Druga młodość socjalnej prawicy?

- PiS jest dziś rozdarte między powrotem do socjalnej polityki z czasów Beaty Szydło a próbą pogodzenia jej z bardziej centrowym i technokratycznym stylem rządzenia.
- Badania pokazują, że nawet większość wyborców Konfederacji oczekuje aktywnej roli państwa i wsparcia społecznego, mimo antysocjalnej retoryki liderów tej partii.
- Polacy nie chcą dziś wyższych transferów gotówkowych, lecz lepszych usług publicznych, co wyznacza nowy kierunek socjalnej polityki.
Z partii Jarosława Kaczyńskiego płyną sygnały wzajemnie sprzeczne. Jeszcze przed rozpoczęciem zeszłorocznej konwencji programowej „Myśląc Polska” opublikowano dokument pod tym samym tytułem, w którym pojawiły się luźne propozycje mogące przyprawić liberalnych komentatorów o wysoką gorączkę: bony mieszkaniowe uzależnione od liczby dzieci, dochód podstawowy dla dorosłych czy darmowe obiady w szkołach. Z kolei podczas konferencji Beaty Szydło i Przemysława Czarnka z okazji 10-lecia programu 500 plus w Mystkówcu-Szczucinie zapowiedziano stworzenie kompleksowego programu socjalnego dla rodzin. Brzmi to jak próba powrotu do czasów początków „dobrej zmiany” z lat 2015–2017.
Równolegle jednak pojawiają się sygnały idące w przeciwnym kierunku. Nominowanie kandydata na premiera kojarzonego z ordoliberalnym podejściem do gospodarki czy wypowiedź Patryka Jakiego, który uspokajał, że kwestie ekonomiczne nie będą osią sporu w ewentualnej koalicji z Konfederacją, bo PiS „broni wolnej gospodarki”, wprowadzają wyraźny dysonans.
Jaki PiS?
Nieoficjalne sygnały z samej partii tłumaczą nieco ten stan zawieszenia. Jeden z działaczy PiS, proszący o zachowanie anonimowości, przyznaje, że choć stworzenie dużego programu socjalnego jest przesądzone, to konkretne propozycje pełnią dziś głównie funkcję testowania nastrojów społecznych. W tym sensie są bardziej balonami próbnymi niż elementami realnego planu. Jednocześnie nie wyklucza się pomysłów nowego świadczenia w rodzaju „1000 plus”, na które nie zdobyłaby się partia Donalda Tuska – właśnie po to, by się od niej odróżnić.
Spoglądając na to wszystko, warto postawić pytanie zasadnicze: czego właściwie chce dziś PiS? Czy powrót do wyraźnej, socjalnej tożsamości z czasów rządów Beaty Szydło jest jeszcze możliwy i politycznie opłacalny? A może partia będzie próbowała połączenia technokratycznego, często bardziej zachowawczego gospodarczo stylu rządów Mateusza Morawieckiego z bardziej egalitarnym impulsem pierwszych miesięcy po zwycięstwie w 2015 roku?
Nowe warunki gry
Na możliwości socjalnego manewru PiS warto spojrzeć w kontekście ogłoszonej przez Jarosława Kaczyńskiego wizji „dwóch płuc”. W jej ramach Mateusz Morawiecki miałby pewną swobodę w odzyskiwaniu wyborców bardziej centrowych, utraconych na rzecz dawnej Trzeciej Drogi lub zniechęconych PiS-em i pozostających w domu, zaś Przemysław Czarnek – rywalizować o elektorat obu Konfederacji. Na pierwszy rzut oka taki podział ról może sugerować konieczność tonowania ambicji socjalnych. Konfederacja od lat przecież buduje swoją tożsamość na krytyce „rozdawnictwa”, a wyborcy centrowi uchodzą za bardziej umiarkowanych w oczekiwaniach wobec państwa.
Tyle że te intuicje niekoniecznie wytrzymują zderzenie z danymi. Badania opinii publicznej (zarówno krajowe, jak i międzynarodowe) od lat pokazują dość stabilny trend, w którym zdecydowana większość Polaków oczekuje od państwa aktywnej roli opiekuńczej i wysokiego poziomu świadczeń społecznych. W połowie 2025 roku było to ok. 77 proc. Co istotne, według CBOS-u pogląd ten podziela także większość wyborców Konfederacji (ok. 68 proc.), a jeszcze częściej wyborcy dawnej Trzeciej Drogi (ok. 80 proc.). Pokazuje to, że elektoraty obu tych formacji są wyraźnie bardziej prosocjalne niż polityczna retoryka ich liderów. Tym samym w oczach polityków PiS-u antysocjalny język Sławomira Mentzena czy Grzegorza Brauna nie powinien być traktowany jako wierne odbicie oczekiwań ich wyborców, a tym bardziej jako punkt odniesienia dla programowych decyzji PiS.
Cichy wyborca Konfederacji
Oznacza to również, że najbardziej widoczna, ideologicznie zaangażowana część elektoratu Konfederacji może być po prostu niereprezentatywna dla całości. To nie ona decyduje o masowym poparciu, lecz znacznie szersza grupa wyborców, dla których postulaty ograniczania państwowego wsparcia niekoniecznie są kluczowe, a zwykle nawet niewskazane.
Warto tu uwzględnić zmianę, która zaszła w samej Konfederacji przez ostatnie lata. Jeszcze w badaniach SWPS z 2021 roku (gdy ugrupowanie było słabsze i bardziej zdominowane przez socjaldarwinistyczną retorykę Janusza Korwin-Mikkego) poziom akceptacji dla polityki prospołecznej wśród jego wyborców był wyraźnie niższy. Dzisiejsze wyniki sugerują, że wraz ze złagodzeniem wizerunku przez Sławomira Mentzena do partii napłynęli nowi sympatycy – mniej ideologiczni, bardziej pragmatyczni, a przy tym nieprzywiązani do dogmatycznego liberalizmu gospodarczego. To właśnie ta grupa, słabiej zakorzeniona partyjnie, a tym samym bardziej chwiejna wyborczo, może okazać się podatna na szeroką ofertę PiS i nie zniechęcać się mantrami o „socjalizmie”. W jeszcze większym stopniu dotyczy to zresztą „osieroconego” wyborcy centrowego, dla którego bezpieczeństwo socjalne pozostaje ważnym, choć często niedoszacowanym, kryterium wyboru.
Socjal funkcjonalny, nie transferowy
Dobry stosunek do świadczeń społecznych, widoczny nawet wśród większości wyborców Konfederacji, nie oznacza jednak, że PiS zyskałoby ich poparcie prostą obietnicą zwiększania transferów pieniężnych. Tu dane są znacznie bardziej powściągliwe: Polacy jako ogół wcale nie oczekują automatycznego podnoszenia świadczeń, a wręcz podchodzą do takich pomysłów z rezerwą (według badań Pollstera 61 proc. nie popiera podniesienia 800 plus do 1000 plus). Dostrzega to zresztą Mateusz Morawiecki, który coraz wyraźniej dystansuje się od prostej „transferowej” logiki.
Jednocześnie badania (jak choćby CBOS z początku 2025 roku) pokazują coś pozornie sprzecznego – Polacy za absolutny priorytet uznają poprawę jakości i dostępności świadczeń społecznych. Na czele tej listy znajdują się dostęp do pomocy medycznej oraz wsparcie mieszkalnictwa, w tym zwłaszcza budownictwa społecznego. Co istotne, podobny profil oczekiwań widać także wśród wyborców Konfederacji, i to mimo „antyopiekuńczej” retoryki jej liderów. To rozminięcie między przekazem kierownictwa partii a realnymi potrzebami elektoratu okazuje się uderzające.
Socjal bez słowa "socjal"
Nie powinno to zresztą dziwić. Jeśli Konfederacja uchodzi za „partię młodych”, to właśnie w tej grupie problemy mieszkaniowe są najbardziej dotkliwe. Widać to szczególnie wśród osób w wieku od 25 do 34 lat, z których znacząca część wciąż mieszka z rodzicami nie z wyboru, lecz z konieczności, a wielu w ogóle nie wierzy, że kiedykolwiek nabędzie własne mieszkanie. W tym kontekście wiarygodność ma znaczenie. PiS, mając doświadczenie w realizacji programów publicznych, może być dla tych wyborców bardziej przekonujące niż nagła wolta dokonana przez Sławomira Mentzena, który przez całe życie mówił zupełnie co innego.
Prócz dwóch kluczowych obszarów – zdrowia i mieszkalnictwa – powstaje pytanie o kolejne postaci „socjalu funkcjonalnego”. Naturalnymi kandydatami wydają się transport, edukacja i energia, czyli sektory, w których państwo może realnie poprawiać jakość życia poprzez obniżenie kosztów bez uciekania się do prostych transferów gotówkowych. We wszystkich tych przypadkach kluczowa wydaje się ta sama zasada – unikanie łatwych oskarżeń o „rozdawnictwo” przy jednoczesnym dostarczaniu obywatelom konkretnych, odczuwalnych usług rzutujących na ich codzienność; innymi słowy – socjal bez słowa „socjal”.
Tak samo, ale inaczej
Wszystko to pokazuje, że PiS nie musi zbytnio obawiać się powrotu do bardziej socjalnego oblicza, pod warunkiem że nie będzie to prosta kopia modelu z czasów rządów Beaty Szydło. Kierunek wyznaczany przez badania jest dość czytelny: należy poprawiać dostępność usług publicznych lub udzielać wsparcia przez celowane interwencje w obszarach, które obecnie ograniczają aspiracje społeczne młodych Polaków. Kluczowe zatem jest zastąpienie retoryki redystrybucyjnej językiem inwestycji w jakość życia i możliwości rozwoju. Taka strategia pozwalałaby jednocześnie utrzymać socjalny rdzeń i otworzyć się zarówno na bardziej centrowy, jak i konfederacki elektorat.
[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]
Komentarze
Decyzja Karola Nawrockiego ws. powołania I prezesa SN. Jarosław Kaczyński zabiera głos

Polska w drodze na unijne podium długu publicznego

Służby wtargnęły do domu rodzinnego prezydenta. Prezes PiS nie przebierał w słowach
Nie żyje Piotr Pyzik. Poruszające słowa prezesa PiS
Konfederacja ostrzega: Eurokraci szykują cenzurę wyborczą w Polsce








