Szukaj
Konto

MSZ wzywa ambasadora Rosji w sprawie rakiety. Ekspert: To nie jest adekwatna odpowiedź

 Ambasador Rosji w Polsce Gieorgij Michno
Źródło: PAP | Autor: PAP/Radek Pietruszka | Licencja: PAP | Ambasador Rosji w Polsce Gieorgij Michno
- Na razie wezwaliśmy ambasadora, to jest reakcja rutynowa, konieczna, ale to nie jest adekwatna odpowiedź. Znacznie mocniejszym sygnałem, który Rosja widzi i rozumie, jest zresztą to, że nawet zaatakowani jesteśmy w stanie głównie obijać się nawzajem... - napisał na platformie X Stanisław Żaryn, ekspert ds. bezpieczeństwa, były rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych komentując wezwanie przez polskie MSZ rosyjskiego ambasadora ws. incydentu z rakietą.
Co musisz wiedzieć:
  • MSZ wezwało ambasadora Rosji po incydencie z rosyjską rakietą.
  • Stanisław Żaryn ocenił, że jest to „reakcja rutynowa”, niewystarczająca wobec skali zdarzenia.
  • Eksperci potwierdzili, że był to pocisk Ch-101 wyprodukowany w II kwartale 2026 r.
  • Rakieta spadła w woj. lubelskim, nie powodując ofiar ani zniszczeń.
  • MON podkreśla, że Rosja wykorzystuje do ataków nowo wyprodukowane pociski.

Stanisław Żaryn skomentował działania polskich władz po incydencie. Poniższe wypowiedzi stanowią jego ocenę sytuacji.

Premier potwierdza, że Rosjanie uderzyli w Polskę. Szef MON grzmi, że zagrożenie jest realne. Wiceszef MON jakby z satysfakcją mówi, że rosyjska rakieta może przenosić nawet głowice jądrowe. Rząd zachwycony skutecznością reakcji, opozycja atakująca, koalicja w kontrataku, wzajemne walki rozgorzały na dobre. Chyba OSTATNIM, co polskie państwo zrobiło, była jakakolwiek reakcja i sygnał w stronę Moskwy. A przypomnę - to ROSJA jest odpowiedzialna za uderzenie w Polskę. Na razie wezwaliśmy ambasadora, to jest reakcja rutynowa, konieczna, ale to nie jest adekwatna odpowiedź

- stwierdził Żaryn.

MSZ nie poinformowało o planowaniu dalszych działań dyplomatycznych poza wezwaniem ambasadora. To ostatnie jest standardowym instrumentem dyplomatycznym stosowanym przez państwa w celu przekazania oficjalnego protestu lub wyjaśnień po incydentach międzynarodowych.

W ocenie Żaryna „znacznie mocniejszym sygnałem, który Rosja widzi i rozumie, jest zresztą to, że nawet zaatakowani jesteśmy w stanie głównie obijać się nawzajem...”. Ekspert podkreślił, iż nasza reakcja pokazuje jedno – nie jesteśmy przygotowani na eskalację wojny wywiadowczej Rosji. I to nie tylko na poziomie technicznym, sprawności systemów obronnych, służb, ale na poziomie strategicznego zarządzania państwem.

Jaki sygnał wysyłamy do Rosji?

Jeśli jakiś sygnał wysyłamy do Rosji, to jedynie, że warto nam przywalić jeszcze raz. Bo sami się zadusimy. Tak to funkcjonuje i narasta od lat. Polska jest dziś zaklęta między wewnętrznymi rozgrywkami politycznymi, sporami we wszystkich blokach politycznych, wzajemnymi atakami i obarczaniem się odpowiedzialnością, złapana między grillem (rozważaniami o dyspensie), antyUkraińską histerią, rządowym poczuciem, że wszystko ujdzie na sucho (bo przecież nie PiS...), pełzającą degradacją całego systemu państwowego

- wskazywał ekspert.

Polska krajem przyfrontowym

Na Boga, jesteśmy krajem frontowym, CODZIENNIE ATAKOWANYM przez agresorów, przeznaczonym do państwowego zniszczenia (wprost mówi o tym Rosja). JEŚLI nie zrozumiemy sytuacji, w jakiej jesteśmy, jeśli nie zaczniemy zarządzać państwem w sposób profesjonalny, jeśli nie zaczniemy prowadzić merytorycznej debaty publicznej, jeśli nie zaczniemy żądać od polityków skutecznej dbałości o interesy RP, w tym bezpieczeństwo, to nasz kraj będzie się degenerował, aż w końcu przestanie być dla nas, Polaków, gwarantem bezpieczeństwa. Kolejne czerwone lampy świecą coraz mocniej!

- nie krył emocji.

Żaryn przypomniał, że „na teren kraju NATO uderzyła rosyjska rakieta, która – jak mówił wiceszef MON – mogła przenosić głowicę jądrową!”.

Ustalenia ekspertów

Eksperci ustalili, że rosyjska rakieta manewrująca Ch-101, która w czwartek spadła na terytorium Polski, została wyprodukowana w drugim kwartale 2026 r. w fabryce pod Moskwą. Według ministra obrony Władysława Kosiniaka-Kamysza świadczy to o bieżącej produkcji uzbrojenia wykorzystywanego przez Rosję do ataków na Ukrainę.

O kolejnych ustaleniach dotyczących pocisku, który w czwartek nad ranem podczas rosyjskich nalotów na Ukrainę wtargnął w polską przestrzeń powietrzną i spadł w terenie niezabudowanym w okolicy wsi Tarnawa-Kolonia w woj. lubelskim, szef MON poinformował po południu na X.

Dzięki pracy ekspertów m.in. Żandarmerii Wojskowej wiemy coraz więcej na temat rakiety Ch-101, której fragmenty od wczoraj intensywnie badają nasi specjaliści. Rakieta została zbudowana w drugim kwartale tego roku w fabryce niedaleko Moskwy

- napisał Kosiniak-Kamysz.

Dlaczego ustalenie producenta ma znaczenie?

  • pozwala określić tempo rosyjskiej produkcji,
  • wskazuje na możliwości przemysłu zbrojeniowego,
  • może mieć znaczenie dla oceny skuteczności sankcji.

 

Kosiniak-Kamysz zaznaczył, że oznacza to, iż Rosja „używa do ostrzału Ukrainy rakiet produkowanych na bieżąco”.

Potwierdza to informacje, że rosyjskie zapasy wojenne wyczerpały się. Tym bardziej każda pomoc Ukrainie przybliża ten kraj do końca wojny. A to niezwykle ważne dla naszego bezpieczeństwa

- podkreślił szef MON.

Reakcja MSZ

Niedługo przed komunikatem szefa MON, premier Donald Tusk poinformował, że MSZ wezwało w piątek ambasadora Rosji w związku z czwartkowym incydentem.

W czwartek po południu, po kilku godzinach pracy służb na miejscu, premier Tusk przekazał, że rakieta była „uzbrojona i z dużym prawdopodobieństwem rosyjska”. Wieczorem szef MON dodał we wpisie na X, że „coraz więcej materiału dowodowego zgromadzonego przez Żandarmerię Wojskową potwierdza, że w ziemię uderzyła rosyjska rakieta Ch-101”. Kosiniak-Kamysz podziękował jednocześnie „wszystkim pracującym na miejscu w celu szybkiego wyjaśnienia wszystkich okoliczności zdarzenia”. Wieczorem w TVN 24 wiceszef MON Cezary Tomczyk stwierdził, że można już z całą odpowiedzialności potwierdzić, że pociskiem była rosyjska rakieta Ch-101.

Relacja szefa MON w Sejmie

Wydarzenia nocy ze środy na czwartek szef MON relacjonował w piątek z mównicy sejmowej, reagując na pytania i krytyczne oceny posłów PiS w kwestii działań rządu po naruszeniu polskiej przestrzeni powietrznej. Jak mówił, gdy tylko pojawiły się informacje o kolejnym zmasowanym nalocie rosyjskim na Ukrainę, wojsko do godz. 1:29 podniosło naziemne systemy obrony powietrznej do stanu najwyższej gotowości, a o 1:50 z bazy lotniczej w Łasku wystartowały dwa myśliwce F-16 do zabezpieczenia granicy.

Kosiniak-Kamysz powiedział, że do granicy Polski zbliżało się łącznie ok. 20 rakiet, z których większość - dodał - niestety osiągnęła swoje cele w Ukrainie, m.in. we Lwowie. Jedna z rakiet zawróciła tuż przed polską granicą, a jedna ją przekroczyła - w tym czasie oba samoloty były już od kilkudziesięciu minut w regionie. Szef MON przekazał, że pościg za rakietą natychmiast rozpoczął jeden z myśliwców F-16.

Kto może zdecydować o zestrzeleniu?

Szef MON przypomniał, że w świetle obecnych przepisów, w takiej sytuacji do podjęcia decyzji o zestrzeleniu obcego obiektu są uprawnieni Dowódca Operacyjny oraz sam pilot myśliwca; zaznaczył przy tym, że przepisy ws. zestrzeliwania obiektów w polskiej przestrzeni powietrznej różnią się w czasie wojny i pokoju.

Zapewnił jednak, że w sytuacji, gdyby rakieta zagrażała terenom zamieszkanym, zostałaby strącona; przypomniał, że taka decyzja została podjęta we wrześniu ub.r. gdy w polską przestrzeń powietrzną wtargnęły rosyjskie drony.

Wtargnięcie pocisku manewrującego

Do wtargnięcia pocisku w polską przestrzeń powietrzną doszło w nocy ze środy na czwartek, gdy Rosjanie dokonali kolejnego zmasowanego ataku na Ukrainę, w tym m.in. na Lwów.

Jak informowało Dowództwo Operacyjne RSZ, w czwartek o godz. 3.40 w polskiej przestrzeni powietrznej wykryto niezidentyfikowany obiekt; dla jego rozpoznania i przechwycenia skierowano myśliwiec F-16; o godz. 3.46 obiekt zanikł; miejsce jego upadku zlokalizowano w pobliżu miejscowości Tarnawa-Kolonia. Wojskowy śmigłowiec Mi-24 znalazł tam krater - miejsce uderzenia rakiety, a następnie na miejsce przybyły służby. Pocisk uderzył w terenie niezabudowanym; nie było poszkodowanych, nie doszło też do żadnych zniszczeń.

Pocisk manewrujący Ch-101

Ch-101 (ros. Х-101, transliterowane także jako Kh-101) to rosyjski pocisk manewrujący dalekiego zasięgu odpalany z bombowców strategicznych Tu-95MS i Tu-160. Został wprowadzony do służby w pierwszej połowie lat 2010. i jest przeznaczony do rażenia celów naziemnych z dużych odległości, przy wykorzystaniu lotu na małej wysokości, co utrudnia jego wykrycie przez systemy obrony przeciwlotniczej. Pocisk wykorzystuje kombinację systemów naprowadzania, obejmującą nawigację bezwładnościową, korekcję satelitarną GLONASS oraz system dopasowania ukształtowania terenu, co zapewnia wysoką precyzję trafienia. Wariant Ch-101 przenosi konwencjonalną głowicę bojową, natomiast jego odpowiednik Ch-102 jest wyposażony w głowicę jądrową. Pociski Ch-101 były wielokrotnie wykorzystywane przez Rosję podczas wojny przeciwko Ukrainie, a dostępne analizy wskazują, że konstrukcja była stopniowo modernizowana w celu zwiększenia skuteczności oraz utrudnienia przechwycenia przez obronę powietrzną.

Śledztwo dotyczące incydentu trwa, a służby analizują zabezpieczone fragmenty rakiety. Kolejne informacje mają być przekazywane po zakończeniu badań technicznych.

 

Komentarzy: 0
Data publikacji: 31.07.2026 17:20
Źródło: X, Tysol.pl