Kto zawalił sprawę terminala w Gdyni? KE wskazuje na brak formalnych działań

- KE twierdzi, że formalne zgłoszenie transakcji nie zostało złożone.
- Port Gdynia wcześniej wskazywał Brukselę jako główną przyczynę opóźnień.
- W tle sprawy są nieformalne rozmowy i przeciągająca się prenotyfikacja.
Bruksela zaprzecza wersji przedstawianej przez Port Gdynia
Od miesięcy Zarząd Morskiego Portu Gdynia przekonywał, że uruchomienie terminala zbożowego blokują procedury prowadzone przez Komisję Europejską. Według tej wersji to właśnie oczekiwanie na decyzję Brukseli w sprawie koncentracji kapitałowej przyszłego dzierżawcy miało uniemożliwiać rozpoczęcie działalności strategicznej infrastruktury.
Rzeczniczka ZMPG Kalina Gierblińska przekazała RMF FM, że po stronie portu wszystko jest gotowe, a terminal może ruszyć natychmiast po zakończeniu postępowania prowadzonego przez Komisję Europejską. Podkreślała również, że ani port, ani konsorcjum nie mają wpływu na tempo działań unijnych urzędników. Według jej słów wniosek dotyczący zgody na koncentrację miał zostać złożony już w październiku 2025 roku.
Stanowisko Komisji Europejskiej wygląda jednak zupełnie inaczej. Rzecznik KE poinformował RMF FM, że transakcja nie została formalnie zgłoszona, dlatego procedura w ogóle jeszcze się nie rozpoczęła.
Bez oficjalnego zgłoszenia KE nie może działać
Jak wyjaśnia portal, w centrum całej sprawy znajduje się Konsorcjum SBT, które wygrało przetarg na dzierżawę terminala. Tworzą je spółki Szczecin Bulk Terminal, Tapini oraz Ribera, powiązane z międzynarodowymi podmiotami działającymi na rynku rolnym.
Ze względu na skalę działalności tych firm transakcja wymaga analizy pod kątem przepisów o ochronie konkurencji. Zgodnie z unijnymi regulacjami obowiązek zgłoszenia koncentracji spoczywa na samych przedsiębiorstwach.
Jak podkreślił rzecznik Komisji Europejskiej, jeśli transakcja ma wymiar unijny, to firmy muszą formalnie zgłosić ją do Brukseli. Dopiero wtedy rozpoczyna się oficjalne postępowanie, a Komisja otrzymuje 25 dni roboczych na wydanie wstępnej decyzji.
Do momentu złożenia pełnej notyfikacji KE nie ma jednak podstaw prawnych, by podejmować jakiekolwiek formalne działania.
Miesiące rozmów bez końca
Jak ustaliło RMF FM, przed złożeniem oficjalnego wniosku prowadzone są nieformalne konsultacje określane jako prenotyfikacja. To etap, podczas którego firmy konsultują dokumentację z Komisją Europejską i sprawdzają, jakie zastrzeżenia może mieć Bruksela.
KE może w tym czasie domagać się dodatkowych wyjaśnień lub uzupełnienia dokumentów. Dzięki temu przedsiębiorstwa unikają ryzyka odrzucenia formalnego wniosku już na początku procedury.
Problem polega jednak na tym, że prenotyfikacja nie jest ograniczona żadnymi terminami. W praktyce może więc trwać miesiącami, a firmy mają możliwość prowadzenia zakulisowych negocjacji dotyczących warunków przyszłej zgody.
W Brukseli narasta irytacja
Według ustaleń RMF FM przeciągające się rozmowy zaczynają wywoływać coraz większe zniecierpliwienie po stronie Komisji Europejskiej.
W efekcie publicznie można mówić o „trwających rozmowach z KE”, mimo że formalne postępowanie nadal nie zostało uruchomione. Komisja podkreśla przy tym, że to po stronie zainteresowanych firm leży obowiązek jak najszybszego doprowadzenia do rozpoczęcia procedury. Jak zaznaczył rzecznik KE, to właśnie przedsiębiorstwa powinny podjąć działania umożliwiające Komisji przeprowadzenie oceny planowanej koncentracji.
Komentarze
Komisarz UE: Rządy powinny zaapelować do obywateli o rzadsze podróże

Premier Słowacji postawił Komisji Europejskiej ultimatum

Dwa ważne pytania dotyczące przyszłości Polski








