Bruksela prze do rozszerzenia, ale klucze dla Ukrainy leżą w Warszawie i Budapeszcie

- Techniczny krok UE: Grupa robocza Rady UE ds. rozszerzenia (COELA) rozpoczęła formalne rozpatrywanie wyników screeningu drugiego i trzeciego klastra negocjacyjnego dla Ukrainy i Mołdawii.
- Polskie „weto” historyczne: Brak rozliczenia rzezi wołyńskiej i kult katów z OUN-UPA na Ukrainie budzą coraz większy opór w Warszawie; Prawo i Sprawiedliwość zapowiada projekt uchwały blokującej akcesję Kijowa.
- Społeczny sprzeciw: Polacy nie chcą Ukrainy w UE na obecnych warunkach – blisko 60% respondentów w badaniu instytutu IBRiS opowiedziało się przeciwko integracji europejskiej Kijowa.
- Węgierski szach: Budapeszt twardo domaga się realizacji 11 punktów dotyczących praw mniejszości węgierskiej na Zakarpaciu, w tym powrotu do pełnego nauczania w języku ojczystym i reprezentacji w parlamencie.
Brukselska biurokracja kontra narodowa suwerenność
W piątek 17 lipca unijna grupa robocza COELA oficjalnie przeszła do etapu oceny prawodawstwa i praktycznego przygotowania do otwarcia odpowiednich rozdziałów negocjacyjnych dla Ukrainy i Mołdawii. Dla eurokratów w Brukseli to kolejny sukces w realizacji ich odgórnych, geopolitycznych planów. Jednak w kuluarach europejskiej polityki coraz głośniej mówi się o tym, że bez zgody stolic narodowych – a zwłaszcza tych, które bezpośrednio graniczą z Ukrainą – unijne ambicje pozostaną jedynie na papierze.
Jako zwolennicy Europy wolnych narodów i suwerennej polityki zagranicznej musimy głośno mówić o tym, że członkostwo w europejskiej wspólnocie to nie prezent, który można otrzymać z pominięciem elementarnych standardów moralnych, gospodarczych i historycznych.
Wołyń i pamięć historyczna. Granica, której Polsce przekroczyć nie wolno
Jednym z głównych punktów zapalnych w relacjach polsko-ukraińskich pozostaje fundamentalna dla naszej tożsamości narodowej kwestia oceny ludobójstwa na Wołyniu. Strona ukraińska wciąż unika pełnego rozliczenia tamtych tragicznych wydarzeń, a co gorsza – buduje swoją współczesną tożsamość państwową na kulcie postaci historycznych bezpośrednio odpowiedzialnych za mordowanie polskich sąsiadów.
Głos w tej sprawie zabrał Przemysław Czarnek, kandydat Prawa i Sprawiedliwości na premiera Polski, który jednoznacznie opowiedział się przeciwko wejściu Ukrainy do Unii Europejskiej w obecnej sytuacji. Zapowiedział on, że jego formacja przygotowuje w polskim parlamencie odpowiedni projekt uchwały. Suwerenne państwo nie może pozwolić na to, by w imię źle pojętej poprawności politycznej handlować pamięcią o swoich męczennikach.
Co istotne, elity polityczne w Warszawie nie są w tym stanowisku odosobnione. Polskie społeczeństwo, wykazujące się dotąd ogromną empatią i wsparciem dla uchodźców, mówi dziś jasne „stop” dla bezwarunkowej integracji Kijowa z UE. Z najnowszego sondażu przeprowadzonego przez IBRiS wynika, że około 60% Polaków sprzeciwia się wejściu Ukrainy do Unii Europejskiej. To wyraźny sygnał dla rządu, że polski interes narodowy oraz szacunek dla własnej historii muszą stać na pierwszym miejscu.
Budapeszt mówi „sprawdzam”. Kijów nie dotrzymuje słowa
Równolegle utrzymuje się wysokie napięcie na kierunku węgierskim. Mimo licznych dyplomatycznych deklaracji ze strony Kijowa, premier Viktor Orbán i rząd w Budapeszcie nie zamierzają ustępować w walce o prawa swoich rodaków na Zakarpaciu. Spośród 11 punktów przedstawionych przez Węgry jako warunek konieczny do odblokowania rozmów akcesyjnych, kluczowe postulaty wciąż pozostają przez Ukrainę niespełnione.
Największe kontrowersje budzą dwie fundamentalne kwestie:
- Przywrócenie pełnej możliwości nauczania w języku węgierskim w szkołach na Ukrainie.
- Brak zmian w ukraińskim ustawodawstwie, które zagwarantowałyby mniejszości węgierskiej stałą reprezentację w tamtejszym parlamencie.
Dopóki Kijów nie wykaże realnej woli politycznej i nie odejdzie od centralistycznej, nacjonalistycznej polityki wewnętrznej, Węgry zachowają w ręku potężne narzędzie wetowania każdego kolejnego kroku na ścieżce integracyjnej Ukrainy.
Decyzje nie zapadną w Brukseli
Rozpoczęcie rozpatrywania raportów ze screeningu w COELA to jedynie urzędnicza rutyna. Prawdziwa polityka i realne decyzje nie zapadają w sterylnych, brukselskich gabinetach oderwanych od rzeczywistości unijnych komisarzy.
Klucze do otwarcia kolejnych klastrów negocjacyjnych leżą dziś w politycznym trójkącie Kijów – Warszawa – Budapeszt. Dopóki Ukraina nie zrozumie, że droga do Europy wiedzie przez szacunek dla prawdy historycznej swoich sąsiadów oraz respektowanie praw mniejszości narodowych, dopóty jej europejskie aspiracje pozostaną jedynie niespełnionym marzeniem. Polska nie może i nie powinna rezygnować ze swojej podmiotowości w tej grze.
Komentarze
Sprawa znieważenia nastolatek z Ukrainy. Jest głos z Kancelarii Prezydenta

Julia Swyrydenko złożyła rezygnację ze stanowiska premiera Ukrainy

Koniec ucieczek przed poborem: UE zamyka granice dla Ukraińców objętych mobilizacją

„Die Welt” o Ukrainie: „Ulubione dziecko UE znalazło się na ławie oskarżonych”

Kosiniak-Kamysz o warunkach modernizacji MiG-29 dla Ukrainy: "Koszty po stronie Kijowa lub sojuszników"

