Sprawa listu żelaznego dla Romanowskiego. Ekspert: sędzia nie jest podwładnym ministra

-
Sąd Okręgowy w Warszawie wydał Marcinowi Romanowskiemu list żelazny mimo sprzeciwu prokuratury. Jednocześnie zdecydował o uchyleniu tymczasowego aresztowania ze skutkiem od momentu uprawomocnienia się postanowienia.
-
Minister sprawiedliwości i prokurator generalny Waldemar Żurek ostro skrytykował decyzję oraz sędziego Konrada Mielcarka. Minister powołuje się m.in. na art. 281 § 2 k.p.k., zgodnie z którym w postępowaniu przygotowawczym list żelazny może zostać wydany na wniosek prokuratora albo przy braku jego sprzeciwu.
-
Znaczenie sprzeciwu prokuratora było jednak przedmiotem rozbieżnych ocen sądów. Część składów sądów apelacyjnych uznawała sprzeciw za wiążący, inne przyjmowały, że sąd może wydać list żelazny mimo stanowiska prokuratora. Ostateczna ocena dzisiejszego postanowienia może być przedmiotem kontroli odwoławczej.
Sędzia wydał Marcinowi Romanowskiemu list żelazny
Sędzia zrobił to, do czego został powołany: rozpoznał sprawę i wydał orzeczenie. Nie takie, jakiego oczekiwała prokuratura. I co dzieje się chwilę później?
"(...) Spójrzmy prawdzie w oczy: kto jednoosobowo próbuje zapewnić nietykalność człowiekowi podejrzanemu o gigantyczne nadużycia w Funduszu Sprawiedliwości? To neosędzia Konrad Mielcarek. Awansowany do Sądu Okręgowego przez upolitycznioną neo-KRS. Komisarz wyborczy z nadania ekipy Ziobry. Sygnatariusz list poparcia do neo-KRS dla Stanisława Zduna - jednego z przedstawicieli tamtego układu zamkniętego. Człowiek, którego orzeczenia Sąd Apelacyjny w Warszawie musiał już uchylać z powodu wadliwości powołania i braku niezależności sądu (sygn. akt II AKa 461/23)!..." - uderza w sędziego minister sprawiedliwości Waldemar Żurek, który powołuje się na art. 281 § 2 k.p.k., według którego w jego opinii "list żelazny w śledztwie nie może zostać wydany bez zgody prokuratora".
Waldemar Żurek uderza w sędziego
Minister Sprawiedliwości i jednocześnie Prokurator Generalny nie ogranicza się do stwierdzenia, że orzeczenie jest błędne. Nie poprzestaje na zapowiedzi zażalenia. Wychodzi publicznie z nazwiskiem sędziego, jego życiorysem i politycznymi etykietami. Pada „neosędzia ze stajni Ziobry”, pojawia się „układ zamknięty”, a całość zostaje zwieńczona sugestią: „swoi chronią swoich”. Nazwijmy rzecz po imieniu: to nie jest merytoryczna polemika z orzeczeniem. To publiczna degradacja osoby sędziego za to, jak orzekł.
Można uważać postanowienie sądu za błędne i złożyć zażalenie. Właśnie po to istnieje kontrola instancyjna. Ale czym innym jest powiedzieć: „sąd błędnie zastosował art. 281 § 2 k.p.k.”, a czym innym przedstawiać konkretnego sędziego opinii publicznej jako człowieka określonego politycznego środowiska i sugerować, że jego orzeczenie jest efektem zasady „swoi chronią swoich”.
To drugie nie uderza już tylko w argumentację prawną. Uderza w osobę sędziego, jego zawodową wiarygodność i społeczne zaufanie do tego, że orzekał jako sędzia, a nie jako przedstawiciel jakiegoś politycznego obozu.
Problem ustrojowy
Sędzia nie jest podwładnym Ministra Sprawiedliwości. Nie odpowiada przed Prokuratorem Generalnym za treść wydanego postanowienia. Sędzia ma obowiązek orzekać samodzielnie, na podstawie prawa. Ponosi odpowiedzialność za swoje rozstrzygnięcie w ramach procedury, a nie na publicznym pręgierzu organizowanym przez jedną ze stron ustrojowego sporu.
W tym kontekście szczególnie istotne jest to, że sprawa wykładni art. 281 § 2 k.p.k. nie jest tak jednoznaczna, jak można byłoby wywnioskować z tonu ministerialnego wpisu. W orzecznictwie istnieją różne stanowiska co do znaczenia sprzeciwu prokuratora przy wydawaniu listu żelaznego. A więc jest przestrzeń do sporu prawnego.
W sytuacji kiedy przedstawiciel egzekutywy reaguje na niewygodne dla prokuratury orzeczenie publicznym dyskredytowaniem jego autora, pojawia się zasadnicze pytanie: czy nie mamy już do czynienia z niedopuszczalną presją władzy wtkonawczej na władzę sądowniczą?
Czy taka krytyka może wywołać „efekt mrożący”?
Nie trzeba powiedzieć sędziemu: „masz orzec tak”. Czasem wystarczy pokazać mu, co spotkało poprzednika, który orzekł inaczej. I dlatego niezawisłość sędziowska nie jest zawodowym przywilejem sędziów. Nie chodzi o ochronę ich dobrego samopoczucia ani o zakaz krytykowania orzeczeń. To gwarancja dla obywatela.
Obywatel ma bowiem prawo wejść do sali sądowej i mieć pewność, że człowiek siedzący za stołem sędziowskim myśli o Konstytucji, ustawie, dowodach i własnej wykładni prawa. Nie o tym, czy jeśli wyda niewygodne dla władzy orzeczenie, następnego dnia minister urządzi mu publiczny proces w mediach społecznościowych.
I być może właśnie to jest w tej historii najważniejsze. Dzisiaj na publiczny pręgierz trafia sędzia, którego rozstrzygnięcie nie spodobało się prokuraturze. Jutro przed sądem może stanąć każdy z nas. I wtedy naprawdę nie będzie miało znaczenia, z której strony politycznego sporu jesteśmy. Będzie miało znaczenie tylko jedno: czy sędzia patrzy w akta — czy za plecy, sprawdzając, kto aktualnie sprawuje władzę.
[Autor: sędzia Kamila Borszowska-Moszowska, zastępca rzecznika dyscyplinarnego przy Sądzie Okręgowym w Świdnicy, rzecznik stowarzyszenia Veritas et Ius W Służbie Narodowi, wykładowca KSSiP]
[Tytuł, sekcje "Co musisz wiedzieć", "Co dokładnie zakwestionował TK?", FAQ, a także niektóre śródtytuły od Redakcji]
Sprawa Marcina Romanowskiego
Sąd Okręgowy w Warszawie wydał Marcinowi Romanowskiemu list żelazny – poinformował w mediach społecznościowych jego pełnomocnik mec. Bartosz Lewandowski. Jak przekazał prawnik, sąd jednocześnie uchylił środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania od momentu uprawomocnienia się orzeczenia. Marcin Romanowski jest podejrzanym w śledztwie dotyczącym nieprawidłowości w Funduszu Sprawiedliwości. Wcześniej wydano za nim list gończy oraz Europejski Nakaz Aresztowania. W grudniu 2024 roku ujawniono, że przebywa na Węgrzech, gdzie otrzymał ochronę międzynarodową.
Informacje na temat jego przebywania w Naddniestrzu nie zostały potwierdzone.
Co daje list żelazny?
- Pozwala oskarżonemu lub podejrzanemu przebywającemu za granicą wrócić do Polski i odpowiadać z wolnej stopy. Sąd zapewnia mu pozostawanie na wolności do czasu prawomocnego zakończenia postępowania, o ile przestrzega warunków określonych w przepisach.
- Osoba objęta listem żelaznym musi stawiać się na wezwania sądu, a w postępowaniu przygotowawczym także prokuratora. Bez zgody sądu nie może również opuszczać wskazanego miejsca pobytu w kraju.
- List żelazny nie oznacza uniewinnienia ani zakończenia postępowania. Nie rozstrzyga o winie i nie powoduje wycofania zarzutów. Jest gwarancją procesową pozwalającą prowadzić postępowanie bez pozbawienia danej osoby wolności, pod warunkiem że nie będzie ona utrudniać postępowania ani nakłaniać innych osób do składania fałszywych zeznań lub wyjaśnień.
Czy sprzeciw prokuratora wiąże sąd?
| Stanowisko | Argument |
|---|---|
| Sprzeciw wiąże sąd | Literalne brzmienie art. 281 § 2 mówi o możliwości wydania listu przy „braku sprzeciwu”. Tak interpretował przepis m.in. SA w Katowicach. (Saos) |
| Sprzeciw nie musi wiązać sądu | Część sądów uznaje, że wykładnia systemowa i konstytucyjna przemawia za zachowaniem samodzielności sądu. Takie stanowisko prezentowały m.in. składy SA w Gdańsku i Krakowie. (Saos) |
Komentarze
Służby próbowały wejść do Akademii Wymiaru Sprawiedliwości. Rektor: „Ganiają mnie po całym kraju”

Burza wokół Zondacrypto. Ziobro odpowiada Żurkowi i pokazuje zdjęcie

Nowe informacje ws. afery Zondacrypto. Sąd podjął decyzję o aresztowaniach

Spór o budżet TK. Święczkowski: Nie poddam się szantażowi Tuska czy Żurka

Prokuratura chce przesłuchać Nawrockiego. Prezydent podjął decyzję
