Marcin Bąk: Metoda zrywów

Pochodzący z „Pana Tadeusza”, genialny w swej trafności opis przygotowań powstańczych Sędziego Soplicy, dość dobrze oddaje pewien sposób realizowania rozumienia patriotyzmu i służby Ojczyźnie, jaki przejawia duża część naszych rodaków. A skoro rodaków, to i polityków bo przecież polityków mamy takich, jacy i my sami jesteśmy, oni są z tej samej gliny. „Szlachta na koń siędzie, ja z synowcem na czele, szabel nie zabraknie i jakoś to będzie” . Przypomnijmy, że słowa te wygłasza Sędzia w wyniku perswazji Księdza Robaka, gwałtownie odmieniając swoje nastawienie do rzeczywistości. Z ospałego ziemianina, pochłoniętego liczeniem wozów ze zżętą pszenicą, Soplica zamienia się nagle w szalonego powstańca, chwytającego za szablę i siadającego na koń. Bez planu, bez przygotowania zaplecza i bez rozpoznania sił przeciwnika. Liczy się sam zryw. Tak właśnie rozumiany jest u nas ten romantyczny model patriotyzmu. Napisano już wiele na temat wpływu romantyzmu i ściśle – samego Mickiewicza na ukształtowanie się naszej matrycy narodowej w wieku XIX. Myślę, że wciąż jeszcze można by napisać niemało, bo temat jest ogromny. Nie ulega wątpliwości, że romantyzm w wydaniu mickiewiczowskim położył się cieniem na naszej nowoczesnej historii kładzie nadal. Nie twierdzę, że jest to wyłącznie cień złowrogi, pewne elementy romantyzmu były i pozostają nadal ważne dla nas, jako narodowej wspólnoty. W chwilach zdawać by się mogło beznadziejnych, romantyczny ogląd świata pozwalał nie raz odnajdować nadzieję. Niestety, model ten ma też swoje fatalne strony, która dają się odczuć do dzisiaj, tak jak dawały o sobie znać w przeszłości. Sędzia Soplica, przypinający do pasa karabelę i siadający na koń w porywie szlachetnego uniesienia, nie siadał na koń tylko na kartach mickiewiczowskich. Dało by się wymienić niejeden zryw narodowy, źle przygotowany, bez planu, bez broni i zaopatrzenia, zakończony klęską i stratami. Powstanie Styczniowe bywa wymieniane jako zryw najbardziej charakterystyczny ale nie jest to na pewno jedyny.
Dziedzictwo romantyzmu
Dziedzicami tradycji romantycznej, bezpośrednio nawiązującej do Powstania Styczniowego, traktowanego zresztą jak swoisty mit założycielski odrodzonej Rzeczpospolitej, uważała się ta część polskich niepodległościowców, która umownie nazywana jest nurtem piłsudczykowskim, czy później sanacyjnym. Motyw zrywu, pod wpływem szlachetnych emocji, bez oglądania się na proporcje sił własnych do przeciwnika, był czymś co bardzo mocno zapadło w sposób myślenia tego nurtu. Towarzyszy nam zresztą i dzisiaj, bo przecież za spadkobiercę niepodległościowych, piłsudczykowskich tradycji, uważa się największa, do niedawna, partia opozycyjna w naszym parlamencie. Dziedzictwo romantyczne, metoda zrywów, oddziaływają na naszą rzeczywistość polityczną, nie tylko w czasie wojny. Znaczna część naszej klasy politycznej działa stosując taką metodę jako standardowy algorytm postepowania na co dzień. Spokój, liczenie „wozów zżętej pszenicy”, do wyborów jeszcze tyle czasu, jakoś to będzie... a potem olaboga, trzeba coś robić, Ojczyzna w niebezpieczeństwie, siły wraże już u bram! Nie raz i nie dwa rozmawiałem z przedstawicielami naszej klasy politycznej, zwracając im uwagę na ten właśnie algorytm działania. Ku swemu zaskoczeniu dowiadywałem się, że jest dobrze, że właśnie tak ma być, bo my Polacy najlepiej radzimy sobie podczas gwałtownych powstań, działając pod presją zagrożenia, na zasadzie pospolitego ruszenia. Wtedy jesteśmy wielcy... Ja nie do końca podzielam taką opinię. Uważam, że więcej dla kraju można by zrobić spokojną, może mało spektakularną, mrówczą pracą, niż gwałtownymi, chaotycznymi zrywami. Pracą chociażby nad zawiązywaniem sojuszy politycznych z partiami i stronnictwami, żeby potem po wyborach posiadać jakąś, różną od zera, zdolność do stworzenia koalicji. W przeciwnym razie scenariusz roku 2023, gdy największa partia zdołała wprowadzić do Sejmu najwięcej posłów a zarazem władzę utraciła – nie powinien nikogo dziwić. Teraz najwyraźniej kroi się jeszcze ciekawszy scenariusz.
Oddać zwycięstwo walkowerem
Rządy Koalicji 13 Grudnia, najbardziej chyba nieudolne rządy po 1989 roku zaliczyły w ostatnich miesiącach serię kolejnych, fatalnych katastrof. Wydawało się, że sprawa odsunięcia ekipy premiera Donalda Tuska od władzy w wyborach jest już prawie pewna. Jednak opozycyjne partie prawicowe postanowiły rozpętać wojnę między sobą, na zasadzie każdy na każdego. To prawie gwarantowana recepta na kolejne cztery lata rządów Koalicji Obywatelskiej. Jasne, w naszej przeszłości mieliśmy i takie przykłady, gdy podczas największego zagrożenie metoda zrywów dawała pozytywne efekty a zwaśnieni Polacy potrafili schować swe urazy i pracować viribus unitis dla dobra Ojczyzny. Najbardziej spektakularny przykład to oczywiście wojna 1920 roku i Cud nad Wisłą. Młoda, świeżo odrodzona Polska, była wtedy na skraju katastrofy. Widocznie dzisiaj politycy prawicowi uznali, że nie jesteśmy jeszcze w takich opałach, można zajmować się walką między sobą. Do następnego zrywu...
Komentarze
Pięć propozycji prezydenta na reformę polityki klimatycznej Unii Europejskiej

Nastroje społeczne coraz gorsze. Najnowszy sondaż wśród Polaków

Rozłam w Polsce 2050. Odchodzi kilkadziesiąt osób
Rafał Brzoska liderem nowego projektu politycznego? „Pytanie brzmi nie czy, lecz kiedy”
Jarosław Kaczyński wyklucza sojusz z partią Grzegorza Brauna. Padły ostre słowa









