Tadeusz Płużański: Z Berezy do milicji i… Wolińskiej

Jóźwiak, czyli jeden z głównych utrwalaczy "ludowej" władzy, morderca od Bieruta. Przed wojną członek WKP(b) i KPP, w czasie wojny - z ramienia Moskwy - szef sztabu komunistycznej partyzantki: Gwardii Ludowej i Armii Ludowej, ps. "Witold". Potem jeden z wiodących działaczy PPR i PZPR. Przez ręce Jóźwiaka przechodziły kluczowe dla formowania czerwonej okupacji sprawy - zabójstwo pierwszego przywódcy PPR Marcelego Nowotki, współpraca z Gestapo, walka z niepodległościowym podziemiem, procesy polityczne.
Komunizować zaczął wcześnie - w 1921 r. wstąpił do KPRP (Komunistyczna Partia Robotników Polskich), a potem do KPP. Za przestępczą działalność niepodległa Rzeczpospolita więziła go m.in. w Berezie Kartuskiej (po wojnie komuniści nazywali Berezę polskim obozem koncentracyjnym).
CZYTAJ TAKŻE: Karol Gac: Powolna agonia UE
Pani Jóźwiakowa łamała nawet stalinowskie prawo
Życiową partnerką Jóźwiaka była Helena Wolińska (Fajga Mindla Danielak). Początkowo "Lena" była jego podwładną w sztabie GL-AL, potem zawdzięczała mu wysokie stanowiska w milicji i Naczelnej Prokuraturze Wojskowej, gdzie w latach 1950-1953 pozbawiała wolności polskich patriotów. To decyzją Wolińskiej, szef "Kedywu" Armii Krajowej gen. August Emil Fieldorf "Nil" po ciężkim śledztwie został skazany i zamordowany. Pani Jóźwiakowa swoje decyzje o tymczasowym aresztowaniu wydawała w ścisłej współpracy z bezpieką, łamiąc nawet stalinowskie prawo.
W 1956 r. Franciszek Jóźwiak został wyrzucony z partii i odsunięty od najwyższych stanowisk (karierę kończył jako prezes Najwyższej Izby Kontroli). Wcześniej Wolińska zostawiła go dla swojego męża - Włodzimierza Brusa (właściwie Beniamina Zylberberga), z którym ślub wzięła jeszcze w 1940 r., ale potem rozdzieliła ich wojna (razem z Brusem - oficerem polityczno-wychowawczym LWP, potem profesorem marksistowskiej ekonomii, a w końcu rewizjonistą - wyjechała po 1968 r. do Oksfordu, gdzie Brus wykładał na kilku uczelniach).
Potwór w mundurze pułkownika
"Witold", który według zgodnych relacji, był pod pantoflem "Leny" (potrafiła wyzywać go od najgorszych, a on przyjmował to z pokorą i nazywał ją "laleczką"), ciężko przeżył "kosza". Kiedy w 1953 r. Wolińska aresztowała AK-owca Juliusza Sobolewskiego, którego bezpieka skazała na śmierć, jego żona Krystyna uzyskała audiencję u "pani prokurator": "Pytałam, jak to możliwe, że bohater, patriota ginie niewinnie. Wolińskiej nie wzruszyły moje słowa, nawet nie raczyła na mnie spojrzeć. Wyrzuciła mnie z gabinetu, twierdząc, że to najgorszy dzień w jej życiu, bo umarł Stalin".
Sobolewska poszła następnie do szefa NIK Franciszka Jóźwiaka: "Nic go nie obchodziło, dopóki przypadkiem nie powiedziałam, że oskarżająca męża prokurator Lena Wolińska to nie kobieta, lecz potwór w mundurze pułkownika". Jóźwiak spowodował złagodzenie wyroku i Juliusz Sobolewski, po dwóch latach więzienia, odzyskał wolność.
CZYTAJ TAKŻE: Nowa świecka ekoreligia - nowy numer "Tygodnika Solidarność"
Polska lewica chce brnąć w szaleństwa z których świat już się wycofuje

[Felieton „TS”] Tadeusz Płużański: PKWN wiecznie żywy

Esbecki skok na kasę: do portfeli byłych funkcjonariuszy trafiło ponad 1,46 mld złotych

Za unijne utopie zapłaci człowiek: takie będą skutki ideologicznego szaleństwa
[Felieton „TS”] Jan Wróbel: Spokojnie, to tylko kapitalizm

