Afera w Szpitalu Południowym. Sondaż ujawnia potężne oburzenie

- 47 proc. badanych uważa, że konsekwencje wyciągnięte po aferze w warszawskim Szpitalu Południowym są niewystarczające.
- Sprawa dotyczy m.in. uprzywilejowanego traktowania polityków KO i ich rodzin na SOR-ze.
W badaniu "Puls Opinii" zapytano Polaków, czy konsekwencje wyciągnięte wobec osób odpowiedzialnych za aferę w Szpitalu Południowym w Warszawie są wystarczające.
Polacy oburzeni aferą w Szpitalu Południowym
6 proc. pytanych odpowiedziało "zdecydowanie tak", a 13 proc. "raczej tak".
Aż 47 proc. badanych wyraziło opinię, że konsekwencje są niewystarczające – 29 proc. wskazało "zdecydowanie nie", a 18 proc. "raczej nie".
21 proc. ankietowanych nie miało zdania na ten temat, a 13 proc. stwierdziło, że nie słyszało o aferze.
Kiedy przeprowadzono badanie?
Badanie zostało przeprowadzone przez pracownię Opinia24 na zlecenie RMF FM w dniach 6-8 lipca 2026 roku.
Szybka ścieżka do badań i salonik dla VIP-ów
W środę 17 czerwca 2026 r. ukazał się artykuł dziennikarza serwisu zero.pl Patryka Słowika, który na łamach portalu ujawnił podejrzenie funkcjonowania w Warszawskim Szpitalu Południowym nieformalnej, uprzywilejowanej ścieżki obsługi polityków Koalicji Obywatelskiej oraz członków ich rodzin.
Centralną postacią artykułu jest lekarz i radny dzielnicy Ursus Dawid Kacprzyk, wybrany z listy Koalicji Obywatelskiej, który 15 czerwca zrezygnował z członkostwa w partii. Kacprzyk był bohaterem poprzedniego artykułu Patryka Słowika, którego Zero.pl przedstawia jako osobę faktycznie zarządzającą pracą SOR-u.
Według ustaleń Zero.pl osoby związane z Koalicją Obywatelską miały:
- być przyjmowane na SOR niemal natychmiast, podczas gdy inni pacjenci czekali po 4–5 godzin,
- otrzymywać szerokie pakiety badań, niekiedy niewspółmierne do zgłaszanych dolegliwości,
- oczekiwać na wyniki w oddzielnym, komfortowym pokoju zamiast we wspólnej poczekalni,
- korzystać z SOR również w przypadkach, które — zdaniem cytowanych pracowników — powinny być diagnozowane w przychodni lub lecznictwie ambulatoryjnym.
„Polityczni VIP-owie”
Polityczni VIP-owie nie musieli czekać na przyjęcie, mieli wykonywany ogrom badań, których przeprowadzenie nie jest standardem w medycynie ratunkowej, a oczekiwanie na wynik mogli sobie umilić w specjalnie wydzielonym dla nich pomieszczeniu. Zamiast siedzieć w poczekalni ze wszystkimi, mogli bowiem korzystać z wygodnego pokoju formalnie należącego do przyszpitalnego Warszawskiego Centrum Chorób Kręgosłupa
– czytamy w artykule portalu zero.pl.
Co się działo w prosektorium Szpitala Południowego?
Portal Zero.pl opisał także relacje rodzin zmarłych, pracowników Szpitala Południowego oraz przedstawicieli branży pogrzebowej dotyczące funkcjonowania prosektorium placówki. Rozmówcy twierdzą, że bliscy pacjentów mieli być nakłaniani do wyboru konkretnego zakładu pogrzebowego, a po skorzystaniu z usług innej firmy napotykać trudności przy odbiorze dokumentów i ciał.
W publikacji dziennikarzy serwisu zero.pl pojawiają się także zarzuty dotyczące prowadzenia prywatnej działalności na terenie prosektorium. Wskazywany w materiale Artur Habowski odmówił odpowiedzi na pytania, powołując się na dobro postępowania dotyczącego podrobienia kart zgonu.
Niedługo po publikacji dziennikarzy Zero.pl Szpital Południowy w Warszawie zwolnił dyscyplinarnie koordynatora prosektorium.
Komentarze
Tede uderza w działaczy KO: "Jestem wku****ny! Chcą mi katapultować koncert"

Polacy wskazali winnego kryzysu z Ukrainą. Wynik jest jednoznaczny

Cezary Krysztopa: Los pacjenta bez legitymacji Koalicji Obywatelskiej

Polacy chcą dymisji Trzaskowskiego [SONDAŻ]

Polacy wystawili Zełenskiemu surową ocenę. Wyniki nowego sondażu







