Szukaj
Konto

Sebastian Reńca o "Szulerze": Brzydzę się donosicielstwem

Spotkanie z Sebastianem Reńcą w Sali BHP
Źródło: Tygodnik Solidarność | Spotkanie z Sebastianem Reńcą
- To mną wstrząsnęło: jedenaście wyroków na szmalcowników. Znając literaturę okupacyjną byłem wstrząśnięty, bo ten proceder był dość powszechny w Warszawie, ale nie tylko - w ten sposób Sebastian Reńca wyjaśniał impuls, który pchnął go do napisania jego najnowszej książki "Szuler". - Ja donosicielstwem się brzydzę. (...) Donosicielstwo jest czymś czego ja nie toleruje - podkreślał.
Co musisz wiedzieć:
  • W kolebce Solidarności odbył się dzisiaj kolejny “Wieczór z historią w Sali BHP”.
  • Tym razem gościem Adama Chmieleckiego był Sebastian Reńca - pisarz, historyk i publicysta Tygodnika Solidarność.
  • Na spotkaniu autor opowiadał o swojej najnowszej książce pt. “Szuler”, a także o wydanej w zeszłym roku powieści historycznej “Wykidajło”.

Po przedstawieniu autora, Adam Chmielecki zapytał Sebastiana Reńcę o jego debiut na łamach Tygodnika Solidarność - gazety, w której autor publikuje także i dziś.

Pisarz mówił, że jego pierwszy tekst ukazał się w Tygodniku w 2001 roku, a więc już ćwierć wieku temu: - Mając 25 lat zobaczyłem swój tekst w gazecie, którą czytałem na studiach. Czytałem, ponieważ tam można było przeczytać teksty Herberta, Kisiela, Herlinga - dlatego kupowało się i czytało Tygodnik. I nagle w tym Tygodniku jest również moje nazwisko. To było coś niesamowitego - wspominał.

Wykidajło 

Pierwsza z książek omawianych na dzisiejszym spotkaniu w Sali BHP Stoczni Gdańskiej to powieść historyczna pt. “Wykidajło”, która swoją premierę miała dokładnie rok temu.

Jej głównym bohaterem jest włóczęga o imieniu Franz, który trafia do Polski w 1939 roku. Tu wojna splata jego los z agentami brytyjskiego wywiadu, szmalcownikami, NKWD i mścicielami z podziemia.

Sebastian Reńca zaznaczył, że do napisania takich książek potrzebny jest impuls.

W przypadku Wykidajły, takim impulsem było zdanie, które przeczytał kiedyś w jednym z numerów Kultury Paryskiej w sekcji listów do redakcji. Brzmiało ono: "Polskie Państwo Podziemne wiosną 1943 roku zdecydowało, że za szmalcownictwo będzie kara śmierci". 

I takich wyroków wydano 11. To mną wstrząsnęło: jedenaście wyroków na szmalcowników. Znając literaturę okupacyjną byłem wstrząśnięty, bo ten proceder był dość powszechny w Warszawie, ale nie tylko. Ja donosicielstwem się brzydzę. (...) Donosicielstwo jest czymś czego ja nie toleruje, czy to jest donosicielstwo w szkole, w pracy, w służbach specjalnych. To jest coś strasznego i działacze Solidarności o tym doskonale wiedza. Donosicielom się nie podaje łapy. Takie mam zasady w życiu 

- wyjaśniał. 

To właśnie spowodowało, że powstała książka, której główny bohater Franz wykonuje wyroki śmierci na szmalcownikach.

"Szuler"

Druga z książek Sebastiana Reńcy to wydana w tym roku pozycja “Szuler. Opowieść o królu Mońku Merinie i jego poddanych”. Jest to reportaż historyczny, który przenosi czytelnika do czasów okupacji niemieckiej. Sebastian Reńca opowiada w nim o losach Żydów mieszkających w gettach i obozach na Wschodnim Górnych Śląsku oraz o ich enigmatycznym przywódcy Mojżeszu Merinie nazywanym “królem Mońkiem”. Praca publicysty Tygodnika Solidarność została już dostrzeżona i nominowana do tegorocznej Nagrody Literackiej im. Józefa Mackiewicza. 

W tym przypadku impulsem była przedstawiona w Sosnowcu sztuka na podstawie komiksu "Maus. Opowieść ocalałego".

Wiecie państwo, tam było, że Polacy to świnie, Żydzi to myszy, Niemcy to koty chyba. Ja przypomniałem sobie ten komiks po 30 latach. I tam przewinęło się nazwisko Mojżesza Merina i zacząłem szukać co to za gość. Okazało się, że to taki sosnowiecki cwaniak, szuler, karciarz, który we wrześniu 1939 roku został szefem Judenratu, a potem szefem Centrali Rad Żydowskich całego Górnego Śląska

- tłumaczył Sebastian Reńca.

Wspominał też, że jego dziadkowie zamieszkali w domu, który w czasie wojny leżał na terenie getta żydowskiego. Ten dom był przeznaczony dla 5-6 rodzin.

Znalazłem spisy przesiedleńcze. (...) I na tych spisach zobaczyłem, że tam zamieszkało kilkadziesiąt osób i sobie tego nie potrafiłem wyobrazić. I to był ten impuls, który kazał mi drążyć temat dalej i dalej. I co się okazało? Gdy przeglądałem przedwojenne gazety, to ten Merin okazał się facetem, który siedział już przed wojną za kanty, tylko, że we wrześniu 1939 roku prezydent RP amnestionował skazańców i Merin wyszedł

- wspominał Sebastian Reńca.

Całość spotkania już niedługo na naszym kanale YouTube.

 

 

Komentarzy: 0
Data publikacji: 22.09.2026 19:31
Źródło: tysol.pl