetów, za którymi tkwili wszechmocni. (...) Sforsować te drzwi było trudniej niż powstańcze barykady. Dobijałam się co dzień, wciąż mi mówiono, że śledztwo w toku. Wiele czasu upłynęło, nim usłyszałam od Zarakowskiego, że Juliusz jest oskarżony z artykułu 15 par. 1 w związku z artykułem 13 par. 2 i artykułem 7 mkk...”.
Najgorszy dzień w życiu
Janusz Kozłowski: - Po sfingowanym procesie Juliusz Sobolewski zostaje skazany na karę śmierci jako „agent anglosaski i zdrajca ojczyzny”.
Juliusz Sobolewski miał montować kanał przerzutowy przez granicę, zbierać oraz przekazywać wiadomości, stanowiące tajemnicę wojskową i państwową. Jakie były dowody jego szpiegowskiej działalności? Prokurator Ligęza wyjaśniał: „skoro do walki z Niemcami potrafił zorganizować blisko tysięczny oddział, wiadomo, ilu potrafił zorganizować przeciw komunistom!”.
Krystyna z „Polskich miłości”: „Tego, za co odznaczono go podczas wojny, teraz użyto jako koronnego dowodu winy”. 18 września 1944 roku rozkazem Komendanta Sił Zbrojnych w Kraju Juliusz Sobolewski został awansowany do stopnia porucznika.
Krystyna Sobolewska: - Kiedy Rada Państwa odmówiła zmiany wyroku poszłam zrozpaczona do gabinetu płk Wolińskiej i pytałam, jak to jest możliwe, że bohater, patriota ginie niewinnie. Wolińskiej nie wzruszyły moje słowa, nawet nie raczyła na mnie spojrzeć. Wyrzuciła mnie z gabinetu, twierdząc, że jest to najgorszy dzień w jej życiu, bo umarł Stalin.
Nie kobieta, tylko potwór w mundurze
Krystyna z „Polskich miłości”: „Jeśli nie ma się innego wyjścia szuka się pomocy u samego diabła. Postanowiłam dotrzeć do Jóźwiaka. Generał „Witold”, były komendant główny MO, przyjmował w Najwyższej Izbie Kontroli w poniedziałki. Patrzyłam w obite skórą drzwi z taką nadzieją, jak w kościele wpatrywałam się w ołtarz. Wreszcie otworzyły się, rozwścieczony czymś Jóźwiak wypchnął petentkę z gabinetu, aż padła na kolana. Byłam następna. Pomyślałam: jeśli on spróbuje tak wobec mnie - uduszę go! Po prostu rzucę się na niego! Szło się do jego biurka, wielkiego jak katafalk, przez mech dywanu, a on tkwił za tym katafalkiem, opancerzony całkowitą obojętnością. Mówiłam, mówiłam, mówiłam, a jego nic nie obchodziło, że odwiedzał nas prowokator, którego potem spotkałam na Koszykowej w MBP, że oskarżenie było całkowicie bezpodstawne, że chcą popełnić zbrodnię na niewinnym”.
Dlaczego Franciszek Jóźwiak zainteresował się sprawą?
„Dopiero kiedy wyrwało mi się, że oskarżająca męża prokurator Lena Wolińska to nie kobieta, lecz potwór w mundurze pułkownika - podniósł oczy, ożywił się, zaczął się dopytywać o szczegóły, jakby sprawa Juliusza stała się nagle jego osobistą rozgrywką z oskarżycielami. Skąd mogłam wiedzieć, że Lena Wolińska, pracując z nim w sztabie Gwardii Ludowej, a potem w KG MO, pełniła też rolę jego morganatycznej żony? Może miał z nią jakieś porachunki? Może nie mógł jej darować, że teraz ona jest taka ważna, decyduje o czyimś życiu i śmierci, podczas gdy on coraz mniej znaczy, ma coraz większe gabinety i coraz mniej do powiedzenia?”.
"Ja na pewno wrócę"
Juliusz Sobolewski oczekiwał wykonania wyroku w celi śmierci. „Nieopodal był barak, skąd dobiegały czasami odgłosy strzałów. Kiedy pewnego dnia wywołali go na korytarz, ksiądz Roztworowski położył rękę na jego ramieniu.
- Czy pragniesz rozgrzeszenia?
Ukląkł, pochylił głowę, poczuł na czole znak krzyża. Strażnik dzwonił niecierpliwie kluczami. Poprowadzili go korytarzami, liczył kroki, jakie dzieliły go od celi do końca życia. Wsłuchiwał się w szczęk zamków przy kolejnych drzwiach, w głosy strażników. To miały być ostatnie głosy tego świata. Potem padnie strzał. Czy to się jeszcze słyszy? Nagle otwierają się przed nim drzwi gabinetu naczelnika...”.
Janusz Kozłowski: - Gdy Jóźwiak dowiedział się, kto wydał nakaz aresztowania, spowodował najpierw złagodzenie wyroku na dożywocie, potem na 10 lat i w końcu Sobolewski został warunkowo zwolniony po niespełna dwuletnim więzieniu.
„Pamiętaj, „Ptaszko”, gdyby mnie zamknęli i powiedzieli ci, że ja już nie żyję - nigdy w to nie wierz. Ja na pewno wrócę”.
Janusz Kozłowski: - Nie była to łaskawość czy obudzenie się sumienia generała. Po prostu chciał zrobić na złość kobiecie, z którą się rozchodził.
„Ptaszką” nazywał Juliusz Sobolewski swoją żonę Krystynę.
Czekam na rysunek od Jurka
Krystyna z „Polskich miłości”: „Już tam [w Rawiczu] zaczął mieć dziwne objawy: między palcami rąk i nóg ciało zaczynało gnić, czuł ucisk śledziony, dziwne bóle i dziwną słabość, która przyćmiewała wzrok”.
Po badaniach lekarskich Juliusz Sobolewski dostał skierowanie do Instytutu Hematologii na ul. Chocimskiej w Warszawie: „Jemu robili nakłucie mostka, a ja w tym czasie klęczałam przed ołtarzem w kościele Zbawiciela. Modliłam się o jego ocalenie zamiast o piekło dla tych, co go tak podstępnie zabili”.
Z ostatnich listów do rodziny: „Kochana „Ptaszko” i dzieci. Miałem transfuzję, zastrzyknięto mi nowy zagraniczny lek kortyzon wraz z penicyliną. Leżę z gorączką i czekam...”. „Dziękuję Jankowi za list. Niech pisze codziennie, co dzieje się w domu i po kolei o każdym: o Mamie, o sobie, o Jurku i Jacku. Czekam na rysunek od Jurka i chcę, żeby Mama przynosiła mi za każdym razem zeszyt Jurka z lekcjami, a ja będę stawiał stopnie...”.
42 płuca
Krystyna z „Polskich miłości”: „Szpik jest zaatakowany - usłyszałam od doktora Pawelskiego. - „Ma tysiąc sto białych ciałek, następuje rozkład czerwonych. To ostry rzut białaczki szpikowej”. „Nie można przeszczepić mojego?” - błagałam ich. „To nic nie da” - powiedzieli. (...) Musiałam patrzeć dzień po dniu, jak trwa ta rozciągnięta na miesiące egzekucja”.
Po wyjściu z więzienia Sobolewski co tydzień musiał się meldować na posterunku MO w Falenicy.
Krystyna z „Polskich miłości” - „Ptaszka”: „Zastanawiająca jest precyzja, z jaką ten termin objął datę jego śmierci. Umarł na dwadzieścia cztery dni przed upływem tego czasu, jaki mu wyznaczono na meldowanie się. Myślałam, że to ja wygrałam z nimi. A to oni wygrali...”.
Juliusz Sobolewski zmarł w pierwszych dniach kwietnia 1956 roku.
Wcześniej mogła uratować męża, za 10 tys. złotych. „Ale Krystyna nie chciała. Bała się, że dając łapówkę, uzna niejako zasadność oskarżenia. A przecież Juliusz był niewinny. To by go mogło tylko pogrążyć”.
Wyrok, od którego nie było odwołania, wydano wcześniej. Rentgenowskie prześwietlenia płuc w UB, były w praktyce wielokrotnymi naświetleniami. Dokonywała ich lekarka z Rakowieckiej:
„Jako rentgenologa zmuszano ją wielokrotnie do nocnych wizyt na Rakowieckiej. Zabierano ją z domu samochodem. Dlaczego się na to zgadzała? (...) Może doktor Ch. czymś szantażowano? Może po prostu bała się powiedzieć „nie”? Mogła zresztą uważać, że sprawdzając stan płuc ratuje zdrowie więźniów. Dopiero po wielu seansach zorientowała się, że prześwietla te same płuca, które widziała na ekranie trzy, pięć, siedem razy. Nie znając ludzi, poznała czterdzieści dwa płuca na Rakowieckiej”.
Uznana za inkwizytorkę
Doktor. Ch zmarła na białaczkę rok po śmierci Juliusza Sobolewskiego. Krystyna Sobolewska, mimo wieloletniego oskrzelowego kaszlu, nigdy nie chciała pójść na prześwietlenie.
„Kim był ten, kto wydał taki wyrok. Kim ten, kto go wykonał. Czy umiał kogokolwiek kochać, skoro potrafił tak nienawidzić? Jak wygląda jego twarz? Chciałabym wiedzieć, dlaczego właśnie Juliusza wybrano na ofiarę tej cichej zbrodni”.
Krystyna Sobolewska: - Kiedy odżyła sprawa Wolińskiej, nie życzyłam jej więzienia, kary śmierci, szubienicy. Marzyłam tylko o jednym - żeby została uznana za inkwizytorkę, człowieka podłego i przestała żyć w chwale żony profesora Oksfordu.
Tadeusz Płużański
Komentarze
Tȟašúŋke Witkó: Wybuchy w Moskwie są polską racją stanu

Anatomia Niemiec. Od NRD do AfD. Dlaczego Saksonia-Anhalt może wstrząsnąć Niemcami

Czego minister Siemoniak nie mówi na temat operacji ukraińskiego wywiadu

Polacy chcą pragmatyzmu w relacjach z Ukrainą

Islandia mówi „nie” negocjacjom z UE. Mądry Islandczyk przed szkodą







