Szukaj
Konto

Trwa ukraińska operacja psychologiczna wymierzona w Polaków

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski
Źródło: https://www.president.gov.ua | Autor: https://www.president.gov.ua | Licencja: Domena Publiczna | Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski
Nie sposób nie zauważyć, iż od kilku lat trwa systematyczna, skomplikowana ukraińska operacja psychologiczna mająca na celu oswojenie Polaków z kultem Bandery i jego ludobójców oraz wymuszenie na Polsce bezrefleksyjnego i bezwarunkowego wspierania Ukrainy mimo pojawiających się poważnych sygnałów ostrzegawczych mówiących, iż nie jest to w interesie państwa polskiego.
Co musisz wiedzieć:
  • Chwyty, które wykorzystują Ukraińcy, to gra na emocjach i manipulacja przekazem z Rosji.
  • Strona ukraińska dąży do tego, aby Polska i Polacy zaakceptowali banderyzm.
  • Narracja Ukrainy jest w zasadzie nie do obrony.

Gra na emocjach

Kiedy Rosja zaatakowała Ukrainę, nie tylko Ukraińcy, ale i niejeden Polak przeżył szok. Okazało się, że władze na Kremlu nie zapomniały o swoich ambicjach i rozpoczęły odbudowę dawnego imperium. Wówczas setki tysięcy Ukraińców szturmowały polską granicę jako uchodźcy, a Polacy kierujący się chrześcijańskim miłosierdziem przyjmowali uchodźców do swoich domów. I tu należy zadać pierwsze pytanie. Skoro jedynie wąska część wschodniej Ukrainy doświadczała walk i mordów, to dlaczego ci Ukraińcy nie uciekli do cieszącej się względnym spokojem zachodniej części, tylko emigrowali do Polski, Niemiec i jeszcze kilku innych krajów? Czemu w mediach forsowany był przekaz, jakoby nie mieli się gdzie podziać, chociaż ich rodacy z zachodniej części Ukrainy mogli udzielić im pomocy? Ów brak logiki w działaniu pozwala snuć pewne podejrzenia, których z powodu ostrożności procesowej nie wyartykułuję, ale które nasuwają się w zasadzie same.

Ukraińska propaganda

Od samego początku wojny Ukraina prowadziła bardzo skuteczną propagandę, którą wiele polskich mediów bezmyślnie powielało. Moim ulubionym fake newsem, który Ukraińcy w mediach społecznościowych podawali za dowód bohaterstwa społeczeństwa ukraińskiego była historia o babci, która słoikiem z marynowanymi ogórkami strąciła rosyjskiego drona. Mocno się z tego uśmiałam, bo naprawdę trzeba mieć wyobraźnię, żeby coś takiego wymyślić. Kolejnym chwytem było zdjęcie Ukraińca, który z papierosem w zębach wykopuje minę przeciwczołgową. Dla każdego, kto ma najmniejsze pojęcie o rodzajach min jest oczywiste, że mina przeciwczołgowa nie wybuchnie pod naciskiem człowieka – potrzeba wagi czołgu, aby uruchomić zapalnik. Na nieznających tematu jednak musiało to robić wrażenie. Przyznam, że nie widziałam w tym nic zdrożnego – po prostu wojna informacyjna mająca podnieść ducha Ukraińców i pokazać ich w dobrym świetle. Zupełnie zrozumiałe w sytuacji wojny. Zdecydowanie jednak potępiam inny obszar tej propagandy.

Banderyzm

W zasadzie od 2014 roku, czyli od czasu rosyjskiej inwazji na Krym, która de facto rozpoczęła agresję Rosji na Ukrainę, której kolejny etap obserwowaliśmy od 2022 roku, władze Ukrainy budują tożsamość narodową Ukraińców na banderyzmie, zbrodniczej ideologii będącej ukraińską wersją niemieckiego nazizmu. Przez cały ten czas strona ukraińska pracuje nad tym, aby Polska przyjęła fałszywą narrację o rzekomym konflikcie polsko-ukraińskim oraz antyrosyjskim ostrzu OUN-UPA. Jeszcze przed 2014 rokiem funkcjonowała polsko-ukraińska grupa parlamentarna, na posiedzeniach której częstym gościem był szef ukraińskiego IPN Wołodymyr Wiatrowycz, jeden z głównych piewców banderyzmu na Ukrainie. Z informacji, które miałam od uczestników tych spotkań wynikało, że strona ukraińska stara się po pierwsze zminimalizować zbrodnie dokonane na Polakach przez OUN-UPA, zrównać ofiary z katami mówiąc o rzekomym konflikcie polsko-ukraińskim w czasach II wojny światowej i przedstawiać zbrodniarzy z OUN-UPA jako bojowników o niepodległość Ukrainy walczących głównie z sowiecką Rosją. Taka narracja dominowała zresztą podczas ostatniego spotkania ministra spraw zagranicznych Polski Radosława Sikorskiego z jego ukraińskim odpowiednikiem Andrijem Sybihą. Obydwaj ministrowie mówili o deeskalacji emocji, kontynuacji współpracy wojskowej oraz rozwoju współpracy gospodarczej, ale o wycofaniu się Ukrainy ze zbrodniczego banderyzmu nie było w ogóle mowy. Wręcz przeciwnie, ów banderyzm został przez stronę ukraińską uzasadniony, a szef polskiej dyplomacji pokornie przyjął i uznał to stanowisko za zasadne.

Ponownie potwierdziłem Radkowi, że wybór nazwy jednostki przez ukraińską armię nie miał żadnego antypolskiego zamiaru. Szanujemy historię innych i oczekujemy tego samego podejścia wobec naszej własnej historii i niepodległości od naszych partnerów 

- napisał po spotkaniu Andrij Sybiha.

Spotkanie to było ewidentnym sukcesem Ukraińców. Otrzymali zapewnienie bezwarunkowej polskiej pomocy i milczącą zgodę szefa resortu spraw zagranicznych Polski na kult ludobójców z OUN-UPA.

Wybielanie ludobójców

Obecnie zaczął się kolejny etap wojny informacyjnej Ukrainy z Polską, a mianowicie proces wybielania osób odpowiedzialnych za ludobójstwo na Polakach. I tak portal Ukraińska Prawda poinformował w niedzielę, iż rosyjska FSB wkroczyła w aktywną fazę operacji mającej na celu osłabienie strategicznego partnerstwa między Ukrainą a Polską poprzez rozpowszechnianie rzekomych archiwalnych dokumentów w sprawie wydarzeń na Wołyniu w czasie II wojny światowej. 

Rosyjska propaganda celowo posługuje się manipulacyjną terminologią, aby wywołać silną reakcję emocjonalną w polskim społeczeństwie. Przewidywalnie i rozmyślnie określiła ona wydarzenia związane z tragedią wołyńską mianem »masakry«, wykorzystując historyczną traumę

- dodała Ukrainska Prawda.

Co to za dokumenty? Otóż w nocy z soboty na niedzielę portal Russia Today opublikował artykuł, w którym powołano się na rzekomo odtajnione akta FSB (Federalnej Służby Bezpieczeństwa). W artykule oskarżono Dmytra Klaczkiwskiego, jednego z dowódców Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA), o zabicie 11 katolickich księży i prawie 2 tys. Polaków w miejscowości Włodzimierz Wołyński na początku lata 1943 roku.

Russia Today – podobnie jak wszystkie rosyjskie media – są tubą propagandową Kremla i to nic nowego. Problem w tym, że sam Dmytr Klaczkiwski, jak wynika z materiałów zgromadzonych przez polski Instytut Pamięci Narodowej, jest odpowiedzialny za wymordowanie łącznie blisko 60 tys. Polaków.

Ukraińskiej narracji nie da się obronić, a mimo tego szef ukraińskiego rządowego Centrum Przeciwdziałania Dezinformacji (CPD) Andrij Kowałenko oświadcza publicznie, że to fałsz i że Rosja wykorzystuje bolesne kwestie historyczne, by sztucznie podsycać wrogość między Ukrainą a Polską.

Nikt tak nie podsyca konfliktu jak Ukraina 

Trzeba przyznać, że Wołodymyr Zełenski i cała banderowska wierchuszka państwa ukraińskiego bardzo się postarali, aby cały świat dowiedział się o ukraińskich zbrodniach na narodach polskim, żydowskim, węgierskim, czeskim i słowackim. Prezydent Karol Nawrocki odbierając Zełenskiemu Order Orła Białego uruchomił lawinę: kolejni politycy, z Czech i Słowacji, rozważają odebranie odznaczeń prezydentowi Ukrainy. Okres ochronny dla Zełenskiego i jego banderyzmu właśnie się skończył, a on sam brnie w pułapkę, którą sam na siebie zastawił. 

Warto tu zauważyć jedną rzecz, która pewnie spotka się z krytyką licznych Czytelników, ale jest faktem, nad którym trudno przejść do porządku dziennego. Przed upadkiem Związku Sowieckiego Kreml zwalczał ukraiński banderyzm wszelkimi sposobami, ponieważ widział w nim siłę rozsadzającą integralność Ukrainy ze Związkiem Sowieckim. Po upadku tego ostatniego Rosja zmieniła taktykę o 180 stopni – kremlowska agentura czyniła wysiłki, aby ów banderyzm podsycać, widziano w nim bowiem casus belli, które banda rządzących Rosją kagiebistów wykorzystała w 2022 roku. Władze Kremla nie przewidziały jednak, iż ideologia ta sprawi, że Ukraina ostro przeciwstawi się Rosji i będzie walczyła do upadłego. Ale to była chyba jedyna pozytywna strona tej ideologii.

Istnieją dobrze udokumentowane działania Rosji polegające na wykorzystywaniu i wzmacnianiu tematu banderyzmu w wojnie informacyjnej, ale nie ma dowodów, że Rosja stworzyła lub kontrolowała sam banderyzm jako ruch ideowy, aby później użyć go jako pretekstu do agresji. Rosyjskie media państwowe (m.in. Rossija 1, Pierwyj Kanał, RT, Sputnik) zaczęły konsekwentnie przedstawiać nowe władze Ukrainy jako zdominowane przez „banderowców” lub „faszystów”, mimo że ugrupowania skrajnie nacjonalistyczne miały ograniczone poparcie wyborcze. Ta narracja była wielokrotnie analizowana przez badaczy propagandy i organizacje monitorujące dezinformację. W przemówieniu z 24 lutego 2022 r. Władimir Putin jako jeden z celów inwazji wskazał „demilitaryzację i denazyfikację Ukrainy”. W rosyjskiej propagandzie pojęcia „nazista”, „banderowiec” i „ukraiński nacjonalista” były często używane zamiennie.

Banderyzm jest antypolski

Od wielu lat władze Ukrainy starają się przekonywać Polaków, iż banderyzm ma ostrze antyrosyjskie, ale nie jest to do końca prawdą. To jedynie kolejny element gry psychologicznej mający na celu uspokojenie Polaków i wyssanie z państwa polskiego możliwe dużych zasobów. Banderyzm zawsze miał trzon antypolski. OUN-UPA szczątkowo jedynie walczyły z sowietami. Głównym celem obydwu organizacji było wyrżnięcie ze szczególnym okrucieństwem bezbronnej ludności polskiej. Stąd historycy zajmujący się tym tematem, w tym wybitna Ewa Siemaszko, mówią o genocidum atrox. To nie była – jak forsują Ukraińcy w prowadzonej wobec Polski wojnie informacyjnej – wojna polsko-ukraińska, czy zwykły konflikt. To była rzeź, w której Ukraińcy byli katami, a Polacy – ofiarami i między jednymi a drugimi nie można stawiać znaku równości. Owszem, dochodziło do akcji odwetowych, ale były one szczątkowe i nie tak bestialskie jak działania Ukraińców.

Szczerość ukraińskiego sierżanta

Po wojnie nie radziłbym naszym partnerom wysuwać roszczeń wobec Ukrainy. Chłopaki wrócą z wojny z załamaną psychiką. Jeśli jakiś Węgier powie coś niewłaściwego, nie przyjdzie do niego ambasador – przyjdzie (ukraiński żołnierz) i źle się to skończy

– wygrażał Polakom i Węgrom Jurij Sirotiuk, główny sierżant batalionu systemów bezzałogowych 5. Samodzielnej Brygady Szturmowej.

Czy nasi sojusznicy naprawdę chcą zobaczyć naszych żołnierzy zamiast naszych pracowników migrujących? Czy Polacy są teraz gotowi na wojnę z Ukraińcami? Czy Polacy są gotowi na ukraińskie drony latające nad ich miastami? Czy Polacy są gotowi na śmierć własnych obywateli?

- pytał w lwowskiej telewizji NTA.

I tu każdemu decydentowi w Polsce powinno zapalić się światło ostrzegawcze. Nie jest bowiem wykluczone, że rozbrajając Polskę, przy jednoczesnym dozbrajaniu Ukrainy, politycy obecnego rządu programują atak ze strony rzekomego sojusznika, jakim jest Ukraina, i to z użyciem przekazanego przez Polskę sprzętu.

Ukraina jako sojusznik?

Nie jest tajemnicą, że w polityce nie ma przyjaźni, są tylko interesy. Warto więc zdefiniować interesy państwa ukraińskiego. Jest to nie tylko chęć wygrania wojny z Rosją, ale – na co wskazuje część ukraińskich polityków – odebrania Polsce ziem, które ich zdaniem należą do Ukrainy. Mowa o wschodniej części województwa podkarpackiego (okolice Przemyśla), Chełmszczyźnie, części Lubelszczyzny, Podlasiu (zwłaszcza południowym), Nadsaniu (teren po obu stronach Sanu) i Łemkowszczyznie.

Jurij Mychalczyszyn (były deputowany do Rady Najwyższej z partii Swoboda) wypowiadał się o Chełmszczyźnie, Nadsaniu i Łemkowszczyźnie jako historycznych ziemiach ukraińskich. Były to wypowiedzi odnoszące się do historii i pamięci narodowej, jednak jeszcze nie oficjalny program państwa. Partia Swoboda w swojej retoryce wielokrotnie odwoływała się do idei ochrony i pamięci o „etnicznych ziemiach ukraińskich”, obejmujących m.in. Chełmszczyznę i Nadsanie. Nie oznaczało to jednak programu zgłaszania roszczeń granicznych wobec Polski. Kongres Ukraińskich Nacjonalistów (KUN) oraz część organizacji odwołujących się do tradycji OUN publikowały materiały przedstawiające mapy „etnograficznej Ukrainy”, na których znajdowały się fragmenty obecnej Polski (Chełmszczyzna, Podlasie, Łemkowszczyzna, Nadsanie). Były to jednak nadal deklaracje ideowe, nie stanowisko władz Ukrainy. Po ostatnich wydarzeniach rodzi się jednak pytanie, czy Ukraińcy naprawdę nie myślą o tych częściach Polski jako swoich ziemiach?

Chodzi o nic więcej, jak tylko stworzenie Wielkiej Ukrainy kosztem ziem polskich. Automatycznym sojusznikiem Ukraińców w tej koncepcji są Niemcy, którzy marzą o powrocie tzw. ziem odzyskanych państwa polskiego do państwa niemieckiego. Stąd ukraińsko-niemiecki sojusz, zawarty ponad głowami Polaków jest dla nas tak groźny.

Wojna informacyjna

Trwająca wojna informacyjna, atakowanie Polaków proukraińską propagandą ma za zadanie obezwładnić zdrowe odruchy oporu wobec roszczeń ukraińskiej strony. Jak to przeciąć? Przede wszystkim należy przeprowadzić akcję edukacyjną ze strony Polski – IPN z tego, co wiem, już podjął takie działania – aby raz na zawsze określić, kto był ofiarą, a kto katem i jaki jest rzeczywisty charakter wzrastającej na Ukrainie ideologii. Ponadto w polskich podręcznikach do historii powinno się zaleźć szerokie omówienie tego tematu, ale zgodnie z prawdą, a nie wskutek zgniłych kompromisów z Ukraińcami. Uważam też, że Polska powinna wstrzymać wszelką pomoc finansową, zbrojną i materialną dla Ukrainy do czasu, kiedy ta nie wycofa się z kultu ludobójców i nie dokona stosownej ekspiacji, w przeciwnym razie bowiem to wszystko może zostać wykorzystane przeciwko Polsce. Ukraina ma tradycje prowadzenia ataków na kilka frontów i Wołodymyr Zełenski zdecydowanie pcha się w tego typu rozwiązanie. Polską racją stanu jest do tego nie dopuścić.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 05.07.2026 16:48
Źródło: Tysol.pl