Magdalena Okraska: Szemrane umowy pozostaną szemranymi

- Pyszne.pl planuje zwolnić wszystkich swoich kurierów i zatrudnić ich ponownie przez zewnętrznych partnerów, oferując znacznie gorsze warunki pracy i wynagrodzenia.
- Autorka wskazuje, że model działania platform dostawczych opiera się na wykorzystywaniu taniej siły roboczej, głównie cudzoziemców.
Wiąże się to z zapowiadanymi przez Państwową Inspekcję Pracy zmianami, które miały dotyczyć obowiązkowego przekształcenia tzw. umów śmieciowych w pełnoprawne umowy o pracę, jeśli wykonywane obowiązki nosiły znamiona stosunku pracy, czyli były wykonywane w konkretnych godzinach, miejscach i pod nadzorem. Obecnie w spółce trwa kontrola Państwowej Inspekcji Pracy. Dotychczas kurierzy pracowali na umowach-zleceniach, z gwarantowaną stawką godzinową oraz dodatkowymi bonusami. Zwalnianym zostanie zaproponowane ponowne zatrudnienie u jednego z pięciu wybranych partnerów flotowych, którzy nie oferują jednak gwarantowanej płacy minimalnej czy podstawowych narzędzi koniecznych do wykonywania pracy, takich jak plecaki i stroje pracownicze. Oznacza to, że kurierzy będą opłacani wyłącznie za zrealizowane dostawy.
W Polsce przy dostawach jedzenia pracuje nawet 30 tys. osób. Duża część z nich to obcokrajowcy – słabo wynagradzani, nieznający lokalnego języka, niezdolni przebić szklanego sufitu i podjąć lepszej pracy, bez względu na to, co robili w kraju pochodzenia. Ten kij ma dwa końce: z jednej strony istnienie tak zdesperowanych pracowników sprzyja dumpingowi płacowemu i niezatrudnianiu Polaków przez platformy foodowe (bo po co, Polak droższy, zna swoje prawa i jeszcze się odezwie), z drugiej – powoduje, że spora grupa ludzi jest wykorzystywana tylko po to, by klasa średnia zbyt mało płaciła za usługi, z których korzysta.
Jednorazowi
Sprawa wywołała w kraju wiele dyskusji. Część obywateli współczuje kurierom nagłej zmiany na gorsze. Część uważa, że to jasne i oczywiste, iż prywatny przedsiębiorca tnie koszty. A że kosztem jest w tym wypadku człowiek? Komu to szkodzi, byle opłata za dostawę jedzenia pod drzwi nie wzrosła. Jak pisze analityk Kamil Fejfer: nie ma nic złego w rynku, ale musi on być trzymany pancerną pięścią za twarz. Inaczej wygeneruje nam szybko podklasę ludzi, żerując na ich słabościach, niemożności postawienia się i protestu, innych warunkach brzegowych w ich życiu, które nie pozwalają podjąć innej pracy.
Państwo, niestety, pomimo szumnych zapowiedzi nie zrobiło porządku w branży dostarczania jedzenia. Szemrane umowy pozostaną szemranymi. Coś tam pogadano, ogłoszono – te przepisy wprowadzono zresztą jedynie dlatego, że poprzedni rząd wpisał je do KPO – lewica w serii wpisów w mediach społecznościowych znowu opowiedziała o swojej sprawczości.
Kurierzy są w gorszej sytuacji, niż byli, a klasa średnia nadal tanio zamawia pizzę prosto pod drzwi albo prawdziwe, etniczne jedzenie dowiezione przez prawdziwego Hindusa. Nikt nic nie wie, nikomu nie zależy na cudzym losie.
[Tytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]
Komentarze
Przyszły właściciel TVN ogłosił zwolnienia. Tak się tłumaczy stacja
Zwolnienia grupowe w bydgoskim "Stomilu"
Dramat pracowników. Przemysł płaci najwyższą cenę

Prezes Poczty Polskiej mówi o "luce prawnej" w e-Doręczeniach. Strata ma wynosić około 75 mln zł










