Szukaj
Konto

Przed Wolińską był Bauman

Zygmunt Bauman 2013/ jako oficer KBW
Źródło: Wikipedia | Autor: Forumlitfest | Licencja: CC BY 3,0/ domena publiczna | Zygmunt Bauman 2013/ jako oficer KBW
W kontekście niedawnego protestu w Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN wokół książki „Stygmat” poświęconej Helenie Wolińskiej warto przypomnieć inną postać, której komunistyczna przeszłość przez lata wywoływała spory. Zygmunt Bauman, późniejszy światowej sławy socjolog, po wojnie służył w Korpusie Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Jego występy w Polsce i Wielkiej Brytanii wielokrotnie spotykały się z protestami środowisk przypominających ten etap jego życiorysu.
Co musisz wiedzieć:
  • Zygmunt Bauman przed rozpoczęciem międzynarodowej kariery socjologicznej służył w powojennym aparacie komunistycznego państwa, m.in. w Korpusie Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
  • Autor przypomina protesty przeciwko wykładom Baumana w Polsce i Wielkiej Brytanii oraz argumentuje, że jego odpowiedzialność za działalność w strukturach komunistycznych nie została wystarczająco wyjaśniona.
  • Tekst stawia szerszą tezę o sposobie pamiętania elit PRL i pyta, czy późniejsze osiągnięcia naukowe powinny przesłaniać działalność w instytucjach uczestniczących w represjach wobec podziemia niepodległościowego.

 

W kontekście ostatniego protestu młodych patriotów w Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN przeciwko książce „Stygmat”, pudrującej komunistyczną prokurator Helenę Wolińską, warto przypomnieć historię innego stalinowca. Przeciwko Zygmuntowi Baumanowi też występowali młodzi Polacy – zarówno w kraju, jak i w Wielkiej Brytanii.

„Grupa ogolonych na łyso Polaków wtargnęła na wykład prof. Zygmunta Baumana w Manchesterze i przerwała go wulgarnymi przyśpiewkami [precz z komuną]. Po krótkim czasie opuścili budynek. Nie zostali zatrzymani” – oburzała się w 2014 r. „Gazeta Wyborcza” podkreślając z satysfakcją, że podczas wcześniejszego wykładu we Wrocławiu (na zaproszenie prezydenta miasta Rafała Dutkiewicza) kilku młodych ludzi za protest przeciwko obecności Baumana na tamtejszym uniwersytecie zostało skazanych na kary 20-30 dni aresztu, a dwunastu dostało grzywny od 1 do 6 tys. zł.

 

Zapraszał Zdrojewski

Czyli zamiast ścigać prawdziwych przestępców, w tym zbrodniarzy komunistycznych, polskie państwo aresztowało i skazywało ludzi, którzy o takich zbrodniarzach przypominali. Ludzi, dla których skandowanie i wywieszanie transparentów: „precz z komuną” jest aktem desperacji. Bo major zbrodniczego Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego (odpowiednik wojsk wewnętrznych NKWD), Bauman zamiast o swojej przeszłości lubił dyskutować o swoich ponowoczesnych (postalinowskich) koncepcjach. Tymczasem skazany, oczywiście po udowodnieniu mu winy, powinien być właśnie on.

Przypomnę, że prekursorem zaprosin byłego majora KBW do Wrocławia w 2011 r. był prominentny polityk Platformy Obywatelskiej, minister kultury Bogdan Zdrojewski, który gościł Baumana na Europejskim Kongresie Kultury. Zdrojewski zresztą najwyraźniej upodobał sobie stalinowca - rok wcześniej przyznał mu Złoty Medal Zasłużony Kulturze Gloria Artis. A ponieważ Bauman został też zaproszony na debatę naukową do Poznania i Gdańska, tam również protestowali przeciwko jego występom młodzi Polacy.

 

„Najsłynniejszy polski socjolog”

W kontekście gościnnych występów prof. Zygmunta Baumana na polskich uniwersytetach słyszałem opinie, że nie ma się za bardzo czym przejmować, bo naukowców zaczadzonych komunizmem było wielu. Ale nie tylko o „heglowskie ukąszenie” tu chodzi. Baumana wyróżniało coś gorszego – udział w stalinowskim aparacie represji. Takich, oddelegowanych ze zbrodniczych jednostek na front nauki, było już mniej.

Słyszałem też, że o powojennych losach Baumana wiemy niewiele. Że nie powstała jego biografia. Dlatego jest zapraszany przez nieświadomych niczego ministrów i prezydentów, obsypywany honorami i medalami. To prawda częściowa, bo historycy wiedzą na jego temat – od lat – wystarczająco dużo. I swoją wiedzę publikują wcale nie w niszowych periodykach. Problem polega na czymś innym – na zainfekowaniu polskich umysłów przez sowieckie „elity” – te przybyłe do nas po wojnie na obcych czołgach, które miały potem wystarczająco dużo czasu, aby wychować swoich następców.

„Najsłynniejszy żyjący polski socjolog. Wnikliwy filozof. Najlepszy analityk świata ponowoczesnego: świata internetu, rozpadających się więzi międzyludzkich, niepewności. Świata, w którym wszystko płynie”- czytamy we wstępie do jednego z wywiadów z Baumanem w „Gazecie Wyborczej”. I tu „zapomniano” o sprawie podstawowej – że owa sława socjologii, bohater salonów Warszawy, Wrocławia, Poznania - sam aktywnie przyczynił się do rozpadu dawnego świata i jego tradycyjnych wartości i więzi.

 

Krzyż Walecznych za „bandytów”?

Bauman unicestwiał wielotorowo - jako oficer polityczny „ludowego” Wojska Polskiego, funkcjonariusz zbrodniczego Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, i agent innej sowieckiej jednostki - jeszcze bardziej krwawej Informacji Wojskowej. A od 1953 r. robił to samo – tylko po podlaniu naukowym sosem – jako socjolog. Obie te „aktywności” Baumana były ze sobą ściśle związane. W dokumencie z 1950 r., kiedy dostał awans w KBW czytamy: „Jako szef Wydziału Polityczno-Wychowawczego (…) bierze udział w walce z bandami [polskim podziemiem niepodległościowym]. Przez 20 dni dowodził grupą, która wyróżniła się schwytaniem wielkiej ilości bandytów. Odznaczony Krzyżem Walecznych”.

I dalej: „Mjr Bauman ma przed sobą poważną perspektywę naukową”. Czyli nie tylko „uświadamiał” żołnierzy w duchu zbrodniczego stalinizmu, ale osobiście zwalczał „bandy” (można spytać, co było gorsze: hodowanie morderców, czy własny udział?). I to jest właśnie powód, dla którego majora Baumana należało ścigać. Wymiar sprawiedliwości III RP nie sprawdził jednak, za co naprawdę dostał Krzyż Walecznych. Czy “tylko” za to, że jako dowódca wydawał rozkazy walki z “bandami”, czy może sam do “bandytów” strzelał? Zresztą każdy z tych przypadków jest przez polskie prawo kwalifikowany jako zbrodnia komunistyczna, która nie ulega przedawnieniu.

 

Ponowoczesna indoktrynacja

Podkreślić trzeba, że naukowa kariera Baumana rozpoczęła się, zanim ruszył w teren ścigać AK-owców. Studia podjął zaraz po ucieczce z Polski we wrześniu 1939 r. (zamiast walczyć z okupantami) - na sowieckich uniwersytetach, choć dla obywatela polskiego – pozbawionego wiadomych powiązań nie było to możliwe. Potem, będąc jeszcze w KBW, uczył się w partyjnej Akademii Nauk Społecznych i Politycznych, a następnie na Uniwersytecie Warszawskim (promotorem jego pracy magisterskiej był słynny marksistowski ideolog prof. Adam Schaff). Jako asystent innego stalinowca - Juliana Hochfelda zrobił błyskawiczną karierę naukową – w 1956 r. obronił pracę doktorską, a cztery lata później zrobił habilitację. W latach 60. wykładał także w Wyższej Szkoły Nauk Społecznych przy Komitecie Centralnym PZPR – kuźni sowieckich „elit”.

I major/profesor Bauman robił to samo do końca – indoktrynował w duchu ponowoczesnym (postalinowskim).

 

Usprawiedliwienie stalinizmu

Dziennikarka Aida Edemariam z brytyjskiego „Guardiana” tak opisała poglądy Baumana (28 kwietnia 2007).: „utrzymuje, że nowoczesność stworzyła idealne warunki, aby działać nieetycznie”, gdzie „posłuszeństwo przełożonym było wartością najwyższą”, a „wielopoziomowość częściowo uniemożliwiła zwykłym ludziom zrozumienie konsekwencji własnych uczynków”. No właśnie, w czasach nowoczesnych (stalinowskich) Bauman nie zdawał sobie sprawy, co się dokoła dzieje. Był posłuszny przełożonym, wykonywał rozkazy. Czy taka osoba może być winna? Ale na wszelki wypadek lepiej uciec od nowoczesności (stalinowskiej przeszłości) w ponowoczesność, gdzie wszystko jest płynne, relatywne.

Według Baumana – za „Guardianem” - w czasach nowoczesności „wzięcie osobistej odpowiedzialności i postępowanie moralne stało się większą próbą charakteru niż kiedykolwiek przedtem w historii”. Nie ulega wątpliwości, że Bauman tej próbie nie sprostał. Tego oczywiście nie nigdy przyznał twierdząc, że komunizm był najlepszym wyborem dla Polski, bo w II RP i w jego rodzinie była bieda: „Partia komunistyczna obiecywała rozwiązania najlepsze”. Ale nie powie już np., że partia komunistyczna, jako antypolska, była zdelegalizowana.

Koncepcja płynnej ponowoczesności ma swoje praktyczne cele: służy ochronie, relatywizacji i usprawiedliwianiu własnego życiorysu (w duchu „dałem się uwieść”), aby nie musieć się zeń w żaden inny sposób rozliczać, aby nikogo nie przepraszać – ani Żołnierzy Wyklętych, ani tych, których umysły zniewalał. Znosi jednostkową winę. Owa ponowoczesność służy też rozmywaniu odpowiedzialności innych stalinowców, usprawiedliwianiu całej formacji. A usprawiedliwiają się też – wzorem propagandy z lat 50. - zagrożeniem ze strony „faszystów”. Przecież podczas „zakłóconego” wykładu profesora na Uniwersytecie Wrocławskim problemem nie był Bauman, ale grupka kibiców. Tak samo jak teraz w Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN – problemem nie było pudrowanie Heleny Wolińskiej, ale ci, którzy przeciwko temu pudrowaniu protestowali.

 

Nie zostali profesorami…

Zygmunt Bauman nie mówił, że mógł odejść z wojska i nie wstępować do zbrodniczego KBW, że dokonał wyboru. Często zresztą słychać do dziś, że bez tego młodzieńczego, właściwie niewinnego ukąszenia, nie zostałby „wnikliwym filozofem, najlepszym analitykiem świata ponowoczesnego”. Tylko co mają powiedzieć ci młodzi, którzy ginęli z rąk NKWD, KBW, IW, UB. Też mogli wyrosnąć na profesorów, ale nie ukąszonych. Bardzo nam ich we współczesnej Polsce brakowało i brakuje.
Bauman nie tylko dostawał nagrody, ale sam je przyznawał. Nagroda imienia jego zmarłej żony – pisarki Janiny Bauman (tysiąc funtów) trafia co roku do autora najciekawszej pracy z zakresu etyki i moralności. A ja bym wolał – w tej samej kategorii - nagrodę im. Rotmistrza Pileckiego. Byłoby bardziej etycznie i moralnie.

[Lead i sekcja "Co musisz wiedzieć" od Redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 12.09.2026 13:42
Źródło: Tysol.pl