„WSJ”: Niemiecka transformacja pochłonęła 700 mld euro, a paliwa kopalne wciąż dominują w gospodarce

- Niemcy wydały na transformację energetyczną ponad 700 mld euro.
- Ceny energii wzrosły ponad dwukrotnie, a gospodarka nadal w niemal 80 proc. opiera się na paliwach kopalnych.
- Autorzy „The Wall Street Journal” przekonują, że polityka klimatyczna może odbywać się kosztem walki z biedą i rozwoju najuboższych państw.
Niemiecka transformacja kosztowała setki miliardów euro
Przez ostatnie 75 lat świat dokonał ogromnego postępu w poprawie warunków życia. Skrajne ubóstwo, mierzone tradycyjnie jako życie za mniej niż dolara dziennie po uwzględnieniu siły nabywczej, dotyczyło w 1950 roku ponad połowy ludzkości. Dziś jest to 7,6 proc. – najmniej w historii pomiarów – zauważa „The Wall Street Journal”. Średnia długość edukacji wzrosła z 3,2 roku do niemal dziewięciu lat, a dostęp do energii elektrycznej gwałtownie się zwiększył. Jednocześnie jednak w ostatniej dekadzie tempo rozwoju wyraźnie osłabło.
Jak zauważają autorzy artykułu, liczba ludzi żyjących w ubóstwie na świecie praktycznie nie zmieniła się od 2016 roku, po niemal dwóch stuleciach systematycznego spadku. Bank Światowy ocenia obecne tempo globalnego postępu jako najwolniejsze od lat 50., a tymczasem polityka rozwojowa państw i międzynarodowych instytucji coraz mocniej koncentruje się na zmianach klimatu.
Jednym z przykładów, na które wskazują autorzy, są Niemcy. Jak piszą, od 2002 roku kraj wydał ponad 700 mld euro na transformację energetyczną. W tym samym czasie ceny energii elektrycznej wzrosły ponad dwukrotnie, a niemiecka gospodarka nadal jest niemal w czterech piątych oparta na paliwach kopalnych.
Klimat zamiast walki z biedą?
Autorzy przekonują, że niemiecki przykład pokazuje szerszy problem. Ich zdaniem świat zachodni w ostatnich latach tak mocno skoncentrował się na polityce klimatycznej, że zaczęło to wypierać tradycyjne cele polityki rozwojowej. Po wycofaniu Milenijnych Celów Rozwoju w 2016 roku zastąpiły je Cele Zrównoważonego Rozwoju. W ocenie autorów właśnie wtedy zmiany klimatu stały się jedną z głównych obsesji bogatego świata.
Problem w tym, że najbiedniejsze państwa mają zupełnie inne potrzeby: ich mieszkańcy są wprawdzie bardziej narażeni na skutki zmian klimatycznych, ale jednocześnie są bardziej podatni na choroby, głód, słabą infrastrukturę czy wstrząsy gospodarcze. W tekście zwrócono uwagę, że inwestycje w rozwój gospodarczy mogą jednocześnie zwiększać odporność państw na skutki zmian klimatu.
Wzrost PKB na mieszkańca o 10 proc. może zmniejszyć liczbę osób znajdujących się w grupie wysokiego ryzyka związanego z zagrożeniami klimatycznymi o niemal 100 mln. Zdaniem autorów oznacza to, że dobrobyt jest jednym z najważniejszych sposobów przystosowania się do zmian klimatu.
Bank Światowy przeznacza ogromne środki na klimat
Problem widać także w sposobie wydawania pieniędzy przez międzynarodowe instytucje finansowe.
W 2025 roku finansowanie działań klimatycznych przez wielostronne banki rozwoju dla państw o niskich i średnich dochodach przekroczyło 103 mld dolarów, czyli niemal połowę całego ich finansowania. Sam Bank Światowy przeznaczył 48 proc. swoich kredytów na finansowanie związane z klimatem.
Jeden z autorów tekstu, Mr Gill, w tym tygodniu zakończył czteroletnią kadencję na stanowisku głównego ekonomisty Banku Światowego. Jego doświadczenia z pracy w tej instytucji są jednym z punktów wyjścia dla przedstawionej w komentarzu krytyki.
Autorzy wskazują, że instytucje rozwojowe przyjęły założenie, iż skoro biedniejsze społeczeństwa są bardziej narażone na zmiany klimatu, to polityka klimatyczna powinna być dla nich szczególnie ważna.
Ich zdaniem jest to jednak błędne koło. Ubodzy są bardziej narażeni nie tylko na zmiany klimatu, ale właściwie na wszystkie zagrożenia.
Każdy dolar ma swój koszt
Autorzy zwracają uwagę również na problem tzw. kosztu alternatywnego. Każdy dolar przeznaczony na określony cel nie może zostać wydany na coś innego. Według badań Copenhagen Consensus Center, w których uczestniczyło ponad 100 ekonomistów, w tym kilku laureatów Nagrody Nobla, inwestycje w żywienie, zdrowie i edukację przynoszą zazwyczaj od 40 do 110 dolarów korzyści społecznych za każdego zainwestowanego dolara. W przypadku części inwestycji związanych z ograniczaniem emisji w biednych państwach zwrot jest znacznie niższy.
Autorzy podają konkretne przykłady. Suplementacja mikroelementów dla kobiety w ciąży, kosztująca około 2,50 dolara, może zapobiec zahamowaniu rozwoju dziecka i związanym z nim długoterminowym problemom poznawczym, przynosząc niemal 100 dolarów długoterminowych korzyści na każde dziecko, z kolei rozszerzenie diagnostyki i leczenia gruźlicy oraz malarii – chorób, które nadal powodują ponad milion zgonów rocznie – może przynosić ponad 45 dolarów korzyści za każdego zainwestowanego dolara.
Afryka potrzebuje przede wszystkim taniej i dostępnej energii
Szczególnie wyraźnie problem widać w energetyce. Jak wskazują autorzy, znaczna część Afryki zużywa mniej energii elektrycznej na osobę niż jedna zachodnia lodówka. Tymczasem bogate państwa przez dziesięciolecia budowały swoją zamożność w oparciu o tanią i niezawodną energię z paliw kopalnych. Do dziś odpowiadają one za ponad 80 proc. światowego zużycia energii.
Jednocześnie banki rozwoju coraz częściej odmawiają finansowania nowych projektów wykorzystujących paliwa kopalne w biedniejszych państwach. Autorzy krytykują takie podejście, wskazując właśnie na doświadczenia Niemiec. Ich zdaniem wymaganie od państw afrykańskich, aby osiągnęły cele, z którymi nawet znacznie bogatsze Niemcy mają problem, dysponując przy tym ułamkiem ich zasobów, trudno uznać za skuteczną politykę klimatyczną.
Nie chodzi o rezygnację z walki ze zmianami klimatu
Autorzy nie przekonują jednak, że należy całkowicie porzucić politykę klimatyczną. Ich zdaniem część inwestycji związanych z adaptacją do zmian klimatu oraz rozwój ekologicznych technologii może przynosić bardzo dobre rezultaty. Problemem ma być natomiast podporządkowanie polityki rozwojowej celom klimatycznym kosztem działań, które przynoszą najbiedniejszym ludziom znacznie szybsze i bardziej wymierne korzyści.
Bank Światowy zapowiedział wprawdzie odejście od dotychczasowych celów dotyczących wydatków klimatycznych, ale jego główny plan działań w dziedzinie klimatu nadal pozostaje w mocy. Zdaniem autorów może to oznaczać, że zmiana jest przede wszystkim kosmetyczna. Brytyjski minister spraw zagranicznych Ed Miliband, który objął stanowisko brytyjskiego gubernatora w Banku Światowym, zapowiada natomiast, że kwestie klimatyczne nadal będą dla niego priorytetem.
„Najpierw rozwiązujmy najpilniejsze problemy”
Autorzy wskazują, że zdecydowana większość ludzkości nadal żyje w krajach biednych lub rozwijających się. Ich zdaniem zamiast wydawać ogromne środki na działania mające niewielki wpływ na temperaturę w odległej przyszłości, państwa i instytucje powinny najpierw inwestować w rozwiązanie problemów, które można ograniczyć stosunkowo tanio i szybko.
W niedawnym badaniu Afrobarometru mieszkańcy afrykańskich państw umieścili zmiany klimatu dopiero na 31. miejscu wśród 34 najważniejszych problemów. W ocenie autorów „The Wall Street Journal” świat powinien więc ponownie skoncentrować politykę rozwojową na rozwiązaniach, które dają największe korzyści. Ich zdaniem właśnie takie podejście powinno poprzedzać wydawanie kolejnych bilionów dolarów na działania klimatyczne.
Komentarze
AfD idzie po zwycięstwo w Saksonii-Anhalt. Co to oznacza dla Polski?

Burza w sieci po skandalicznym wpisie ambasadora Niemiec
Ładunki przy liniach energetycznych w Saksonii. Policja udaremniła próbę sabotażu

"Każdy szaleniec ma teraz instrukcję”. Alarm po gigantycznym wycieku w Niemczech

Potężny wyciek danych w Niemczech. Hakerzy postawili ultimatum








