Szukaj
Konto

Sikorski powiedział, co naprawdę myśli o Polakach

Sikorski powiedział, co naprawdę myśli o Polakach
Źródło: tysol.pl | Autor: Proj. L. P. na podst. wikicommons | Licencja: Wikipedia | Radosław Sikorski
Czy człowiek, który utożsamia się z europejskimi i niemieckimi elitami, a gardzi własnym krajem i narodem, może być dobrym ministrem spraw zagranicznych? Trudno to sobie wyobrazić. Przykład Radosława Sikorskiego pokazuje to wyjątkowo dobitnie.
Co musisz wiedzieć:
  • Autor przedstawia Radosława Sikorskiego jako polityka oderwanego od polskich realiów.
  • Tekst zarzuca Sikorskiemu bezkrytyczne podejście do Unii Europejskiej, powielanie lewicowo-liberalnej krytyki Kościoła oraz niezrozumienie współczesnych procesów politycznych.
  • Zdaniem autora minister spraw zagranicznych odrzuca polską tradycję narodową i niepodległościową.

Radzio banalista

Snobujący się na angielskiego dżentelmena i intelektualistę Radosław Sikorski właśnie obnażył swoje mało skomplikowane poglądy i kompletne niezrozumienie zjawisk zachodzących we współczesnej polityce. Szef polskiej dyplomacji opublikował książkę „Rozmowy rzymskie”, która jest zapisem jego rozmów z dominikaninem o. Wojciechem Giertychem, stryjem Romana.

Poglądy o. Giertycha są mało istotne. To tylko tło do wynurzeń Sikorskiego, który jest możliwym kandydatem KO na prezydenta w wyborach za cztery lata. Zresztą i dziś jest on postacią istotną, gdyż jako wicepremier i minister spraw zagranicznych ma ogromny wpływ na pozycję Polski na arenie międzynarodowej.

 

Kulawa polska europejskość

Niemal każda opinia szefa dyplomacji na temat Polski i Polaków to mieszanina niesmaku, znudzenia, poczucia wyższości i ledwo co skrywanej pogardy. O stosunku rodaków do Unii Europejskiej Sikorski pisze tak:

„Polska proeuropejskość jest dość powierzchowna. Wiele osób opowiada się za Unią, dopóki w ich percepcji zgadza się bilans przelewów. Gdy pod koniec przyszłej dekady Polska stanie się płatnikiem netto, to wiele z tych osób się na Unię wypnie. Na początku Unii wszyscy członkowie byli płatnikami netto. Funkcjonowanie jednolitego rynku wymagało pilnowania pewnych standardów i utrzymania sądu rozjemczego, czyli Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej”.

Z tego fragmentu wynika, że zdaniem Sikorskiego Polacy to takie chytre chłopy pańszczyźniane albo prymitywni geszefciarze, dla których liczy się tylko kasa. Jeśli jej zabraknie, to wówczas wypną się na Unię. Sikorski nie dostrzega, że współczesna UE oparta jest właśnie na tym, że silniejsi wysysają pieniądze ze słabszych. Szczególnie wyraźnie widać to w strefie euro, w której bogactwo płynie z krajów południowej części kontynentu do Niemiec, Holandii i Francji. Polacy to rozumieją, dlatego nabierają do Brukseli coraz większego dystansu. Twardo stąpają po ziemi, podczas gdy minister spraw zagranicznych, od którego wymagamy bronienia polskich interesów, obraca się w sferze nieaktualnych już idei.

Unia, o której pisze Radosław Sikorski, nie istnieje i właściwie nigdy nie istniała. Niemcy od początku postrzegali Wspólnotę jako drogę do umacniania dominującej pozycji swojego przemysłu. Przez dziesięciolecia projekt okazywał się zresztą dla nich sukcesem, ale właśnie teraz największa gospodarka UE dostała zadyszki. Jest zacofana i mało innowacyjna w porównaniu z USA czy krajami Dalekiego Wschodu. Dlatego ciągnie w dół całą Unię.

 

 

Niewdzięczni księża

Ale – zdaniem Radosława Sikorskiego – Polacy są nie tylko dusigroszami, lecz także nie rozumieją wzniosłości idei Unii Europejskiej. Nie dostrzegają jej bez mała świętości. Szef polskiej dyplomacji czy może raczej w tym kontekście bardziej odpowiednie będzie stwierdzenie – pan na Chobielinie – jest jednak skłonny oświecić tę ciemnotę. Tak wygląda dialog dwóch myślicieli:

„Radosław Sikorski: – Człowiek, który wysunął ideę jedności europejskiej i w praktyce stworzył podwaliny pod Unię Europejską, może zostać wyniesiony na ołtarze. W tym samym czasie polscy księża są wobec Unii co najmniej podejrzliwi, a niektórzy nawet agresywni. Pieniądze od Unii im nie śmierdzą, chętnie sięgają po nie na rozmaite remonty, ale w ich wypowiedziach słychać strach i pogardę.

Wojciech Giertych: – Takie postawy mają głębsze korzenie. Wynikają z niedostrzegania wartości etycznej ładu społeczno-politycznego, który Unia Europejska gwarantuje”.

Radosławowi Sikorskiemu chodzi o Roberta Schumana, którego proces beatyfikacyjny rozpoczął się w 1990 r. Francuski polityk był rzeczywiście osobą głęboko wierzącą i prawie codziennie uczestniczył we Mszy Świętej. Jego wizja zjednoczonej Europy miała się opierać na wartościach i etyce chrześcijańskiej. Tyle tylko że po tamtej idei nie ma już śladu. Unijne organy naciskają na Polskę, by liberalizowała prawo aborcyjne i legalizowała związki jednopłciowe. Religia jest rugowana ze szkół, a naukę Kościoła zastępuje agresywna wersja neomarksizmu, który relatywizuje wszystko – od istnienia płci, po własność prywatną i samostanowienie narodów.

Sikorski znów pokazuje, jak bardzo się oderwał od rzeczywistości. Jego opinie są zestawem łgarstw lub skrajnej ignorancji. Niezależnie od tego, z jakiego powodu wypisuje tak dalekie od prawdy tezy, dyskredytują go one jako polityka.

 

Siedlisko zła i zepsucia

Kościół katolicki zajmuje zresztą znacznie więcej uwagi wicepremiera. Jego refleksje jednak nie wykraczają poza prymitywny przekaz TVN czy „Gazety Wyborczej”. Choć właściwie można by je nawet porównać do komunistycznej propagandy w wersji wyjątkowo ohydnej.

„R.S.: – Czy Kościół nie jest aby miejscem, w którym ludzie zaburzeni seksualnie odnajdują bezpieczne ukrycie? Odnoszę wrażenie, że pedofilów w sutannach jest nieproporcjonalnie więcej niż w innych grupach społecznych”.

To oczywiste, głęboko ugruntowane w środowiskach lewicowo-liberalnych kłamstwo. Z danych z 2019 roku wynika, że z 877 osób skazanych za pedofilię 2 to katoliccy księża, a 1 to zakonnik. Lewicowe media zmanipulowały zresztą wyniki prac Państwowej Komisji ds. Pedofilii, która bada takie przestępstwa w różnych środowiskach. Z raportu Komisji wynika, że w 121 sprawach pedofilii sprawcami były osoby niespokrewnione z ofiarami, a w 106 przypadkach – spokrewnione. W raporcie wymieniono m.in.: nauczycieli, wychowawców i opiekunów (9 spraw), trenerów sportowych (6 spraw), lekarzy (2 sprawy), duchownych (57 spraw), przedstawicieli innych związków wyznaniowych (5 spraw), partnerów rodzica (17 spraw), znajomych rodziny (6 spraw) i sąsiadów (19 spraw).

Nie wynika z tego jednak, że tych 57 spraw to przypadki krzywdzenia dzieci, jak ogłosił choćby antyklerykalny „Newsweek”. W tej liczbie spraw mieszczą się także przypadki ukrywania sprawców. Ponadto raport opisywał jedynie przypadki, które trafiły do Komisji, a nie całe zjawisko w Polsce. Ogólne dane wskazują, że księża są sprawcami około 1 proc. przestępstw pedofilskich. Informacje te są powszechnie dostępne, wystarczy więc zajrzeć do internetu, by nie wygadywać takich bredni jak wicepremier.

 

Zaściankowy Kaczyński

Opinie Sikorskiego to mieszanina kompleksów i rozdętego ego. Polityk nie może się pogodzić, że nie został kandydatem na prezydenta, a prawybory przegrał z Bronisławem Komorowskim i Rafałem Trzaskowskim. Odreagowuje te emocje na Jarosławie Kaczyńskim.

„R.S.: – Albo urzędujący przy Nowogrodzkiej polityk, który nigdy nie mieszkał za granicą ani nawet nie przeczytał żadnej gazety w obcym języku, więc ma mgliste pojęcie o tym, jak reszta Europy wygląda, jakimi kieruje się zasadami, jak postrzega Polskę”.

Cóż, Sikorski, choć na zdjęciach z Chobielina prezentuje bogatą bibliotekę, może nie zdawać sobie sprawy, że wiedza i rozumienie świata biorą się głównie z książek. Dzięki nim dowiadujemy się, co myśleli i myślą ludzie w innych częściach świata. Podróże kształcą, ale przecież wielu wybitnych myślicieli nie ruszyło się nawet za opłotki swojego miasta. Dla Sikorskiego bycie światowym nie oznacza pojmowania mechanizmów rządzących polityką i wyciągania z tego wniosków dla swojego kraju. Ego każe mu sądzić, iż ważniejszy jest blichtr i opinie ludzi z zagranicy. Tymczasem prawdziwi światowcy nie przejmują się, co mówią o nich inni, bo raczej kształtują ich punkt widzenia.

 

Pieprzyć Mickiewicza i Sienkiewicza

Szef polskiej dyplomacji najbardziej chyba jednak gardzi polską tradycją narodową – tym, jak patrzymy na samych siebie, oraz tym, jak postrzegamy swoją historię.

„R.S.: – Wracając do Sienkiewicza i polskości… Nauczył on kilka pokoleń Polaków nieroztropnej wersji patriotyzmu, obecnej już wcześniej u Mickiewicza. Obaj pisali barwnie i wciągająco, ale też bezkrytycznie. Polacy zakochali się w tych własnych portretach literackich. Moje osobiste zdanie jest takie, że każde nasze powstanie narodowe było gorsze od poprzedniego. Kościuszkowskie było fatalne, ale Kościuszko miał przynajmniej armię i jakieś szanse na zwycięstwo. Okazało się błędem, bo siedząc cicho, pewnie doczekalibyśmy Napoleona i uratowalibyśmy państwo.

Listopadowe było hucpą młokosów, którzy wyobrażali sobie, że wygrają z Rosją bez żadnych sojuszy, i zaczęli mordować generałów uznających to za niedopuszczalną ruchawkę i nieodpowiedzialność. W ramach represji popowstaniowych zlikwidowano Uniwersytet w Wilnie, który spełniał funkcję kuratorium nad szkołami polskimi na Kresach. Potem doszło do likwidacji unii brzeskiej i w wyniku powstania listopadowego straciliśmy polskie siły na Kresach, ale też doczekaliśmy się wywózek na Sybir. Do czasu powstania listopadowego istniał sejm, działało wojsko.

Uniwersytet Warszawski powstał w Królestwie Kongresowym aktem cara Aleksandra. Na Kresach działały polskie instytucje, które po powstaniu zostały zlikwidowane”.

Innymi słowy – precz z tradycją powstańczą, bo za cara dało się jakoś żyć. Lojalnym wobec samodzierżawcy zresztą nawet całkiem nieźle. I to oddaje logikę obecnego ministra spraw zagranicznych: trzeba się wkraść w łaski możnych tego świata. Nawet za cenę własnej godności i wolności. O to przecież walczyli powstańcy.

[Tytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 05.06.2026 18:10
Źródło: Tygodnik Solidarność 22/2026, oprac. Ludwik Pęzioł