Jan Wróbel: Romantycy istnieli na długo przed romantyzmem

- Romantyczna postawa w polityce nie jest wyłącznie dziedzictwem XIX-wiecznego romantyzmu.
- Powraca ona od starożytności jako gotowość do odrzucenia niesprawiedliwego kompromisu nawet za cenę klęski.
- Historia pokazuje, że decyzje motywowane honorem i moralnością bywają politycznie ryzykowne, ale często stają się fundamentem tożsamości narodów.
Już starożytni Grecy... Tukidydes (ojciec historyków) oświetla historię walecznych Melijczyków, których tożsamość zbudowało odrzucanie upokarzających i niesprawiedliwych traktatów. Wielki pisarz historii pokazywał na ich przykładzie, jak łatwo zabrnąć w ślepą uliczkę polityczną, mając rację moralną. Jak puentował kiedyś współczesny nam i fajnie piszący historyk Emil Antipow:
„Efektem decyzji opartej na moralności jest to, że Melijczyków znamy dzisiaj jedynie z książek”.
Historia trzech braci Horacjuszów, mających poświęcić życie dla dobra kraju, mogłaby być bez retuszu opowiedziana przez romantycznego wieszcza. Znamy ją z opisu słabszego od Tukidydesa, ale za to bardziej poczytnego rzymskiego historyka Liwiusza (w XVIII wieku poświęcił Horacjuszom doskonałe płótno francuski malarz Jacques-Louis David, tyle że jego kipiąca emocjami „Przysięga Horacjuszy” jest arcydziełem... akademickiego klasycyzmu, oczywiście przedromantycznego).
Koniec polskiego średniowiecza ozdabia bunt poddanych zakonu krzyżackiego, którzy zamiast układów z upadającym zakonem woleli bunt i, jak się okazało, wyniszczającą wojnę 13-letnią (na szczęście, dopowiedzmy, wygraną).
Nie tylko romantyk
„Romantyczne” były okoliczności zerwania amerykańskich kolonistów z potężną monarchia brytyjską (1776). Pod wpływem przekonania, że tyranii nie da się już wytrzymać, koloniści zaczęli nierówny bój z tyranią wyjątkowo jak na wiek XVIII tolerancyjną. Na początku niewiele wskazywało na możliwość wygranej powstańców (wygrali; w efekcie założono USA).
Zupełnie przedromantyczne powstanie kościuszkowskie startowało z minimalnymi widokami powodzenia, ale honor nakazywał zerwanie się do walki przeciwko wszystkim pogodzonym z przemocą. Może trzeba było położyć uszy po sobie i przeczekać zły los, jak próbował to zrobić król Stanisław August? Może, ale przywódcy insurekcji, „rozumni szałem” (jak przy innej okazji napisał o swoim już pokoleniu Adam Mickiewicz), uznali, że zgoda na drugi rozbiór Rzeczpospolitej zniszczy ducha polskiego. Zryw – przynajmniej na gruncie walki duchowej – będzie szczególnego rodzaju inwestycją w przyszłość. Dwóch liderów Nocy Listopadowej, owszem, to ludzie pióra i romantycy (Maurycy Mochnacki i Seweryn Goszczyński). Co do jej uczestników jest raczej pewne, że niespecjalnie wiele w dotychczasowym życiu przeczytali.
Romantyczna postawa to po prostu inna nazwa postawy walecznej, ryzykownej i, owszem, często niemądrej.
[Tytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]
Komentarze
188 lat temu wybuchło powstanie listopadowe
Ok. 2,6 tys. zabytków odnaleziono na Reducie Ordona w Warszawie

Remigiusz Okraska: Samobójstwa młodzieży jako broń polityczna

Rafał Woś: Poznań, Ursus, Radom. Czerwcowa piącha w nos władzy
Polski gen wolności. Nowy numer "Tygodnika Solidarność"








