Tadeusz Płużański: Ścibor-Rylski i bohaterowie Platformy

- Gen. Zbigniew Ścibor-Rylski był niewątpliwie bohaterem wojennym, ale jego powojenny życiorys budzi poważne kontrowersje.
- Generał tłumaczył współpracę z bezpieką działalnością „Wallenroda”, ale nie da się dziś zweryfikować jego wersji wydarzeń.
- Ścibor-Rylski stał się również autorytetem środowisk związanych z Platformą Obywatelską.
Po 1945 r. imał się różnych zawodów, pracował głównie jako inspektor techniczny, czyli nie walczył dalej z bronią w ręku ani w żaden inny sposób nie przeciwstawiał się Sowietom, ale zachował twarz. Tak mogło wydawać się przez dekady.
Tymczasem według dokumentów IPN w 1947 r. Ścibor-Rylski został zarejestrowany przez Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Poznaniu jako TW „Zdzisławski” i współpracował z nim do 1964 r. Przynajmniej od 1956 r. aż do 1981 r. był agentem wywiadu PRL. Miał donosić nie tylko na kolegów, ale także na swoją rodzinę, przede wszystkim żonę (Zofia Rylska, słynny wywiadowca AK, miała wiedzieć o kontaktach męża z bezpieką!), jak również rozpracowywać środowiska polonijne w USA i Międzynarodowe Targi Poznańskie. Generał do współpracy z UB się przyznał. Utrzymywał jednak, że był Wallenrodem, wyciągał informacje, ratował kolegów z AK. Tego jednak nie sposób zweryfikować. Tak samo jak tłumaczeń, że bycie „wtyczką w bezpiece” zasugerował mu powstańczy dowódca Jan Mazurkiewicz „Radosław”.
À propos – 8 września 1945 r. płk „Radosław” zaapelował do byłych akowców, aby ujawnili się na podstawie komunistycznej amnestii dla przestępców. Wielu żołnierzy Polskiego Państwa Podziemnego uznało to za błąd, a kpt. Stanisław Sojczyński, dowódca Konspiracyjnego Wojska Polskiego, otwarcie zarzucił Mazurkiewiczowi zdradę.
Za stary na lustrację
Wracając do Ścibora-Rylskiego, w notatkach służbowych esbeków czytamy:
„Zdyscyplinowany, chętny, sumiennie wykonujący polecenia” (1956 r.).
„Był jednostką w pełni sprawdzoną, o zdrowych poglądach politycznych i pozytywnie ustosunkowaną do współpracy z nami” (1969 r.).
Publicystka „Polityki” Janina Paradowska twierdziła, że ujawnienie agenturalnej przeszłości to rewanż PiS na generale. Dlaczego? Bo w 2012 r. Rylski skrytykował tych, którzy w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego buczeli na Powązkach. Tyle tylko że przeszłość Rylskiego ujawniło nie PiS, tylko historyk IPN Krzysztof A. Tochman; PiS ani wtedy, ani innym razem nie buczał. Buczały pojedyncze osoby – na Donalda Tuska czy Ewę Kopacz, którzy wielokrotnie mijali się z prawdą. Generał też skłamał – wchodząc w 2004 r. do Kapituły Orderu Wojennego Virtuti Militari, zataił swoją współpracę z bezpieką.
Paradowska zmarła, ale jej popierające Koalicję 13 grudnia środowisko do dziś broni Ścibora-Rylskiego jako… bezstronny, apolityczny autorytet. Tymczasem dwukrotnie – w 2010 i 2015 r. (trzy lata przed śmiercią) – popierał w wyborach na prezydenta Bronisława Komorowskiego. Sprzeciwiał się także referendum o odwołanie Hanny Gronkiewicz-Waltz z funkcji prezydenta Warszawy.
A za stary na lustrację – bo takie głosy też się pojawiały – nie powinien być żaden funkcjonariusz czy tajny współpracownik komunistycznych służb. Również w dobie coraz większej liczby coraz wyższych rangą kombatantów. Powstańców i „powstańczyń”. Bohaterów Platformy.
[Tytuł, śródtytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]
Komentarze
Pokolenie, które nie zna wojny

Tadeusz Płużański: Wściekłość Stalina, czyli operacja (anty)polska NKWD

Europa stawia na tramwaje. A Polska?

Poseł z otoczenia Kaczyńskiego ostro o sporze w PiS. „Rzygać się chce”

Tadeusz Płużański: Komu Orła Białego, czyli kto (do dziś) pluje nam w twarz







