Kryzys w branży meblarskiej. Firmy tną zatrudnienie

- Polski sektor meblarski przeżywa poważny kryzys.
- Głównymi przyczynami problemów są spadek zamówień z zagranicy, rosnące koszty drewna i energii oraz coraz silniejsza konkurencja z Chin.
- Kryzys coraz mocniej uderza bezpośrednio w pracowników.
Meble na eksport, pracownicy na bruk
Dekoniunktura w branży drzewnej i meblarskiej zauważalna jest od czterech lat. Widzą to firmy w swoich rozliczeniach finansowych, a także pracownicy, którym wręczane są wypowiedzenia z pracy.
Według danych firmy doradczej B+R Studio od 2022 roku sektor stracił około 45 tysięcy miejsc pracy – w przemyśle drzewnym zniknęło 16 tys., a w meblarskim około 29 tys. etatów.
Z upływem czasu coraz więcej firm stało się nierentownymi: w zeszłym roku było to 89 dużych i średnich firm z branży drzewnej (32,5 proc.), 107 meblarskich (27,2 proc.) i 50 papierniczych (20,3 proc.).
Pogarszającą się sytuację w branży leśno-drzewnej odzwierciedlają także rosnące zobowiązania finansowe sięgające już 352 mln zł. Z raportu przygotowanego przez Krajowy Rejestr Długów wynika, że długi polskiej branży meblarskiej wynoszą ponad 135 milionów złotych, a firm drzewnych nieco ponad 216 mln zł.
– Widzimy, że zarówno w branży meblarskiej, jak i drzewnej w ciągu ostatniego roku wyraźnie pogorszył się profil płatniczy firm. Ubyło przedsiębiorstw z najwyższą wiarygodnością, a przybyło tych, z którymi współpraca może być ryzykowna. W meblarstwie poza najwyższą strefą wiarygodności płatniczej znajduje się już 26 proc. podmiotów, podczas gdy rok wcześniej było to 14 proc.; z kolei w branży drzewnej ten odsetek wynosi 21 proc. wobec 13 proc. rok wcześniej. Zatem mniej więcej co czwarta firma meblarska wymaga dziś większej ostrożności przy sprzedaży z odroczonym terminem zapłaty, a w branży drzewnej co piąta
– wskazał Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.
Skąd ten kryzys?
Produkcja sprzedana mebli w Polsce spada czwarty rok z rzędu. Powodów takiego stanu rzeczy jest kilka. Kryzys w branży spowodowany jest zarówno mniejszą liczbą zamówień zza granicy, rosnącymi cenami surowca drzewnego, ograniczeniem podaży drewna, wysokimi cenami prądu, jak i azjatycką konkurencją, w której siła robocza jest znacznie tańsza.
To szczególnie zła wiadomość dla naszego kraju, który jest jednym z największych eksporterów mebli na świecie – od 2018 roku zajmujemy trzecie miejsce po Chinach i Niemczech. Produkowane w Polsce meble trafiają w miażdżącej większości za granicę – w 80 procentach na rynki Unii Europejskiej. W 2025 roku udało się nam wyeksportować meble o wartości 16,6 mld euro.
Tak silne powiązania z innymi gospodarkami sprawiają, że sektor ten jest bardzo czuły na międzynarodowe perturbacje i zmiany nastrojów konsumentów.
– Sytuacja na europejskim rynku meblarskim od kilku lat pozostaje bardzo wymagająca. Branża funkcjonuje w warunkach utrzymującej się niestabilności geopolitycznej, związanej m.in. ze skutkami wojny na Ukrainie oraz sytuacją na Bliskim Wschodzie. Przekłada się to na wzrost kosztów transportu i surowców, a także wpływa na nastroje konsumenckie, ograniczając popyt na dobra trwałego użytku, w tym meble. Czynniki te mają istotny wpływ na całą branżę, w tym również na Grupę Forte, co znalazło odzwierciedlenie w wynikach Grupy za pierwszy kwartał roku obrotowego 2026/2027
– przekazała nam Anita Zdrojkowska, dyrektorka Biura Komunikacji Korporacyjnej Grupy Forte.
Mniej zamówień z Niemiec
Z punktu widzenia polskiej branży meblarskiej najważniejszy jest rynek niemiecki, na który trafia ponad jedna trzecia naszego eksportu mebli. Obecny spadek zamówień od naszego zachodniego sąsiada jest jedną z głównych przyczyn kryzysu.
Przedsiębiorcy alarmują, że zamówienia z kluczowego rynku niemieckiego skurczyły się w wielu firmach o nawet 50–70 procent.
„Przy malejących zamówieniach firmy są zmuszone do trudnych decyzji: w ciągu ostatnich czterech lat branża meblarska zredukowała około 27 tys. miejsc pracy, co oznacza spadek zatrudnienia o ponad 16 procent ze średniego poziomu 165 tys. pracowników w 2022 roku do około 138 tys. w marcu 2026 roku. Lista zamykanych lub zmniejszających produkcję zakładów rośnie – od małych firm rodzinnych po duże rozpoznawalne marki”
– czytamy na stronie Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli.
Spadek popytu na meble w Niemczech – i tym samym mniej zleceń dla naszych firm – to konsekwencja m.in. wysokiej inflacji z poprzednich lat czy nasycenia tamtejszego rynku. W czasie pandemii ludzie częściej kupowali meble, dlatego dziś wolą przeznaczyć swoje oszczędności na inne potrzeby. Kolejny element jest powiązany z budownictwem mieszkaniowym – słaba dynamika w tym niemieckim sektorze przekłada się na niższy popyt na stoły, krzesła, szafy i inne elementy wyposażenia.
Mniejsza liczba zamówień to również efekt rosnącej konkurencji ze strony Chin, które coraz mocniej zaopatrują naszego zachodniego sąsiada.
Jak podał Polski Fundusz Rozwoju, udział chińskich producentów w niemieckim imporcie mebli wzrósł z 22,8 proc. w 2019 roku do 27,4 proc. w trzecim kwartale 2025 roku, podczas gdy udział Polski utrzymywał się na poziomie ok. 22–23 proc.
Nie lepiej ta sytuacja wygląda na naszym krajowym podwórku. Z analizy PKO Banku Polskiego wynika, że w 2025 roku import mebli z Chin do Polski wzrósł o 11,6 proc., natomiast do UE o 5,1 proc.
Mniejsza liczba zamówień i rosnące koszty zarówno podstawowego surowca, jak i samej działalności nieuchronnie prowadzą do zwolnień, nieprzedłużania umów na czas określony, wydłużania pracownikom urlopów, braku nowych inwestycji i nie dają tym samym pola do podwyżki cen mebli. Nic więc dziwnego, że rentowność ze sprzedaży w produkcji mebli jest na bardzo niskim poziomie. Jak podał Polski Fundusz Rozwoju, w 2025 roku spadła ona do 4,4 proc., co jest porównywalne z rokiem 2012 i 2018, gdy wynosiła 4,5 proc.
Dostępność i cena surowca
Przedsiębiorcom z branży nie podobają się również działania podejmowane przez polityków. Skarżą się, że średnia cena drewna w latach 2020–2025 wzrosła o ponad 32 proc., a jego podaż staje się coraz mniejsza na skutek decyzji Ministerstwa Klimatu i Środowiska. Za przykład podają wprowadzenie moratorium na pozyskiwanie drewna z 8 stycznia 2024 roku, wyznaczanie obszarów tzw. starolasów, lasów społecznych, rezerwatów, wdrażanie programu Zielona Tarcza Wschód czy modyfikację metod użytkowania lasu.
„Oficjalne plany sprzedaży Lasów Państwowych zostały zredukowane z poziomu ponad 40,2 mln m3 w 2024 roku do zaledwie 37,2 mln m3 w roku 2026. Łącznie w ciągu zaledwie dwóch lat urzędowania nowego kierownictwa resortu planowana podaż surowca dla polskiego przemysłu została drastycznie obcięta o 3 mln m3. Zapewnienia MKiŚ o «stabilizacji» i bezpieczeństwie surowcowym są rażąco sprzeczne z faktami i dokumentami planistycznymi samych Lasów Państwowych”
– wskazała Koalicja na Rzecz Polskiego Drewna w swoim wpisie na Facebooku, bazując na danych B+R Studio.
Firmy tną zatrudnienie
Od liczb przejdźmy teraz do faktów – i to tych najbardziej bolesnych dla ludzi.
W zeszłym roku Black Red White zgłosiło zamiar przeprowadzenia zwolnień grupowych nawet 800 z prawie 2700 osób zatrudnionych w całej grupie kapitałowej. Redukcję etatów zaplanowano na okres od listopada 2025 roku do grudnia 2026 roku. Wcześniej, w styczniu 2025 roku, firma poinformowała, że zwolni 220 pracowników fabryki w Przeworsku na Podkarpaciu i wygasi tamtejszą produkcję stołów i krzeseł. Natomiast w tym roku Black Red White zlikwidowało zakład w Zamościu.
Cięcia zatrudnienia musiała przeprowadzić też polska firma ZORKA, która dostarcza meble dla sieci IKEA. W związku ze spadkiem zamówień od szwedzkiego klienta jeleniogórski zakład rozpoczął w styczniu 2026 roku proces zwolnień grupowych 233 pracowników. Mniejsza liczba zamówień spowodowała, że w 2025 roku ZORKA zanotowała spadek przychodów aż o 43 proc. w stosunku do poprzedniego roku.
Pogarszająca się sytuacja na rynku meblarskim była także przyczyną zwolnień w spółce Classic Sofa w Lidzbarku należącej do Grupy Szynaka Meble. Pod koniec kwietnia br. do Powiatowego Urzędu Pracy w Działdowie wpłynęło zgłoszenie zamiaru przeprowadzenia zwolnień grupowych 46 pracowników. W maju pracodawca zwiększył tę liczbę do 76 osób.
Kilka miesięcy temu poinformowano również, że do końca kwietnia zamknięta zostanie fabryka mebli tapicerowanych Steinpol w dolnośląskim Wołowie, która zatrudniała 110 pracowników.
Jakby tego było mało, etaty w kilku miejscach tnie IKEA Industry Poland. W kwietniu 2026 roku firma zawiadomiła urząd, że zamierza zwolnić do 240 pracowników w Wielbarku (woj. warmińsko-mazurskie). Do końca roku mają potrwać również zwolnienia grupowe 160 pracowników – ponad jednej trzeciej załogi – w zakładzie w Goleniowie (woj. zachodniopomorskie). Z kolei w maju IKEA Industry Poland zawiadomiła PUP o zamiarze zwolnienia 125 osób z zakładu w Lubawie – główny powód redukcji to spadek liczby zamówień.
Kazus Hajnówki
Na koniec jeszcze jeden przykład z ostatnich miesięcy. Polski producent mebli Grupa Forte postanowiła wygasić produkcję mebli skrzyniowych w Hajnówce. Zmiany mają dotknąć około 200 zatrudnionych. Firma zapewniła, że każdy z nich będzie mógł kontynuować pracę w ramach Grupy Forte – w szczególności w spółce Specific w Białymstoku, gdzie produkowane są meble tapicerowane. Dla pracowników oznacza to jednak około 3 godziny dojazdu do pracy w obie strony. Pytanie więc, ile osób z tego skorzysta, a ile postanowi odejść sama.
Grupa Forte podkreśliła, że te zmiany nie oznaczają zwolnień, a pracownicy otrzymają konkretne wsparcie:
Zapewniamy szkolenia umożliwiające zdobycie nowych kwalifikacji i umiejętności, bezpłatny transport między Hajnówką a Białymstokiem oraz rekompensatę za część czasu dojazdu
– poinformował w kwietniu Zarząd firmy. Zaznaczono też, że w zakładzie w Hajnówce nadal będą prowadzone produkcja elementów PVC i pakowanie okuć oraz że zostanie tam przeniesiony proces pakowania okuć z fabryki mebli tapicerowanych.
W ocenie Koalicji na Rzecz Polskiego Drewna, aby dopomóc branży, rządzący powinni po pierwsze wstrzymać kolejne decyzje, które mogłyby ograniczyć dostępność drewna, a po drugie zwiększyć jego podaż do co najmniej 41 mln m3 w 2027 roku.
Jeżeli Lasy Państwowe nie byłyby w stanie pokryć tego zapotrzebowania, przedsiębiorcy apelują o mechanizm kompensacji, w tym wsparcie importu surowca zza granicy.
[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]
Komentarze
Zwolnienia w UNIA Group. Nawet 350 pracowników może stracić pracę
Remigiusz Okraska: Kręcenie lodów po nowemu

Sąd ogłosił upadłość Elektroremu z Janikowa. Ludzie stracą pracę
Jak opanować ten chaos? O kryzysie państwa i buncie społecznym










