[Tylko u nas] Tadeusz Płużański: Politruk - profesor Brus. Mąż prokurator Wolińskiej

- Czy rozmawiam z panem profesorem Brusem?
- Tak, a o co chodzi?
- O pana żonę, Helenę Wolińską-Brus. Do 15 października powinna się stawić na przesłuchanie w warszawskiej prokuraturze w sprawie bezprawnego aresztowania generała Fieldorfa.
- Żona nie będzie rozmawiała z prasą. Ja też nie.
- Dlaczego?
- Po prostu nie.
Od razu przyszło mi do głowy prowokacyjne pytanie: Gdzie się podziała tak wychwalana odwaga pana profesora?
"Chociaż sytuacja mojej własnej rodziny była relatywnie dobra (mój ojciec - pracownik umysłowy ochotniczej organizacji żydowskiej - zachował pracę w całym okresie międzywojennym), zestawienie nieczynnych fabryk i marnowanych produktów obok armii ludzi desperacko poszukujących pracy i walczących o swe przetrwanie rodziło pytania, których nie można było zlekceważyć."
- tak młody Beniamin Zylberberg (rocznik 1921, urodzony w Płocku) zdawał się tłumaczyć swoją drogę do komunizmu (strona Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, rozdział "Ekonomiści polscy w świecie", tekst: "Zmora reformowania socjalistycznego systemu ekonomicznego"). Ojciec to Abram Zylberberg, matka - Helena z domu Askanas.
Słabe MO i SB
Potem przyszły książki - wedle określenia samego Brusa (wówczas jeszcze Zylberberga) - "ojców założycieli": "Ekonomia polityczna" Bogdanowa, "Nauki ekonomiczne" i "Manifest komunistyczny" Marksa: "Wszystko to wywarło na mnie wielkie wrażenie, jako przekonujące wyjaśnienie procesu historycznego wskazujące obecnie na socjalizm z jego planową gospodarką jako jedyne realistyczne lekarstwo na ewidentnie nieuleczalne choroby kapitalizmu."
Uczeń Włodzimierza Brusa Waldemar Kuczyński (tak, to ten minister w rządzie T. Mazowieckiego) we wspomnieniu o swoim mistrzu: "Niski, metaliczny baryton, sylwetka energiczna, wojskowa, służył chyba u Berlinga". Rzeczywiście, po ukończeniu studiów w Saratowie (ZSRS) w 1944 roku Włodzimierz Brus rozpoczął "służbę" w aparacie polityczno-wychowawczym LWP.
Sam tak to wspominał: "Moim przydziałem w armii stał się wkrótce wydział publikacji Głównego Zarządu Polityczno-Wychowawczego, gdzie byłem głównie zaangażowany w pisanie i publikację materiałów wykładowych na tematy socjoekonomiczne dla oficerów politycznych, zajmując się zarówno przedwojenną przeszłością (ciemną), jak i perspektywami powojennej odbudowy oraz przyszłym rozwojem Polski w jej nowych - znacznie przesuniętych na zachód - granicach i w warunkach radykalnie zreformowanego systemu ekonomicznego (jasnego)."
W maju 1945 roku por. Włodzimierz Brus (wciąż jako Beniamin Zylberberg) alarmował centralę o sytuacji na Opolszczyźnie:
"Milicja jest b. słaba, źle uzbrojona i na niesłychanie niskim poziomie moralnym. (...) Milicjanci biorą udział w rabunkach, są często w cichej zmowie z "szabrownikami" (...) Kierownictwo MO i UB odnoszą się z największym pobłażaniem do rabunków i gwałtów".
Obalanie nauki
Włodzimierz Brus wspominał dalej: "W kampaniach wyborczych roku 1946 (najpierw referendum, później wybory do parlamentu) wojsko jako całość, a w szczególności jego zarząd polityczno-wychowawczy, były silnie zaangażowane po stronie kierowanej przez komunistów koalicji przeciw siłom opozycji. Na początku 1947 roku zostałem zwolniony z wojska, aby zostać młodszym redaktorem teoretycznego dwumiesięcznika Polskiej Partii Robotniczej - polskiego odpowiednika partii komunistycznej (zostałem członkiem partii jeszcze w wojsku)."
Brus podjął pracę naukową w Instytucie Nauk Społecznych przy KC PZPR, SGPiS i na Wydziale Ekonomii Politycznej UW. Miał przyczynić się do "umocnienia pionu ideologicznego i wziąć udział w obalaniu nauki burżuazyjnej". Robił to z powodzeniem. Wtedy z uczelni musiały odejść takie tuzy przedwojennej profesury jak Kotarbiński, Tatarkiewicz, Ossowscy.
W swoich publikacjach Brus wychwalał "demokrację" w Związku Sowieckim, a w Polsce ekonomię marksistowsko-leninowską (przeciwną kapitalistyczno-obszarniczej) oraz jej mentorów - Bieruta i Minca, równocześnie atakując niepodległą Polskę - zgniłą i umierającą pod rządami "bezwzględnej faszystowskiej dyktatury sanacji".
Zapomniał, z kim żył?
W połowie lat 50. Brus zmienił front: ortodoksyjny marksista - jak wielu jemu podobnych - został rewizjonistą. O 1956 roku pisał: "Wkrótce zaczęło się zwalnianie z więzień i obozów koncentracyjnych, początkowo powoli, a następnie szybciej i szerzej, milionów rzekomych "wrogów ludu", odsłaniając prawdziwą skalę i okrucieństwa bezpodstawnych prześladowań. Wszystko to obnażyło fałsz nie tylko mistyczno-absolutystycznych roszczeń do uniwersalnej ważności tego, co było przedstawiane jako fundamenty teorii marksizmu-leninizmu, lecz również wersji racjonalno-relatywistycznej ("konieczne w swoim czasie")." Jakoś zapomniał prof. Brus, że żył pod jednym dachem z osobą odpowiedzialną za "okrucieństwa bezpodstawnych prześladowań".
W 1957 roku tak chciał zmieniać socjalizm: "program zmian w modelu gospodarczym powinien zawierać - jako jeden z zasadniczych punktów - zadanie pogłębienia planowania centralnego". Należał m. in. do Klubu Krzywego Koła, razem z Władysławem Bartoszewskim, którego Helena Wolińska przetrzymywała bezprawnie w więzieniu przez 18 miesięcy bez przedstawienia aktu oskarżenia.
"Podstępna szajka"
Dla Włodzimierza Brusa marzec 1968 roku zaczął się w styczniu. W akcie protestu przeciwko zdjęciu "Dziadów" Kazimierza Dejmka w Teatrze Narodowym wystąpił z PZPR. Skupiła się na nim nagonka. 19 marca, na spotkaniu aktywu partyjnego w Sali Kongresowej Gomułka (towarzysza "Wiesława" przed "odwilżą" Wolińska chciała wsadzić do więzienia, tak jak to zrobiła z jego najbliższym współpracownikiem - Zenonem Kliszką) zaatakował literatów, m in. Stefana Kisielewskiego i Pawła Jasienicę, i naukowców - obok Brusa także Bronisława Baczkę, Zygmunta Baumana i Leszka Kołakowskiego: "zwalczając od lat politykę naszej partii z pozycji rewizjonistycznych - świadomie i z premedytacją sączyli wrogie poglądy polityczne w umysły powierzonej ich pieczy młodzieży".
Rozpowszechniano ulotki:
"Bauman z Brusem i Baczką ta podstępna szajka
Pastwiła się nad Polską jak czerezwyczajka".
I sekretarz Komitetu Wojewódzkiego w Lublinie, Władysław Kozdra, na wiecu 21 marca 1968 roku przemawiał: "Mamy prawo żądać wyraźnego samookreślenia się tych Żydów, obywateli naszego państwa, którzy jeszcze się nie samookreślili". Na łamach "Walki Młodych" Brus został postawiony w jednym rzędzie z Bermanem, Różańskim i Światłą. Prowokacja wobec profesora zawierała jednak źdźbło prawdy - komunistyczny politruk Brus przybył razem z nimi z ZSRS, żeby instalować w Polsce nową władzę, a rewizjoniście Brusowi jakoś nigdy nie przeszkadzało, że prywatnie związał się ze stalinowską inkwizytorką.
Jego koledzy-naukowcy - Leszek Kołakowski, Bronisław Baczko i Zygmunt Bauman - marksistowscy ortodoksi i walczący ideologowie stalinizmu - też zostali rewizjonistami.
Włodzimierz Brus został wyrzucony z UW 25 marca 1968 roku. To najbardziej znany fakt z jego biografii, często przytaczany w rewizjonistycznych i politycznie poprawnych publikatorach. Ta sama decyzja, którą podpisał minister oświaty i szkolnictwa wyższego Henryk Jabłoński dotyczyła również innych, wspomnianych już akademików, m. in.: Baczki, Baumana, Kołakowskiego. Przez kolejne lata PRL-u na Brusa istniały "zapisy cenzorskie".
"Bez perspektyw"
Brus o marcu 1968 roku: "Pomimo wysoce niepomyślnych perspektyw, podjąłem decyzję nieopuszczania kraju i przyjąłem jedyną dostępną mi pracę (żadna instytucja nie ośmieliłaby się zatrudnić mnie bez bezpośredniego polecenia z Komitetu Centralnego Partii) w Instytucie Ekonomiki Budownictwa Mieszkaniowego. Panująca tam atmosfera była bardzo pobudzająca intelektualnie, prawdopodobnie również z uwagi na to, że wśród personelu były ofiary wcześniejszych (i często ostrzejszych) fal prześladowań. Pracowałem tam prawie cztery lata". Znów ani słowa o Wolińskiej i jej ofiarach.
Ponieważ jednak - kontynuuje Brus - "nie było żadnych widocznych perspektyw dla podjęcia jakiejkolwiek otwartej pracy akademickiej w Polsce (…), gdy nadeszło zaproszenie na jednoroczny pobyt na University of Glasgow, zbiegające się z pilną potrzebą rozwiązania za granicą rodzinnych problemów zdrowotnych, wybraliśmy wyjazd na chwilowy odpoczynek. Nie tak rzadki przypadek najdłuższego żywota rzeczy tymczasowych potwierdził się w naszym przypadku: po owocnym roku w Glasgow nadarzyła się sposobność kontynuowania pracy w mojej dziedzinie na długoterminowych zasadach w Oksfordzie."
Jaka szkoda…
Państwo Brusowie, zachowując polskie obywatelstwo, zamieszkali w spokojnej, willowej dzielnicy tego uniwersyteckiego miasteczka. Profesor wykładał ekonomię, ale też filologię rosyjską i środkowoeuropejską w Wolfson i Saint Anthony`s College. Jego żona - stalinowska prokurator Helena Wolińska - uczestniczyła w sympozjach naukowych, udzielała się towarzysko, ostentacyjnie manifestując swoje poparcie dla "Solidarności" i potępiając stan wojenny...
W połowie lat 70. Włodzimierz Brus został przyłapany z kochanką w hotelu. Aby ukryć ten fakt przed zaborczą żoną, podjął tajną współpracę ze wschodnioniemiecką Stasi. Jako pierwszy dokumenty na ten temat ujawnił dwumiesięcznik "Arcana".
Waldemar Kuczyński kończył wspomnienie o swoim mistrzu: "Potem spotykałem się z nim rzadko, ostatni raz w Polsce na początku lat 90. Nie był Brus, jak wielu reformatorów socjalizmu, entuzjastą polskiej transformacji. Uważał ją za zbyt kapitalistyczną."
Śmierć Włodzimierza Brusa w 2007 roku wspominali także inni, szczególnie na łamach "Gazety Wyborczej". Prezes Fundacji Batorego Aleksander Smolar, wymieniając zasługi profesora, napisał: "jaka szkoda, że nie ma go tutaj". Przede wszystkim szkoda, że do Polski nie wróciła przed oblicze Temidy jego żona: Helena Wolińska.
Tusk nie złoży skargi do TSUE ws. umowy UE-Mercosur
Kryzys mieszkaniowy w państwach UE. Tak źle nie było od lat

TISZA czy Fidesz? Jest najnowszy sondaż z Węgier

Premier lekceważy prezydenta. „Sędziowie TK tak czy inaczej złożą przysięgę”


