Nawet w Brukseli mają dość Zielonego Ładu

- Autor twierdzi, że Zielony Ład jest projektem gospodarczo i społecznie szkodliwym, który uderza w konkurencyjność europejskiego przemysłu oraz szczególnie zagraża krajom takim jak Polska.
- Według tekstu Polska może skutecznie sprzeciwiać się dekarbonizacji w ramach Unii Europejskiej bez konieczności występowania ze wspólnoty.
- Autor wskazuje, że w Europie narasta polityczne i gospodarcze niezadowolenie z Zielonego Ładu.
„Referendum ws. Zielonego Ładu jest bezsensowne. Polska musiałaby wyjść z UE, żeby zrezygnować z tego projektu”
– to stwierdzenie pojawiało się w oficjalnych wypowiedziach polityków Koalicji 13 grudnia, ale też w komentarzach internetowych pod wpisami dotyczącymi inicjatywy prezydenta RP Karola Nawrockiego, by takie referendum się odbyło.
Zielony Ład stał się złotym cielcem, sezonowym bożkiem Unii Europejskiej. Właściwie nie wiadomo, kiedy European Green Deal z projektu ekologicznego wyrósł na święty dogmat, który wszedł w sferę sacrum i stał się nowym mitem dla Europy. Wiadomo jednak, że świętych dogmatów się nie podważa, tylko się je wyznaje i oddaje się im cześć. W Europie panuje już taka atmosfera. Ta nowa religia ma nawet wyznawców w formie karykaturalnej, np. osoby z tzw. Ostatniego Pokolenia, które przyklejały się do asfaltu w proteście przeciw zmianom klimatu.
Nowy mit Europy
Ten mit ma za zadanie zupełnie zmienić świadomość Europejczyków i stosunki własnościowe poprzez zubożenie i wywłaszczenie ludności w Europie z własności. To nie teoria spiskowa, tylko wyliczenia specjalistów. Na łamach „Tygodnika Solidarność” wielokrotnie poruszaliśmy to zagadnienie, przywołując poważne autorytety naukowe w tej dziedzinie, m.in. prof. Zbigniewa Krysiaka i prof. Witolda Modzelewskiego. Naukowcy, nie tylko ci wymienieni, są zgodni: tego projektu nie da się zbilansować finansowo w takich warunkach atmosferycznych, jakie panują np. w Polsce.
W raporcie Polskiego Towarzystwa Gospodarczego pt. „Konkurencyjność czy transformacja? Nowa mapa energetyczna Polski” wyliczono, że w grudniu 2025 roku miks energetyczny Polski wyglądał następująco: z węgla kamiennego i brunatnego pochodziło 66,46% energii elektrycznej, natomiast łącznie z paliw kopalnych (węgiel i gaz) – 81,52%.
„W tym kontekście zasadne jest pytanie o realne zastąpienie węgla w warunkach mroźnej zimy po 2040 r., mając na względzie bariery zastąpienia węgla gazem, ograniczenia hydroenergii (1,59%) oraz marginalny wkład PV/biomasy/biogazu w grudniu 2025 r. (2,40%)”
– zwracają uwagę autorzy raportu.
Czarnym charakterem i największym złem w zielonej religii jest właśnie węgiel. Tak wielki i fundamentalny projekt jak Zielony Ład nie może się obyć bez sięgania po pozaracjonalne sfery psychiki. Marksistowski filozof Kohei Saito z Japonii twierdzi, że Zielony Ład to nowe „opium dla ludu”. Unijni urzędnicy poszli dalej w głoszeniu dogmatu, że „nie ma alternatywy” dla polityki klimatycznej, i zmuszają Europejczyków do praktykowania czegoś, co można nazwać religią „ofiarniczą”, czyli składania ofiary z własnej wygody, ba, z podstawowych nieraz dóbr na rzecz klimatu. Niemcy już dzisiaj mają czasowe wyłączenia prądu spowodowane niestabilnością w dostawach pochodzących z odnawialnych źródeł energii.
Odwrót od dekarbonizacji
Alternatywa jednak jest. Wszystko, co ludzką ręką stworzone, nawet prawo wyryte w kamieniu, jeśli jest złe i nie służy wspólnocie, nie będzie przestrzegane, będzie omijane, a w końcu upadnie.
– Założenie, że te regulacje zostaną wdrożone w sposób efektywny, czyli nie tylko wejdą w życie, ale będą realnie egzekwowane, jest założeniem całkowicie nierealnym z dwóch powodów. Po pierwsze – prawo, które jest nieafirmowane przez większość adresatów tychże nakazów zostanie zbojkotowane, tym bardziej że to adresat masowy, czyli wszyscy obywatele UE. Przepisy Zielonego Ładu są w zasadniczy sposób sprzeczne z interesami adresatów tych zapisów. Dlatego gdyby nawet udało się je implementować do prawa krajowego, to istniejąc, formalnie nie będą wykonywane i przy powszechnym sprzeciwie nikt nie wyegzekwuje ich stosowania od obywateli
– powiedział w rozmowie z „Tygodnikiem Solidarność” prof. Witold Modzelewski. Dodał także, że większość tych regulacji jest niekonstytucyjna, ponieważ
„własność podlega konstytucyjnej ochronie i jeżeli wierzymy w państwo prawne, to żadna z tych regulacji – w istocie wywłaszczeniowych, zagrażających własności nie tylko prywatnej, bo to oczywiste, ale także własności państwowej – nie jest konstytucyjna”.
Problem polskiej klasy politycznej polega jednak na tym, że traktuje Unię Europejską jako absolut, nie jako klub, gdzie w ramach rozdzielania stanowisk trzeba jak najwięcej dla siebie ugrać. Obecny minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski miał okres w swoim politycznym życiu, w którym podkreślał, że uczestnictwo Polski w UE nie oznacza rezygnacji z konkurowania czy dbania o własne interesy w ramach wspólnoty. Ciekawe, czy jeszcze pamięta tamte słowa. Dziś pewnie połknąłby własny język. Jak ten rząd dba o polskie interesy na zewnątrz, widać choćby na przykładzie umowy z Mercosur, w której w UE łącznie ochroną objęto 344 produkty rolne: 63 produkty z Francji, 59 z Hiszpanii, 57 z Włoch, 27 z Niemiec i tylko 2 z Polski – Polską Wódkę oraz Żubrówkę. Jak tu mówić o ochronie polskiego przemysłu wydobywczego i ciężkiego, takiego jak kopalnie i huty?
Sprzymierzeńcy Polski
W myśleniu naszej klasy politycznej o UE są dwie skrajności: albo jawna uległość prezentowana przez Koalicję 13 grudnia i stronę liberalno-lewicową lub uległość ukryta prezentowana przez PiS i część prawicy, gdzie co innego mówi się na potrzeby własnego elektoratu, a co innego się robi w Brukseli, albo zupełna negacja, czyli „wypier-z-pol”, „polexit” prezentowany przez alt-prawicę, której twarzą staje się Grzegorz Braun.
Tymczasem nie musi to tak wyglądać.
„Siła państwa na zewnątrz objawia się w możliwości niepodlegania woli innych państw i możliwości narzucania im swej woli […] Państwo zwiększa bezpośrednio swoją potęgę, gdy przyczynia się do zmniejszenia potęgi innych państw […] Siła państwa pojawia się w chwilach, gdy istnieje sprzeczność między państwami”
– pisał w „Imperializmie państwowym” geniusz myśli politycznej Adolf Bocheński. Tłumaczył także, że
„Siła narodu, jego znaczenie w hierarchii międzynarodowej zależy wyłącznie od siły państwa […] Państwo jest niejako dźwigarem, za pomocą którego naród jest w stanie utrzymać się i rozszerzyć swój stan posiadania”.
Przez sprzeciw dla dekarbonizacji nikt nie wyrzuci Polski z UE i się na nią nie obrazi. Nasza obecność we wspólnocie jest zbyt cenna dla największych graczy Unii, by nas z niej wypraszać. Na Polsce się dobrze zarabia. Nasz kraj ma w tym sprzeciwie sprzymierzeńców, ponieważ nikt nie zapytał się o to wyborców. Nie ma w Polsce i Europie partii politycznej, która wygrałaby wybory, mając wśród swoich sztandarowych haseł dekarbonizację i likwidację przemysłu ciężkiego.
Nie ma powszechnej legitymizacji wyborców dla założeń Zielonego Ładu, likwidacji kopalń, hut i przemysłu chemicznego. Nikt nie ma prawa żądać od Polaków wyrzeczeń, które de facto zagrażają ich podstawowej egzystencji. Ostatnie referendum w Krakowie, które odwołało prezydenta z ramienia Koalicji Obywatelskiej Aleksandra Miszalskiego, „odpaliło” mieszkańców i zmobilizowało ich do pójścia do urn m.in. przez wprowadzenie w mieście Stref Czystego Transportu.
Otrzeźwienie
Tym bardziej że – jak wskazują autorzy wspomnianego raportu „Konkurencyjność czy transformacja? Nowa mapa energetyczna Polski” –
„Obecnie obserwujemy refleksje liderów świata zachodniego nad podejściem do relacji dekarbonizacja a konkurencyjność – 12 lutego 2026 r. stał się istotnym momentem w debacie dotyczącej relacji między polityką klimatyczną a konkurencyjnością przemysłu po obu stronach Atlantyku. W Unii Europejskiej pojawiły się sygnały możliwego złagodzenia zasad funkcjonowania systemu EU ETS, w tym utrzymania części darmowych uprawnień do emisji oraz zwiększenia elastyczności dla sektorów przemysłowych narażonych na presję konkurencyjną. W dyskusji tej głos zabrał m.in. Friedrich Merz, wskazując, że jeżeli mechanizmy polityki klimatycznej nie zapewniają odpowiedniej ochrony konkurencyjności europejskiego przemysłu, konieczna może być ich korekta”.
Ba, Zielonego Ładu zaczynają mieć dość najwyżsi urzędnicy unijni.
„Komisarze Komisji Europejskiej coraz głośniej wyrażają niezadowolenie z powodu konieczności przymusowych postojów na ładowanie elektrycznych samochodów podczas służbowych podróży do Strasburga. Nowoczesna, ekologiczna flota miała być symbolem zielonej transformacji, tymczasem staje się źródłem frustracji i logistycznych problemów”
– podaje RMF FM.
W 2022 roku Komisja Europejska rozpoczęła wymianę swojej floty na pojazdy elektryczne, deklarując, że do 2027 roku wszystkie służbowe auta będą zeroemisyjne. Dziś około 80% ze 128 pojazdów to samochody elektryczne. Podróże między Brukselą a Strasburgiem, trwające około 5 godzin, wydłużają się o czas ładowania samochodów. Każde ładowanie trwa z kolei pół godziny. Irytacja komisarzy i urzędników wzrasta.
Dogmat kruszeje
Dość mają nie tylko oni. Na szczycie Rady Europejskiej, który odbył się 20 marca br., kwestia poprawy konkurencyjności przemysłu energochłonnego poprzez obniżenie cen energii i poluzowanie wymogów polityki klimatycznej UE zajęła centralne miejsce. Miesiąc wcześniej kanclerz Niemiec Friedrich Merz i prezydent Francji Emmanuel Macron spotkali się z przedstawicielami biznesu energochłonnego, by omówić plan awaryjny poprawiający warunki funkcjonowania tych branż w Europie. Po spotkaniu obaj przywódcy zakwestionowali kierunek polityki klimatycznej i skrytykowali poziom cen uprawnień do emisji CO2 w systemie ETS.
Dogmat o Zielonym Ładzie zaczyna się kruszyć. Obecnie sprzeciwiają mu się przedstawiciele branż energochłonnych. Można się spodziewać, że prawdziwe otrzeźwienie przyjdzie, kiedy ludzie masowo zaczną biednieć. Tyle tylko że wtedy może być za późno na powrót do konkurencyjności europejskiej gospodarki.
[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]
Komentarze
Rafał Woś: Klimatyści boją się głosu Polaków
Odrzucone referendum, nierozwiązany problem. Ludzie chcą mieć głos

Senatorowie zdecydowali w sprawie prezydenckiego wniosku o referendum. Piotr Duda: Wybraliście hańbę

Już jutro wielki protest Solidarności! Związek od lat walczy z tzw. Zielonym Ładem

Karol Gac: 20 maja Solidarność rusza przeciw rządowi Tuska








