Nie mają pieniędzy na szkolenie wojska i paliwo. „Polska ma ratyfikować pakt obronny z tym państwem”

- Brytyjska armia ogranicza część szkoleń z powodów finansowych. Cięcia obejmują m.in. ćwiczenia z czołgami Challenger 2 i śmigłowcami Apache.
- Ograniczenia dotyczą również części rezerwistów, którzy mogą otrzymać mniej dni szkoleniowych.
- Priorytet zachowują jednostki w gotowości i przygotowujące się do misji oraz operacji NATO.
- Rosnące koszty paliwa i amunicji zwiększają presję na bieżący budżet armii.
- Polska jest w trakcie ratyfikacji traktatu bezpieczeństwa i obrony z Wielką Brytanią. Dokument przewiduje m.in. wzajemną pomoc w razie zbrojnej napaści oraz pogłębienie współpracy wojskowej.
Kłopoty brytyjskiej armii
Decyzja, która weszła w życie ze skutkiem natychmiastowym, grozi pogorszeniem gotowości całych sił zbrojnych do reagowania w sytuacji kryzysowej.
Sytuacja ma miejsce po ostrzeżeniach Kremla, że może zaatakować brytyjskie cele wojskowe w związku ze wsparciem Wielkiej Brytanii dla Ukrainy, a także w momencie, gdy Andy Burnham znajduje się pod rosnącą presją, by zobowiązać się do szybszego zwiększenia wydatków na obronność, na przykład poprzez ograniczenie budżetu na świadczenia socjalne.
Wes Streeting, minister obrony, powiedział w wywiadzie dla Sky News, że gdyby ograniczenie wydatków socjalnych w celu zwiększenia nakładów na obronność było proste, to — „mówiąc wprost” — rząd już by to zrobił, podobnie jak wcześniej konserwatyści, gdy byli u władzy.
Ograniczenia w ćwiczeniach dotyczą również rezerwistów. Jak ustaliło Sky News, niektórzy z nich będą mieli w tym roku mniej dni szkoleniowych.
Których żołnierzy dotyczą cięcia?
Siły rezerwowe — których finansowanie od lat uważane jest za jeden z najłatwiejszych obszarów do cięć, gdy resort obrony musi szukać oszczędności — mają zapewniać kluczowe dodatkowe zasoby osobowe i siłę ognia w przypadku ataku na kraj.
Jest to jednak możliwe tylko wtedy, gdy rezerwiści są odpowiednio wyszkoleni i wyposażeni.
Jak wynika z dostępnych informacji, szersze wstrzymanie ćwiczeń nie obejmie żołnierzy zawodowych i rezerwistów przygotowujących się do misji, na przykład w Estonii lub na Falklandach. Nie dotyczy ono również jednostek biorących udział w dużych ćwiczeniach NATO w przyszłym roku. Wyłączeni są także żołnierze pozostający w siłach szybkiego reagowania lub w gotowości bojowej.
Dla pozostałej części armii oznacza to jednak, że przynajmniej przez kilka najbliższych miesięcy wielu żołnierzy zawodowych może pozostać w koszarach zamiast doskonalić swoje umiejętności w terenie.
Cięcia dotknęły również szkolenia z wykorzystaniem ciężkiego uzbrojenia. Wśród odwoływanych ćwiczeń mają znajdować się te z udziałem czołgów Challenger 2 oraz śmigłowców szturmowych Apache. Jednocześnie armia ma większy nacisk kłaść na szkolenia prowadzone na mniejszą skalę, w tym związane z wykorzystaniem dronów.
Pieniędzy brakuje na bieżące funkcjonowanie
Problemem brytyjskich sił zbrojnych nie jest wyłącznie finansowanie nowych programów zbrojeniowych. Rosną również koszty codziennego funkcjonowania wojska. Wyższe ceny paliwa i amunicji sprawiają, że budżety ćwiczeń przygotowywane z dużym wyprzedzeniem przestają wystarczać do realizacji pierwotnych planów.
Armia odpowiada: kluczowe szkolenia są kontynuowane
Brytyjska armia przekonuje jednak, że nie doszło do całkowitego zatrzymania szkolenia żołnierzy. Priorytet mają otrzymywać działania bezpośrednio związane z gotowością bojową, możliwością rozmieszczenia jednostek i skutecznością operacyjną.
W oświadczeniu przekazanym „The Times” armia przypomniała również o planowanej inwestycji w wysokości 2 mld funtów, która w ciągu najbliższych 15 lat ma zostać przeznaczona na transformację systemu szkolenia British Army.
Nasze szkolenia są kontynuowane, a priorytet nadajemy działaniom, które najbardziej bezpośrednio przyczyniają się do gotowości, zdolności do rozmieszczenia oraz skuteczności operacyjnej
— zapewnił rzecznik armii.
Obecne oszczędności pokazują jednak problem, przed którym stoi Londyn: zapowiedzi zwiększania potencjału militarnego wymagają nie tylko wielomiliardowych zakupów nowego uzbrojenia, lecz także odpowiednich środków na codzienne szkolenie żołnierzy. Nawet najnowocześniejszy sprzęt ma bowiem ograniczoną wartość bojową, jeżeli wojsko nie dysponuje pieniędzmi potrzebnymi do regularnego ćwiczenia jego wykorzystania.
„Skutki mogą być nieodwracalne”
Sky News powołuje się na wysokiej rangi źródło, które stwierdziło, że prawdziwym problemem jest skumulowany wpływ tych ograniczeń na armię.
To właśnie dzięki szkoleniom dowódcy przekształcają nowy sprzęt i koncepcje w realne zdolności bojowe.
Oznacza to, że każda decyzja o przesunięciu pieniędzy przeznaczonych na szkolenie żołnierzy nieuchronnie zacznie wpływać na poziom gotowości.
Jak wskazało źródło, „w niektórych przypadkach skutki mogą być nieodwracalne, ponieważ żołnierze mogą stracić możliwość odbycia kluczowego elementu szkolenia, którego później nie będzie można powtórzyć”.
Ostatecznym zagrożeniem jest powstanie armii określanej mianem „wydrążonej siły” (ang. hollow force).
Oznacza to sytuację, w której na papierze Ministerstwo Obrony dysponuje personelem i sprzętem, ale ponieważ żołnierze nie mieli możliwości odpowiednio szkolić się na swoim wyposażeniu, brakuje im zbiorowego doświadczenia i kompetencji niezbędnych do właściwego wykorzystania go podczas wojny.
O wstrzymaniu szkoleń jako pierwsze poinformowały dzienniki „The Times” i „The Sun”.
Zapałowski łączy cięcia z traktatem Polski i Wielkiej Brytanii
Informacje pojawiają się w szczególnym momencie z polskiej perspektywy. Polska jest w trakcie procedury ratyfikacji podpisanego 27 maja 2026 r. traktatu o partnerstwie w dziedzinie bezpieczeństwa i obronności z Wielką Brytanią. 2 września projekt ustawy ratyfikacyjnej uzyskał rekomendację sejmowych komisji.
Sprawę skomentował poseł Konfederacji Andrzej Zapałowski, wiążąc problemy brytyjskiej armii z polsko-brytyjskim traktatem.
Polska ma ratyfikować pakt obronny z tym państwem, którego jednym z celów jest dopychanie abyśmy weszli w wojnę na Ukrainie
- skomentował kłopoty brytyjskiej armii prof. Andrzej Zapałowski, poseł Konfederacji.
Jego ocena dotycząca możliwości „wejścia w wojnę na Ukrainie” jest jednak opinią polityczną i nie wynika wprost z przytoczonych zapisów traktatu.
Czy traktat zobowiązuje Polskę do udziału w wojnie w Ukrainie?
Nie. W podpisanym traktacie nie ma zapisu zobowiązującego Polskę do wysłania wojsk na Ukrainę ani do przystąpienia do trwającej wojny rosyjsko-ukraińskiej. Dokument przewiduje natomiast pogłębienie współpracy wojskowej Polski i Wielkiej Brytanii, wzmacnianie wschodniej flanki NATO oraz wzajemną pomoc w przypadku zbrojnej napaści na jedno z obu państw.
Co przewiduje traktat obronny Polski i Wielkiej Brytanii?
Polska i Wielka Brytania znacząco zacieśniają współpracę wojskową. 27 maja 2026 r. oba państwa podpisały w Londynie Traktat o Partnerstwie w Dziedzinie Bezpieczeństwa i Obronności, który ma wzmocnić bezpieczeństwo wschodniej flanki NATO i pogłębić współpracę polskich oraz brytyjskich sił zbrojnych. Szczególnie istotne jest zobowiązanie zapisane w art. 2 traktatu: w przypadku zbrojnej napaści na jedno z państw druga strona ma udzielić mu pomocy, w tym z wykorzystaniem środków wojskowych, zgodnie z art. 5 Traktatu Północnoatlantyckiego. Porozumienie przewiduje również więcej wspólnych ćwiczeń i szkoleń, zwiększenie interoperacyjności armii, współpracę przemysłów zbrojeniowych, wspólne zamówienia oraz rozwój nowych technologii, m.in. w obszarze cyberbezpieczeństwa i sztucznej inteligencji. Warszawa i Londyn wskazują przy tym Rosję jako najważniejsze długoterminowe zagrożenie dla bezpieczeństwa euroatlantyckiego. Traktat nie zastępuje gwarancji NATO, lecz ma je uzupełniać poprzez pogłębienie bezpośredniej współpracy obronnej Polski z Wielką Brytanią.
2 września 2026 r. Komisja Obrony Narodowej oraz Komisja Spraw Zagranicznych zakończyły prace nad projektem ustawy ratyfikującej podpisany traktat i zarekomendowały jego uchwalenie bez poprawek.
Co problemy brytyjskiej armii oznaczają dla Polski?
Problem może pojawić się w dłuższej perspektywie. Polska i Wielka Brytania podpisały w maju traktat przewidujący więcej wspólnych ćwiczeń, zwiększenie interoperacyjności armii i współpracę na wschodniej flance NATO. Londyn zapowiada wręcz duże wspólne ćwiczenia wojsk lądowych, obejmujące m.in. zwalczanie dronów i walkę elektroniczną. Jeśli ograniczenia w bieżącym finansowaniu utrzymywałyby się przez dłuższy czas, teoretycznie mogłyby wpływać również na możliwości organizowania części wspólnych przedsięwzięć szkoleniowych. Obecnie nie ma jednak informacji, aby zapowiedziane ćwiczenia polsko-brytyjskie zostały z tego powodu ograniczone lub odwołane.
Ma to dodatkowe znaczenie, ponieważ pierwsze ćwiczenia „koalicji chętnych” z udziałem sił brytyjskich i francuskich mają odbyć się w Polsce jesienią 2026 r. Polska przygotowuje też infrastrukturę umożliwiającą stałą obecność sił sojuszniczych obok wojsk amerykańskich.
Sytuacja pokazuje napięcie między rosnącymi ambicjami i zobowiązaniami obronnymi Wielkiej Brytanii a presją na bieżący budżet jej sił zbrojnych.
W praktyce rzeczywista wartość zobowiązań obronnych zależy nie tylko od zapisów traktatowych i decyzji politycznych, ale również od gotowości, wyszkolenia i zdolności sojuszników do wystawienia odpowiednich sił. Traktat polsko-brytyjski sam zakłada przecież zwiększanie wspólnych szkoleń i zdolności obu armii.
Czy obecne cięcia osłabiają zdolność Wielkiej Brytanii do pomocy Polsce?
Obecne ograniczenia nie oznaczają, że Wielka Brytania utraciła zdolność do udzielenia Polsce pomocy wojskowej. Nie da się jednak na podstawie obecnych informacji określić, jak dużą siłę Londyn mógłby wystawić w konkretnym scenariuszu wojennym.
Najważniejsze jest rozróżnienie między bieżącymi oszczędnościami a zdolnością do działania w ramach NATO. Obecne ograniczenia nie obejmują wszystkich brytyjskich wojsk. Jednostki przygotowujące się do rozmieszczenia, pozostające w gotowości lub należące do sił szybkiego reagowania nadal mają się szkolić. Nie ograniczono również przygotowań jednostek przeznaczonych do operacji NATO.
Obecne cięcia nie oznaczają więc utraty brytyjskich zdolności wojskowych ani rezygnacji ze zobowiązań sojuszniczych. Pokazują jednak, że długotrwałe ograniczanie ćwiczeń mogłoby z czasem osłabiać realną gotowość części jednostek. W przypadku współpracy z Polską kluczowe będzie więc to, czy obecne problemy pozostaną krótkotrwałym działaniem oszczędnościowym, czy przerodzą się w trwałe ograniczenie szkolenia.
Komentarze
Trump po rozmowach z Putinem: Rosja nie zaatakuje NATO

Rząd Tuska mówi „nie” broni jądrowej. „Nie chcemy głowic nuklearnych na naszym terytorium”

Rosja grozi Paryżowi i Londynowi. „Konsekwencje mogą być całkowicie nieprzewidywalne”

Wielki zwrot w rodzinie królewskiej. Harry i Meghan już w Wielkiej Brytanii
Tajna misja szefa CIA w Moskwie. Miał ostrzec Rosję przed eskalacją








