Szukaj
Konto

Bunt w gasnącym mieście. Krakowianie powiedzieli „dość”

Bunt w gasnącym mieście. Krakowianie powiedzieli „dość”
Ta historia nie zaczęła się w chwili rozpoczęcia zbiórki podpisów pod wnioskiem o przeprowadzenie referendum w sprawie odwołania Aleksandra Miszalskiego z funkcji prezydenta Krakowa. Nie zaczęła się też w chwili jego powołania. Więc kiedy? Być może gdzieś w pierwszych latach III RP, na bogatych balach charytatywnych z udziałem władz i elit miasta. Może dawniej. Potem obrastała w nowe wątki i opowieści przez ponad dwie dekady rządów Jacka Majchrowskiego i nie poszła wcale z dymem wraz z nowoczesnym archiwum miejskim w lutym 2021 r. Historia miasta zarazem reprezentacyjnego i gasnącego.
Co musisz wiedzieć:
  • Kraków od lat zmaga się z deindustrializacją, gentryfikacją i "turystyfikacją".
  • Referendum zakończyło prezydenturę Aleksandra Miszalskiego, lecz nie rozbiło lokalnego układu politycznego.
  • Doświadczenia Krakowa inspirują inicjatorów referendum w Warszawie.

Bunt w gasnącym mieście

Może tak miało być? Kraków to nie tylko gród Kraka i Smoka Wawelskiego, lecz także, trochę później, burmistrza Erazma Czeczotki. A choć i smoczej żarłoczności – symbolicznie oczywiście – można dopatrywać się u wielu przedstawicieli miejskich elit, to chyba właśnie dawny burmistrz jest dla wielu pewnym, źle rozumianym wzorem. Cofnijmy się więc aż kilkaset lat, by lepiej zrozumieć to, co działo się później i dzieje się do dziś.

Erazm Czeczotka-Tłokiński należał do władz Krakowa nieprzerwanie od 1547 do 1587 r., a funkcję burmistrza pełnił szesnastokrotnie. Zgromadził ogromny majątek, korzystając m.in. z miejskich dzierżaw (dzierżawił na przykład miejską wagę, by znajdować poddzierżawcę już za dziesięciokrotność pierwotnej kwoty), kramów i jatek. Zarzucano mu fałszowanie rachunków, udzielanie sobie pożyczek z publicznej kasy i przywłaszczanie środków przeznaczonych na sieroty; skargi ówczesnych mu mieszkańców Krakowa Stefana Hallera i Marcina Urbanowicza obejmowały łącznie około 50 zarzutów. Jako zarządca szpitala św. Rocha ograniczał wydatki na utrzymanie ubogich. W 1567 r. doprowadził też do nielegalnego procesu i stracenia magistra Akademii Krakowskiej Franciszka Wolskiego, co wywołało rozruchy studentów. Kościelna wizytacja z 1568 r. potwierdziła ponadto, że utrzymywał kilka nałożnic i urządził w domu łaźnię, w której spotykał się z prostytutkami.

Pewne tradycje do dziś mają się dobrze, a przecież Kraków uchodzi za na swój sposób konserwatywny. Nic więc dziwnego, że niedawno w barwny sposób postać burmistrza Czeczotki przypominał Rynek Krowoderski, jeden z kilku kanałów na YouTubie zajmujący się dość intensywnie całkiem współczesną polityką lokalną Stołecznego Królewskiego Miasta Kraków.

 

Kolejne stadia choroby

Przenieśmy się do czasów bardziej współczesnych. Po upadku PRL było oczywiste, że miasto czekają zmiany. Padały lub kurczyły się wielkie zakłady pracy, w tym huta, wokół której powstała przecież cała potężna dzielnica, administracyjnie – pięć dzielnic Krakowa. Dawne tereny przemysłowe coraz częściej przejmowały handel, biura, mieszkania i usługi: fabryki znikały, a w ich miejscu powstawały galerie handlowe, osiedla i apartamentowce. Kraków przesuwał się więc od miasta przemysłowo-usługowego w stronę gospodarki opartej na usługach, turystyce, nowych technologiach i rynku nieruchomości. Skutkiem była nie tylko zmiana krajobrazu miasta, lecz także utrata wielu stabilnych, robotniczych miejsc pracy i stopniowe zatarcie przemysłowej tożsamości całych dzielnic.

Początkowo mogło dawać to nawet ciekawe efekty: rewitalizacja przestrzeni, którą zaczęły zajmować gastronomia czy inicjatywy kulturalne. Na tym jednak ten miejski płodozmian się nie kończy, po jakimś czasie na tereny pozostałe po dawnych zakładach kosmetycznych Miraculum wchodzą deweloperzy, drobni najemcy znikają i rusza wielka budowa. Z dawnej tkanki miasta nie zostaje wiele, zagrożone są nawet te jej kawałki, które chroni w teorii konserwator zabytków. Lata dziesiąte obecnego wieku to też kronika wyprowadzek rozmaitych lokali artystycznych w okolice dalsze od krakowskiego Starego Miasta. W 2018 roku kino ARS musiało ustąpić miejsca hotelowi, rok później podobny los spotkał klub „Bomba”.

„Stare Miasto zmienia swój charakter; traci przyjazny dla mieszkańców status i staje się turystycznym Disneylandem. Procesom gentryfikacyjnym nie oparła się «Bomba», w jej miejsce powstanie hotel”

– żegnali się na Facebooku właściciele. W 2020 roku cały kompleks lokali, działających na terenie dawnych zakładów tytoniowych, musiał ustąpić deweloperce.

 

Ciemno i pusto

2020 był w pewnym sensie rokiem przełomowym, choć przełom ten nie był trwały, a jedynie na chwilę zawiesił pewne procesy. Rok wcześniej Kraków odwiedziło ponad 14 mln osób, które zostawiły 7,5 mld zł, a Balice obsłużyły ponad 8 mln pasażerów. Lockdown uczynił miasto pustym. Pustym tym bardziej, że już od kilku lat turyści, a więc hotele, hostele i najem krótkoterminowy, zaczęły wypychać mieszkańców z tradycyjnych lokalizacji. Mieszkania stawały się inwestycjami, w kamienicach zostawali jedynie nieliczni, zdani na łaskę nad wyraz rozrywkowych przybyszy, obojętnych właścicieli i bezsilnej policji.

„[…] wysyp barów z wódką za 4 zł i szemranych lokali ze striptizem, znikają ambitniejsze propozycje i lokale o unikatowym charakterze. O skali przemian niech świadczy fakt, że od 2004 roku liczba mieszkańców Dzielnicy I Stare Miasto spadła z 49 do 30 tys. Mieszkańcy uciekają, a Krakowianie z dalszych dzielnic coraz częściej nie mają czego tu szukać”

– pisał Wojciech Mucha w „Gazecie Polskiej”, zwracając uwagę, że gdy nagle turystów zabrakło, znane lokale musiały zacząć organizować zbiórki na przetrwanie, a firmy hotelowe organizować tak absurdalne działania, jak wynajem mieszkań na kwarantannę czy wyjazdy na podmiejskie zakupy.

Mucha nie poprzestał na pisaniu, zrealizował też dla TVP film dokumentalny. Podczas zdjęć, gdy wynajmował kolejne mieszkania w centrum miasta, bywał jedynym człowiekiem w całej kamienicy, a poczucie samotności potęgowała decyzja władz o częściowym zaciemnieniu całkowicie pustych ulic.

„Wirus odsłonił poważną chorobę trawiącą nasze miasto. Masową turystykę, która na trwałe zmieniła i wciąż, pomimo tego że chwilowo nie ma tu turystów, zmienia charakter Krakowa. Oto okazało się, że na Rynku Głównym ze stałych mieszkańców zostały już tylko gołębie, dla których nie opłaca się nawet iluminować naszego dziedzictwa – Sukiennic, Kościoła Mariackiego, Ratusza”

– komentował Mucha, cytowany przez portal Nasz Kraków.

 

Krótki lot Miszalskiego

Wymieniliśmy więc duże, łączące się ze sobą i następujące po sobie lub równolegle problemy – deindustrializację, gentryfikację i turystyfikację miasta. Dzielnice, otaczające coraz bardziej obce centrum, mają też inne problemy. O zaskakująco dużej utracie miejsc pracy w Krakowie pisaliśmy kilkukrotnie, po przemyśle przyszła pora na nowe zawody, w tym branżę IT.

Miasto ma też problemy komunikacyjne. Pomysły na metro zmieniają się od 2014 roku, gdy mieszkańcy poparli jego budowę w referendum, i przez ciągłe zmiany wciąż zostają one pomysłami. Jacek Majchrowski chciał zbudować metro w dużym stopniu naziemne, Aleksander Miszalski – podziemne, metra jak na razie nie ma. Sieć tramwajowa, co prawda, się rozbudowuje, ale też znacznie poniżej potrzeb i założeń, a są osiedla, które na swój tramwaj czekają już kilkadziesiąt lat. Skoro jednak pojawiły się nazwiska dwóch prezydentów, wróćmy do polityki. Koniec Majchrowskiego był końcem pewnej epoki, ale nie był na pewno końcem krakowskiego układu. Ten przed zmianą bronił się bardzo skutecznie, a krakowska kampania, opisywana między innymi w książce Wojciecha Muchy i Andrzeja Gajcego, była szalenie brutalna.

Pomimo tego różnica między ostatecznie wygranym Miszalskim a walczącym z nim Łukaszem Gibałą była symboliczna, wyniosła niewiele ponad 5 tysięcy głosów. Aleksander Miszalski wszedł wiec do magistratu ze słabym mandatem, za mało „krakowski”, zbyt młody, za to otoczony ludźmi z lokalnego świata polityki, wobec których od razu zaczął spłacać swoje długi. Dziwne nominacje i zaskakujące przebiegi konkursów stają się nową codziennością i prowadzą do popularyzacji określenia „epidemia kolesiostwa”, za którymi idą happeningi i coraz ostrzejsza konfrontacja miejskich aktywistów i niezależnych mediów z władzą. W czerwcu 2025 roku władze uchwalają wyjątkowo niekorzystne dla mieszkańców zasady i granice funkcjonowania Strefy Czystego Transportu. Podnoszą opłaty za wywóz śmieci, a następnie ceny biletów lokalnej komunikacji.

Mieszkańcy zaczynają mieć dość, narasta bunt. Gdy SCT wchodzi w życie, rejestrują inicjatywę referendalną. Zbiórka podpisów idzie nieźle, co sprawia, że Miszalski rewiduje część decyzji. Równocześnie jednak pomysłodawcy akcji są brutalnie atakowani przez internetową propagandę KO. Jednak gdy profile w rodzaju Soku z Buraka oskarżają ich o zło całego świata, a elity zniechęcają ludzi do aktywności, przynosi to odwrotne skutki. Referendum udaje się – co w tak dużych miastach jest rzadkością – Aleksander Miszalski odchodzi. Wszystko to zdążyliśmy już opisać. Jednak historia dalej nie potoczyła się tak, jak potoczyć się powinna.

 

Układ ma się dobrze

Komisarzem mającym rządzić Krakowem w czasie bezkrólewia zostaje wiceprezydent i zastępca Miszalskiego Stanisław Kracik. Kracik to wieloletni działacz Platformy, wcześniej Unii Wolności, do tego wieloletni wojewoda małopolski, a więc człowiek z samego serca układu. Rusza giełda nazwisk, czasem mocnych, czasem absurdalnych – obok Łukasza Gibały i reprezentujących poszczególne partie takich kandydatów, jak Bartosz Bocheńczak (Konfederacja), Michał Drewnicki (PiS) i Aleksandra Owca (Razem), pojawiają się celebrytka Marianna Schreiber czy były szef NIK Marian Banaś. KO reprezentować ma startująca bez jej szyldu Monika Piątkowska, dziś senator Koalicji Obywatelskiej. Wszystko jest więc normalnie (prawie), zaczyna się kampania.

Choć referendum odbyło się 24 maja, ogłoszenie terminu nowych wyborów było odwlekane z użyciem prawniczych sztuczek. Wszystko wskutek działań mocno związanego z elitami Krakowa szefa lokalnego KOD Edwarda Nowaka, który najpierw złożył protest, a następnie do ostatniej chwili odwlekał złożenie zażalenia, czym przeciągał procedury. Jedni mówili, że zdobywa w ten sposób czas dla słabej sondażowo Piątkowskiej, drudzy, że dla pilnującego odpowiednich spraw w ratuszu Kracika. Sąd Apelacyjny ostatecznie potwierdził ważność referendum dopiero po dwóch miesiącach. Głosowanie odbędzie się 27 września 2026 r., od godz. 7 do 21.

Kampania zakończy się 25 września o północy. Kandydatów można formalnie zgłaszać do 3 września. Tymczasem, wbrew woli mieszkańców, miastem rządzi ta sama ekipa – wiceprezydent Miszalskiego jako komisarz i nieodwołana wskutek zbyt niskiej tym razem frekwencji rada miasta. Tym samym układ niby przegrał, a jednak się wybronił i tylko Aleksander Miszalski został wypchnięty z sanek przez Donalda Tuska. Do wyborów coraz mniej czasu, na pewno należy spodziewać się brutalnego finiszu kampanii, a później – być może – kwestionowania wyników.

 

Warszawa patrzy na Kraków

Na koniec przenieśmy się do Warszawy. W obecnej stolicy, niewątpliwie inspirując się wydarzeniami z Krakowa, zaczęli działać zwolennicy odwołania Rafała Trzaskowskiego. Na razie trwa zbiórka podpisów, w której główną rolę odgrywają osoby związane z inicjatywą „Tak dla CPK” i – na poziomie ulic – sympatyków opozycji. Jak dotąd idzie im nieźle, ale brakuje kilku elementów znanych z Krakowa. Nie ma tu oddolnej, spontanicznej obudowy medialnej, którą tam zapewniły kanały internetowe, w tym wspomniany Rynek Krowoderski czy organizujący częste debaty pod hasłem „Raport z miasta referendum” W Sumie Wiadomo. Nie było też długiego budowania nastroju ani poprzedzających start akcji happeningów.

Na plus uznać należy odwołanie do afery Szpitala Południowego obecne w samej nazwie inicjatywy: Stołeczna Operacja Referendalna (SOR). Dobrym pomysłem jest eksponowanie kwestii utrudnień dla kierowców, w tej grupie znajdziemy najwięcej niezadowolonych z przyczyn niezależnych od politycznych identyfikacji. Brak jednak choćby potencjalnego mocnego kandydata będącego alternatywą dla Trzaskowskiego. Warszawa nie ma swojego Gibały, choć być może mogłaby go mieć w postaci Jana Śpiewaka. Jednak jego pozycja wydaje się słabsza. Oczywiście na działania te należy patrzeć z sympatią, jednak szanse należy oceniać realistycznie. Przed warszawskimi zwolennikami zmiany jeszcze wiele pracy.

[Tytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 21.08.2026 10:23
Źródło: Tygodnik Solidarność nr. 33/2026, oprac. Ludwik Pęzioł