To Polacy wymyślili jesieniarstwo

- Autorka tekstu pt. "To Polacy wymyślili jesieniarstwo" zwraca uwagę na pozytywne strony jesieni w aspekcie duchowym, psychologicznym i fizjologicznym.
- Stawia tezę, że za Instagramową modą na jesień kryje się coś więcej niż czysta komercja.
- Agnieszka Żurek przypomina, że jesień to "dla Polaków niebezpieczna pora", przywołując ważne wydarzenia związane z narodową historią.
Młodzieżowe Słowo Roku
„Moja droga jesieni, z Tobą jest jak w raju. Lecz przyjdź, kiedy trzeba, a nie, kur…czę, w maju” – głosiła treść popularnego mema odnoszącego się do polskiej pogody ostatnich lat. Okraszony podobizną Adama Mickiewicza mem ujawniał dwoistość naszego stosunku do przedostatniej pory roku – z jednej strony delikatną dezaprobatę dla związanych z nią zjawisk atmosferycznych, z drugiej zaś – pewną tęsknotę za porządkiem, stałością (w zmienności) oraz oczywiście – za poezją. I to romantyczną!
„Dziady, głupcze!” – to treść innego mema z wizerunkiem naszego narodowego wieszcza. Ta grafika z kolei pojawia się w mediach społecznościowych na przełomie października i listopada, stanowiąc swego rodzaju manifest antyhalloweenowy i przypominając, że przesiadywaliśmy w listopadzie w cmentarnych kaplicach zanim to było modne.
No właśnie, moda. Jesieniarskie trendy – ciepłe kocyki, cynamonowe świeczki, wełniane skarpety i dyniowe latte to nie tylko (choć też) komercyjny trend, ale także wyraz instynktowego podążania za zmiennością pór roku. I choć część z nas nienawidzi ostatnich miesięcy roku, pragnie na ten czas poddać się hibernacji i obudzić wiosną lub też podąża za słońcem do ciepłych krajów albo przynajmniej, jak w piosence Agnieszki Osieckiej, „ucieka pociągiem od jesieni”, istnieje jednak – wcale niemała! – grupa jesieniar i jesieniarzy.
„Jesieniara” stało się nawet kilka lat temu Młodzieżowym Słowem Roku. Można oczywiście uznać, że moda na jesień to tylko komercyjny trend instagramowy – bo przecież jesień bywa bardzo malownicza, można jednak dostrzec w tym coś więcej, jakiś rodzaj wyjścia naprzeciw „dusznym tęsknotom”, chęć zwolnienia tempa i zanurzenia się w czasie refleksji, melancholii, zgodę na przyjęcie ciszy kojarzącej się
nie tylko z przemijaniem, ale i ze spokojem. I znów – w Polsce uprawialiśmy „slow life” i „hygge” zanim to było modne.
Dokopiny i okrężne
Staropolska jesień była czasem zbiorów i gromadzenia zapasów na zimę, ale także okresem budowania intensywnych więzi społecznych i… imprezowania. Latem zazwyczaj – zwłaszcza na wsi – brakowało czasu na organizowanie hucznych zabaw, z uwagi na mnogość gospodarskich zajęć. Jesień z kolei stwarzała do tego naturalną przestrzeń. Długie wieczory były okazją do wzajemnego odwiedzania się sąsiadów, wspólnego wykonywania domowych prac, takich jak kiszenie kapusty czy darcia pierza. Nie były to zajęcia postrzegane jako smutna konieczność, którą trzeba „odbębnić”, ale okazja do wspólnej zabawy, żartów, snucia opowieści i flirtów. Dzisiejsze modne „kręgi kobiet” to echo niegdysiejszych kół gospodyń wiejskich, odpowiedź na zakorzenioną w ludzkiej naturze potrzebę przynależności i wspólnoty.
Z dawnych ludowych zwyczajów do dziś przetrwały chyba jedynie dożynki – święto dziękczynienia za dobre plony. Dawniej nazywano tę ceremonię „wieńcowym” (od dożynkowego wieńca, tradycji zachowanej do dziś) lub „okrężnem” – od objeżdżania okolicznych wsi z wizytami towarzyskimi.
Choć Międzynarodowy Dzień Ziemniaka obchodzony jest 30 maja, to polskie święto celebrujące archetypiczną podstawę naszej diety, obchodzone było właśnie jesienią – pod koniec września lub w październiku. Dzień ten, znany pod wdzięczną nazwą „dokopiny”, oznaczał uroczystą celebrację zakończenia zbioru ziemniaków. Podobnie jak miało to miejsce w czasie dożynek, dokopiny były czasem plecenia wieńca z łodyg ziemniaczanych i polnych kwiatów, a uroczystości wieńczyło wieczorne ognisko, w którego popiele piekły się smakowite bulwy.
„Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie, co to będzie?”. „Dziady” to polskojesieniarski klasyk. Adam Mickiewicz uwiecznił w swoim poemacie przedchrześcijańskie obrzędy związane z czczeniem pamięci przodków. Zgodnie z dawnymi słowiańskimi wierzeniami, na przełomie października i listopada, dusze zmarłych opuszczały zaświaty i błąkały się niczym „licho na rozstajnych drogach” (gdzie rozpalano ogniska, aby ułatwić im orientację w terenie). Przygotowywano im wówczas wieczerzę z kutią i miodem, a w domach zostawiano uchylone drzwi i okna, aby mogły nawiedzić bliskich, ogrzać się nieco i odpocząć po długiej drodze.
Polskie "Dziady" katolickie
Mickiewiczowskie „Dziady” schrystianizowały słowiańskie zwyczaje. Kraina, do której odchodziły dusze przodków to u polskiego wieszcza czyściec, błąkanie się po ziemi – pokuta, a modlitwa bliskich – wstawiennictwo u Boga i łaska przebaczenia. Inaczej niż w dzisiejszej tradycji Halloweenowej „oswajającej” śmierć poprzez zabawę i zacieranie granic między światem żywych i umarłych, polskie „dziady” propagowały katolickie prawdy wiary – istnienie nieśmiertelnej duszy, sumienia, odpowiedzialności za dobre i złe czyny, sądu Bożego oraz wiecznej kary bądź nagrody.
Listopad dla Polaków niebezpieczna pora
-mówi w dramacie Stanisława Wyspiańskiego „Noc listopadowa” wielki książę Konstanty. Słowa te odnoszą się do powstania listopadowego, polskiego zrywu niepodległościowego z okresu zaborów. Tak się w historii naszego kraju ułożyło, że na jesień przypada święto odzyskania przez Polskę niepodległości. Radosne – i zazwyczaj niezwykle liczne – świętowanie odrodzenia naszego państwa przypadające w środku najbardziej ponurego miesiąca niesie w sobie moc symbolu – polskiego hardego ducha, pragnienia wolności, dla której nasz naród jest w stanie ponosić wyrzeczenia i ofiary i której nie pozwoli sobie łatwo odebrać. Jesień to polska szkoła życia – symbol trwania mimo otaczającej ciemności i „zgnilizny”, niepoddawania się zewnętrznym okolicznościom, ale także
nadziei na to, że – jak śpiewa Kult – „przyjdzie wiosna, baronowo”. Jesień to także polska melancholia.
To w szyby deszcz dzwoni deszcz dzwoni jesienny
I pluszcze jednaki miarowy niezmienny
-pisał w swoim słynnym wierszu Leopold Staff.
I chociaż dekadenckie „cierpienia młodego (a tym bardziej starego!) Wertera" to nie jest coś, co bywa przyjmowane w obecnych czasach ze zrozumieniem, to jednak nawet współczesna psychologia dostrzega wartość melancholii (i nudy!) jako jednej z barw ludzkiej duszy, mającej w ludzkich przeżyciach takie samo prawo do istnienia, jak emocje przyjemniejsze, takie jak radość czy poczucie satysfakcji.
Zwolnij
Choć psychologowie zauważają jesienny spadek nastroju, określając go nawet mianem „sezonowej depresji”, to jednak część z nich nie proponuje jako remedium wyjazdu do ciepłych krajów czy fototerapii (choć i to bywa potrzebne i skuteczne).
Proponują przyjęcie jesiennego okresu wyciszenia z „dobrodziejstwem inwentarza” i poddanie się rytmowi natury, która potrzebuje odpocząć po intensywnym lecie, zwolnić, wyciszyć się, zamyślić, a nawet zasmucić.
Świadomość tych skutków pozwala nam podejść do jesieni bardziej proaktywnie, a nie reaktywnie. Rozpoznanie subtelnego wpływu pór roku na nasze samopoczucie może utorować drogę do płynniejszego, bardziej uważnego przejścia przez ten czas. Zgoda na emocjonalną sezonowość to wyraz psychicznej dojrzałości. Wymaga łagodności wobec siebie – uznania, że czasem mamy mniej sił, mniej zapału. I że to jest w porządku. Umysł i ciało dają sygnał: „Zwolnij”. Kiedy wiemy, że nasze odczucia są częścią naturalnego rytmu, łatwiej nam zrezygnować z osądu. Zamiast pytać siebie: „Co jest ze mną nie tak?”, możemy zapytać: „Czego teraz naprawdę potrzebuję?”
-pisze Ewa Kanior na łamach miesięcznika „Charaktery”.
Zamiast więc walczyć z tym stanem, możemy się nim zaciekawić i bliżej się mu przyjrzeć. Właśnie tutaj wkracza uważność, która pomaga uświadomić sobie, że nie jesteśmy w tym sami, że to nie błąd systemu ani osobista porażka, lecz naturalna część cyklu. Ciche zaproszenie do łagodniejszego bycia
-wskazuje autorka.
Być może właśnie tę potrzebę zgody na bycie niedoskonałym, zmęczonym, śpiącym, melancholijnym i wyciszonym, odzwierciedla współczesna moda na „jesieniarstwo”.
Jak śpiewa Ranko Ukulele:
Bo on jest jesieniarą jakich mało
Z termosu popija kakao
(...)
Chociaż ukryć się to stara
straszna z niego jesieniara
Wieczorem lubi pić imbirową herbatę
Gdy wychodzi z domu kupi pumpkin spice late
Ma swój ulubiony kocyk, do przykrycia się nie tylko w nocy
Bo lubi się czasem opatulić
posiedzieć w ciepełku, do kogoś przytulić
I nie musieć się kryć z nierobieniem nic
Komentarze
Najnowszy numer „Tygodnika Solidarność”: Życie i śmierć

"Ten rozdział jest już zamknięty". Magdalena Ogórek odcina się od Jarosława Jakimowicza
Monika Olejnik twierdzi, że TVN24 „czeka na ludzi z rządu”. Znany dziennikarz stacji: „Nie pali się nam do ich zapraszania”

„ODRADZAM organizację wyjść szkolnych na spektakl «Dziady» w Teatrze J. Słowackiego. Haniebne nadużywanie dzieła”

[Tylko u nas] Michał Bruszewski: Słowacki i Mickiewicz. Podróże gigantów światowej literatury


