Wstrząsające kulisy afery w Szpitalu Południowym. "Normalnie nasikał na zwłoki"

- Onet opisuje relacje rodzin, lekarzy i pracowników branży pogrzebowej.
- Według ustaleń portalu miał funkcjonować nielegalny cennik usług.
- Eksperci porównują sprawę do afery "łowców skór".
Śmiertelny biznes w szpitalnym prosektorium
Dziennikarze Onetu opisują, że w Szpitalu Południowym przez lata miał funkcjonować nielegalny proceder związany z wydawaniem ciał zmarłych oraz organizacją usług pogrzebowych. Główną postacią sprawy jest koordynator prosektorium Artur Habowski, który - według rozmówców portalu - miał zbudować wokół siebie system przynoszący prywatne zyski.
Jak wynika z ustaleń Onetu, obowiązywać miał nieformalny cennik. Mowa o 100 zł za wydanie ciała, od 500 zł za przygotowanie zwłok do pochówku, 1000 zł za balsamację oraz nawet 1500 zł za polecanie rodzinom konkretnych zakładów pogrzebowych. Według świadków pieniądze trafiały do prywatnej kieszeni, bez wystawiania jakichkolwiek pokwitowań.
Rodziny: "Nie mogę pojąć, że tak traktował ludzi w żałobie"
Jak opisuje Onet, rodziny zmarłych miały być kierowane po kartę zgonu nie do sekretariatu oddziału, lecz bezpośrednio do prosektorium. Jedna z kobiet wspomina: "Nie wytrzymałam i zaczęłam głośno mówić, co tu się wyprawia. Zrobiła się awantura. Zaczął straszyć nas ochroną. Nie mogę pojąć, że tak traktował ludzi w żałobie".
Inna rozmówczyni twierdzi, że odbiór ciała jej męża został umożliwiony dopiero po przekazaniu pieniędzy.
"Dopiero jak pracownik mojego zakładu pogrzebowego poszedł do tego człowieka do biura i dał mu 100 zł, dostaliśmy zgodę na odbiór ciała. Od razu mnie zawołał. Podpisałam wszelkie formalności i za pięć minut mogliśmy odjeżdżać. Oczywiście nie dał żadnego pokwitowania, że przyjął pieniądze".
Branża pogrzebowa mówi o łapówkach i naciskach
Przedstawiciele zakładów pogrzebowych, z którymi rozmawiał Onet, twierdzą, że firmy niechętne współpracy z koordynatorem miały napotykać problemy z odbiorem ciał. "Nigdy nie dawał. Zawsze wszystko pod stołem i zawsze wszystko dla siebie" - mówi jeden z pracowników zakładu pogrzebowego.
Inny właściciel firmy pogrzebowej relacjonował, że mimo prośby klienta o potwierdzenie opłaty za przygotowanie ciała, żaden dokument nie został wystawiony.
"Raz klient poprosił, żeby na każdą pozycję w fakturze przedstawić paragon, bo potrzebował go do wypłaty pieniędzy z banku. Poszliśmy z tym do Artura, żeby wystawił pokwitowanie za ubieranie ciała. Nigdy tego nie zrobił" - mówi.
Eksperci nie mają wątpliwości
Sprawę komentują również eksperci cytowani przez Onet. "Jeśli rzeczywiście tak jest, to jest to afera łowców skór" - ocenił jeden z profesorów. Prezes Polskiego Stowarzyszenia Pogrzebowego powiedział natomiast: "Prywatne firmy wchodzą w układy z ratownikami pogotowia, lekarzami i szpitalami. To jest handel zwłokami. Trzeba to powiedzieć wprost".
Szokująca relacja z odbioru zwłok
Jedna z najmocniejszych relacji opublikowanych przez Onet pochodzi od przedstawiciela zakładu pogrzebowego.
"Otwieramy worek - siki. Normalnie nasikał na zwłoki, zapakował i nam przekazał. Jak mi moi pracownicy o tym powiedzieli, zadzwoniłem do niego, a on do mnie: "wy robicie usługi, to sobie umyjcie". To jest skur…"
Według Onetu podobnych świadectw jest znacznie więcej. Portal podkreśla, że rozmawiał z rodzinami zmarłych pacjentów, lekarzami, pracownikami prosektoriów oraz przedstawicielami branży pogrzebowej, którzy opisują mechanizm mający funkcjonować w Szpitalu Południowym od lat.
Prosektorium miało działać jak zakład pogrzebowy
Jak opisuje Onet, według byłych dyrektorów szpitali w prosektorium ciało zmarłego powinno zostać jedynie przygotowane do przechowywania - oczyszczone z elementów medycznych, umyte, okryte i umieszczone w chłodni. Balsamacja, makijaż czy ubieranie należą do obowiązków zakładu pogrzebowego i nie powinny być wykonywane w szpitalu.
Tymczasem, według ustaleń Onetu, w Szpitalu Południowym wszystkie te czynności miały być wykonywane na miejscu. "To prosektorium funkcjonowało jak zakład pogrzebowy, a nie jak szpital" - mówi jeden z pracowników branży pogrzebowej. Jak wynika z relacji portalu, zabiegi mieli wykonywać pracownicy prosektorium na polecenie Artura Habowskiego, mimo że nie wynikało to z ich umów o pracę. Jednocześnie ich wynagrodzenia miały oscylować wokół płacy minimalnej.
Ustalenia Kanału Zero
Z ustaleń dziennikarzy portalu Zero.pl, którzy pierwsi napisali o skali patologii w Szpitalu Południowym, wynika, że w prosektorium Szpitala Południowego w Warszawie mogło dochodzić do nieprawidłowości związanych z promowaniem usług pogrzebowych. Rodziny zmarłych, pracownicy placówki oraz przedstawiciele branży pogrzebowej opisują sytuacje, w których mieli być zachęcani do korzystania z usług konkretnego zakładu, choć obowiązujące przepisy zakazują prowadzenia i reklamowania działalności pogrzebowej na terenie szpitali.
Komentarze
Piotr Duda: Ustawa o ochronie sygnalistów nie działa. Prawdziwe wsparcie dają tylko związki zawodowe

Afera w Szpitalu Południowym. Rzecznik Nawrockiego punktuje prokuraturę

Afera w Szpitalu Południowym. Gdyby to się działo za PiS…

Afera w Szpitalu Południowym. W KO popłoch: "Ludzie się boją"
Radny PiS: „Sesja potwierdziła, że wszystkie spółki zarządzane przez miasto są piramidą nieprawidłowości”








