Szukaj
Konto

Antyamerykański manifest Anne Applebaum

Antyamerykański manifest Anne Applebaum
Źródło: tysol.pl | Autor: Proj. L. P. | Licencja: Tygodnik Solidarność | Anne Applebaum, budynki, gwiazdy
Anne Applebaum, żona ministra Radosława Sikorskiego i dumna reprezentantka liberalnej międzynarodówki, wygłosiła niedawno w Wiedniu wiekopomne przemówienie dla Europy. Ogłosiła w nim nadejście długo wyczekiwanego „europejskiego momentu”: szansy na strategiczną autonomię Unii Europejskiej.
Co musisz wiedzieć:
  • Anne Applebaum wzywa do większej centralizacji i strategicznej autonomii Unii Europejskiej.
  • Applebaum krytykuje zarówno Rosję, jak i obecną administrację USA, którą przedstawia jako zagrożenie dla europejskiego modelu.
  • Autor tekstu ocenia wizję Applebaum jako oderwaną od realiów geopolitycznych.

„Europa pozostaje oazą bezpieczeństwa, stabilności i praworządności

– zaczarowała pani Applebaum

– a dzięki UE kraje europejskie są również bardziej suwerenne”.

Niestety, unijne instytucje działają tak dobrze, że niewdzięczni Europejczycy zapomnieli, iż są one wynikiem czyjejś „ciężkiej pracy” i „trudnych kompromisów”. Pozbawieni instytucjonalnej jasności tubylcy dają się porywać wszelkiej maści

„odrzuconym tekstom, zapomnianym koncepcjom i mgliście pamiętanym teoriom” 

(jak wynika z tekstu przemówienia, chodzi oczywiście o sławnych przeciwników centralizacji Unii Europejskiej: Carla Schmitta, Włodzimierza Lenina i Adolfa Hitlera).

Co gorsza, lista zagrożeń nie kończy się na tych wewnętrznych.

„Z jednej strony mamy do czynienia ze zbrojnym, zradykalizowanym rosyjskim reżimem

– symetryzuje publicystka

– z drugiej [...] ze zradykalizowanym ruchem wewnątrz amerykańskiej administracji, który definiuje nasze społeczeństwa jako cywilizacyjnego wroga”.

Gdzieś tam, schowane za jankeskim problemem, czają się nawet Chiny. Pekin jawi się jednak jako konkurent – Waszyngton, jednoznacznie, jako wróg.

 

Anne Applebaum na prezydenta

Na szczęście otrzymujemy też odpowiednią receptę na te bolączki: potrzeba więcej Europy.

 „Możemy podjąć walkę – nie przez rozmawianie, lecz budowanie”,

słyszymy. Rąk do pracy z pewnością nie zabraknie – widać to choćby po komentarzach zostawianych pod nagraniem w serwisie YouTube, puchnących euroentujazmem.

„Przemówienie równie mocne, jak to wygłoszone przez Carneya w Davos”

– głosi jeden z nich (odnosząc się do przemowy, w której premier Kanady ukląkł przed chińskim majestatem).

„No pasaran!”

– zanosi się kolejny. W kilku komentarzach przebija się wyraźna propozycja:

„Anne Applebaum na prezydenta!”.

Czasem, późną nocą, gdy codzienność zastyga na tyle, by złapać w końcu oddech, dopada mnie głęboki niepokój na myśl o tym, że Donald Tusk i jego podkomendni – ludzie rządzący obecnie Polską – zamieszkują dokładnie ten sam świat wyobrażony, co pani Anne Applebaum. Świat, w którym stwórcza moc słowa i gestu – i „budowanie” – zastąpić może surowce, technologię i potencjały. W którym Ukraina wygrywa z Rosją bez amerykańskiej pomocy, a Niemcy już jutro staną się wiarygodnym dostarczycielem bezpieczeństwa na wschodniej flance. Europo, musisz! Energetycznie rozbrojona rzucisz wyzwanie wszystkim i zwyciężysz. I ani na moment nie spojrzysz w stronę rosyjskich węglowodorów. Potem jeszcze tylko przetrącić kark europejskim nacjonalizmom, pogrzebać pomarańczowy populizm i można pójść wspólnie na lody, o ile pani rzecznik praw dziecka pozwoli.

Złośliwi mogliby wskazać, że nie o „Europę” jako taką tu chodzi, lecz o liberalne elity uznające ją za swoją własność. Jeszcze złośliwsi wskazaliby, że niektórym z nich jawi się dziś wizja „odwróconego D-Day”, w którym zjednoczona, scentralizowana Unia pozwoliłaby wziąć desantem (oczywiście: wyobrażonym) krnąbrne Stany. Tylko władza po obu stronach Atlantyku dałaby szansę na powrót do systemu, w którym kto miał się bogacić, ten się bogacił – a komu się nie podobało, ten powinien się doedukować.

„Żyjemy w momencie wielkich zmian, tak znaczących i brzemiennych w skutki, jak koniec komunizmu w 1989 roku”,

zauważyła w swoim przemówieniu pani Applebaum. Ma rację. Nie dostrzegła tylko, że tym razem chodzi raczej o koniec ery liberalizmu.

[Tytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 19.06.2026 21:23
Źródło: Tygodnik Solidarność 24/2026, oprac. Ludwik Pęzioł