Szukaj
Konto

Kosiniaka-Kamysza „zbrodnia i zdrada”

Wicepremier, minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz
Źródło: PAP | Autor: PAP/Albert Zawada | Licencja: PAP | Wicepremier, minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz
- Zbrodnią i zdradą byłoby niewykorzystanie pieniędzy z mechanizmu SAFE – histeryzował minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz. Problem w tym, że o zdradę i zbrodnię ocierają się prowadzone przez niego działania, włącznie z zamawianiem niedostatecznej do obrony kraju liczby amunicji i zawieraniem pożyczki z pogwałceniem wszelkich norm prawnych.
Co musisz wiedzieć:
  • Szef MON, wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz podkreślił, że niewykorzystanie pieniędzy na obronność z programu SAFE byłoby „zdradą” i „zbrodnią”.
  • Minister obrony narodowej nie ma problemu z tym, że zaciągnął tę pożyczkę z pogwałceniem prawa.
  • Na tak ogromne zadłużenie państwa polskiego na nieznanych warunkach zgody nie wyraził prezydent Karol Nawrocki.

Przede wszystkim należy po raz kolejny podkreślić, że pożyczka SAFE została zaciągnięta z pogwałceniem prawa. Władysław Kosiniak-Kamysz nie miał mandatu społecznego, ani prawa sprzeciwić się w tej kwestii woli prezydenta Karola Nawrockiego, a jednak to uczynił. Zapożyczył państwo polskie na ogromną sumę, na nieznany procent, aby znaczną część z tych pieniędzy przekazać Ukrainie, na czele której stoi wielbiciel morderców Polaków Wołodymyr Zełenski. Co więcej, rząd Donalda Tuska zaciągnął dodatkowo wspólnotowy dług, aby wesprzeć finansowo Ukrainę, której budżet wygląda zdecydowanie lepiej mimo trwającej wojny niż budżet Polski - nominalny deficyt budżetowy Ukrainy w ujęciu czysto dolarowym jest niższy niż w Polsce. Warto się zastanowić, jakie to wszystko będzie miało realne konsekwencje.

 

Osłabienie państwa polskiego

 

Pierwszą i zasadniczą konsekwencją tak prowadzonej polityki będzie osłabienie finansowe państwa polskiego w sytuacji, kiedy te zasoby finansowe są nam bardzo potrzebne. Brakuje na zapewnienie podstawowych potrzeb obywateli, jak chociażby służby zdrowia, która w sytuacji ewentualnego konfliktu zbrojnego byłaby niezbędna. Tymczasem rząd nie ma najmniejszego pojęcia, ile zapłacimy odsetek od tego bezprawnego kredytu.

 

Polska została uwięziona w finansowaniu europejskiego – czytaj: niemieckiego i francuskiego - przemysłu zbrojeniowego, a z racji niedoborów finansowych sprzęt amerykański czy koreański stał się dla niej na przyszłość praktycznie nieosiągalny. Sytuacji nie ratują inwestycje w polski przemysł zbrojeniowy, które zdecydowanie są niewystarczające. W kwestii zapewnienia sobie obronności staliśmy się zakładnikiem kaprysów zachodnich decydentów, a Kosiniak-Kamysz nie ma z tym – o zgrozo! - żadnego problemu.

 

Przekazaliśmy de facto prerogatywę w dziedzinie obronności należącą dotychczas do rządu polskiego, do Brukseli – w sposób bezprawny, a na dodatek pozatraktatowy. Cała umowa o SAFE to jeden wielki skok Komisji Europejskiej, a jednocześnie Niemiec, na państwo polskie, którego suwerenność po raz kolejny w sposób barbarzyński została ograniczona.

 

Haracz na Ukrainę

 

Polska nie dosyć że sama udzieliła ponad 100 mld zł pomocy stronie ukraińskiej, to zapożyczyła się w UE we wspólnotowym długu. Jest to polityka na wskroś nieprzemyślana i krótkowzroczna. Po pierwsze nikt nie kontroluje, na jakie cele te pieniądze rzeczywiście trafią – liczba milionerów na Ukrainie wraz z rozwojem wojny o dziwo rośnie (w 2024 r. ponad 17 tys. Ukraińców zadeklarowało dochód większy niż 1 mln hrywien, czyli o około 1,3 tys. więcej niż rok wcześniej) – i co więcej, nikt nie zamierza tego kontrolować. Nie słyszałam, aby UE, ani państwa członkowskie wprowadzały jakiekolwiek mechanizmy mające zapobiec sprzeniewierzaniu przeznaczonych na cele wojenne środków. Wręcz przeciwnie – korupcja na Ukrainie ma się dobrze i co rusz wybuchają kolejne skandale, które krótkowzrocznym europejskim elitom nie dają nic do myślenia.

Opłacamy Ukrainie Starlinki, spłacamy za nią kredyt – społeczeństwo polskie utrzymuje obcy naród, osłabiając swój potencjał i zdolności przetrwania w sytuacji jakiegokolwiek kryzysu, niekoniecznie rosyjskiej agresji. W imię górnolotnych haseł klepanych bezmyślnie przez Ursulę von der Leyen niszczymy własne bezpieczeństwo energetyczne, bezpieczeństwo żywnościowe, bezpieczeństwo finansowe i bezpieczeństwo społeczne, o politycznym nie wspominając. Zachowujemy się, jakbyśmy jako naród chcieli popełnić zbiorowe samobójstwo.

 

Polsce potrzebna jest słaba Ukraina

 

Polsce nie potrzebna jest silna Ukraina ze względu na szerzącą się tam ideologię banderyzmu. Nie raz ukraińscy politycy i aktywiści wysuwali roszczenia co do południowo-wschodnich części ziem państwa polskiego i należy podejrzewać, że nie były to pojedyncze wybryki. Jeżeli dopuścimy do sytuacji, w której Ukraina wyrośnie ponad Polskę, wówczas nie będzie miała żadnych zahamowań, aby sięgnąć po polskie ziemie. W tej kwestii bardzo szybko zresztą dogada się z Niemcami, którzy z kolei od dziesiątek lat mają chrapkę na tzw. ziemie odzyskane, czyli należące niegdyś do Rzeszy zachodnie rubieże Rzeczpospolitej. Ów sojusz ukraińsko-niemiecki wykuwa się właśnie na naszych oczach, przy kompletnej bierności władz państwa polskiego. W kwietniu bieżącego roku Niemcy i Ukraina podpisały porozumienie o strategicznym partnerstwie i graniczy niemalże z pewnością, że nie chodzi jedynie o współpracę wojskową. Ponad głowami Polaków wykluwa się sojusz, który ma potencjał doprowadzić do upadku państwo polskie, ale groźba ta jest przez decydentów lekceważona.

 

Niemcy-Ukraina

 

Nie jest przypadkiem, że KE otworzyła unijne rynki zbytu na produkty – przede wszystkim spożywcze – z Ukrainy. Za tą decyzją – z pewnością nieprzypadkową - musiał stać Berlin. Niemieckie rolnictwo aż tak wskutek tego nie ucierpi, upadek czeka zaś polskich rolników. Niemcy grają na maksymalizację zysków z Ukrainy, przy jednoczesnym osłabianiu państwa polskiego. Rząd Zełenskiego również uderza w Polskę z całym impetem i to nie tylko w kwestiach historycznych. Wystarczy przytoczyć problemy, z jakimi borykają się polskie przedsiębiorstwa na Ukrainie, a wszystko stanie się jasne. Wykorzystywane, rabowane, bezprawnie pozbawiane zawartych wcześniej kontraktów wskazują wyraźny kierunek, w jakim podążają władze w Kijowie. Jako Polska mamy naprawdę poważny problem, ponieważ elity będące u władzy nie zabezpieczyły nas przed takim scenariuszem. Wręcz przeciwnie. Nakazywano nam poświęcenie dla wyższej sprawy, jaką miało być zwycięstwo Ukrainy. Narrację tę wykorzystywał zresztą sam Zełenski perorując o tym, żeby UE złożyła się na utrzymanie ukraińskiej armii w liczbie ponad 700 tys. Przekonywał, że tylko silna Ukraina jest w stanie stanowić zaporę wobec rosyjskiej agresji, co delikatnie mówiąc mija się z prawdą.

 

Brutalna rzeczywistość

 

W tym kontekście należy sobie wyraźnie powiedzieć, że jedynym gwarantem, że Rosja nie zaatakuje Polski jest... silna Polska. Zamiast przekazywać pieniądze Ukrainie, Polska powinna zadbać przede wszystkim o siebie, dozbrajanie Ukrainy pozostawiając Brytyjczykom, Niemcom, Francuzom i Amerykanom. Władysław Kosiniak-Kamysz może wypowiadać górnolotne słowa i dominować na konferencjach, ale prawdy nie zakrzyczy. To, co robi Ministerstwo Obrony Narodowej i rząd to nie wzmacnianie państwa w dalszej perspektywie, ale jego osłabianie. Machając narodowi przed nosem kontraktami na niewystarczającą ilość sprzętu i amunicji Władysław Kosiniak-Kamysz za wszelką cenę chce uzasadnić zaciągnięcie pożyczki SAFE, ale kwestia ta jest nie do obrony. Wcześniej czy później czeka go Trybunał Stanu, nawet jeżeli o zdradę będzie oskarżał kogo innego.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 01.06.2026 18:02
Źródło: Tysol.pl