Szukaj
Konto

Kremlowska „szpilka”

Radosław Sikorski na tle Kremla
Źródło: ChatGPT | Autor: ChatGPT | Licencja: ChatGPT | Radosław Sikorski na tle Kremla
Nie chciałbym, by ten felieton był pełen mocnych i ostrych słów, choć ostatni wyczyn wicepremiera Radosława Sikorskiego z pewnością na nie zasłużył. Tyle że żadne argumenty dotykające tak niezrozumiałych dla niego pojęć, jak honor czy interes narodowy, i tak do niego nie docierają, a każdy przymiotnik użyty pod adresem ministra on sam chętnie wykorzysta, by dalej karmić swoje samouwielbienie. Dlatego zamiast „zdrajca” i „pożyteczny idiota” będzie „szpilka”.
Co musisz wiedzieć:
  • Autor krytykuje wpis Radosława Sikorskiego dotyczący spotkania Karola Nawrockiego i Wołodymyra Zełenskiego podczas szczytu NATO. Ocenia, że minister spraw zagranicznych niesłusznie obarczył obu prezydentów odpowiedzialnością za napięcia w relacjach polsko-ukraińskich.
  • W felietonie pojawia się zarzut, że Sikorski powiela narracje korzystne z punktu widzenia rosyjskiej propagandy. Autor odwołuje się m.in. do wcześniejszych wypowiedzi ministra oraz udostępnienia wpisu Romana Giertycha dotyczącego rzekomych planów rozbioru Ukrainy.
  • Na poparcie swoich tez przywołuje on wcześniejsze wypowiedzi polityków i odnosi je do rosyjskich narracji dezinformacyjnych dotyczących Polski i Ukrainy.

 

Ten zwrot przyszedł mi na myśl, gdy przeczytałem nagłówek bliskiego przecież obecnej koalicji rządzącej portalu. „Radosław Sikorski wbił szpilę prezydentom Polski i Ukrainy” – tak swój artykuł zatytułował anonimowy autor Onetu, pisząc dalej, że polityk „we wpisie na X nie szczędzi uszczypliwości pod adresem Karola Nawrockiego i Wołodymyra Zełenskiego”. Normalnie bohater!

Co napisał ten wybitny „dyplomata”?

Ten nieobecny, bo niezapraszany do jakichkolwiek ważniejszych rozmów polityk swoją indolencję przykrył kolejnym „ćwierknięciem”. „Dziękuję prezydentom Polski i Ukrainy za to, że podczas szczytu NATO w Ankarze tak intensywnie starają się rozwiązać problem, który sami stworzyli” 

– napisał minister spraw zagranicznych w serwisie X, z pewnością wyjątkowo dumny ze swojego „dzieła”. Czy jakikolwiek głębszy sens stał za szturchnięciem jednocześnie polskiego i ukraińskiego prezydenta oraz zrównaniem przyczyny i skutku, czyli działań Zełenskiego z popieraną przez Polaków reakcją Nawrockiego? Oczywiście, że nie, bo przecież miłość własna wicepremiera żadnym uzasadnieniem nie jest.

Po prostu Radosław Sikorski stracił kolejną okazję, by stanąć po stronie polskiej racji stanu albo przynajmniej siedzieć cicho. Jednocześnie przypomniał o sobie i o tym, że to on odpowiada w rządzie Donalda Tuska za politykę zagraniczną, która jest pasmem porażek, a o jego „dyplomacji” nawet jego szef Donald Tusk mówił, że nie działa. To za co właściwie mu płacimy

 

Komu służy Sikorski

A przecież to nie pierwszy raz, gdy Radosław Sikorski powiela narracje wyjątkowo korzystne dla Kremla. Kilka dni temu udostępnił wpis Romana Giertycha, który po raz kolejny wrócił do antypolskiej tezy o rzekomych planach poprzedniego rządu dotyczących „rozbioru Ukrainy”. To nie jest zwykła polityczna złośliwość. To powielanie jednej z najbardziej rozpoznawalnych rosyjskich operacji dezinformacyjnych. Już w 2017 roku raport Centrum Analiz Propagandy i Dezinformacji Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego wskazywał, że rozpowszechnianie informacji o polskich roszczeniach wobec Lwowa i zachodniej Ukrainy jest jednym z podstawowych narzędzi Moskwy służących skłóceniu Polaków i Ukraińców.

W marcu 2022 roku tę samą narrację publicznie rozwijał Siergiej Ławrow, przekonując, że polska propozycja misji pokojowej NATO to w rzeczywistości plan przejęcia zachodniej Ukrainy. Te słowa błyskawicznie podchwycili Roman Giertych i Tomasz Lis, nadając kremlowskiej propagandzie drugie życie w polskiej debacie publicznej.

Dziś minister spraw zagranicznych Rzeczypospolitej uznał za stosowne ponownie taki przekaz rozpowszechnić. Trudno o bardziej wymowny przykład człowieka, który zamiast pilnować interesów własnego państwa, dostarcza amunicji wszystkim tym, którzy od lat próbują przedstawiać Polskę jako kraj mający imperialne ambicje wobec Ukrainy.

 

Recydywa

Nie był to zresztą żaden wypadek przy pracy. Radosław Sikorski sam od lat powiela tę samą narrację. Już w styczniu 2023 roku publicznie stwierdził, że rząd Prawa i Sprawiedliwości miał w pierwszych dniach wojny „moment zawahania” i rozważał rosyjską propozycję wspólnego rozbioru Ukrainy. Oczywiście nie przedstawił na to żadnych dowodów.

Mam tu na myśli głośną wówczas rozmowę z redaktorem Bogdanem Rymanowskim. Na pytanie prowadzącego, czy Kreml skierował do Polski oficjalną propozycję rozbiorową, Sikorski stwierdził, że Moskwa „byłaby wniebowzięta”, gdyby Polska i Węgry wzięły udział w takim podziale, a polski rząd rozważał tę ofertę. „Myślę, że miał moment zawahania w pierwszych dziesięciu dniach wojny, gdy wszyscy nie wiedzieliśmy, jak ona się potoczy, że może Ukraina upadnie. Gdyby nie bohaterstwo Zełenskiego i pomoc Zachodu, to różnie mogło być” – powiedział Radosław Sikorski.

W odpowiedzi ówczesny premier Mateusz Morawiecki stwierdził, że wypowiedź Sikorskiego „nie różni się niczym od rosyjskiej propagandy” i wezwał go do wycofania tych „haniebnych stwierdzeń”. Lata minęły, Sikorski swoich insynuacji nie wycofał, a dziś, już jako minister spraw zagranicznych, ponownie powiela tę samą rosyjską wrzutkę. Pożyteczny idiota czy po prostu bufon?

Komentarzy: 0
Data publikacji: 08.07.2026 22:46
Źródło: Tysol.pl