Szukaj
Konto

Jan Wróbel: Zełenski pokazał, że UPA to "nasi chłopcy"

Jan Wróbel: Zełenski pokazał, że UPA to "nasi chłopcy"
Źródło: Tygodnik Solidarność | Autor: Barbara Sadowska | Licencja: Tygodnik Solidarność | Jan Wróbel
Czy Polska i Ukraina wchodzą w nowy etap wzajemnych relacji? Jan Wróbel przekonuje, że spory o pamięć historyczną, w tym o ocenę UPA, wymagają od polskich polityków nie emocjonalnych reakcji, lecz chłodnej kalkulacji strategicznych interesów.
Co musisz wiedzieć:
  • Autor przypomina, że historia Ukrainy i relacji polsko-ukraińskich była naznaczona konfliktami i krwawymi wydarzeniami, których symbolem pozostaje m.in. zbrodnia wołyńska.
  • Krytykuje decyzje władz ukraińskich dotyczące honorowania działaczy UPA.
  • Zdaniem autora Polska powinna odpowiedzieć na te napięcia nie emocjami, lecz chłodną, długofalową polityką.

Ukraina - trudno o sielankę

Zawsze mnie zastanawiało, jak poniższy wierszyk mógł Szymon Szymonowic umieścić w dziele „Sielanki i inne wiersze”. Z sielanką (tak jak rozumiemy to pojęcie współcześnie) zupełnie nie miały związku chociażby te słowa:

Już Podole zniszczone, ona Ukraina,
Ona matka żywności, dóbr wszystkich dziedzina,
W popiół poszła; popiołem i miasta budowne.
Popiołem poleciały i twierdze warowne.

Generalnie rzecz dotyczyła zniszczeń jeszcze sporo przed utrwalonym w polskiej pamięci powstaniem Chmielnickiego. A i po wieloletnich bojach wywołanych tym powstaniem zdarzało się nieraz, że „w popiół poszła”. Aż do strasznych i ciągle przeszkadzających w zażyłych stosunkach polsko-ukraińskich mordów na Wołyniu podczas drugiej wojny światowej.
W PRL nienawiść do UPA miała z jednej strony być kładką dla przyjaźni polsko-radzieckiej. Z drugiej uzasadnieniem dla rosyjskiej okupacji samej Ukrainy – bo gdyby nie Armia Czerwona, to władze sprawowaliby „banderowcy”. Kiedy wybuchła wojna „hybrydowa” w 2014 roku, narracja ta wróciła do gry wskutek starań rosyjskich. W 2022 roku stała się narracją dominującą w prorosyjskim internecie.

 

Strzeżmy się...

Prezydent Ukrainy, decydując się na uhonorowanie „bohaterów UPA”, w praktyce wyszydził wieloletnie starania wielu Polaków, w tym polityków, by dziergać więź ukraińsko-rosyjską pomimo historii. Mówi się czasem elegancko, że „trudnej”. Lepiej powiedzieć: krwawej. I, w każdym razie w odniesieniu do lat ostatniej wojny, niesymetrycznej. Ktoś znacznie częściej był sprawcą niż ofiarą i sam zaczął spiralę zbrodni. I nagle Wołodymyr Zełenski pokazał Ukrainie i światu, że w sumie historia UPA taka znowu trudna nie jest. Nasi chłopcy i tyle.

Zełenski, jak wynika m.in. ze świetnej, wydanej ostatnio książki Zbigniewa Parafianowicza „Kłopot z Zełenskim” polską wrażliwość na sprawy historyczne, a prawdę mówiąc na jakiekolwiek inne też, ma całkowicie w nosie. W ogóle tego nie czuje. Czuje natomiast, że w grę na wschodzie Europy wchodzą Niemcy. Ich akurat sprawa banderowskiej partyzantki mało wzrusza (jak w ogóle historyczne rozliczenia inne niż własne, niemieckie). A skoro tak, to można honorować bohaterów, których tylko Polacy uznają za siepaczy.

Jakaś faza w relacjach polsko-ukraińskich dobiegła końca. Z winy i inicjatywy prezydenta Zełenskiego. Naszą odpowiedzią nie powinno być walenie w bębny emocji narodowych, lecz polityka wykalkulowana. Czego chcemy od Niemiec? Czego od Ukrainy? A przede wszystkim od siebie? Z kim i dokąd pójdziemy przez najbliższych 10 lat? Dlaczego? Strzeżmy się tych, którzy mają gęby pełne frazesów o sprawie polskiej. Wspierajmy tych, którzy na te proste pytania potrafią udzielić odpowiedzi.

[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 12.06.2026 21:18
Źródło: Tygodnik Solidarność 23/2026, oprac. Ludwik Pęzioł